Wielomski: Czy każdy solidaruch jest taki sam?

Przez wiele ostatnich lat, obserwując personalny spór Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim (czy też Jarosława Kaczyńskiego z Donaldem Tuskiem – do wyboru), rzucałem hasło „każdy solidaruch jest taki sam”. Rozumiałem przez to, że wszyscy ludzie wyrośli z tradycji Solidarności są tacy sami. Są anarchistami nawet wtedy, gdy rządzą, gdyż jedyne co umieją to strajkować, rozwalać i sypiać na styropianie; wszyscy mają negatywnego bzika na punkcie Rosji i pozytywnego na punkcie Ukrainy; wszyscy są zhołdowani a to wobec Berlina, a to wobec Brukseli. Pamiętam zresztą jak PiS i PO powstawały i gdy wielu moich znajomych wstępowało do jednej lub drugiej z tych partii, a nie pamiętam, aby o tym wyborze decydowały względy ideowe. Decydowały wyłącznie kontakty towarzyskie i widoki na osobiste korzyści. Stąd nie wierzyłem, że pomiędzy tymi partiami istnieją jakieś znaczące różnice ideowe, polityczne, geopolityczne czy ekonomiczne. Ot, dwie skonfliktowane grupy dyletantów, mające słomę w butach.

Pamiętam także, że na samym początku, i długo potem, partie te niewiele się różniły ideowo. Jarosław Kaczyński ze swoimi jeździł do Torunia na Msze święte, a Donald Tusk ze swoimi do krakowskich Łagiewnik, w tym samym celu. Mawiano wtenczas, że rodzą się dwa katolicyzmu polityczne: toruński i łagiewnicki. Były to czasy, gdy PO w swoim oficjalnym programie odwoływała się wprost do nauczania Jana Pawła II (dziś znalezienie tego programu w Internecie jest bardzo trudne). Tak naprawdę obydwie partie przez wiele lat różniły się tylko jednym: trzeba wisieć bezpośrednio u klamki amerykańskiej, czy za pośrednictwem Berlina?

Ostatnio jednak coś się tutaj zmieniło i solidaruchy zaczęli się różnić czymś widzialnym dla obserwatora sceny politycznej.

Kilka lat temu pijarowcy PO musieli zaproponować kierownictwu partii zmianę wizerunku stronnictwa z bezideowego na antyklerykalne i popierające agendę LGBT. Kierownictwo musiało się widać na to zgodzić, gdyż PO weszła w ten temat, zarzucając PiS-owi homofobię, klerykalizm, konserwatyzm, etc. Władze PiS podjęły decyzję, że partii odpowiada polaryzacja w kwestii LGBT i obrony katolicyzmu, ponieważ zapewni to jej władzę na kilka dobrych kadencji. I tak przez kolejnych kilka lat obydwie strony poczęły się obkładać maczugami z napisem „LGBT”, „aborcja”, „gender”, „Kościół”, etc. Rzeczą oczywistą było jednak, że Jarosław Kaczyński niczego w praktyce nie zrobi dla obrony katolicyzmu i wartości konserwatywnych, a Donald Tusk, jeśli dojdzie do władzy, to pogada, pogada a status quo pozostanie. Jednakże po kilku latach maczugowania się po głowach stratedzy obydwu partii poczuli się zakładnikami swoich idei, a przede wszystkim elektoratów. Dlatego Jarosław Kaczyński hasła obrony tradycji, katolicyzmu i Kościoła zaczął traktować na tyle poważnie, że na jego (prawdopodobnie) sugestię Trybunał Konstytucyjny zawęził uprawnienie kobiet do anihilacji życia poczętego. Wydarzenie to uważam za kluczowe, gdyż w ten sposób Kaczyński złamał stary kompromis między PiS i PO, że nie manipulujemy przy tzw. sprawach światopoglądowych. W odpowiedzi liderzy PO już zupełnie wprost wysunęli hasła tzw. aborcji na życzenie, a także legalizacji tzw. związków jednopłciowych. Spór w PO dotyczy tylko już tego, czy pierwszą decyzją po zdobyciu władzy będzie wprowadzenie na razie tylko związków partnerskich (opcja Donalda Tuska) czy od razu „małżeństw” (opcja Rafała Trzaskowskiego).

Co więcej, zmiana stanowisk liderów obydwu partii wydaje się być autentyczna. Trudno mi oceniać na ile wynika z rzeczywistych poglądów, a na ile z taktyki: PiS musi walczyć z Konfederacją i stać się partią katolicką, aby nie utracić wyborców odpływających w prawo; PO chce wymieść ze sceny politycznej Lewicę i Polskę 2050, więc musi przejąć wyborców wyznających „elgebietyzm” i antyklerykalnych. Polaryzacja stała się faktem.

Na ten kierunek zmian wpłynęli obydwaj liderzy: Kaczyński, który z wieloletniego gadania o postulatach katolickich wreszcie jeden z nich zrealizował; Tusk, ponieważ po powrocie z Brukseli, gdzie na odpowiedzialną placówkę namaściła go sama Angela Merkel, wrócił zupełnie odmieniony. Warto tutaj zauważyć, że w PO nie został już ślad po tzw. katolicyzmie łagiewnickim i nauczaniu Jana Pawła II, a jej lider przestał obiecywać „ciepłą wodę w kranie”. Z Brukseli Tusk wrócił dosłownie nafaszerowany rozmaitymi lewicowymi idiotyzmami: agendą LGBT, walką z Kościołem, antyklerykalizmem, walką o klimat, etc. Jakby inny człowiek, nie do poznania. Tusk z bezideowego pragmatyka bojącego się poruszać tematy kontrowersyjne, przeistoczył się w ideologa lewicowej rewolucji, gdzie istotą lewicowości jest agenda LGBT, klimatyzm i podobne teorie, modne na tzw. Zachodzie.

W tej nowej sytuacji trzeba raz jeszcze przyjrzeć się mojemu staremu hasłu, że „każdy solidaruch jest taki sam”. Niestety, nadal jest masa tematów w którym partie te mówią tym samym językiem, wyrażając mądrość styropianu: stosunek do Rosji, stosunek do Ukrainy, wizja bezalternatywnych sojuszy z Zachodem; pogarda dla PRL, pogodzenie się z kolonizacją naszego kraju przez międzynarodowy kapitał, etc. Jednak w kwestiach światopoglądowych obydwa post-solidarnościowe stronnictwa autentycznie zaczęły się różnić. PiS powoli rzeczywiście zaczyna coś realizować z głoszonej od lat agendy obrony katolicyzmu, tradycji, etc. Tymczasem PO przyjęła za swoją lewicowo-liberalną agendę LGBT. Po starej PO nie ma już śladu. Z partii pragmatycznej i skupiającej karierowiczów, przekształciła się w partię karierowiczów machających homosiowymi flagami. Innymi słowy, PO uległo całkowitej degeneracji ideowej, kopiując hasła wojującego postmodernizmu z Zachodu.

Wziąwszy powyższe pod uwagę zastanawiam się czy nie należy przemyśleć raz jeszcze mojej dewizy „każdy solidaruch jest taki sam”? Może jednak są źli i są jeszcze gorsi?

A co Państwo na ten temat sądzicie?

Adam Wielomski

Click to rate this post!
[Total: 16 Average: 4.3]
Facebook

18 thoughts on “Wielomski: Czy każdy solidaruch jest taki sam?”

  1. „Dlatego Jarosław Kaczyński hasła obrony tradycji, katolicyzmu i Kościoła zaczął traktować na tyle poważnie, że na jego (prawdopodobnie) sugestię Trybunał Konstytucyjny zawęził uprawnienie kobiet do anihilacji życia poczętego.”

    Wprost przeciwnie. Wystarczy nawet papierek od psychiatry, że ciąża stanowi zagrożenie dla zdrowia (zdrowie psychiczne też jest zdrowiem!) kobiety i od razu należy się legalna aborcja na koszt NFZ. Jednak psychiatra nie jest bezpośrednio zaangażowany w przerywanie ciąży, więc niekoniecznie musi być zainteresowany takim układem. Tym bardziej, jeżeli nie działa w porozumieniu z kolegą ginekologiem. I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Wydaje mi się, że naiwnym jest ten, kto sądzi, że Kaczyński czy ktokolwiek z zawodowych politykierów ma jakikolwiek wpływ na status prawny aborcji. W praktyce został on ustalony przez i dla lekarzy, zwłaszcza ginekologów, którym legalna aborcja na życzenie, choćby bez refundacji NFZ, likwiduje dochodowe podziemie aborcyjne. Dlatego dopóki lekarze trzęsą dosłownie każdą koncesjonowaną partią polityczną, dopóty dostęp do aborcji ma być całkowicie sprywatyzowany. Liberalizacja nie wchodzi w rachubę z wymienionych wcześniej powodów, a dalsze zaostrzanie ustawy ze względu na zaszczucie klientek i jeszcze większy ich odpływ za granicę. Środowisko lekarskie jest rewelacyjnie zorganizowane i niesamowicie wpływowe, więc nie odpuści podziemia aborcyjnego, absurdalnej skali receptowania leków, groteskowej wręcz medycyny pracy i blokowaniu dostępu do zawodu obcokrajowcom.

