Wielomscy: Musimy być przygotowani do roli ostatnich endeków (2)

Część 1 tekstu znajduje się tutaj

Z punktu widzenia obecnej ofensywy antykomunizmu „made in Germany” na polskiej prawicy warto zwrócić uwagę, że to właśnie w środowisku „Nation Europa” propagowana była idea, że Hitler wielkim mężem stanu był, gdyż jako jeden z pierwszych zrozumiał wagę zagrożenia ze strony bolszewizmu.

M.in. jeden z autorów „Nation Europa”, prominentny nazistowski polityk Peter Kleist, odpowiedzialny za politykę wschodnią (Ostpolitik), forsował ideę, że Hitler musiał podbić Zachód, żeby umożliwić sobie – i Europie – uderzenie na ZSRR.

A Polska, ponieważ nie chciała się przyłączyć do tejże krucjaty, musiała zostać spacyfikowana, bo przecież bez tego Hitler nie byłby w stanie zrealizować tej wiekopomnej misji (Besinnung in der Pause, „Nation Europa”, 12/1952). Inny nazista Hermann Sievers twierdził wręcz, że to polscy szowiniści odpowiedzialni są za to, że Europa w połowie znalazła się pod sowiecką okupacją… („Gedanken zur Kriegsschuld”, „Nation Europa”, 10/1952). Czyż hasła te nie brzmią podobnie do tych propagowanych obecnie choćby przez Zychowicza?

Tyle z krótkiego szkicu ideowego klimatu pisma, które w 2008 roku dostało nową nazwę. Nie dziwi więc to, że współpracownikiem periodyku jest choćby Stefan Scheil, jeden z najbardziej aktywnych autorów pseudo-naukowych prac rewizjonistycznych. Spod jego pióra wyszedł m.in. paszkwil „Polska 1939 – Kalkulacja wojenna, Przygotowanie, Wykonanie”, w którym forsuje tezę, że przyczyną II Wojny Światowej był polski imperializm. Książkę tę dokładnie omawia Magdalena Ziętek-Wielomska w artykule opublikowanym w 82 numerze „Pro Fide Rege et Lege” z 2019 roku.

Tezy Manuela Ochsenreitera

Powyższe dziedzictwo ideowe przebija przez tezy, które Ochsenreiter głosi w analizowanym wywiadzie. Wprost powołuje się na Haushofera – najwybitniejszego, obok Carla Schmitta, przedstawiciela niemieckich idei wielkoprzestrzennych. Dla niepoznaki zmienia znaczenie terminu geopolityka, podszywając pod nią to, co w świecie nauki określa się mianem koncepcji realistycznych w stosunkach międzynarodowych („Geopolitykę zastąpiono u nas etyką polityki. To bardzo niebezpieczne. Bo przecież geopolityka to nauka pozwalająca na zrozumienie konfliktów, kryzysów i poszukiwanie ich trwałych rozwiązań”). Wprost pisze o tym, że jego celem jest utworzenie ponadnarodowego porządku politycznego („Mam jednak nadzieję, że w przyszłości UE zostanie zastąpiona innym sojuszem kontynentalnym”), co oczywiście wynika z tego, że hołduje ideom euroazjatyckim.

Podstawową manipulacją są te oto słowa: „Na początek powinniśmy zdać sobie sprawę z aktualnej nieobecności dawnych nieporozumień i konfliktów. Wierzę, że większość z nich ma w naszych czasach raczej sztuczny charakter. Powinniśmy też nauczyć oddzielać nasze odmienne interpretacje kwestii historycznych od obecnych problemów politycznych, nad których rozwiązaniem powinniśmy wspólnie pracować”. Po pierwsze, za tymi „interpretacjami kwestii historycznych” skrywają się bardzo realne interesy, a chyba nie musimy Ochsenreiterowi tłumaczyć, jak ważna jest kwestia polityki historycznej, gdyż jego czasopismo czy szerzej środowisko, od 75 lat nic innego nie robiło, jak tylko prowadziło właśnie regularną politykę historyczną. Po drugie, odwieczny konflikt między Polską a Niemcami dotyczy tego, na ile niemieccy „patrioci” są w stanie uznać, że możliwa jest Europa składająca się z równych i suwerennych państw narodowych, które nie muszą być dla „ich dobra” wtłaczane przez Niemców w jakiś ponadnarodowy Ordnung.

Odnieśmy się także do słów Ochsenreitera: „powinniśmy wspólnie brać się do roboty, deamerykanizować nasz kontynent”. Oczywiście jesteśmy za deamerykanizacją Europy, ale równie chętnie chcielibyśmy zobaczyć, jak z europejskich miast, wraz z McDonalds’ami, znikają Aldiki, Lidle, Kauflandy, Rossmany, Pepco, MediaMarkty i Saturny. Ochsenreiter chyba zdaje się nie rozumieć znaczenia swojego stwierdzenia: „Obecne Niemcy są chyba ostatnim podmiotem przemysłowym Europy, maszynownią całego kontynentu. Wszyscy wiemy, że teoretycznie Niemcy mogłyby doskonale obejść się bez Unii Europejskiej, ale sama UE bez Niemiec nie mogłaby funkcjonować. Największym problemem Niemiec jest to, że jesteśmy gospodarczym gigantem, ale przy tym politycznym karłem. To bardzo niebezpieczna dysproporcja”.

Zgadza się, to bardzo niebezpieczna dysproporcja. W sytuacji, gdy Niemcy zrzucą z siebie amerykański kaganiec, w sposób oczywisty będą dążyć do zdobycia „należnego sobie miejsca pod słońcem”. Jednym słowem: stara śpiewka, mamy przecież wspólne cele, potrzebna tylko „dobra wola”, której nam Polakom notorycznie brakuje, bo ulegamy antyniemieckiej propagandzie sączonej w naszej głowy bądź to przez złych „Ruskich” (PRL) bądź też Amerykanów (III RP).

 

Niemieckie debaty historyczne

Jest rzekomo jeszcze jedno źródło „antyniemieckiej propagandy”: lewactwo. To „lewactwo”, czyli spadkobiercy dawnych bolszewików (zmutowani do postaci „marksistów kulturowych”, o czym sam Ochsenreiter nie mówi, ale inni robią to za niego) niszczą niemiecką ojczyznę, przypisując jej rzekomy imperializm, ekspansjonizm, etc. Widać to bardzo wyraźnie w tym fragmencie wywiadu, w którym Piskorski z Ochsenreiterem odnoszą się do kwestii niemieckich sporów o historię. Manuel Ochsenreiter zwrócił uwagę na dwie niezwykle ważne książki dla niemieckiej historiografii, które nigdy (niestety) nie zostały przetłumaczone na język polski. Aby nie było nieporozumień: stoimy na stanowisku, że punkt widzenia redaktora naczelnego „Zuerst!” jest niemiecki, niemiecko-centryczny i jest dlań uprawniony jako dla Niemca. Wypada więc pokazać interesujące nas książki i ich autorów z pozycji oceny polskiej.

Pierwszą książką i autorem jest Fritz Fischer, autor rozprawy, której tytuł Mateusz Piskorski przetłumaczył jako „Walka o światowe mocarstwo. Polityka celów wojennych cesarskich Niemiec 1914-1918” (niem. „Griff nach der Weltmacht. Die Kriegszielpolitik des kaiserlichen Deutschlands 1914-1918”, 1961). Tak się akurat składa, że książce tej został poświęcony jeden z ostatnich tekstów współautora niniejszej polemiki Adama Wielomskiego, a mianowicie artykuł Niemieckie plany podboju Europy w czasie I wojny światowej. Uwagi na marginesie Fischer-Kontroverse („Pro Fide Rege et Lege”, 2019, nr 82). Ochsenreiter tak charakteryzuje tę pracę i dyskusję jaka nastąpiła po jej publikacji (tzw. Fischer-Kontroverse):

„Podczas gdy zachodnioniemieckie elity akademickie uznawały wówczas, że I wojna światowa była efektem polityki i błędów potęg europejskich takich, jak Francja, Niemcy, Wielka Brytania czy Rosja, Fischer winą za nią obciążał wyłącznie Berlin i tym samym przyjął stanowisko analogiczne do tego, które alianci zawarli w Traktacie Wersalskim. Tezy Fischera wywołały ogromną debatę w Niemczech Zachodnich. Starsze pokolenie bardziej konserwatywnych historyków wystąpiło przeciwko twierdzeniu o wyłącznej odpowiedzialności Niemiec za wybuch wojny, podczas gdy pokolenie młodsze, lewicujące, znajdujące się pod wpływem Szkoły Frankfurckiej uznało Fischera za kogoś w rodzaju antyniemieckiego, antynacjonalistycznego proroka swojej wiary”.

Do powyższych tez i ocen należy dodać kilka słów wyjaśnienia:

1. We wspomnianej książce Fritz Fischer nie zajął się kwestią procentowanego ustalania odpowiedzialności za wybuch wojny przez poszczególne państwa, ponieważ praktycznie w całości została napisana na podstawie niemieckich archiwaliów. Jego celem było przedstawienie wojny i jej celów z perspektywy niemieckich planistów skupionych wokół Kajzera, kanclerza, rządu i sztabu generalnego w l. 1914-1918. Strategię taką przyjął dlatego, że – z nieznanych nam powodów – był pierwszym zachodnim („burżuazyjnym”) historykiem, który został dopuszczony do badania archiwów z okresu I Wojny Światowej zgromadzonych w NRD. Wcześniej badania takie nie były możliwe, gdyż w l. 1918-1933 badacze nie byli do nich dopuszczani, gdyż były to tajne dokumenty, nazbyt świeże, a w l. 1933-1945 obowiązywała narracja o winie wszystkich państw, poza Niemcami, a więc krytyczne badania także nie były możliwe.

Celem poszukiwań archiwalnych Fischera było sprawdzenie czy istniał jakikolwiek dokument, który określał cele wojenne Kajzera i rządu? I dokument taki Fischer znalazł w archiwum w Poczdamie. Była to notatka, bez tytułu, którą historyk ten nazwał mianem Septemberprogramm (przetłumaczony i przedrukowany we wspomnianym wyżej „Pro Fide Rege et Lege”, 2019, nr 82). Z dokumentu tego jednoznacznie wynika, że rząd niemiecki już na samym początku wojny sformułował cele ofensywne i aneksjonistyczne wobec Belgii, północnej Francji, Luksemburga, Królestwa Kongresowego, etc. Znalezienie i opublikowanie tego dokumenty miało wielkie znaczenie dla światowej historiografii, ponieważ obalało mit kajzerowskiej propagandy, że w 1914 roku Niemcy zostały okrążone, zaatakowane i przez cztery lata wyłącznie broniły się przeciwko całemu światu. Tak przedstawiała sprawę propaganda cesarska, a następnie hitlerowska i powojenna, przedstawiając II Rzeszę jako ofiarę. Z ustaleń Fischera wynikało, że Niemcy wojnę tę świadomie sprowokowały i dążyły do niej uważając, że czas działa na ich niekorzyść. Nie wyklucza to w żaden sposób chęci innych mocarstw do współwywołania wojny. Niemiecki historyk nic o tym nie pisze, gdyż nie badał archiwów francuskich i angielskich. Jego zadaniem było wyłącznie ustalenie celów niemieckich.

2. Bardzo rozbawiło nas stwierdzenie, że przeciwko tej książce wystąpiło „starsze pokolenie bardziej konserwatywnych historyków”. Nie wiemy ile lat, zdaniem Ochsenreitera, trzeba mieć, aby zostać uznanym za przedstawiciela starszego pokolenia. Skoro redaktor „Zuerst!” sam ma lat 44 (ur. 1976), to załóżmy, że są to osoby mające skończony 60 rok życia. Chodzi więc o historyków urodzonych ok. 1890-1900 roku, którzy doktoraty, habilitacje i profesury zdobyli ok. 35-65 roku życia, mniej więcej w latach 1935-1960. Innymi słowy, wszyscy oni doktoryzowali się w III Rzeszy. Skoro mieli taką możliwość w okresie hitleryzmu i tamże spokojnie wykładali na uniwersytetach, to musieli wpisać się w obowiązującą wtenczas narrację historyczną. Każe to nam zastanowić się czy termin bardziej konserwatywni jest tutaj adekwatny? Czy nie lepszy byłby termin post-nazistowscy historycy? Fritz Fischer miał lewicowe poglądy i należał do SPD. Za główne tezy swojej pracy był krytykowany przez post-nazistów, którzy dla niepoznaki przedstawiali się teraz jako konserwatyści, którzy do NSDAP wstąpili, aby „walczyć z komunizmem”. Była to praktyka niezwykle często stosowana przez ex-hitlerowców, co powoduje – a piszemy to z przykrością – że niemiecki powojenny konserwatyzm i ex-naziści bardzo często dosłownie mogliby wymieniać się personelem.

Autentycznych konserwatystów, którzy nie mieli epizodów w NSDAP, było stosunkowo niewielu, a większość z nich antynazistami została w obliczu klęski III Rzeszy. To właśnie spowodowało taką popularność, wspomnianej przez Ochsenreitera, Szkoły Frankfurckiej w RFN: młodzi ludzie mieli dość cynizmu starszego pokolenia, gdzie wszyscy „tylko wykonywali rozkazy”, wstąpili do NSDAP z powodu „antykomunizmu” i nikt tak naprawdę nie popierał Adolfa Hitlera, a w sumie nie można było znaleźć nikogo, kto w 1933 roku głosował na NSDAP.

Druga kontrowersyjna postać wspomniana przez Manuela Ochsenreitera to Ernst Nolte, autor szeregu książek historycznych, z których najgłośniejszą była rozprawa Faszyzm w swojej epoce: „Action française, faszyzm włoski, narodowy socjalizm” (Der Faschismus in seiner Epoche: die Action française der italienische Faschismus, der Nationalsozialismus, 1963). Tezy tego badacza wywołały polemiki ze strony Jürgena Habermasa. W spór włączyli się liczni badacze i dziennikarze. Całą dyskusję określono w końcu mianem Historikenstreit. Redaktor Naczelny „Zuerst!” charakteryzuje poglądy Noltego następująco:

„Nolte nie próbował ‘bronić’ ani siebie ani narodu niemieckiego przed oskarżeniami związanymi z niemiecką przeszłością. Myślę, że to jest właśnie wielkie niezrozumienie tzw. sporu historyków końca lat 80. w Niemczech Zachodnich. Całe to zjawisko znakomicie ilustruje poziom zatrucia klimatu polityczno-kulturowego w Europie Środkowej, z którym mamy do czynienia do dziś. Książki i artykuły Noltego wolne są od wszelkiego moralizmu, który miałby kogoś ‘usprawiedliwiać’ lub ‘oskarżać’. Korzystał on z metodologii analizy historycznej, by pokazać, w jaki sposób ideologia nacjonalistyczna i europejskie ruchy faszystowskie doszły do władzy w latach międzywojennych. Częścią tego wyjaśnienia było zdefiniowanie faszyzmu i narodowego socjalizmu jako ruchów przeciwstawnych rosyjskiemu bolszewizmowi, który doszedł do władzy w Rosji i stworzył Związek Radziecki. Przeciwnicy Noltego dostrzegali w tej analizie próbę ‘usprawiedliwiania’ i ‘relatywizacji’ faszyzmu i narodowego socjalizmu”.

Prawda i nieprawda są tutaj przemieszane. Oczywiście, Ernstowi Noltemu zarzucano różne rzeczy, których nigdy nie napisał – szczególnie negowanie Holocaustu – na co zgodnie z prawdą odpisał, że o nim nie pisał, ponieważ interesowała go jedynie geneza powstania faszyzmu i nazizmu. Jeśli odrzucimy zarzuty „Holokausto-centrystów” wszędzie widzących zawoalowany negacjonizm i antysemityzm, to aktualny pozostaje problem obrony Niemców z powodu ich poparcia dla III Rzeszy. Owszem, Nolte nie broni Niemców wprost, ale przyjmuje znacznie skuteczniejszą linię argumentacji, jaką jest relatywizowanie historii i szukanie nazbyt daleko idących analogii.

Aby to lepiej pokazać naszym Czytelnikom weźmy podtytuł jego najważniejszej pracy o faszyzmie: „Action française, faszyzm włoski, narodowy socjalizm”. W literaturze naukowej toczą się od lat wielkie dyskusje czy porównywanie faszyzmu włoskiego z niemieckim nazizmem ma w ogóle sens i czy można obejmować obydwie te ideologie wspólnym mianem, czy też są to po prostu dwie odmienne ideologie, które różnią takie kwestie jak stosunek do rasizmu, religii i brutalności oraz masowości terroru? Jednak uznanie za reprezentanta tego samego kierunku Charlesa Maurrasa i jego Action Française to kompletna aberracja. Równie dobrze można byłoby napisać książkę pod tytułem Faszyzm w swojej epoce: endecja, faszyzm włoski, narodowy socjalizm. I gdyby ktoś w Polsce taką książkę napisał, to na łamach prawicowych czasopism uznano by go za ideologicznie sfanatyzowanego „lewaka”, który bruka tradycję endecką bezprawnym zrównywaniem jej z nazizmem. Swoją drogą, to nawet w lewicowo-establiszmentowej francuskiej nauce nie uważa się Action Française za faszystowską.

Dlaczego więc Ernst Nolte zalicza Action Française do ruchów faszystowskich? Dlatego, że jego celem jest relatywizacja narodowego socjalizmu i III Rzeszy. Nolte pokazuje: no tak, mieliśmy w Niemczech zbrodniczy nazizm, ale Włosi mieli podobny system faszystowski, a Francuzi wprawdzie nie mieli swojego Hitlera, ale przecież Maurrasowi chodziło o coś podobnego, tylko, że nigdy nie doszedł do władzy. Zresztą w pierwszej części książki Nolte dowodzi, że nazizm zrodził się z antylewicowej tradycji konserwatywnej XIX wieku. W sumie dowodzi, że XX wiek był epoką totalitaryzmu i każde państwo europejski miało własny: Francuzi mieli Maurrasa, Włosi Mussoliniego, Niemcy Hitlera, Rosja Stalina, a Polska Piłsudskiego (tak, tak, w Polsce też był – zdaniem tego historyka – podobny system polityczny).

Wszystkie dyktatury zachodnio- i środkowoeuropejskie były antykomunistyczne i stosowały terror polityczny w celu powstrzymania miejscowych komunistów wspieranych przez Moskwę. I jakoś tak, nie wiadomo dlaczego, Hitler wywołał wojnę i odpowiada za ludobójstwo milionów ludzi. Ale – w domyśle – to incydent, gdyż nazizm był jednym z ruchów antykomunistycznych swojego okresu. Jeśli Manuel Ochsenreiter pisze, że „książki i artykuły Noltego wolne są od wszelkiego moralizmu, który miałby kogoś ‘usprawiedliwiać’ lub ‘oskarżać’”, to wcale nie świadczy to o ich historycznej rzetelności i doskonałości aparatu metodologicznego. Jeśli wrzuca się do jednego worka Maurrasa, który nie odpowiada za śmierć kogokolwiek, z Hitlerem, który odpowiada za śmierć dziesiątków milionów ludzi, to mamy tutaj chytry manewr relatywizacji historii. A celem tego manewru jest odrzucenie tezy o niemieckiej „specjalnej drodze” rozwoju historycznego (Sonderweg), która zaprowadziła ich do mordów w Oświęcimiu, poprzez wykazanie, że taki był duch epoki. Nolte niczemu nie zaprzecza wprost. On tylko wszystko relatywizuje.

Jednym słowem: według Ochsenreitera i Piskorskiego, jeśli któryś niemiecki historyk wskazuje na realne istnienie niemieckiego imperializmu, to dezawuowany jest łatką „lewak”. Natomiast ci, którzy negują szczególną odpowiedzialność Niemiec za tragiczne wydarzenia w XX wieku stylizowani są na konserwatywno-narodowych patriotów.

Podsumowanie

Podsumowując wskażemy tylko, że ci, którzy zgodnie z tradycją narodowej demokracji wskazują na olbrzymie zagrożenie dla narodu polskiego płynące ze strony Niemiec do 1945 roku muszą zastanowić się, co się stało z byłymi nazistami po 1945 roku i czy rzeczywiście Niemcy stały się li tylko ofiarami złych Amerykanów? Jeśli się zwalcza Zychowicza, to tym bardziej należy zachować ostrożność w stosunku do tez Ochsenreitera. A przede wszystkim należy pamiętać o tym, że polskie środowiska narodowe po 1945 roku dużo uwagi poświęcały kwestiom rewizjonizmu zachodnio-niemieckiego, za co teraz są tak bardzo tępione. Bo przecież zgodnie z obowiązującą narracją, była to tylko „kremlowska propaganda”. Warto się głębiej zastanowić nad korzeniami tego właśnie nienawistnego ataku na PRL i jego dorobek na froncie niemieckim.

Magdalena Ziętek-Wielomska
Adam Wielomski

Publikacje Magdaleny Ziętek-Wielomskiej na tematy niemieckie:
M. Ziętek-Wielomska, Adam Wielomski, „Nowoczesność – nacjonalizm – naród europejski. Dylematy samoidentyfikacji Europejczyków”, Warszawa 2017.
„Niemcy jako ofiary Polaków. Przyczyny wybuchu II wojny światowej w oczach niemieckich rewizjonistów historycznych”, „Pro Fide, Rege et Lege”, 82/2019, s. 189-208.
„Idea Neuordnung jako źródło niemieckich koncepcji zjednoczenia Europy”, w: Ł. Święcicki, A. Wielomski, „Od Christianitas do Unii Europejskiej. Historia idei zjednoczenia Europy”, Warszawa 2015, s. 267-295.

Publikacje Adam Wielomskiego:
„W poszukiwaniu Katechona. Teologia polityczna Carla Schmitta”, Radzymin 2017, s. 472.
„Katolik-Prusak-Nazista. Sekularyzacja w biografii politycznej Carla Schmitta”, Warszawa 2019, s. 603.
„Niemiecka myśl polityczna wobec narodowego socjalizmu” (współredaktorzy: J. Ćwikła, Ł. Święcicki). Warszawa 2016.
„Chrześcijaństwo i Europa wobec sekularyzacji. Religia w niemieckiej myśli politycznej XX wieku” (współredaktor: Ł. Święcicki). Warszawa 2018.
„Abdykacja sokratejskiego rozumu. Antropologia polityczna narodowego socjalizmu”. [w:] E. Ponczek, A. Sepkowski (red.): „Mity historyczno-polityczne, wyobrażenia zbiorowe i polityka historyczna”. T. I. Toruń 2010, s. 230-39.
„Ernst Jünger i niemiecka rewolucja konserwatywna”. [w:] W. Chołostiakow, J. Michalczenia (red.): „Ernst Jünger (1895-1998). Bojownik, robotnik, anarchia”. Olsztyn 2013, s. 89-108.
Władysław Studnicki. „Program mitteleuropejski dla Polski”, w: R. Mossakowski (red.), „II wojna światowa. Pearl Harbour po 78 latach, strategie ‘kolaborantów’ i ‘patriotów’”, Warszawa 2020, s. 111-26.
„Uwagi dotyczące „niemieckości” cesarstwa w średniowieczu”, „Polski Przegląd Stosunków Międzynarodowych”, 2018, nr 8, s. 9-48.
„Niemieckie plany podboju Europy w czasie I wojny światowej. Uwagi na marginesie Fischer-Kontroverse”, „Pro Fide Rege et Lege“, 2019, nr 82, s. 25-43.
„Ideologiczne i polityczne podstawy niemieckiej Europy, 1939-1943”, „Pro Fide Rege et Lege“, 2019, nr 82, s. 83-111.
„Martin Luter wobec Sacrum Imperium”, „Dialogi Polityczne”, 2019, nr 27, s. 29-41.

Myśl Polska, nr 23-24 (7-14.06.2020)

Click to rate this post!
[Total: 11 Average: 4.4]
Facebook

2 thoughts on “Wielomscy: Musimy być przygotowani do roli ostatnich endeków (2)”

  1. Jako człowiek, którego połowa rodziny wywodzi się z okolic Wschowy i po wojnie część rodziny zamieszkała na Ziemiach Odzyskanych, pamiętam jeszcze w latach 80-tych niepewność z jaką mówiono o granicy na Odrze i Nysie. Starsze pokolenia, te urodzone na pocz. XX wieku, mówiły o Niemcach z pewną nutą grozy i obawy w głosie, jak się mówi o jakimś przeżytym kataklizmie, który może jeszcze powrócić. Niemiecki imperializm miał dla nich bardzo realny i tragiczny wymiar, ponieważ byli Polakami.
    Dla mnie wychowanego w takiej atmosferze, ludzkiej żywej pamięci o polskich losach w Wielkopolsce i na Dolnym Śląsku, polska prawica i anty-niemieckość to powinny być właściwie niemalże synonimy. Pamiętajmy, że niemiecki/pruski imperializm aby móc się narodzić musiał zabić Polskę, bo to właśnie kosztem Polski Prusy urosły w siłę.
    Oni, tam za Odrą, wiedzą bardzo dobrze że silne Niemcy – silna Polska to nie koniunkcja ale wykluczająca się alternatywa. Szkoda, że nie wiedzą o tym polskie? elity. Oni strategicznie pracują , my, pokojowo nastawieni Słowianie, ulegamy lenistwu i lekkomyślności.

    1. Jacy „my”? Polska od 1945 jest totalną kolonią, my nie mamy jakiegokolwiek wpływu na sterowanie sobą jako narodem, ani też na sterowanie państwem polskim. Od 1945 byliśmy kolonią żydo-sowiecką, a po 1989 jesteśmy kolonią żydo-nazi-saską. To kolonizatorzy decydują o niemalże całości informacji docierających do kolejnych pokoleń Polaków, oni sformatowali polskojęzyczny system tresury(„edukacji”), oni formatują masmedia i wydawnictwa, mają 100% ustawodawstwa, a naród polski nawet jak napisze jakąś ustawę i zbierze podpisy to i tak jest to wyrzucane do śmieci.
      Tu nie może być mowy o jakimkolwiek „my” w sensie Polacy, bo my nie mamy wpływu na cokolwiek w Polsce, oprócz tego, że po 1980 dali nam łaskawie paszporty i możemy spakować się wyjechać i to jest jedyny wpływ na sytuację jaki posiadamy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *