W ślepym zaułku idei Giedroycia

Opinia publiczna w Polsce – ekscytowana od wielu dni kolejnym tematem zastępczym, czyli tzw. konfliktem o Trybunał Konstytucyjny – prawie tej wizyty nie zauważyła. Wizyta Prezydenta RP na Ukrainie znalazła się na marginesie przekazu wiodących mediów w Polsce. Być może była to taktyka celowa. Tematyka ukraińska jest bowiem od co najmniej pół roku wygaszana jako temat polityczny. Nie była obecna w obu kampaniach wyborczych i prawie nie ma jej w mediach.

Dzieje się tak dlatego, że opinia publiczna w Polsce w swojej większości nie akceptowała i nie akceptuje zaangażowania polskiego establishmentu politycznego po stronie pomajdanowych władz Ukrainy. Sprzeciw polskiej opinii publicznej budził i budzi przede wszystkim banderowski renesans, z jakim mamy do czynienia na Ukrainie w następstwie przewrotu z 2014 roku. Niewątpliwie też z entuzjazmem polskiej opinii publicznej nie spotkało się wciąganie Polski w konflikt z Rosją. Z tych zapewne powodów establishment polityczno-medialny w Polsce doszedł do wniosku, że należy mniej ostentacyjnie prezentować swoje zaangażowanie po stronie pomajdanowej Ukrainy.

Największym sukcesem odniesionym przez Andrzeja Dudę w Kijowie było to, że nie skompromitował się on jak jego poprzednik, który 9 kwietnia 2015 roku wygłosił przed parlamentem Ukrainy pełne wazeliny przemówienie, a zaraz potem tenże parlament uchwalił ustawy gloryfikujące OUN-UPA.

Poza tym wizyta obecnego Prezydenta na Ukrainie rozwiała wszelkie nadzieje tej części elektoratu Prawa i Sprawiedliwości, która liczyła na korektę polityki ukraińskiej Warszawy, chociażby w kwestii upomnienia się o pamięć ofiar ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego i sprzeciwu wobec państwowego kultu OUN-UPA na Ukrainie. Obóz polityczny, z którego wywodzi się Prezydent Duda nie tylko nie zamierza korygować polityki proukraińskiej swoich poprzedników, ale dąży do jej eskalacji, co nie jest żadnym zaskoczeniem zważywszy na daleko idące zaangażowanie tego obozu w przewroty polityczne na Ukrainie w 2004 i 2014 roku oraz jego antyrosyjski mesjanizm polityczny. Polityka obecnych władz polskich będzie zatem brnęła jeszcze intensywniej w ślepy zaułek dawno przebrzmiałej idei Jerzego Giedroycia. Świadczy o tym zarówno wymiar historyczny, jak i polityczny wizyty Prezydenta Dudy w Kijowie.

Wymiar historyczny

W wymiarze historycznym wizyta Prezydenta RP potwierdziła, że kwestia upamiętnienia ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego nie będzie stawiana przez władze polskie jako istotny problem w stosunkach polsko-ukraińskich, co oznacza, że gloryfikacja zbrodniczego ruchu banderowskiego na Ukrainie – tak jak dotychczas – nie spotka się z negatywną reakcją Warszawy. Także obecny obóz rządzący w Polsce pokornie akceptuje fakt, że pomajdanowa Ukraina buduje swoją tożsamość narodowo-polityczną na tradycji banderowskiej i taką właśnie Ukrainę uznaje za najważniejszego partnera politycznego na Wschodzie.

Ludobójstwo wołyńsko-małopolskie pozostanie nadal na marginesie polityki historycznej Warszawy jako problem niechciany, kłopotliwy i zamiatany pod dywan. Główną osią polskiej polityki historycznej będzie narracja antysowiecka i antyrosyjska, współgrająca z identyczną narracją pomajdanowych władz w Kijowie. Dobitnie pokazały to ceremonie towarzyszące wizycie Prezydenta Dudy w Kijowie.

Prezydent RP w pierwszej kolejności złożył wieńce na Wspólnej Mogile Ofiar Totalitaryzmu i pod Centralnym Monumentem Poświęconym Ofiarom Totalitaryzmu. Są to pomniki upamiętniające ofiary terroru sowieckiego, czyli – w myśl realizowanej w Polsce i na Ukrainie polityki historycznej – rosyjskiego. Postawienie znaku równania pomiędzy przymiotnikami „sowiecki” i „rosyjski” jest bowiem największym zabiegiem manipulacyjnym polskiej, ukraińskiej, a także litewskiej, łotewskiej i estońskiej polityki historycznej. Kontynuacją tej narracji było złożenie przez Prezydenta Dudę wieńca pod Pomnikiem Ofiar Wielkiego Głodu 1932-1933. Poprzez tę ceremonię najwyższy przedstawiciel Rzeczypospolitej Polskiej kolejny raz dał wyraz uznania dla ukraińskiego, a ściślej rzecz biorąc banderowskiego punktu widzenia na historię Wielkiego Głodu. Wedle interpretacji banderowskiej, przyjętej na Ukrainie za Prezydentury Wiktora Juszczenki, Wielki Głód był zbrodnią ludobójstwa popełnioną rzekomo głównie na Ukraińcach, której celem miała być zagłada nie tylko chłopstwa, ale całego narodu ukraińskiego i pogrzebanie jego dążeń niepodległościowych. Ta skrajna interpretacja ma wymiar nie tylko antyrosyjski, w kontekście postrzegania Rosji jako wyłącznego spadkobiercy ZSRR, ale służy także wybielaniu OUN-UPA. Na pytanie o zbrodnie banderowskie nacjonaliści ukraińscy zawsze rzucają hasło Wielki Głód i odpowiadają, że Ukraińcy wycierpieli więcej niż ktokolwiek, a Sowieci (w domyśle Rosjanie) byli gorsi.

Program wizyty Prezydenta Dudy nie przewidział złożenia wieńca pod pomnikiem ofiar ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego, ponieważ takiego pomnika nigdzie na Ukrainie nie ma i nie będzie. Ba, nie ma go także w Warszawie, gdzie skutecznie uniemożliwiono takie upamiętnienie polskich ofiar OUN-UPA, o jakie zabiegały środowiska kresowe. Zamiast monumentu zgodnego z oczekiwaniami i projektem Kresowian, postawiono na Skwerze Wołyńskim pomnik w formie, która nie razi Związku Ukraińców w Polsce i ambasady Ukrainy. Upamiętnia on – jak głosi napis – ofiary „zbrodni o znamionach ludobójstwa”. O znamionach, czyli nie wiadomo czy na pewno ludobójstwa. Znamię – według słownika języka polskiego – to „cecha charakterystyczna czegoś”. Na przykład zmiana na skórze może być znamieniem (cechą charakterystyczną) nowotworu, ale nie musi. Tak samo zbrodnie OUN-UPA, które upamiętnia pomnik na Skwerze Wołyńskim w Warszawie, mogą być w myśl napisu na nim ludobójstwem, ale nie muszą i autorzy tego napisu, a także identycznej w treści uchwały Sejmu, pozostawiają to kwestią otwartą. Należy dodać, że zgodnie z linią ukraińskiej (banderowskiej) polityki historycznej.

W linię tej polityki wpisał się wzorem swoich poprzedników również Prezydent Duda podczas swojej kijowskiej wizyty. Co prawda oficjalnie podniósł on, że układanie relacji dwustronnych musi opierać się na prawdzie historycznej, nawet jeżeli jest ona bolesna, ale zaraz tę bombę rozbroił dodając, że „krzywdy z XX wieku nie powinny jednak kłaść się cieniem we wzajemnych stosunkach”[1]. O ile nie są to krzywdy doświadczone ze strony ZSRR utożsamianego z Rosją, chciałoby się dodać. Czyli nihil novi. Tak samo widzieli tę sprawę Aleksander Kwaśniewski, Lech Kaczyński i Bronisław Komorowski.

Prezydenci Andrzej Duda i Petro Poroszenko zapowiedzieli powołanie jakiejś polsko-ukraińskiej „instytucji dialogu” do dyskutowania o „znamionach ludobójstwa”, ale chyba nikt w Warszawie i Kijowie nie traktuje tego poważnie. Zresztą wątpliwości w tej kwestii nie pozostawił były szef ukraińskiego MSZ Wołodymyr Ohryzko, który na łamach ukraińskiej gazety „Deń” oświadczył: „Wyciąganie na scenę polityczną kwestii historycznych jest nieproduktywne. W pewnych kołach politycznych temat ten jest już podnoszony i jeśli do tego dojdzie, to będzie to błąd; historię należy pozostawić historykom, a politycy powinni patrzeć w przyszłość”[2]. Takie myślenie przyszłościowe jest typowe dla ludzi o brudnym sumieniu. Strona ukraińska nie zmieniła tego przyszłościowego myślenia od 24 lat, spotykając się przeważnie z pokorą, rzadziej z nieśmiałym sprzeciwem strony polskiej.

Prezydent Polski nie wyraził też sprzeciwu wobec powszechnej na Ukrainie gloryfikacji zbrodniczych formacji OUN-UPA jako rzekomych bojowników o niepodległość. Nie wyraził wreszcie zaniepokojenia odradzaniem się zbrodniczej ideologii banderowskiej, będącej przecież ukraińską wersją narodowego socjalizmu. Prezydentowi Polski i polskim elitom politycznym nie może nie być znanym fakt, że wszystkie partie polityczne reprezentowane w obecnym parlamencie ukraińskim – z wyjątkiem Bloku Opozycyjnego (skromna pozostałość po Partii Regionów) – odwołują się w mniejszym lub większym stopniu do tradycji banderowskiej. Warto przypomnieć, że zaniepokojenie banderowskim renesansem na Ukrainie wielokrotnie wyrażał Prezydent Czech Milosz Zeman. On też – w zastępstwie polityków polskich – publicznie upomniał się o pamięć Polaków zamordowanych przez OUN-UPA.

Ostatnią ceremonią Prezydenta Dudy w Kijowie było złożenie wieńca pod Krzyżem „Bohaterów Niebiańskiej Sotni”. Chodzi o ofiary masakry w Kijowie z 20 lutego 2014 roku, które według oficjalnej propagandy ukraińskiej zginęły z rąk milicyjnej formacji „Berkut”. Dzisiaj jednak na pewno wiadomo – i Prezydent Duda nie mógł o tym nie słyszeć – że jest to kłamstwo. Do uczestników tzw. Majdanu strzelali nie milicjanci, ale snajperzy z budynków kontrolowanych przez organizatorów Majdanu[3]. Strzały padły m.in. z pokoju w hotelu „Ukraina”, który wynajmowali działacze noebanderowskiej „Swobody”[4].

Ceremonią pod Krzyżem „Niebiańskiej Sotni” Prezydent Duda wpisał się w narrację mitu założycielskiego pomajadanowej Ukrainy – absolutnie fałszywego, tak samo jak mit banderowski – i tym samym przeszedł do wymiaru politycznego swojej wizyty.

Wymiar polityczny

Pomimo bezpardonowej walki, jaką wydał obozowi politycznemu Jarosława Kaczyńskiego odsunięty od władzy obóz liberalny, hucpy z Komitetem Obrony Demokracji, krzyków o zamachu stanu oraz mobilizowaniu przeciw obecnym władzom polskim polityków niemieckich i unijnych, w jednym „obóz obrońców demokracji” pozostał zgodny z „obozem pełzającej dyktatury” – w serwilistycznej polityce wobec pomajdanowej Ukrainy.

„Gazeta Wyborcza”, zapowiadając wizytę Prezydenta Dudy w Kijowie, wyrzuciła mu swoje żale piórem red. Pawła Wrońskiego: „Wizyta głowy (państwa – uzup. BP) odbywa się po czterech miesiącach urzędowania Prezydenta Dudy. Jego poprzednik Bronisław Komorowski spotykał się ze swoim ukraińskim odpowiednikiem niemal co miesiąc. Do tej pory Andrzej Duda zdawał się pomijać tematykę ukraińską”. W związku z tym red. Wroński pogroził mu palcem: „Wizyta Prezydenta na Ukrainie może być najważniejszą do tej pory jego wizytą zagraniczną. Okaże się, czy Polska nadal będzie skutecznym ambasadorem Ukrainy w UE, czy też rola ta należy do przeszłości”[5].

Obawy red. Wrońskiego okazały się przedwczesne, a rezultaty wizyty Prezydenta Dudy w Kijowie przeszły jego najśmielsze oczekiwania. Prezydent RP nie zawiódł red. Wrońskiego ani ogłaszając, że będzie wspierał „europejskie aspiracje” Ukrainy, ani zapowiadając poparcie dla utrzymania sankcji wobec Rosji, ani opowiadając się za „trwałym pokojem” w Donbasie na zasadach ukraińskich[6].

Ukraiński politolog Ołeksandr Palij podsumował wizytę Prezydenta Dudy następująco: „Dla nas najważniejsze jest to, że Polska twardo stoi przy Ukrainie, nie stwarza problemów, a wręcz nam pomaga”[7]. Myślę, że jest to najlepsze podsumowanie nie tylko kijowskiej wizyty polskiego Prezydenta, ale całej polityki polskiej wobec Ukrainy na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza. Polityki odwołującej się do mitycznych koncepcji Jerzego Giedroycia i wpisującej się w realizację amerykańskich planów geopolitycznych wobec obszaru poradzieckiego. Istotnie – Polska nie sprawia problemów Ukrainie – ale pomajdanowa Ukraina prędzej czy później sprawi wielki problem Polsce, o czym pogrobowcy Giedroycia zdają się nie wiedzieć.

Prezydent Duda, w imię giedroyciowskich i prometejskich mitów, okazał w Kijowie znacznie większą hojność z kieszeni polskiego podatnika niż jego poprzednik. O ile Bronisław Komorowski zaoferował Ukrainie 75 mln euro (300 mln złotych), to Andrzej Duda „otworzył linię kredytową” w wysokości miliarda euro (czterech miliardów złotych)[8]. Nie jest to żadna linia kredytowa, ale darowizna. Jest chyba oczywiste, że kraj niewypłacalny, stojący na krawędzi bankructwa, który oficjalnie odmawia spłaty swojego zadłużenia zagranicznego[9], nigdy tego „kredytu” Polsce nie zwróci. Wygląda na to, że PiS chce wziąć na utrzymanie polskiego budżetu nie tylko rodziny wielodzietne, ale także ukraińskich oligarchów. Z „linii kredytowej” Prezydenta Dudy raczej nie skorzystają przeciętni obywatele Ukrainy. Od miesięcy wielu z nich nie otrzymuje wynagrodzeń i emerytur, podczas gdy skompromitowany rząd Jaceniuka przyznał sobie ostatnio 25-procentowe podwyżki[10].

Oprócz „linii kredytowej” Prezydent Duda zaoferował władzom w Kijowie poparcie na forum UE w sprawie przedłużenia sankcji unijnych wobec Rosji. Nowością, która zaskoczyła wielu obserwatorów była też zapowiedź Andrzeja Dudy forsowania udziału Ukrainy w warszawskim szczycie NATO w 2016 roku[11].

Nieodpowiedzialność

Jeden z czołowych pisowskich „jastrzębi”, Ryszard Czarnecki, oficjalnie przyznał, że „Realnie Polska wciąż jest największym adwokatem i ambasadorem Ukrainy na arenie międzynarodowej. Nie stawia żadnych warunków wstępnych, gdyż dla Polski Ukraina ma charakter strategiczny (…)”[12]. Czy naprawdę nikt w Warszawie nie widzi nieodpowiedzialności tej polityki? Jej całkowitej iluzoryczności i głębokiej szkodliwości?

W sytuacji, gdy nawet Niemcy – jeden z inicjatorów i sponsorów majdanowej rewolty z 2013/2014 roku – nie mówiąc o np. Francji, Czechach, Słowacji i Węgrzech, coraz bardziej dystansują się od pomajdanowej Ukrainy i jej skompromitowanych władz, Warszawa uważa te władze za „strategicznego partnera”. Partnera do czego? Do polityki prometejskiej, której założenia rozwijano w realiach politycznych lat 20. i 30. XX wieku? Do realizacji koncepcji Giedroycia, powstałej w realiach zimnej wojny pół wieku temu? Czy nikt w Warszawie nie widzi, że kończy się rok 2015? Naprawdę nikt w polskim establishmencie nie rozumie, że Berlin i Bruksela będą dążyć do deeskalacji stosunków z Rosją i szukać z nią współpracy na polu walki z zagrożeniami płynącymi z Bliskiego Wschodu? Panowie Poroszenko, Jaceniuk i Saakaszwili nigdy nie byli traktowani przez UE jako „strategiczni partnerzy”, ale pionki w grze geopolitycznej. Obecnie ci panowie stanowią coraz większe obciążenie dla UE, którego Berlin i Bruksela będą chciały się pozbyć.

W związku z tym nasuwa się pytanie, jakie „europejskie aspiracje” Ukrainy chce wspierać Prezydent Duda? Naprawdę wierzy on w to, że kraj, któremu obniżono rating ze „śmieciowego” do „częściowo niewypłacalnego”[13] może ubiegać się o członkostwo w UE? Czemu ma służyć wpychanie Ukrainy do NATO? Linią polityczną nowych władz w Polsce jest eskalacja napięcia z Rosją. Oprócz bezkrytycznego wsparcia dla pomajdanowej Ukrainy polityka ta ma przejawiać się w dążeniu do zerwania umowy NATO-Rosja z 1997 roku[14] i instalacji amerykańskich baz w Polsce, co zapowiedział szef MSZ Witold Waszczykowski[15]. W czyim interesie ta polityka tak naprawdę jest realizowana? Dlaczego media w Polsce ciągle nakręcają spiralę strachu przed Rosją, posługując się językiem wojennej propagandy?

W wywiadzie dla włoskiego dziennika „Corriere della Sera” Prezydent Putin zauważył, że wydatki wojskowe USA są wyższe od pozostałych krajów świata razem wziętych i że to nie Rosja dąży do wojny z Polską i krajami bałtyckimi. „Tylko ktoś chory na umyśle albo ktoś śniący może wyobrazić sobie, że Rosja zaatakuje NATO” – stwierdził Putin[16]. Można jednak sobie wyobrazić sytuację przeciwną. To najprawdopodobniej w ten scenariusz wpisuje się polityka wschodnia obozu politycznego skupionego wokół PiS, która ma być jeszcze bardziej antyrosyjska i proukraińska od polityki jego poprzedników. Po zmianie steru rządów w Warszawie z opcji niemieckiej na amerykańską nie można się było zresztą spodziewać niczego innego.

Bohdan Piętka


[1] Ukraińskie komentarze po wizycie Andrzeja Dudy w Kijowie, www.wiadomosci.onet.pl, 16.10.2015.

[2] Tamże.

[3] Zabito ich z hotelu Ukraina. Dr Kaczanowski analizuje nowe informacje w sprawie masakry na Majdanie, www.kresy.pl, 25.11.2015; Nowa analiza dr. Iwana Kaczanowskiego: większość zabitych na Majdanie to ofiary uzbrojonych aktywistów, www.kresy.pl, 23.02.2015; Frankfurter Allgemeine Zeitung ujawnia przyczyny masakry na Majdanie, www.kresy.pl, 18.02.2015; Kto odpowiada za masakrę na Majdanie? Publikujemy cały raport dra Kaczanowskiego, www.kresy.pl, 28.10.2014.

[4] Rozsypuje się jeden z mitów ukraińskiego Majdanu, www.wolnemedia.net, 16.10.2015.

[5] P. Wroński, Co powie Duda w Kijowie, www.wyborcza.pl, 13.12.2015.

[6] P. Wroński, P. Andrusieczko, Prezydent Andrzej Duda ogłosił w Kijowie nowy etap w relacjach Polski i Ukrainy, www.gazeta.pl, 15.12.2015.

[7] Ukraińskie komentarze…

[8] Polska udzieli Ukrainie 4 miliardy złotych kredytu, www.kresy.pl, 15.12.2015.

[9] Ukraina odmawia spłaty długu Rosji, www.rp.pl, 20.11.2015.

[10] Ukraiński rząd dał Arsenijowi Jaceniukowi podwyżkę, www.pl.sputniknews.com, 14.12.2015.

[11] Andrzej Duda na Ukrainie: Polska jednoznacznie za sankcjami przeciwko Rosji, www.kresy.pl, 15.12.2015; Prezydent Duda w Kijowie: „Chcemy Ukrainy na szczycie NATO w Warszawie”, www.polskieradio.pl, 15.12.2015.

[12] Polityk PiS przyznaje: Polska adwokatem Ukrainy, nie stawia żadnych warunków wstępnych, www.kresy.pl, 16.12.2015.

[13] Agencja S&P obniżyła rating Ukrainy do „częściowo niewypłacalnego”, www.wmeritum.pl, 25.09.2015.

[14] Akt Stanowiący o podstawach wzajemnych stosunków, współpracy i bezpieczeństwa, podpisany 27 maja 1997 roku na szczycie NATO w Paryżu.

[15] Waszczykowski zapowiada, że będzie chciał zerwać umowę NATO-Rosja. „To było tylko porozumienie polityczne”, www.natemat.pl, 25.11.2015.

[16] To nie Rosja dąży do wojny z Polską i krajami bałtyckimi, www.argo.neon24.pl, 8.12.2015.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *