Wielomski: Amerykańska wojna handlowa – co oznacza dla Polski?

Wojna sankcyjno-handlowa nabiera obrotów. Rosja zamierza w najbliższej perspektywie zrezygnować z rozliczeń dolarowych w handlu ropą naftową. W odpowiedzi na zaostrzenie sankcji od dolara odwrócił się też Iran. Turcja przymierza się do zbojkotowania amerykańskich towarów i nakłada wysokie cła. Obecnie 70% wszystkich transakcji w handlu światowym przypada na dolara, 20% — na euro, pozostałe dzielą między sobą azjatyckie waluty, między innymi chiński juan — trzecia pod względem znaczenia waluta w koszyku MFW.Publicysta, profesor Adam Wielomski rozmawiał na ten temat z korespondentem Sputnika Leonidem Siganem.

To już fakt. Stany Zjednoczone porzuciły dyplomację na rzecz sankcji i pomówień. I faktem jest, że sankcje podkopują zasady handlu światowego, zasady przyjęte przez Organizację Narodów Zjednoczonych, dla których jednostronne środki nacisku gospodarczego są nielegalne. Rosja realizuje więc możliwość stosowania walut narodowych z Turcją, Iranem i Chinami, które też są objęte sankcjami. Czy to uderzenie w amerykańską walutę może przynieść efekt?

— Zacznijmy może najpierw od problemu samych sankcji ekonomicznych, dlatego że rzeczywiście z punktu widzenia prawa międzynarodowego sytuacja nie jest taka do końca jasna i oczywista. W klasycznym publicznym prawie międzynarodowym obowiązywała zasada sformułowana jeszcze w XVII wieku przez Grocjusza, że w stosunkach między państwami mamy albo wojnę, albo pokój. Tymczasem sankcje gospodarcze są czymś pośrednim — nie jest to oczywiście żadna deklaracja wypowiedzenia wojny, ale nie jest to również świadectwo pokojowych zamiarów, ponieważ jest to próba wpływania za pomocą ekonomii, a jednak wpływania w pewien sposób siłowego na zachowanie innych państw. Samo pojęcie sankcji ekonomicznych powstało po I wojnie światowej, wtedy też zaczęły być stosowane. I kraje objęte sankcjami ekonomicznymi były zawsze gospodarczo słabsze w stosunku do silniejszych partnerów, a ponieważ były słabsze to szukały różnego rodzaju remediów na tego typu politykę.

Remedium, które Rosja będzie chciała stosować, jest chęć wyjścia z impasu w postaci stworzenia walut narodowych jako środków płatniczych w stosunkach handlowych właśnie z Chinami. Jest to bardzo niebezpieczna polityka z kolei dla Stanów Zjednoczonych, których potęga gospodarcza opiera się przede wszystkim na fakcie, że dolar jest walutą międzynarodową. Dlaczego ma to dla Stanów Zjednoczonych tak wielkie znaczenie? Ano dlatego, że Amerykanie od dziesięcioleci, a w ostatnich latach szczególnie, pokrywają swoje deficyty budżetowe, drukując dolary. W warunkach normalnej gospodarki, na przykład takiej jak mają Polska czy Rosja, spowodowałoby to zjawiska inflacyjne — jest to oczywiście bardzo niebezpieczne dla gospodarki, nie wspominając o oszczędnościach obywateli czy ich płacach.

Jednak w warunkach, kiedy dolar jest walutą światową, te dodatkowo drukowane miliardy dolarów po prostu rozpływają się na całym świecie, nie wywołując specjalnie czynnika inflacyjnego. Jeżeli dolar przestałby być teraz walutą światową, to automatycznie wszelkie dodruki tej waluty spowodują powstanie zjawisk inflacyjnych w USA — co oczywiście wiąże się z groźbą kryzysu gospodarczego. W związku z tym chęć Rosji odpowiedzenia na sankcje gospodarcze przy pomocy przejścia na waluty narodowe — rosyjską, czy chińską — może być skutecznym środkiem odpowiedzi na sankcje ekonomiczne.

Jak wynika z konferencji prasowej szefa rosyjskiego MSZ Siergieja Ławrowa, Rosja generalnie nie rezygnuje z amerykańskiego dolara w relacjach ze swoimi partnerami.

— Większość świata dalej będzie posługiwać się oczywiście dolarem — np. w relacjach z Polską, Wielką Brytanią, Francją, Niemcami ten dolar będzie dalej obowiązywał. Jest to raczej chęć Rosji stworzenia alternatywnego środka płatniczego w stosunkach z tymi krajami, które podobnie jak sama Rosja objęte są sankcjami gospodarczymi.  Myślę, że szczególnie stosunki gospodarcze z Chinami, oparte nie na dolarze, będą jednak powodowały zmniejszenie znaczenia dolara jako środka płatniczego. Będą więc w pewnej mierze odpowiedzią na amerykańskie sankcje, aczkolwiek oczywiście nie przesadzajmy, że z powodu przejścia rosyjsko-chińskich czy rosyjsko-irańskich stosunków gospodarczych dolar się zaraz załamie i pochłonie go inflacja — oczywiście tak nie będzie.

