Święcicki: Aktualność Carla Schmitta

Czytelnikom Pro Fide, Rege et Lege nie trzeba przedstawiać Carla Schmitta. Ale czy zwykły, w miarę orientujący się w rzeczywistości politycznej obywatel wie kim był Schmitt?

W ostatnim czasie jego nazwisko pojawiło się wielokrotnie w telewizji i prasie: o „doktrynie Carla Schmitta” w tonie potępienia mówił w trakcie dyskusji o Trybunale Konstytucyjnym poseł partii opozycyjnej. W jego ocenie partia rządząca miałaby się posługiwać ideami Schmitta w zaprowadzaniu swoich porządków w państwie. A że Schmitt nazistą był, to i ci, którzy mieliby się jego nauk słuchać… Również b. prezydent A. Kwaśniewski przywołał Schmitta twierdząc, że partia rządząca wyznaje ideę Schmitta zakładającą podział na przyjaciół i wrogów. Jeszcze niedawno w przedmowie do wznowienia wyboru dzieł prawnika po polsku, tłumacz przywoływał jedyny chyba wtedy znany przykład „obecności” Schmitta w polskiej polityce: Waldemara Pawlaka czytającego Teologię polityczną i inne pisma na sali sejmowej. Dzisiaj jest Schmitta w przestrzeni publicznej więcej, ale czy to lepiej?

Ze Schmittem w polskiej nauce jest lepiej niż było kiedyś. Tłumaczeń przybywa, podobnie jak kolejnych opracowań. Prawnicy za nim nie przepadają, politolodzy uznali go – choć niechętnie – za klasyka. Wielu mówi o Schmitcie, ale czy wszyscy go czytają? Bo czy wypada go czytać? Czy wypada czytać i mówić o myślicielu znanym z tego, że chciał dzielić ludzi na przyjaciół i wrogów?

Istnieje co najmniej kilka powodów, żeby zajmować się Schmittem. Jeśli mówię o „aktualności” jego myśli, to nie chodzi mi o to, by odnosić ją bezpośrednio do analizy bieżących zdarzeń. Przez „aktualność” rozumiem tu przede wszystkim ponadczasowość rozważań filozoficzno-politycznych, które będą tak samo obowiązujące – oczyściwszy je z języka kontekstu historycznego – 80 lat temu jak dziś. Chciałbym jedynie przestrzec przed bezpośrednim stosowaniem Schmitta w bieżącej dyskusji politycznej, bo może to zaprowadzić nas na filozoficzne manowce.

Schmitt jest aktualny, ponieważ jego teoria polityczności przywraca nadzieję na odrodzenie antagonizmu w świecie postpolityki (Mouffe). Z drugiej strony, pozwala nam rozwinąć refleksję nad politycznym wymiarem bezpieczeństwa państwa, który zupełnie pomijany był przez lata przez prawników. Zaletą Schmitta jest także jego demaskatorska rola w stosunku do wszelkich ideologii, czy to bolszewizmu, czy to faszyzmu, czy to liberalizmu. Niemiecki prawnik był przede wszystkim konserwatywnym, to jest sceptycznym wobec wszelkich ideologii myślicielem, który odkrywał ukryte założenia rzekomo apolitycznych i rzekomo obiektywnych opinii i teorii.

Powodem zainteresowania Schmittem wśród zarówno prawicy, jak i lewicy, jest jego wielowymiarowa, niemal powszechnie występująca w jego pismach krytyka liberalizmu. Ma ona charakter antynomiczny, to znaczy nie wynika z posiadanego całościowego programu politycznego. Brak takiego programu świadczy zresztą o typowo konserwatywnym, z zasady antyutopijnym charakterze jego myśli, która kształtuje się przede wszystkim w opozycji, w polemice z ogólnie pojmowanym liberalizmem. Schmitt krytykuje liberalizm za: wywyższanie społeczeństwa ponad państwo, negację polityczności, wrogości i samej możliwości wojny (źle rozumiany pacyfizm), niewłaściwe pojmowanie demokracji, parlamentaryzm i pluralizm.

W klasycznej pracy na temat krytyki liberalizmu u Schmitta, Klaus Hansen wyróżnia cztery formy owej krytyki. Po pierwsze, Schmitt przyjmuje pesymistyczne, a nie jak liberalizm optymistyczne, założenia co do natury ludzkiej. Antropologia polityczna Schmitta zakłada, że człowiek jest zły i niebezpieczny. Założenie to rzutuje na obraz jednostki jaki posiada Schmitt. Liberalizm, przyjmując optymistyczną antropologię, wywyższa jednostkę ponad wspólnotę polityczną. Po drugie, krytyka liberalizmu wynika u Schmitta z pojęcia polityczności. Liberalizm odrzuca powagę sytuacji wyjątkowej, dąży do zniesienia rozróżnienia na wroga i przyjaciela, neguje możliwość walki i wojny. Po trzecie, według Schmitta instytucjonalną formą liberalizmu politycznego jest parlamentaryzm, który nie tylko nie ma nic wspólnego, jego zdaniem, z prawdziwą demokracją, ale również oznacza akceptację heterogeniczności i pluralizmu wewnątrz państwa. Po czwarte, Schmitt postrzegając liberalizm w kategoriach duchowego habitusu łączy liberalizm z wieczną dyskusją, a więc tym, co wyklucza jednoznaczne rozstrzygnięcie (przeciwieństwem wiecznej dyskusji jest wszak dyktatura).

Liberalizm jest więc dla Schmitta ideologią, metafizycznym systemem, który tworzą rozmaite fikcje polityczne i prawne, a więc to, co jurysty w jego refleksji naukowej, jak sam deklaruje, nie interesuje. Teoria Schmitta jest teorią konkretnego, prawdziwego, politycznego życia, a nie skostniałej mechaniczności czystych form. Nie jest też teorią politycznej naiwności, szczytnych ideałów, utopii, abstraktów, oświecenia, postępu, historycznej konieczności itp. Schmitt jest przede wszystkim realistą. Nie wierzy w polityczne złudzenia, mity końca historii, politycznej jedności, pojednania przeciwieństw.

Nie należy jednak ze Schmittem przesadzać, imputując mu czy też zachwycając się jego domniemaną teorią absolutnej polityczności. Schmitt nie absolutyzuje przyjaźni i wrogości. On jedynie opisuje absolutyzację wroga, która dokonała się w XX wieku właśnie za sprawą różnych ideologii. Fakt, że koncepcję polityczności Schmitta traktuje się jako totalną (czy wręcz totalitarną) wynika być może z przekładu Pojęcia polityczności, które wprawdzie ukazało się w Polsce w świetnym przekładzie, ale pozbawiony zostało dodatków, którymi Schmitt czy to w 1932, czy to w 1963 je opatrzył. W niniejszym numerze publikujemy właśnie te dodatki.

Chciałbym zwrócić uwagę Czytelnika na tylko jeden fragment, choć wiele innych może być bogatym źródłem twórczych interpretacji: „Staje się zatem jasne, że pojęcie wroga, na którym opiera się ta praca, nie polega na zniszczeniu wroga, lecz jego odparciu, na zmierzeniu się sił i uzyskaniu wspólnej granicy. Ale istnieje również pojęcie wroga absolutnego, które zostaje tu wyraźnie odrzucone jako nieludzkie”.

* * *

Niniejszym numerem Pro Fide, Rege et Lege dokłada swój kamyczek do recepcji Schmitta w Polsce. Recepcji naukowej, a nie krytycznej (w sensie negatywnej) czy apologetycznej. Dodatkowo, obok tekstu Schmitta prezentujemy tekst Tomasza Manna oraz trzy wykłady Leo Straussa na temat kryzysu filozofii politycznej i nauki o polityce. Mam nadzieję, że teksty Straussa zapoczątkują dyskusję na temat stanu filozofii i teorii polityki, także w Polsce, o której będziemy mogli więcej przeczytać w kolejnym numerze PFRL.

Łukasz Święcicki

Tekst ten stanowi wstęp redaktora tomu do najnowszego Pro Fide Rege et Lege.

[Głosów:5    Średnia:5/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *