Szymerska: Wojna sztuki

Być może będąc jeszcze laikami filozoficznymi zdarzyło się nam czytać „Sztukę Wojny” Machiavellego bądź Sun Tzu. Patrząc na tego pierwszego, jego dzieła w tym wyżej wspomniana pozycja oraz Książę figurowały na indeksie ksiąg zakazanych a sam w sobie słynny Florentczyk jest uważany za ojca karierowiczów, dyktatorów i wszelkich szemranych polityków. Co się tyczy Chińczyka, powiedział kiedyś dosyć istotne zdanie „Kto często działa z zaskoczenia, często wygrywa”. Należy tu przyznać pewną rację, jeśli mówimy o sztuce lewicy. Nie spodziewaliśmy się przecież monopolu na kulturę z ich strony, a on cały czas się wzmacnia. Nie spodziewaliśmy się wpływów w tym obszarze- mogliśmy obawiać się powtórki z 1917, nawet zwycięstwa w demokratycznych wyborach, ale nie dominacji kulturowej na kontynencie Dostojewskiego, Dantego i Moliera. Kultura Okcydentu kojarzy nam się z ładem i harmonią, ikonami, katedrami, malarstwem holenderskim, francuską piosenką od Edith Piaf i rosyjskim baletem Czajkowskiego. A jednak, sztuka piękna jest wypierana przez wszechobecną kulturę skandalu i turpizmu, a to jedynie wierzchołek góry lodowej. Jednym jest uboga inscenizacja w teatrach, jest to jedynie przykre wrażenie estetyczne. Drugim natomiast jest kwestia ideologizacji sztuki stającej się sztuką wręcz wojenną- tendencyjne stają się filmy, seriale, przedstawienia w teatrach. Co gorsza my w tej wojnie przegrywamy.

 

Skąd się w zasadzie wzięła lewicowa sztuka? Na potrzeby tego pytania uznajmy, że mówimy o sztuce w nurcie liberalno-lewicowym, gdyż czym innym jest literatura pozytywistyczna a czym innym nachalna propaganda antyklerykalna, którą widzimy chociażby w głośnej ostatnimi laty „Klątwie”. Pewnym jest, że po części ze sprzyjających ideowo dystrybutorom. Ostatnio Facebook usunął fanpage Konfederacji za antynaukowe podejście do epidemii, jednocześnie zostawiając strony głoszące antynaukowe teorie o nieskończonej ilości płci. Instagram, Facebook i inne platformy stanowią idealne miejsce dla młodocianych artystów, których lewicowe poglądy nie spotkają się z cenzurą. Podziękować można też panu Pierowi Paolo Pasoliniemu za znormalizowanie skandali; do czasu usunięcia Kodeksu Haysa filmy musiały spełniać mniej lub bardziej rygorystyczne kryteria, niektóre wręcz z punktu widzenia Polaka bezsensowne (jak chociażby kwestie rasowe niewystępujące w Europie), odwilż jednak nie trwała krótko, gdyż za sprawą takich twórców, jak wyżej wspomniany Włoch reżyserzy amerykańscy ścigali się w zrobieniu jak największej kontrowersji. Wreszcie, sami w sobie właściciele teatrów i galerii popierają sztukę wtrącającą się w sposób nieraz wulgarny w spory polityczne oczywiście z pozycji liberalnych bądź lewicowych. Mając propagatorów lewicowym liberałom udało się przejąć kulturę, w której brak sacrum.

Można teraz mówić o sile tej propagandy, która wbrew pozorom jest wcale niemała. Propaganda od zawsze była skuteczna- wiedziała o tym Leni Riefenstahl, wiedział o tym Włodzimierz Majakowski i wie o tym każdy despota z koreańskimi Kimami na czele, którzy inwestują w tzw nacjorock. Jest też tak w tym przypadku a przykładów nie brakuje. Nie bez powodu jednym z najsłynniejszych jak nie najsłynniejszym obrazem Picassa jest Guernica. Sztuka polityczna się sprzedaje i potrafi nawet wpływać nie tylko na opinię publiczną, lecz także na samych rządzących. Przywołam tutaj przykład Pauli Rego, urodzonej w Portugalii Salazara. Artystka posługując się stylem neo-dadaistycznym porusza temat współczesnego feminizmu i aborcji. Sam premier portugalski w 2006, Jose Socrates przyznał, że jej twórczość miała wpływ na liberalizację prawa aborcyjnego. Proaborcyjny rysunek Irlandki Alice Maher „the history of tears” (historia łez) obecnie nie bez powodu przebywa w warszawskim muzeum sztuki nowoczesnej. Tajemnicą nie są też poglądy „Maty”, które przemyca w swoich tekstach do rapu. Nie dziwimy się obecności jego twórczości oraz „Polskiego Tanga” Taco Hemingwaya na marszach ogólnopolskiego strajku kobiet.

Prawica wojnę kulturową przegrywa i przegrywać będzie dopóki nie wyrośnie pokolenie nowych artystów, którzy to z kolei też będą stykali się z kulturą lewicy. Nie pomagają tu często wezwania o zdjęcie filmu lub spektaklu, wspomniana już słynna „Klątwa” była grana kilka lat. Nie toczymy wojny, my ją przegrywamy, ale możemy wygrać. Cytując Sun Tzu „podczas chaosu jest też szansa” i naszą rolą jest ją wykorzystać. Nie bez powodu dzieci w szkole uczą się pieśni powstańczych, Roty (…). Wykorzystując narzędzie sztuki możemy kreować opinię publiczną, tak jak robi to lewica.

Hanna Szymerska

Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *