Triumf beatyfikacji. Polemika z linią konserwatyzm.pl

Błogosławiony Janie Pawle II, módl się za nami!

Stało się! Od dziś możemy zanosić takie prośby jak wyżej, albowiem Benedykt XVI beatyfikował dziś swego poprzednika – dotychczas Sługę Bożego – Jana Pawła II! Wbrew temu, co o kryzysie Kościoła mówią zarówno siły modernistyczne, jak i tradycjonalistyczne – samą organizacją beatyfikacji Kościół dowiódł swej potęgi. Pielgrzymi tylko w Rzymie liczeni w setkach tysięcy, setki księży, dziesiątki przedstawicieli wyższego kleru…Kler liczny, pięknie przystrojony, gotowy do szafowania Najświętszym Sakramentem, gdy przyszedł na to czas…Liczne głowy państw, które przybyły uznać świętość Papieża, pamiętające pewnie czasy, gdy przybywał on do nich wieść Dobrą Nowinę jako strudzony pielgrzym. Słuchające poleceń organizatorów tłumy otoczone posągami świętych, na placu świętego Piotra, uczestniczące w pięknej i długiej liturgii z udziałem samego Benedykta XVI  – to wszystko dawało wyraz ciągłości, której niektórzy tak nieopatrznie zaprzeczają.

To tylko zachwyt nad zewnętrznymi oznakami ceremonii, ale ile dobrego musiała ona przynieść pod względem duchowym! To już ciężej opisać, zwłaszcza jeśli było się tylko świadkiem transmisji telewizyjnej, ale i tak dało się odczuć wzruszenie, piękno chwili i wyrażać wdzięczność Panu Bogu. Oto Kościół, wydawałoby się, że tylko trącany i poszturchiwany, raz jeszcze okazał swoją potęgę. Oto dzień beatyfikacji zupełnie zakrył typowe zazwyczaj przeżywanie 1 maja jako mające tradycje socjalistyczne "Święto Pracy". Beatyfikacja człowieka, który swe życie przeznaczył na duchową walkę z marksizmem, dokonała się właśnie w dniu, który marksizm uważał za swe święto. I na tym polu ideologia ta musiała ustąpić Kościołowi, po ponad półtorawiekowej, zaciętej walce, choć wydawało się, że w dwudziestym wieku ten marksizm osiągnie zupełne zwycięstwo. Zamiast antagonizującego Święta Pracy, mieliśmy jednoczące Święto Miłosierdzia, zamiast kłótni i pochodów, mieliśmy zjednoczony lud wokół beatyfikacji.

Jak to powiedział Benedykt XVI, taką wolę wyraził Kościół. "Szybko" – zauważają niektórzy, zwracając uwagę na znacznie dłuższe procesy beatyfikacji i kanonizacji w innych przypadkach. Ale przecież różnie to bywało. Św. Joanna d’Arc czekała na kanonizację prawie pół tysiąclecia, ale święty Franciszek z Asyżu – tylko parę lat (i to wystarczyło na nadanie stopnia wyższego niż błogosławiony). Nie ma co zatem stać z miarką w ręku – dla Pana Boga jeden dzień jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień. Różne są daty i czas przebiegu takich procesów. W tym przypadku był względnie szybki, ale Kościół do tego dopuścił. W dodatku, potwierdzone to zostało cudami, których sam przecież nie wywołał. Cudowne uzdrowienie dokonane za wstawiennictwem papieża to jeszcze jeden dowód, świadczący o czymś więcej niż o jakiejś deklaratywności i folgowania chęciom ludu! Ci, którzy tak twierdzą, odejmują wręcz Kościołowi powagi. A że była to sprawa poważna, świadczą słowa samego papieża, który beatyfikacji dokonał, a następnie szczątki błogosławionego z godnością uczcił. Jak czyniono już tyle razy nad Tybrem i na całym świecie objętym Dobrą Nowiną – jeszcze jeden dowód ciągłości.

Tę decyzję muszą w końcu uznać dwie grupy – moderniści i tradycjonaliści. Co ciekawe, obie te grupy nazywają tak nas, środkowych katolików. Modernista nazwie nas tradycjonalistami, tradycjonalista – modernistami. My natomiast po prostu kierujemy się złotym środkiem, bacząc na przesadę, jaka od stuleci łatwo odrywała ludzi do Kościoła (takim przesadnym rygoryzmem kierowali się w IV wieku donatyści).

Moderniści uważają, że Jan Paweł II nie zrealizował postulowanych przez nich "reform". Chcieliby otwartego Kościoła przyzwalającego właściwie na wszystko, czego żąda świat. Obecny świat chce kobiet-kapłanów – to mają być i w Kościele katolickim. Chce mieć in vitro – Kościół ma je uznawać. Krzywym okiem patrzy na celibat – niechaj Kościół go zniesie. Stąd krytyka Jana Pawła II i obecnego papieża, bo tym projektom słusznie mówili oni "Non possumus!". Jan Paweł II surowo zresztą sobie z niektórymi takimi atakującymi poczynał – przykładem Hans Kung, który w końcu znalazł się poza Kościołem. Do dziś krytykuje go z takich modernistycznych pozycji i chętnie widziałby upadek tradycyjnego Kościoła, jak tylu przed nim.

Po drugiej stronie są ci, którzy nazywają nas modernistami. To tradycjonaliści. Uważają, że Sobór Watykański II był tragedią, od której liczą się czasy upadku i kryzysu Kościoła. Nie podoba im się ekumenizm i dialog międzyreligijny, pomimo że Kościół działał ekumenicznie conajmniej od średniowiecza. Już wtedy były projekty unii z Grekami, w XVI wieku zaproszono protestantów na Sobór Trydencki, zaproszono też ich i na Sobór Watykański I – różnica jakościowa polegała na tym, że wtedy to zapraszani odmawiali, zmieniając zdanie wobec konsekwentnej polityki Kościoła dopiero w drugiej połowie XX wieku. Z innymi religiami Kościół również miał kontakt wcześniej. Grunt, by ani w jednym, ani drugim przypadku nie tracić własnej tożsamości. Tej tożsamości nie tracimy i dlatego byliśmy dziś duchem w Rzymie – jako katolicy. Taktyczne szukanie sojuszników przeciw laicyzacji nie musi oznaczać przyjmowania ich wiary. Zresztą, czy po spotkaniu w Asyżu księża przeszli na buddyzm czy islam? Niczego takiego nie spostrzeżono. Nie mają one przecież na celu tworzenia jednej, mieszanej religii, bo na to nie zgodzilibyśmy się ani my, ani zwolennicy pozostałych religii. Tradycjonaliści zachowują się tak, jak byśmy przechodzili na ich pozycje, tylko z tego powodu, że rozmawiamy. A rozmowy i wspólne bytowanie, oprócz walk, toczyły się i przed Soborem Watykańskim II. Za przykład niech posłuży kolonizowanie świata przez chrześcijańską Europę w drugiej połowie XIX wieku. Koegzystowali wtedy i nowi misjonarze, i zwolennicy starych religii. Na otwarciu Kanału Sueskiego obok księdza katolickiego był islamski mufti. Działo się to za pontyfikatu słusznie błogosławionego Piusa IX…Dodajmy, że ta wybitna postać, tak lubiana przez tradycjonalistów beatyfikowana została przez dziś beatyfikowanego…Jana Pawła II! Czy nadal nie widzicie ciągłości?

Ciągłość tak samo miały wcześniej języki narodowe (w których wygłaszano nabożeństwa, kazania…) i różnorakie inne kwestie. Nawet liturgia, wśród której tak chętnie szuka się różnic, ma podobieństwa. Osobiście widziałem podobieństwa – uczęszczałem zarówno na Msze w starym rycie, jak i na nowym i pewnie nadal będę tak robił – zwłaszcza, że Benedykt XVI na to zezwolił. Jest to zresztą ciekawym powrotem do średniowiecza, gdy mieliśmy kilka rytów, a nie jeden. Tak też już było i to nic nowego!

Tradycjonaliści dzielą się na stronnictwa bardziej umiarkowane i radykalniejsze. Te drugie zwłaszcza wydają ciekawe owoce – od twierdzenia, że papieża nie ma, pomimo iż jest, po wybory nowych "papieży", powiadają, że czasem w garażach czy przez telefon. Później ci sami ludzie mówią, że popierają Tradycję. Problem stronnictw umiarkowanych jest bardziej złożony, przyznaję, ale część z nich uznaje papiestwo i stara się po prostu realizować własną wizję w Kościele. Druga część skupia się na krytyce i atakach – i to nie laicyzującego się świata, tylko idącego na przekór światu Kościoła!

Ciekawym zjawiskiem u tradycjonalistów jest to, że często są nimi ludzie młodzi. Ich dziadkowie i starsze pokolenie – również kapłani – urodziło się w czasach Kościoła przedsoborowego. Uznali jednak gremialnie Sobór Watykański II, pomimo że co niektórzy większość życia spędzili w czasach przed nim. Tradycjonaliści zaś często werbują się z ludzi, którzy dorastali w Kościele posoborowym, uznawali go i uznawali Papieża, dopóki ktoś (najczęściej pewnie: internet) nie "oświecił" ich, że jest to Kościół w upadku i kryzysie. Przypomina to XVI wiek i czasy katolików, którzy stawali się protestantami, gdy "oświecała" ich ulotna broszura cytująca kilka fragmentów z Pisma i świadcząca, że "drzewiej" było inaczej. Fragmenty z Pisma były odpowiednio dobrane. Tradycjonaliści z kolei posługują się starymi dokumentami – też odpowiednio dobranymi i robiącymi zaplanowane wrażenie.

Patrząc na owoce tej grupy, również należy być ostrożnym, tak jak z modernistami. Szkoda, że tak mało jej członków chciało wejrzeć na piękno dnia beatyfkacji i ujrzeć ciągłość i prawdziwą Tradycję, będącą na wyciągnięcie ręki!

Można powiedzieć, że modernistów pociąga Pokusa Przyszłości – postępu, swawoli, używania sobie, pełnej zgody ze światem i jego niezmiennie zmieniającymi się trendami. Tradycjonalistów pociąga z kolei Pokusa Przeszłości – ubarwionej, trochę naciąganej, odpowiednio spreparowanej. Pomiędzy tymi dwoma skrzydłami jesteśmy my, środkowi katolicy, starający się odrzucić i te dwie pokusy, oraz inne, liczne pokusy tego świata. Mamy wzorce, z których czerpiemy i dokładamy do nich nowe. Używamy zarówno wiary, jak i rozumu. Pamiętamy o Tradycji, choć staramy się odpowiedzieć na wyzwania tego świata, tak samo jak przodkowie – którzy właśnie w ten sposób tworzyli Tradycję.

Widać to w Kościele, widać to było przy dzisiejszej beatyfikacji naszego wielkiego papieża. Po prostu trzeba chcieć zobaczyć, a nie zasłaniać się formułkami modernistycznych i tradycjonalistycznych teologów.

Co dalej? Nie twierdzę, że nie ma problemów. Problemem są chociażby ataki modernistów i tradycjonalistów, coraz silniejsze dzięki mediom i internetowi. Obie strony mają siłę i są w stanie zwiększyć swoje obozy kosztem środkowych katolików. Pozostają też liczni chrześcijanie poza Kościołem.

A dochodzą problemy zewnętrzne…laicyzujący się świat, nowe sekty, potężne ruchy wyznaniowe, możliwe, choć teraz ledwo dostrzegalne, odrodzenie pogaństwa, pytania dotyczące miejsca człowieka w świecie, materialne przemiany świata i władzy. Papiestwo i Kościół nadal będą mieć pełne ręce roboty i okazje do potwierdzenia i wydobycia nowej świętości.

Jednak dzisiejszą beatyfikacją również wzbogaciliśmy Tradycję. Jutro natomiast czeka na zagospodarowanie przez katolików. Twórzmy Tradycję nadal. Twórzmy ją zarówno ze św. Piotrem, św. Grzegorzem Wielkim, św. Grzegorzem VII, św. Piusem V, bł. Piusem IX, św. Piusem X, Sługą Bożym Piusem XII, bł. Janem XXIII i bł. Janem Pawłem II. Oraz innymi następcami świętego Piotra, łącznie z obecnie panującym nam Benedyktem XVI. Czas dostrzec ciągłość i działać dalej z rozwagą, a nie tracić czas na swarach. 

Cieszmy się, póki co, tą świętością jaką mamy! Wołajmy – błogosławiony Janie Pawle II, módl się za nami! Wyproś u Pana Boga zgodę między nami, siłę do pokonania czekających nas wyzwań, dalsze odnowienie Kościoła, znajdujące idealny Złoty Środek pomiędzy Przyszłością a Przeszłością! Umacniaj nas, abyśmy nie upadli i nie odłączyli się od Kościoła – sam Kościół wszak nie upadnie, choćby tak wieszczyli fałszywi prorocy wszelakiej proweniencji, bramy piekielne go nie przemogą. Same mogą się tylko zatrząść od takich rzymskich triumfów, jak dzisiejszy!

Kacper Gis

Tekst ten nie odzwierciedla linii Redakcji. Zamieszczamy go, bowiem został przysłany jako polemika z linią naszego portalu. [aw]

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Triumf beatyfikacji. Polemika z linią konserwatyzm.pl”

  1. To też z bólem, ale uznajemy tę beatyfikację. Pisałem o tym we wczorajszym tekście. Cieszymy się razem z Panem, tylko, że my przez łzy. Beatyfikacja nie jest wielkim problemem. Jeśli JP2 zostanie świętym, to problem będzie już natury teologicznej.

  2. Panie Wielomski! Proszę się wypowiadać w imieniu własnym, a nie wszystkich „tradycjonalistów”! To, że przygarnął Pan zdezorientowanego lefebrystowskiego ministranta oraz kilku innych chłopców zapatrzonych w schizmatyckiego arcybiskupa francuskiego, nie oznacza wcale, że wolno używać Panu takiego uogólnienia.

  3. Benedykt XVI zaznaczył w „Deus caritas est”, że są różne odcienie miłości: jest „caritas”, jest „agape”, jest „filia”, jest „eros.” A moim zdaniem największym odkryciem chrześcijaństwa jest „miłość nieprzyjaciół.”

  4. Ja się cieszę z beatyfikacji! Tradycionaliści polscy też powinni. Sam przyjmuję z lekkim nieskamkiem wszelkie próby (które nie oszukujmy się i tak spełzną na niczym!) mówienia o tym, że JPII nie był po linii tradycionalistów i tradycionalistom to nie wsmak że beatyfiacja doszła do skutku, że stało się i ach… etc. etc. . W przypadku JPII liczy się jego świadectwo i nauczanie, jego nowe otwarcie w ewangelizacji świata które skutkowało m. in. ożywieniem religijnym częsci francuskiej młodzieży, nawróceniami, zjednoczeniem polskiego społeczeństwa, wzrostem zaufania do paiestwa i inhymi dobrymi kolosalnie ważnymi rzeczami. Wolę patrzeć na te pozytywne strony niż szukać mankamentów.

  5. Skoro sam portal umieścił tekst w którym jest napisane, że kanonizacja nie jest nieomylna, to jakie może mieć ona konsekwencje teologiczne? Mogę prosić o wyjaśnienie tej kwestii?

  6. Oryginalnie te słowa z brakiem nieomylności wiążą się z beatyfikacją(nie mylić z kanonizacją). A Szanownym Panom zachwalającym obecną sytuację w Kościele i krytykującym tego „schizmatyckiego” arcybiskupa zalecam chociażby przeczytanie Mortalium animos. Zabawne,że 'centrystom’ przeszkadzają tylko „nadużycia tradycjonalistyczne” a oprócz tego to wszystko jest pięknie, kryzysu nie ma i nie ma co narzekać wszelka ciągłość utrzymana. Bramy piekielne Kościoła nie przemogą,ale to nie znaczy,że mamy się wiwatować przy upadku tradycyjnych wartości, orientacji Kościoła na człowieka zamiast na Boga i jego obecnie w dużej mierze cukierkowo prawoczłowieczej oprawie.

  7. @Inquisitor: „Bramy piekielne [Koscioła] nie przemoga”, ale równocześnie „Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę gdy [powtórnie] przyjdzie?” A więc nawet w stanie ewentualnej totalnej apostazji KRK dotrwa do Paruzji, to po pierwsze. A po drugie „nie przemogą” oznacza też „nie zmuszą do apostazji”, innymi słowy ewentualna apostazja wynikac bedzie z woli apostatów, a nie z nacisku zewnetrznych sił. To tak ku przestrodze optymistów-kremówkarzy.

  8. @Apfelbaum Falszywy problem.Fakt beatyfikacji czy kanonizacji nie powoduje ze dana osoba dostaje sie do Nieba, tylko ze jej cnoty podane sa wiernym do nasladowania. W przypadku beatyfikacji czy kanonizacji osoby watpliwej, to moze wywolac zamet wsrod wiernych. Zamet w duszach powstal straszny , nawet wsrod tradycjonalistow , a szczegolnie w Polsce. We Francji tez : w zeszla niedziele, kiedy to mialo miejsce ludzie mi po mszy narobili takich uwag, ze sie az glupio czulem + uwagi byly czesto wewnetrznie sprzeczne.

  9. Bramy piekielne kościoła nie przemogą jednak po przez SVII te bramy go przemogły. Dzięki SVII kościół zmienił się w korporację gdzie bogiem stała się mamona. Jak tak dalej pójdzie to nic dziwnego, że nasi prawnukowie obudzą się w Euroimperium Islamu.

  10. Ad Piotr Kozaczewski – oczywiście o tych słowach („Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę gdy [powtórnie] przyjdzie?”) też nie można zapominać.Niestety dziś Kościół wypełnia się w dużej mierze odmienną od dotychczasowej treścią, zachowując pewne resztki dawnej formy. Jak wierni mają dbać o dusze, jak społeczeństwo ma dobrze funkcjonować gdy jego pasterze wyrzekli się walki z tym co złe na rzecz dialogu?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.