Wielomski: Czy złoża powinny być narodowe?

Na prawicy rozpętała się niedawno dyskusja – w związku z koncesją na wydobycie miedzi dla kanadyjskiej spółki – czy złoża surowców naturalnych należy: 1/ prywatyzować po cenie rynkowej temu, kto zaoferuje najlepsze warunki?; 2/ prywatyzować, ale pozostawiając w polskich rękach?; 3/ powinny być eksploatowane przez państwowe spółki, czyli pozostać pod publiczną kontrolą? Dyskutanci nawzajem zarzucali sobie a to „zdradę”, a to „socjalizm”, etc. Myślę, że kwestia ta – wbrew pozorom – nie jest ani prosta, ani oczywista.

Zapewne Czytelnicy „Najwyższego Czasu!” mogą być zaskoczeni, ponieważ przywykli do myślenia, że państwo nie powinno być zarządcą własności, a rynek jest najlepszym organizatorem ekonomii. Pamiętajmy jednak o tym, o czym uczy Fryderyk Bastiat:  o ile zasady ekonomii są jasne i wskazują na wyższość instytucji rynkowych, to ekonomista powinien zamilknąć, gdy w grę wchodzą pozaekonomiczne czynniki polityczne. A tak jest w tym przypadku. Forma prywatyzacji złóż surowców naturalnych nie jest politycznie neutralna, ponieważ łączy się z gospodarczymi, a te z politycznymi stosunkami międzynarodowymi.

Zilustruję problem dwoma przykładami. Wydawałoby się, że posiadanie bogactw naturalnych dla każdego państwa winno być błogosławieństwem, ponieważ są to darmowe źródła dochodu dla budżetu państwa, które można wydać na programy infrastrukturalne, społeczne albo po prostu obniżyć podatki od osób obywateli. I jest tak w przypadku państw silnych, ale nie w przypadku „państw z dykty”, o których mawia się, że to „kamieni kupa”. Nie tak dawno CIA zorganizowała i skutecznie przeprowadziła zamach stanu w Boliwii. I wcale nie dlatego, że rządzący tam prezydent Evo Morales był socjalistą, lecz dlatego, iż stanowił „problem” dla amerykańskich koncernów eksploatujących miejscowe kopaliny. Gdy władzę objęła junta wojskowa, to wydała odezwę w której zapewniła o rychłym powrocie do „demokracji” i o chęci reprywatyzacji złóż surowców. Ten drugi punkt był oczywiście skierowany nie do własnych obywateli, lecz do zagranicznych inspiratorów i sponsorów. Podobną sytuację mamy w Wenezueli, gdzie walka USA z miejscowym socjalizmem nie jest toczona z powodów altruistycznych, lecz dla przejęcia największych na świecie złóż ropy naftowej. Podobnych przykładów w krajach Trzeciego Świata są dziesiątki.

I teraz pytanie: czy z punktu widzenia przywódców mocarstw Polska jest krajem poważnym i suwerennym, który sam decyduje o swoich zasobach, czy też państwem postkolonialnym do którego spraw wewnętrznych można się wpychać, krajem w którym zagraniczni ambasadorzy kierują do premiera „Moraweickiego” (pisownia oryginalna) żądania preferencji dla własnych firm? Odpowiedź wszyscy znamy. I wyobraźmy sobie teraz, że pod powierzchnią Polski znajdują się gigantyczne zasoby kopalin, jak twierdzą niektórzy eksperci. Wyobraźmy sobie, że sprzedamy firmom zaoceanicznego mocarstwa prawo do ich eksploatacji. Czy jesteście Państwo pewni, że nie pociągnie to za sobą skutków politycznych, w tym ustanowienia specjalnego „parasola” CIA nad Polską i jej klasą polityczną?

Powiedzmy wprost: tenże parasol ochronny wcale nie będzie nas chronił przed zagrożeniami zewnętrznymi. Będzie on chronił amerykańskie koncerny zarabiające krocie na wydobyciu w Polsce surowców. Oznacza to zwalczanie – być może nawet i „eliminację” – polityków polskich, którzy mogliby stanowić zagrożenie dla przyznanych koncesji. Ktoś powie: no dobrze, ale pacta servanda sunt i trudno nastawać na koncesje, które już przyznaliśmy. Pewnie i tak, ale pod warunkiem, że proces koncesjonowania był uczciwy i nie doszło w nim do „przyjęcia korzyści materialnych”. Poza tym każda koncesja kiedyś się kończy i CIA będzie dbało, aby przy kolejnym ich rozdaniu w Polsce rządziła sprzyjająca amerykańskim interesom ekipa rządowa. Słowem, nic bardziej błędnego niźli przekonanie, że zagospodarowanie bogactw naturalnych to tylko kwestia rynku. Nie jest ona taką szczególnie przy okazji państw „z dykty”.  

Przypadki państw „z dykty” dowodzą, że jeśli raz utraciły one kontrolę nad swoimi zasobami, to nie mogą jej potem pokojowo odzyskać. I paradoksalnie: źródła ich potencjalnego bogactwa i zamożności stają się źródłami ich politycznej słabości. Państwa takie stają się ofiarami polityki neokolonialnej. Dlatego uważam, że bezpieczeństwo narodowe wymaga pozostawienia tych złóż pod polską kontrolą. Stoję na stanowisku, że ze względów politycznych (czyli pozaekonomicznych) do ewentualnej prywatyzacji powinny być dopuszczone tylko firmy mające polskich właścicieli. Co więcej, muszą to być firmy godzące się na kontrolę przez polskie służby, ponieważ musimy mieć pewność, że firma taka swoich koncesji nie odsprzeda podmiotowi zewnętrznemu lub też nie zostanie – wraz z koncesją – kupiona czy przejęta przez podmiot zewnętrzny. Cóż bowiem z tego, że sprzedamy koncesję polskiej firmie, gdy ta okaże się „słupem” i po roku zostanie kupiona przez podmiot zewnętrzny? Niestety, ekonomia dzisiejsza – szczególnie wtedy, gdy w grę wchodzą wielkie pieniądze i zasoby – nie ma charakteru rynkowego, lecz znajduje się pod kontrolą służb, gdzie jedne służby wspomagają własne koncerny w ekspansji na zewnątrz, a inne bronią interesów państwa w procesach ekonomicznych wewnętrznych.

Wziąwszy pod uwagę powyższe rozważania apeluję do polskich polityków prawicowych, szczególnie do parlamentarzystów Konfederacji, aby w interesującej nas kwestii wyszli poza myślenie rynkowe, ponieważ kwestia zasobów naturalnych ma pozarynkowe aspekty. Wiem, że szczególnie wolnościowcy postulują separację ekonomii od polityki, ale pewne procesy nie zależą od nas, lecz od zagranicznych elit politycznych, które nie wahają się używać presji politycznej i służb specjalnych w walce o interesy ekonomiczne. W tej sytuacji państwo nie może oświadczyć, że nie interesuje się własną ekonomią. Gdy rynek nie działa to jeden z podmiotów nie może myśleć rynkowo, bo przegra…

Adam Wielomski

Tekst ukazał się w Najwyższym Czasie!

Click to rate this post!
[Total: 25 Average: 4.8]
Facebook

48 thoughts on “Wielomski: Czy złoża powinny być narodowe?”

  1. Oczywiście, że prywatyzacja strategicznych złóż dla gospodarki to głupota, zwłaszcza gdy te złoża występują obficie.
    Jedyna okoliczność uzasadniająca prywatyzację kopalń to moment, gdy złoża w kopalni są na tyle wyeksploatowane, że przynoszą one więcej strat niż zysków i państwo musi do nich dopłacać.
    Nie widzę sensu, żeby obciążać kosztami skarb państwa za działalność nierentownych kopalni węgla kamiennego na Śląsku. Powinni otworzyć nowe kopalnie na nieeksploatowanych złożach na Śląsku i na Lubelszczyźnie i tam przenieść nadmiar pracowników górnictwa i przy okazji zaprzestać sprowadzania węgla z zagranicy (bo w takim przypadku nie będzie potrzeba), zwiększyć wydobycie i zdywersyfikować przemysł oparty na węglu, np. rozwinąć produkcję paliwa wodnowęglowego.

    1. (…)Jedyna okoliczność uzasadniająca prywatyzację kopalń to moment, gdy złoża w kopalni są na tyle wyeksploatowane, że przynoszą one więcej strat niż zysków i państwo musi do nich dopłacać.(…)
      Polish joke…

          1. Śmieszne. Jakoś Czesi chcieli odkupić od nas KWK Morcinek…
            Poza tym to, że coś będąc państwowym jest nierentowne nie znaczy, że jako prywatne będzie nierentowne. I na odwrót, sprzedaż czegoś, co może dawać duże zyski, albo jest strategiczne jest strzałem w stopę.

            1. „sprzedaż czegoś, co może dawać duże zyski”
              W sensie oddawanie/prywatyzacja czegoś państwowego.

            2. (…)Poza tym to, że coś będąc państwowym jest nierentowne nie znaczy, że jako prywatne będzie nierentowne.(…)
              A potem będzie darcie japy o (…)złodziejskiej reprywatyzacji(…) i te słynne dociekania dlaczego Polak nie potrafi zarabiać.

              1. Nie wiem, co będzie potem i szczerze powiedziawszy nie zastanawiam się nad takimi „problemami”, że ktoś będzie „darł japę”, co ma być czymś „strasznym”. Jeśli górnicy widzą alternatywę dla prywatyzacji danej kopalni to po prostu powinno się dać im możliwość przedstawienia tych alternatyw. Jeśli nie dadzą to wszystko jasne.
                Druga sprawa – na chłopski rozum jeśli sprywatyzuje się mocno wyeksploatowaną kopalnię założoną przez państwo to nie da się przeprowadzić reprywatyzacji, bo żeby przeprowadzić reprywatyzację to najpierw trzeba coś, co jest własnością prywatną upaństwowić.

  2. Część osób myśli tak, żeby nie wpaść w monopol amerykański, to prywatyzować wszystko w ręce a to Niemców, a to Amerykanów, albo Ruskich i Chińczyków. Niech się pozabijają nawzajem.

    1. W niektórych miastach tak robią z Lidlami i Biedronkami – stawiają sklepy 50 metrów od siebie, że jeden szachuje drugiego.

    1. Ja bym raczej zapytał, dlaczego Rosja wspiera takiego nieudacznika? W mniemaniu Kowalskiego – pewnie dlatego, że Rosja to były CCCP, czyli państwo lewicowe. Maduro to też lewica, więc górę bierze ideowe braterstwo krwi. Putin i Maduro to dwa komuchy.

        1. Różnica pomiędzy Rosją a USA jest taka, że USA chcą eksploatować tamtejsze złoża i przy okazji wpuścić swoje firmy na lokalny rynek, żeby zarobiły. Będzie to możliwe wtedy, gdy zadbają o pewien poziom zamożności społeczeństwa. Ruscy chcą jedynie zdemolować tamtejszy przemysł wydobywczy, bo sami są producentami ropy i gazu, więc nie w smak im konkurencja. Ruskie firmy nie mają także Wenezueli nic do zaproponowania, bo trzeba być naiwnym, aby sądzić, że Wenezuelczycy wolą kwas chlebowy od Coca-Coli i bliny od hamburgerów.

          1. Prawdę mówiąc ja wolę wszystko od Coca-Coli i hamburgerów. Trudno o bardziej syfowe i niezdrowe jedzenie. Sam cukier i dodatki E.

          2. To jakim cudem są wogóle Rosjanie są choćby trochę Amerykanom przeszkodzić? A co tu mówić o wywróceniu operacji Guiido?

          3. Na przykład taki poziom zamożności, jaki miała Wenezuela przed Chavezem, w czasie panowania amerykańskich karteli naftowych: 1% bajecznie bogatych, 5% żyjących na poziomie i 94% na skraju śmierci głodowej. Tak samo w innych państwach Ameryki Płd. będących pod wpływami amerykańskimi… To masy głodnych wyniosły do władzy Chaveza, to masy głodnych wyniosły do władzy Castro, to masy głodnych wynosiły do władzy innych socjalistycznych dyktatorów w państwach gdzie rządzili ludzie nazywani przez Amerykanów „naszymi sk…”

            1. No tak, ale historia toczy się dialektycznie. Kilkanaście lat temu to lewica odgrywała rolę czynnika emancypującego Latynosów spod dominacji amerykańskich karteli. Obecnie lewica symbolizuje nieudaczność, a drogą rozwoju jest prawica. Brazylię do roli wschodzącej potęgi poprowadzi Bolsonaro, nie lewica. Choć jeszcze jest on proamerykański.

          4. „Ruscy chcą jedynie zdemolować tamtejszy przemysł wydobywczy, bo sami są producentami ropy i gazu, więc nie w smak im konkurencja”
            Bzdura. Ruskim zależy na tym, żeby mieć jak najwięcej pod kontrolą złóż ropy i gazu na świecie, żeby mogli tego mogli sprzedawać dużo i drogo.

  3. USA tylko na użytek zewnętrzny promują wolny rynek a nawet zaprowadzają go siłowo. U siebie nie wahały się nigdy stosować interwencjonizm w gospodarce. Ostatecznie podważył zasady wolnorynkowe Trump naruszając dotychczasowe międzynarodowe umowy handlowe.

    1. I tak USA są na tyle wolnorynkowe, że duże kraje UE do pięt im nie dorastają. Index of Economic Freedom 2020:

      7. United Kingdom – 79,3
      17. United States – 76,6
      27. Germany – 73,5
      64. France – 66,0
      74. Italy – 63,8
      94. Russia – 61,0

      https://www.heritage.org/index/ranking?version=608

      Jedynie Wielka Brytania broni honoru UE. Sorry, już nie UE. Natomiast Włochy i Rosja zapewne zrównają się w najbliższych latach i jeśli opuszczą UE, to nie dlatego, że są bardziej wolnorynkowe niż średnia unijna, tylko dlatego, że są skomuszałe. W przeszłości partia komunistyczna notowała tam całkiem niezłe wyniki. Podobnie w Grecji, czy we Francji.

  4. To nie trzyma się kupy. Jeśli jakieś państwo jest zbyt słabe by oprzeć się woli innych państw to czy w ogóle będzie mogło kontrolować swoje złoża? No, chyba nie. Więc założenie profesora jest bez sensu, że problem jest dopiero jak dopuści się do złóż zagraniczny koncern.

    1. Być może, jeśli oprze się na sojuszu z wrogami USA. Pytanie tylko, czego ci wrogowie USA zażądają w zamian i czy nie lepiej byłoby zakumplować się z Wujem Samem, który napoi Coca-Colą, wykarmi hamburgerami zamiast dać onucy do powąchania.

      1. Wyniki polskiej gospodarki pod butem ZSRR były lepsze niż w sojuszu z USA. Wystarczy policzyć roczne wzrosty PKB lub miejsce w rankingu potęg gospodarczych. Za Gierka byliśmy 12 potęgą gospodarczą świata a teraz zajmujemy 22 miejsce. Dodam jeszcze, że nie popieram żadnej partii politycznej ani mocarstwa. Ja już się od tego oderwałem.

        1. No nie, Pan ma manierę oceniania gospodarki głównie pod względem parametrów fizykalnych (tony węgla, m^3 gazu) – jak mają we krwi nauczycielki geografii rodem z PRL. Tego typu myślenie może i miało rację bytu w XIX wieku, ale nie obecnie. Nieobce jest ono również ruskim siłownikom, wojskowym i narodowcom. Ma ono jednak pewne mankamenty – skoro jest tak dużo (w domyśle dobrze), to dlaczego jest tak źle? Tego poPRLowska belfrówa nie potrafi wytłumaczyć. Nie brak też radzieckich babuszek, które wciąż wspominają, jaka to „nasza Matuszka Rassija potęga”, „ile mamy ropy, gazu i złota”, „jacy to bogaci jesteśmy”. Sęk w tym, że tego bogactwa jakoś ni widu, ni słychu. I tak jest w większości państw surowcowych, poza chlubnymi wyjątkami – np. Norwegia. A co do tempa wzrostu PKB – gdybyśmy byli wtedy w EWG i mieli poziom wolności gospodarczej zbliżony chociażby do NRF, to rozwijalibyśmy się co najmniej o połowę szybciej.

          1. Miarę potęgi ekonomicznej państwa nie ocenia się na podstawie rozwinięcia tradycyjnego przemysłu, górnictwa węgla itd. Zgadza się. Ale rozwinięty sektor usług i pełna micha też nie są miarą potęgi ekonomicznej państwa. Tą miarą jest poziom innowacji, rozwoju technologicznego, przemysłu high-tech i generalnie wszystkiego tego, co przynosi społeczeństwu postęp techniczny. Im tego więcej, mniejsza o to, czy w rękach państwowych, czy prywatnych, ale znajdującego się pod kontrolą podmiotów związanych z danym państwem, tym państwo jest ekonomicznie wyżej rozwinięte.
            Sektor usług jest o tyle ważny, że im bogatsze społeczeństwo, a przez to im większy jest rynek wewnętrzny, tym bardziej państwo może sobie pozwolić na większy poziom ekonomicznej autarkii.

            1. „Sektor usług jest o tyle ważny, że im bogatsze społeczeństwo, a przez to im większy jest rynek wewnętrzny, tym bardziej państwo może sobie pozwolić na większy poziom ekonomicznej autarkii”
              Ale również nie tylko liczy się poziom zamożności społeczeństwa, liczy się też przyrost demograficzny, bo im wyższa liczba ludności, tym większy jest rynek wewnętrzny. A żeby osiągać przyrost demograficzny, ale nie kosztem stabilności państwa to musi być on efektem wysokiej dzietności, a nie napływu imigrantów. Multikulturalizm stwarza ryzyko niepokojów społecznych, a to zagraża stabilnemu rozwojowi. Poza tym nie da się za substytut urodzeń stosować imigrację w nieskończoność. Miarą zdrowej ekomomii jest generowanie poziomu urodzeń zapewniającego dodatni przyrost naturalny, a to ma generować kapitał ludzki.

              1. Tak, byle nie było tak, jak z supernowoczesnym Concordem, który przegrał z ogórkowatymi Boeingami. Postęp jest jednak nie wtedy, gdy wszystko jest coraz bardziej zaawansowane technicznie, ale wtedy, gdy dodatkowo cena tego jest w miarę rozsądna – i to nie dzięki rządowym dopłatom, tylko dzięki faktowi, że wynalazek zwiększa ludzkie możliwości dużo bardziej niż przysparza nowych potrzeb/kosztów. Niemcy z jakiegoś powodu zrezygnowały z Maglevów, Chińczycy je budują.

                1. Owszem, dana innowacja musi być realnie przydatna, a nie być zbędnym gadżetem oraz musi mieć przystępną cenę. Ale nie zgodzę się z tym, że innowacja, żeby była krokiem naprzód musi być opłacalna bez żadnych dopłat. To, że coś jest obecnie niopłacalne nie znaczy, że w przyszłości też będzie. Dzisiaj np kwestionuje się sens produkcji samochodów na wodór lub na prąd, a w przyszłości, gdy nie będzie się dało w pełni zaspokoić zapotrzebowania paliw kopalnych w transporcie to, co uznawane było za nieopłacalne będzie koniecznością i posiadanie technologii i zakładów mogących produkować takie samochody uniezależni nas od importu i da nam zyski z eksportu.

        2. Pewnych rzeczy nie da się wytłumaczyć ludziom, którzy nigdy nie byli zmuszeni żyć z własnej pracy fizycznej. Zresztą, koronoświrus pokazał wyższość świata kapitalistycznego: ministerstwo organizuje uroczystość dla uczczenia przylotu poradzieckiego samolotu z maseczkami z Chin Ludowych, bo polski przemysł produkujący ręcznie maseczki ze starych prześcieradeł nie jest w stanie zaspokoić potrzeb spekulantów… Na tzw. Zachodzie jest to samo, a w USA teoretycznie mało groźna choroba zbiera potężne żniwo wśród mas pozbawionych opieki medycznej, bo ich pakiety ubezpieczeniowe leczenia koronawirusa nie przewidują…

          1. (…)Na tzw. Zachodzie jest to samo, a w USA teoretycznie mało groźna choroba zbiera potężne żniwo wśród mas pozbawionych opieki medycznej, bo ich pakiety ubezpieczeniowe leczenia koronawirusa nie przewidują…(…)
            A to dopiero początek… bo uzdrowieńcy potrafią mieć zdemolowane płuca.

  5. ’Wiem, że szczególnie wolnościowcy postulują separację ekonomii od polityki, ale pewne procesy nie zależą od nas, lecz od zagranicznych elit politycznych’
    To jest wlasnie to:
    wolny rynek naprzeciw gospodarki narodowej/planowej jest dobry na poziomie sklepu z pietruszka czy warsztatu samochodowego, czy firmy przewozowej.
    Ale gdy idzie o naprawde duze pieniadze i duze zasoby (miedz, siarka, ropa naftowa itp.)
    to rynek jest ostatnim aby decydowac. Polityka (i ambasady) decyduja.

  6. przyklad Wenezueli jest bardzo dobrym . Panstwowe zloza ( najzasobniejsze podobno na swiecie ) daja taki dobrobyt obywatelom ze na granicach panuje taki ruch ze az strach .
    Osobiscie to wszystko mi jedno do kogo bedzie nalezalo dane zloze , wazne jest aby panstwo mialo z tego tytulu podatki i sensownie je wydawalo .
    wole aby zagraniczny koncern placil w pl podatki niz 100 procentowo polska firma ktora woli np sponsorowac benefis Pietrzaka lub klub kopaczy noznych . A potem trzeba jeszcze do takiej firmy doplacac bo to przeciez Dobra Rodzinne i takie tam rozne slogany.

    1. (…) Panstwowe zloza ( najzasobniejsze podobno na swiecie ) daja taki dobrobyt obywatelom ze na granicach panuje taki ruch ze az strach .(…)
      Widziałeś tamtejszą ropę?

    2. Wenezuela jest biedna, bo jest permanentnie destabilizowana przez USA i proamerykańską V kolumnę (zaś amerykańska propaganda, którą łykają głównie wolnorynkowcy/libertarianie, winą obarcza wenezuelski „socjalizm”).
      Przykład z innego podwórka: w latach 90. w Rosji wszystkie złoża i cały przemysł trafiły w ręce amerykańskich i brytyjskich koncernów oraz oligarchów (głównie żydowskich) powiązanych z CIA/MI6/Mosadem i wówczas w Rosji była taka nędza, że w ciągu dekady zmarło 15 milionów ludzi (niewypłacanie rent i emerytur, upadek całego zaplecza socjalnego, upadek służby zdrowia itp.). Gdy Putin doszedł do władzy, wszystko znacjonalizował i odbudował państwo poczynając od sfery gospodarczej. W liberalnej teorii powinno być na odwrót: w latach jelcynowskiego prywaciarstwa-wolnorynkowizmu powinien być dobrobyt, a w czasach putinowskiej nacjonalizacji-„socjalizmu” – nędza. Rzeczywistość jednak pokazała co innego.

      1. Gospodarki nie destabilizują ubzdurane socjalizmy, czy kapitalizmy, tylko brak pragmatyzmu w ekonomii. Gospodarkę może zniszczyć zarówno „socjalistyczny”, jak i „liberalny” dogmatyzm i tak właśnie było w przypadku Wenezueli.
        Nie ma potrzeby zwalać wszystkiego na Amerykanów i głosić farmazony rodem z PRLowskich opowieści o amerykańskiej stonce, bo Maduro sam przez swoją nieudaczną politykę doprowadził do hiperinflacji, a następnie do kryzysu. Zamiast doraźnie i lekko zliberalizować gospodarkę w celu przyciągnięcia inwestycji np z Chin trwał sztywnie w kierunku wyznaczonym przez Chaveza nieudolnie zresztą naśladując go.
        Nie mam nic przeciwko reformom przeprowadzonym przez Chaveza, istotnie dokonał rewolucji gospodarczo-społecznej w Wenezueli podnosząc ekonomię kraju na wyższy poziom. Ale w ekonomii nie ma nic stałego, pantha rhei, więc ekonomię należy rozumieć dialektycznie – czasem trzeba „socjalizować”, czasem „liberalizować”. Maduro tego nie rozumiał i przez to zaprzepaścił dorobek Chaveza.
        Przykład z drugiego bieguna – Augusto Pinochet. Ten mocno potępany przez wojujących antyliberałów dyktator nie trzymał się sztywnych ideologii ekonomicznych, co wyróżnia go z przeróżnych Peronów, Madurów i innych, którzy poświęcą gospodarki narodowe prowadząc je do zapaści w imię jakichś socjalizmów, kapitalizmów, „trzecich dróg” itd. Pinochet wyrzucił z rządu ekonomistów ze szkoły chicagowskiej, gdy ich liberalna polityka doprowadziła do rozwarstwienia i kryzysu, odszedł od rynkowego dogmatyzmu, wstrzymał prywatyzacje i poszedł w kierunku pragmatycznym, nieliniowym.

        1. Socjalizmy, owszem, potrafią destabilizować gospodarkę, a to ze względu na to, że uniemożliwiają swobodną grę podaży i popytu, co w efekcie uniemożliwia wykształcenie się sensownej ceny równowagowej (rynkowej). Prowadzi to do sytuacji, że coś jest albo za tanie – przez co pojawiają się braki, albo za drogie, w wyniku czego zalega na półkach. Zresztą, ta druga sytuacja to rzadkość. Raczej zdarza się ta pierwsza, gdzie pojawiają się kolejki, cwaniacy wykupują towar i sprzedają w szarej strefie jako droższy a państwo walczy z pośrednikami. A już kompletną patologią jest, w obliczu niemożności ustanowienia sensownej struktury cen, próba przeniesienia proporcji cenowych z państw ościennych, tzn. jak w Niemczech cena mleka jest 1,5 raza większa niż cena bochenka chleba, to przenosimy proporcję na rynek polski, gdzie jest inna podaż i inny popyt, koszta stałe, transportu, itd.

          1. Kapitalizm amerykański czyli podobno wzorcowy także zniekształca ceny poprzez bańki spekulacyjne, np na nieruchomościach przed 2008 r.

          2. 1. Stosuję szeroką definicję socjalizmu, nie utożsamiam socjalizmu wyłącznie z totalnym upaństwowieniem, czy centralnym regulowaniem cen. Przykład – Chiny. Ceny są regulowane rynkowo, ale nadal występuje silny etatyzm.
            2. Kapitalizm owszem, może doprowadzić do kryzysu. Może doprowadzić do problemów społecznych, które będą rozwalały gospodarkę. Choćby sprowadzanie imigrantów, jako taniej siły roboczej może zmienić strukturę etniczną kraju, która może doprowadzić do napięć na tle etnicznym mogących skutkować kryzysem gospodarczym i społecznym.

            1. Adn. 2
              Kapitalizm nie ma narodowości… a te wszystkie eksporty miejsc pracy są tego koronnym dowodem. A miasto Juad Juarez, zwane inaczej Miastem Śmierci, dowodzi, że kapitał w ogóle nie ma moralności.

              1. Oczywiście, że ma. Francuskie przedsiębiorstwa służą ekspansji gospodarczej Francji, chińskie Chin, niemieckie Niemiec, amerykańskie Ameryki, a żydowskie Żydów (znaczy się są teorie, że niemiecki, amerykański i francuski kapitał jest w rękach Żydów lub szabesgojów, ale nie rozstrzygam tego). Wszystkie te państwa wspomagają swój kapitał, bo reprezentuje on nie tylko jego właścicieli, ale też interes narodowy.

      2. @spostrzegawczy,

        W latach 90′ w Rosji jakoś nie było wolnego rynku, liberalizmu, turbokapitalizmu i czego jeszcze tam. Index of Economic Freedom utrzymywał się na poziomie poniżej 60 (w skali 0-100) i dopiero obecnie, bardzo powoli przekracza wartość 60.

        1. Z byłego ZSRR to chyba tylko Estonia Marta Laara i Gruzja Micheila Saakaszwilego były wolnorynkowe. Reszta utknęła w systemach neofeudalnych, z oligarchią i korupcją – gdzieś w połowie drogi pomiędzy realnym socjalizmem a kapitalizmem. Niby mają tych drobnych prywaciarzy handlujących na straganach, ale na tym wszystkim żerują mafie. Kwitnie łapówkarstwo, brakuje praworządności.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.