    „Po starej PO nie ma już śladu.”

    Po starej PO wciąż pozostał ślad ekonomicznego analfabetyzmu i millenarystycznych wizji apokalipsy pod rządami PiS, która ku rozpaczy „złotoustych” libertariańskich kaznodziejów, w dalszym ciągu nie chce nadejść.

    1. Czy fanboje PO/KO i Konfederacji w ogóle rozumieją sens i przesłanie tego rankingu? Wątpliwe, skoro pomijają m.in. ten fakt, że Dania, mająca największe obciążenia fiskalne na świecie, wbrew ich narracji stale okupuje czołówkę rankingu, gdy wiele bastionów wolnej przedsiębiorczości i ucieczki od podatków (np. Panama) plasuje się naprawdę nisko.

      1. Wolność ekonomiczna to coś więcej niż tylko wysokość podatków. To także transparentność, proste i nieuciążliwe prawo, dobrze zrównoważony budżet – bez deficytów, a także możliwie mała inflacja.

        1. „Wolność ekonomiczna to coś więcej niż tylko wysokość podatków. To także transparentność, proste i nieuciążliwe prawo, dobrze zrównoważony budżet – bez deficytów, a także możliwie mała inflacja.”

          Zgadzam się, że wolność gospodarcza to więcej niż wysokość podatków. Sprowadzenie jej do braku podatków oznaczałoby, że rozwinięte państwo socjalistyczne z powszechną własnością państwową stanowi niedościgniony wzorzec wolności gospodarczej 🙂

          Jednak podstawową uwagą do owego rankingu jest dość słaba percepcja wśród jego entuzjastów. „Zatroskani” o wolność gospodarczą zwykle pomijają fakt, iż potężnym obciążeniem dla wyniku Polski jest niewydolne sądownictwo oraz, w mniejszym stopniu, kiepsko funkcjonujący aparat urzędniczy. Tymczasem ich „cudowną” receptą ma być bezrefleksyjna redukcja podatków i demontaż państwa, czyli słabo oceniany w rankingu model trzecioświatowy.

          Ponadto kolejny cenny wniosek z rankingu to potwierdzenie, iż realnym powodem podjęcia działalności w danym kraju jest zawsze możliwość satysfakcjonującego pomnażania zysków. Dlatego m.in. kapitał finansowy i żeglugowy ucieka do mocno przeciętnej Panamy i na Bahamy, a nie chociażby do wspomnianej Danii, Kanady czy Australii.

          1. W państwach o wysokiej stopie życiowej (PKB per capita) jest dość niska stopa zwrotu z inwestycji. Kapitał woli inwestować w dziadolandach, narażać się na korupcję oraz działalność mafii, bo i tak natrzepie tam więcej kasy niż w bogatych państwach Zachodu. I nie jest to żaden defekt systemu, ale pewna „prawidłowość dziejowa”.

  2. co to ma wspólnego 'solidaruch’ z 'Z Brukseli Tusk wrócił dosłownie nafaszerowany rozmaitymi lewicowymi idiotyzmami: agendą LGBT, walką z Kościołem, antyklerykalizmem, walką o klimat, etc.’………'”.
    NIC
    'Zachodnie społeczeństwo jest moralnie zepsute….. zostało skorumpowane przez kapitalizm, który doprowadził do „zagrożenia klimatycznego”, które zagraża życiu na ziemi. To, ……., wymaga ścisłej kontroli wolności osobistej, przemysłu i finansowania korporacji..’
    napisał trustee (powiernik) WEF czyli Szwabusa, Mark Carney (były szef Bank of England i Bank of Canada)
    w swojej książce> Value(s): Building a Better World for All,
    .https://nationalpost.com/opinion/peter-foster-mark-carney-man-of-destiny-arises-to-revolutionize-society-it-wont-be-pleasant

  3. Mnie bardziej interesuje i smuci to, że podobna transformacja zaszła w partii UPR/Platforma JKM/WiP/Wolność/KORWiN. Na szczęście nie wśród liderów tego ugrupowania (nie licząc niespodziewanego poparcia przez kilku z nich, na szczęście nie wszystkich, „aborcji letalnej”), ale wśród (na moje oko) około połowy elektoratu i młodego pokolenia działaczy, która to połowa wprost opowiada się za postulatami sodomickimi i aborcją (a część także za otwarciem Polski na oścież dla imigrantów). Degrengolada wśród działaczy młodzieżówki KORWiN-y (Młodzi dla Wolności) jest od dawna widoczna w necie i prawdopodobnie nie spotyka się z żadnym oczyszczającym przeciwdziałaniem ze strony władz partii. I nie, żebym się czepiał. Piszę to z życzliwości, bo jako że Konfederacja jest jedynym (kulawym, ale jednak) reprezentantem polskiego antyglobalizmu na scenie parlamentarnej, zaś narodu polskiego w stanie, w jakim się obecnie znajduje, nie stać na stworzenie niczego lepszego, to stan partii KORWiN jako największego składnika Konfederacji leży mi na sercu. Niestety coś zaczyna się psuć, a starsze i średnie pokolenie korwinistów zdaje się tego nie zauważać lub odwracać wzrok. Niestety, ale przytaczana wielokrotnie przez JKM-a dewiza Stefana Kisielewskiego brzmiąca: „Ja nie mam poglądów politycznych, ja mam poglądy gospodarcze” to kierunkowskaz w przepaść, bo obecna wojna między zwolennikami rządu światowego, a zwolennikami świata suwerennych państw odbywa się i będzie się odbywała przede wszystkim na płaszczyźnie kulturowej, a dopiero w drugim lub trzecim rzędzie gospodarczej. Można mieć świetną gospodarkę, jak np. Holandia czy Szwecja, a staczać się w niebyt jako naród i państwo. Tak więc wystosowuję z tego miejsca apel do władz KORWiN-y: zacznijcie obserwować i badać (wewnętrzne sondaże) poglądy i nastroje młodych działaczy i elektoratu swojej partii, a następnie przeciwdziałać degrengoladzie, bo za 10 lat obudzicie się w partii, której sami nie będziecie poznawać i do której sami (ze swoimi poglądami) nie będziecie pasować.
    Moim zdaniem pierwsze symptomy zepsucia było widać już w okolicach wyborów parlamentarnych 2011 r., gdy bardziej libertariańska część zwolenników ówczesnej partii JKM-a (WiP) albo ciepło się wypowiadała, albo wprost deklarowała poparcie dla Ruchu Palikota. Zamiast wtedy stanowczo amputować gangrenę, starsze pokolenie korwinistycznej wierchuszki nie dostrzegło problemu lub go olało i choroba się rozprzestrzeniła. Zwłaszcza, że w dorosłość zaczęło wchodzić tzw. pokolenie Z, które nie miało już przedwojennych dziadków, nie pamięta pełnych kościołów i nie było nauczane w szkołach przez w miarę konserwatywnych nauczycieli z w miarę konserwatywnych książek. Za to zostało ukształtowane przez żydomasońską popkulturę, zlewaczonych już nauczycieli, „organizacje pozarządowe” i zdegenerowane do cna uniwersytety. Oni (trzecie pokolenie korwinistów wywodzące się z pokolenia Z) już w dużej mierze nie będą mieli tych samych poglądów kulturowo-obyczajowych, co pierwsze (stare) i drugie (średnie) pokolenie korwinistów. Jest to więc ostatni – moim zdaniem – dzwonek, żeby coś z tym zrobić, bo inaczej w latach 30-tych korwinizm nie będzie już konserwatywnym liberalizmem, tylko wolnorynkowym lewactwem.

    1. Bo takie są powszechne trendy w społeczeństwie – dziś narodowcy, konserwatyści i tradycjonaliści wzdrygują się na samą myśl o wolnym rynku. Tłumaczenie wydaje się być proste – konserwatyści to na ogół gerontokracja – ludzie, którym tu coś skrzypi, tam coś szczęka, wiecznie uwiązani na państwowym garnuszku. Tak jest, świat dzieli się obecnie na postępowy kapitalizm i konserwatywny socjalizm. Niektórzy ostrzegali Korwina przed tym kilkanaście lat temu – chociażby na blogu JKM, niejaki socjolog. JKM jednak zbagatelizował to twierdząc, że socjologowie powinni zająć się robotą a nie wróżenień z fusów.

    2. „bo inaczej w latach 30-tych korwinizm nie będzie już konserwatywnym liberalizmem, tylko wolnorynkowym lewactwem.”

      Jeśli „konserwatywny” liberalizm każdą ingerencję w gospodarkę bezrefleksyjnie uważał za „socjalistyczną zbrodnię”, to niech teraz nie płacze, że znalazła się konsekwentna młodzież, dla której byle zachowawcza ingerencja w tzw. obyczajówkę jest „socjalistyczną zbrodnią”. Chcieli całkowitego urynkowienia, to w końcu je otrzymali. W prezencie dostaną możliwość bycia skrajnie anty-pisowską przybudówką PO/KO. Takie rozczarowanie przypomina postawę przedsiębiorcy-fanatyka wolnego rynku, który domaga się ratunku od państwa, gdy konkurencja psuje mu interes.

      1. Ważne, żeby przelicytowali Balcerowicza, bo w przeciwnym przypadku wylądują gdzieś pomiędzy PiS a PO. Narodowcy plasują się pomiędzy PiS a PZPR.

  4. Ja na prawdę nie rozumiem tutejszej tzw „elity” na czele z Panem Wielomskim. Skąd w Was tak wielka wiara w matuszkę Rasiję? Czy tzw „miłość” i „kumbaja” nie powinna być wzajemna? Co dała nam dotychczas Rosja? Może Pan Wielomski pokusi się o taki RZETELNY artykuł na tutejszym portalu? Bo ja wiem, min po przeczytaniu książki „Przerwana dekada Gierka” przez innego tutejszego guru jaruzelskiego (celowa pisownia z małej litery) , iż tak nas „kochał” ZSRR, że kazał nam tak wyhamowywać gospodarkę od 1976 już roku, zmuszając do płacenia na zbrojenia HORENDALNE 20% PKB, a ropę i gaz z ZSRR kupować za pośrednictwem Duńczyków za ciężkie dewizy dolarowe. M.IN, TO JEST TA MIŁOŚĆ płynąca z ROSJI od kgbisty toważysza Putina, kontynuatora ZSRR, który na przykładzie umowy z tow.Pawlakiem powierzył nam „najtańszy” gaz w całej Europie. PRAWDA?
    ŻE TACY LUDZIE JAK WIELOMSKI może przez tyle lat powtarzać urojone i niczym nie uzasadnione rojenia o „kumbaja” z Matuszką Rasiją? Człowieku OTRZĄŚNIJ SIĘ !!

    1. Nie ma dobrych i złych mocarstw. Każde z nich chce eksploatować swoje strefy wpływów. Dobry nie była ani ZSRR, ani nie są dobre Stany Zjednoczone. W błędzie jest ten kto rozpatruje historę na zasadzie walki dobra ze złem.

  5. Aaaa!! I jeszcze jedno Panie Wielomski = Zmień Pan znajomych, co wszystko robią dla własnych korzyści. Dobrze Panu radzę !!

  6. @freeman
    Może Pan to między bajki włożyć. „Socjalistyczny” (w nomenklaturze „wolnorynkowców”) i deklaratywnie konserwatywny PiS zarówno w 2015, jak i w 2019 wygrał wybory parlamentarne wśród młodego elektoratu:
    https://www.rmf24.pl/raporty/raport-wybory-parlamentarne2015/fakty/news-wyniki-wyborow-pis-pierwsza-sila-wsrod-mlodych-wyksztalconyc,nId,1909989#crp_state=1
    https://www.rmf24.pl/raporty/raport-wybory-parlamentarne-2019-fakty/najnowsze/news-wyniki-wyborow-jak-glosy-rozkladaly-sie-wedlug-wieku-plci-wy,nId,3276136#crp_state=1
    Gdyby było tak, jak Pan pisze, to Partia Libertariańska święciłaby sukcesy wyborcze, zamiast być kanapą (nb. to nie libertarianie od lat organizują 100-tysięczne marsze w których dominują ludzie młodzi i w średnim wieku, tylko „socjalistyczni” narodowcy). Korwinizm wbił się do głównonurtowej polityki tylko dlatego, że jest (niestety coraz mniej) w miarę konserwatywny obyczajowo, patriotyczny i suwerenistyczny (konsekwentny sprzeciw wobec UE, aborcji, sodomii, imigracjonizmowi, żydowskiemu polonożerstwu [roszczeniom, propagandzie jedwabneńskiej itd.]). To dlatego ludzie o poglądach konserwatywnych, narodowych i antyglobalistycznych (nie tylko ja) przymykali oko i (z braku alternatywy) przez lata oddawali i często nadal oddają głos na kolejne partie JKM-a, mimo innych poglądów gospodarczych (moje ewoluowały z ASE w kierunku dystrybucjonizmu).
    Będzie więc odwrotnie, niż Pan pisze: jeśli korwinistyczna wierchuszka pozwoli na zlewaczenie swojego środowiska, to korwinizm jako ruch polityczny szlag trafi, bo z miejsca straci około połowy (i tak niewielkiego) elektoratu, a nowego nie zyska, bo elektorat lewacki/liberalny kulturowo i obyczajowo będzie wolał głosować na większe partie o takim programie, dające większą szansę jego realizacji (jak dzisiejsza PO) lub bardziej skrajne (jak Lewica lub wręcz sama Wiosna). I z takimi środowiskami zlewaczony korwinizm musiałby rywalizować o głosy w wyborach (a więc musiałby ciągle dorzucać do lewackiego pieca, żeby zadowolić potencjalny elektorat i go pozyskać).

    @Fauxpas
    Ma Pan rację, ale mimo to warto zwrócić uwagę, że przez jakieś ćwierć wieku korwinizmowi całkiem sprawnie udawało się łączyć jako taki konserwatyzm z „wolnym rynkiem”/”antysocjalizmem”. A od niedawna zaczyna to szwankować. Czyli takie połączenie jest możliwe, jeśli się tego pilnuje. Wina więc leży po stronie starego i średniego pokoleń korwinistów, że zostawiły młodzież samopas w kwestii kulturowo-obyczajowej, zajmując się tylko ekonomizmem.

    @RECENZENT
    Proszę z tymi obsesjami wracać do klubu „Gazety Polskiej”.

    1. @spostrzegawczy

      Osobiście zaryzykowałbym stwierdzenie, że „samopas” obecny był od samego początku i cieszył się cichym przyzwoleniem partyjnej wierchuszki. Zdaje się, że stawiano na faktyczną prywatyzację sfery obyczajowej, czyli uzależnienie zakresu swobód od grubości portfela i zajmowanej pozycji. Zachowanie konserwatywnej obyczajówki w połączeniu z liberalizmem gospodarczym to w rzeczywistości ten sam poziom abstrakcji, co wprowadzenie socjalizmu na drodze parlamentarnej. To po prostu nie może się udać 🙂

      1. Ludzie zamożni, plutokracja i kapitaliści, to osoby przegniłe moralnie do szpiku kości. Permisywni, wyzwoleni i bezbożni hedoniści. Prosty chłoporobotnik to osobnik z natury konserwatywny, purytański i pruderyjny.

  7. Tutejsi TOWARZYSZE (wielbiciele wszelkiego zamrodyzmu) pragnę was poinformować, że pan Korwin Mikke więcej szkody wyrządził przez te wszystkie lata swojej działalności tzw konserwtyzmowi i prawicy niż jakikolwiek inny człowiek. Co założył partię, która miała szansę zdobyć kilka procent więcej niż próg wyborczy do parlamentu, zaraz wychodził pan Janusz i walił jakąś skrajną głupotę, która w oczach wszystkich ją ośmieszała. I tak np było z paraolimpijczykami, ze zgwałconymi kobietami, Hitlerem, czy też Stalinem, to tyle co pamiętam.
    Teraz na koniec się okazało, że w wielu kwestiach pan Korwin głosował, tak samo jak POKO, LSD i tym podobne „propolskie” ugrupowania. I wyszło szydło z worka, że jest i był to człowiek odpowiedniego środowiska sterującego przeciętnymi wyjadaczami chleba.
    Za nic nie dziękuję tak PiSowi, jak za to, że nareszcie okazało się w naszym kraju, kto jest KIM i jak przebiegają podziały polityczne, ustrojowe i te obrazujące pochodzenie (z domu) sumień ludzkich.

    @spostrzegawczy – dziękuję za bardzo rzetelny komentarz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.