Stosunki handlowe Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej również są obecnie niesielankowe. Czy w jakiś sposób może się to odbić na Polsce? Ekspert uważa, że tak.

Stany Zjednoczone próbują w tej chwili wymóc na swoich partnerach zachodnioeuropejskich dwie rzeczy: po pierwsze zwiększenie nakładów na budżety obronne, aby móc w ten sposób zmniejszyć swój własny budżet wojskowy i tym samym zwiększyć zamówienia zbrojeniowe we własnym sektorze w USA.  I druga rzecz, którą Amerykanie próbują w tej chwili wymusić, zwłaszcza na Niemcach, to polepszenie swojego bilansu gospodarczego w wymianie dwustronnej przy pomocy różnego rodzaju protekcjonistycznych ceł. Innymi słowy, Stany Zjednoczone próbują albo zmusić zachodnie gospodarki do zwiększonych zamówień uzbrojenia w USA, albo też próbują dokonać uprzywilejowania własnego handlu w stosunkach z zachodnią Europą.

Summa summarum Stany Zjednoczone po prostu nie chcą dopłacać do zachodnioeuropejskiej obronności i żądają, żeby ta amerykańska ochrona, ten parasol ochronny był w pewien sposób przez Europejczyków spłacany. Oczywiście rykoszetem dostaje na tym również Polska, która akurat wywiązuje się z natowskich ustaleń, dotyczących przeznaczania minimum 2% PKB na cele obronne. Jak słychać, Stany Zjednoczone zastanawiają się nad tym, żeby zrobić od tych ceł zaporowych dla UE pewne wyjątki dla krajów sojuszniczych, takich jak Polska. Ja oczywiście rozumiem tutaj amerykańską politykę, jak również polskie oczekiwania. Inna sprawa, czy w warunkach wolnego handlu unijnego to się da zrobić, dlatego że jeżeli np. USA wprowadzają zaporowe cła na stal z UE, stal niemiecką, to w warunkach wolnego handlu w UE istnieje dosyć prosta możliwość obejścia tych sankcji — mianowicie ta stal może zostać fikcyjnie wyeksportowana np. do Polski, a potem z polską nalepką Made in Poland zostanie reeksportowana do USA. Nie jestem się w stanie wypowiedzieć, bo nie jestem ani specjalistą od prawa handlowego, aby móc ocenić, czy da się skutecznie dokonać rozróżnienia pomiędzy towarami, produkowanymi np. w Niemczech, a produkowanymi realnie w Polsce.

za: https://pl.sputniknews.com
[Głosów:16    Średnia:3.2/5]
Facebook

2 thoughts on “Wielomski: Amerykańska wojna handlowa – co oznacza dla Polski?”

  1. no jak rozumiem intencję ale uważam, że
    – przedstawiciel Sputnika p. Leonidem Siganem nie jest najlepszym źródłem opinii o Polsce/EU/USA – pomimo moich szczerych sympatii dla Rosji/Rosjan/Putina/Stalina/Lenina (ale nie Trockiego)
    – a p. Wielomski: kompetetny w kwestiach o jakie pyta:
    Wyjaśniam: żyjemy w świecie NEOLIBERALNY-GLOBALNYM i Polska – jako PAŃSTWO UPADŁE nie ma żadnego znaczenia. Więcej: EU również nie ma tu nic do gadania.
    Fakty są bezlitosne: US mają DEFICYT- więcej płacą niż zarabiają “per saldo” w każdej dziedzinie: ekonomicznej/społecznej/MILITARNEJ/ jeżeli jako miarę sukcesu bierze się GDP-PKB a tak się dzieje w neoliberaliźmie- generalnie w kapitaliźmie i globalizacji.
    .
    Dlaczego EU w odpowiedzi na ‘wojnę handlową” z EU nie wprowadzi kroków odwetowych w postaci wprowadzenia CEŁ na produkty Google-Facebook czy Microsoft czy Monsanto (no nie, to już jest Bayer).
    A zapewniam obu panów: że pp. Juncker+Tusk+Merkel+Macron to nie są idioci czy analfabeci w odróżnieniu od ‘rulers’ działających w RPjakiśtamnumer “po1989”-WSZYSTKICH.

  2. Wg neoliberałów, socjald***kratyczna Szwecja jest bardziej liberalna, wolnorynkowa i burżuazyjno-kapitalistyczna niż USA. Najdobitniej świadczy o tym opublikowany na początku 2018 przez Haritage Foundation ranking Index of Economic Freedom. Szwecja nokautuje USA.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *