Wielomski: Kolaboranci i kolaboracjoniści. Państwo Vichy wobec II Wojny Światowej

 

  1. Problem państwowości francuskiej w latach 1940-1942

Znanym i rozpowszechnionym poglądem jest ten, który dotyczy francuskiej niechęci do udziału w II Wojnie Światowej, jak i braku zaangażowania w wypełnienie swoich sojuszniczych zobowiązań wobec Polski we IX 1939 roku. Mimo to nie nastroje społeczne, lecz spektakularne błędy w dowodzeniu i taktyki użycia wojsk spowodowały, że Francja, wraz z sojuszniczymi Belgią, Holandią i Luksemburgiem, były zdolne prowadzić wojnę z III Rzeszą zaledwie przez sześć tygodni (10 V – 22 VI 1940), aby ostatecznie skapitulować. Nie będziemy w tym miejscu opisywać nastrojów społecznych, przebiegu tej kampanii i wcześniejszych zabiegów dyplomatycznych, odsyłając Czytelnika zainteresowanego zgłębieniem tego problemu do literatury dotyczących historii politycznej i militarnej[1].

Historia interesująca nas w tym tekście zaczyna się w dniu 22 VI 1940 roku, wraz z kapitulacją Francji. To historia Państwa Francuskiego, zwanego także często popularnym mianem Państwa Vichy, które powstało w wyniku ostatniego głosowania francuskiego Zgromadzenia Narodowego, zebranego w Tuluzie, w dniu 10 VII 1940 roku. W obliczu przegranej wojny i podpisanej kapitulacji, Zgromadzenie Narodowe, większością głosów 569 „za” do 110 „przeciw” i „wstrzymujących się” (i dodatkowo 17 głosach „zadeklarowanej absencji” w głosowaniu)[2] udzieliło nadzwyczajnych pełnomocnictw marszałkowi Philippe’owi Pétainowi, aby ratował pokonane państwo. Podkreślamy ten fakt auto-cesji władzy przez ostatni demokratycznie wybrany parlament francuski, gdyż oznaczała ona faktyczną cesję suwerenności z Narodu Francuskiego, reprezentowanego przez Zgromadzenie Narodowe, na reprezentującego Naród Francuski marsz. Pétaina, który otrzymał władzę dyktatorską w sytuacji katastrofy polityczno-militarnej, niczym dyktatorzy w tradycji Republiki Rzymskiej. Pétain otrzymał pełnię władzy, w miejscu uchylonej republikańskiej konstytucji z 1875 roku. W dokumencie uchwalonym przez Zgromadzenie czytamy:

Zgromadzenie Narodowe przekazuje pełnię władzy Republiki w ręce marszałka Pétaina, który ogłosi i podpisze jedną lub więcej ustaw nowej konstytucji Państwa Francuskiego. Konstytucja ta zagwarantuje prawo do pracy, prawa rodziny i własności. Zostanie ona ratyfikowana przez naród i będzie wykonywana przez parlament, który zostanie powołany na jej mocy[3].

Cytujemy ten dokument w całości, ponieważ z trybu jego przyjęcia przez Zgromadzenie Narodowe, jak i z jego zapisów wynika, że z punktu widzenia prawa francuskiego Państwo Vichy było państwem legalnym – co przyznaje nawet tak czołowy historyk francuskiego establishmentu jak Pierre Milza[4] – a podważanie tego faktu wynika z przesłanek ideowych, do których dorabiane są nieprzekonywujące argumenty prawne[5]. Konsekwentnie, rząd emigracyjny tzw. Wolnych Francuzów gen, Charlesa de Gaulle’a w Londynie nie mógł mieć statusu rządu legalnego dopóki istniało Państwo Vichy. W ocenie tej za kryterium legalności przyjmujemy ciągłość prawną między III Republiką a Państwem Vichy, nie zaś woluntarystyczne argumenty patriotyczne, obficie przytaczane przez gaullistów. To, że dziś często mówi się i pisze o nieprawowitości Państwa Vichy i, konsekwentnie, prawowitości rządu emigracyjnego Wolnych Francuzów wynika nie z materii prawnej, lecz stąd, że to zwycięzcy piszą historię.

O ile kwestia prawowitości była prosta od strony francuskiej nauki prawa, o tyle była zdecydowanie bardziej skomplikowana politycznie. Wynikało to z nieustalonej pozycji Państwa Vichy na ówczesnej światowej scenie politycznej. Większość państw tamtego świata, na czele ze Stanami Zjednoczonymi, uznawały je za jedyne legalne państwo francuskie. Nie uznawała je jednak za takie Wielka Brytania, tolerując w Londynie wspomniany wcześniej quasi-rząd gaullistowski, mając go za jedynego przedstawiciela Francji, i nie uznając rządu Państwa Vichy. Londyn nie umiał zdefiniować miejsca Francji w centralnym sporze jakim była wojna pomiędzy Wielką Brytanią a III Rzeszą. Czy Państwo Vichy jest nadal w koalicji z Wielką Brytanią czy w koalicji z Hitlerem, skoro podpisało akt kapitulacji? W Londynie bardzo obawiano się, że Vichy przystąpi do wojny po stronie III Rzeszy. Winston Churchill, a także otaczająca go generalicja, nie obawiali się osłabionych sił lądowych i powietrznych Państwa Francuskiego. Francuzi posiadali jednakże prawdziwy skarb w postaci floty wojennej, której tonaż wynosił 1/3 tonażu floty wojennej angielskiej. W zdecydowanej większości znajdowała się na Morzu Śródziemnym, dzięki czemu praktycznie nie poniosła żadnych strat ze strony niemieckiej i włoskiej. Anglicy panicznie obawiali się, że flota ta zostanie użyta przeciwko nim, jeśli Państwo Vichy przystąpi do wojny po stronie Niemiec lub zostanie zmuszone do wydania Niemcom okrętów. Stąd makabryczny rozkaz zaatakowania floty francuskiej znajdującej się w algierskim Mers-el-Kébir, w wyniku którego zatopiono lub ciężko uszkodzono 3 pancerniki (zginęło 1.600 marynarzy) i w Dakarze, gdzie uszkodzono flagowy pancernik „Richelieu”[6]. W zaimprowizowanym odwecie francuskie samoloty zbombardowały brytyjską bazę w Gibraltarze.

Marszałek Pétain i jego otoczenie źle zrozumieli intencje Anglików, ponieważ nie mieli najmniejszego zamiaru wchodzić do wojny po stronie III Rzeszy i nie przypuszczali, że Churchill podejrzewa Francuzów o ten zamiar. Połączywszy ataki na francuską flotę i odmowę uznania dyplomatycznego Państwa Vichy, a następnie stworzenie w Londynie marionetkowego rządu de Gaulle’a w jedną całość, pétainiści uznali, że być może celem Londynu nie jest kontynuacja wojny z Niemcami i zabezpieczenie się przed przejęciem przez nich floty znajdującej się na Morzu Śródziemnym. Chyba nigdy, ze względu na cenzurę wojenną, nie wyłożono tego zupełnie wprost, ale w największym skrócie rozumowanie Pétaina i jego doradców było następujące: trwa wojna na morzu i w powietrzu pomiędzy Wielką Brytanią a Niemcami. I wojnę tę Anglicy zapewne przegrają (najpierw Bitwę o Anglię, a potem Bitwę o Atlantyk). Jednakże nie mając pokaźnej floty nawodnej Niemcy nie są zdolni przerzucić przez Kanał La Manche swoich dywizji pancernych. Celem wojny nie jest więc kapitulacja Londynu w celu okupacji Wysp Brytyjskich, lecz zmuszenie go do zaakceptowania niemieckiej hegemonii w Europie kontynentalnej, czyli akceptacji niemieckiego Lebensraumu, Grossraumu czy też innej nazwy dla tej hegemonii. W zamian za akceptację niemieckiego porządku na Kontynencie i faktyczne wyparcie Wielkiej Brytanii na Atlantyk, Hitler uzna angielskie imperium oceaniczne, składające się z Anglii właściwej i jej kolonii. Ofiarą tak pojętego traktatu pokojowego – rozumował Pétain – będzie Francja. Metropolia trafi do niemieckiej Wielkiej Przestrzeni w charakterze państwa wasalnego, a jej kolonie zostaną przejęte przez Anglików. Pokój między III Rzeszą a Wielką Brytanią oznaczać będzie wypchnięcie Anglików z Europy w zamian za oddanie im francuskiej Afryki i południowej Azji. Rozumowanie to było całkowicie zgodne z planami niemieckimi, powstającymi i publikowanymi od kilkadziesiąt lat przez wielu tamtejszych intelektualistów[7]. Rozwiązanie takie sugerował też Hitler w Mein Kampf[8]. Nie było jednak zgodne z rozumieniem angielskim światowej polityki, gdyż Londyn zdecydował się w 1940 roku toczyć wojnę z III Rzeszą samotnie, byle tylko nie dać się wypchnąć z Europy kontynentalnej. Zaprzeczałoby to brytyjskiej idei Londynu jako ośrodka zapełniającego równowagę europejską.

Brak wzajemnej komunikacji na linii Londyn-Vichy doprowadził do tragedii w Mers-el-Kébir i jakby stanu wojny między Anglikami i Francuzami. Ci pierwsi zostali przez Pétaina potraktowani jako agresorzy o tym samym statusie co wojska Wehrmachtu, a w konsekwencji oddziały Wolnych Francuzów jako wojska zdradzieckie. Konsekwentnie, de Gaulle’a uznano za zdrajcę, który oddał Londynowi imperium kolonialne. Wydaje się, że w Polsce nigdy nie rozumiano strategii Państwa Vichy właśnie dlatego, iż nie rozumiano wagi imperium kolonialnego dla francuskiej psychiki narodowej. Badacze francuscy twierdzą, że koszty utrzymania kolonii, armii kolonialnej, marynarki wojennej dla jego zabezpieczenia, pensje administracji, etc. mniej więcej wynosiły tyle, ile zyski z tegoż imperium. Z punktu widzenia francuskiej ekonomii jego istnienie nie miało wartości[9]. Miało ją jednak dla psychiki francuskiej, wychowanej w wizji gloire Francji Karola Wielkiego, Ludwika XIV i Napoleona. We francuskiej historii mamy wielkie marzenie o wzniesieniu się z państwa znaczącego, ale jednak średniej wielkości, do rangi imperialnej. Kolonie wypełniały tę wyimaginowaną potrzebę.

  1. Wymiary państwa Vichy

Na mocy podpisanej wcześniej kapitulacji ok. 60% terytorium Francji, wraz ze stołecznym Paryżem, miało być okupowane przez wojska niemieckie aż do podpisania kończącego wojnę niemiecko-francuską (przyszłego) traktatu pokojowego. Vichy obejmowało pozostałe 40% obszaru, złożonego z Francji centralnej i południowej. Podlegało mu także olbrzymie przestrzenie imperium kolonialne, głównie w Afryce zachodniej, w Indochinach i na Bliskim Wschodzie. Państwo Francuskie utrzymuje swój niezależny status aż do XI 1942 roku, będąc – jak pisze jeden z niemieckich badaczy – nie tyle „pionkiem”, co słabszym „partnerem” Niemiec[10], zachowującym formalnie status państwa neutralnego w toczącej się wojnie, które mimo klęski militarnej opiera swoją siłę na nienaruszonym imperium kolonialnym. Miarą partnerskiego stosunku Hitler-Pétain było spotkanie obydwu przywódców w Montoire (24 X 1940), gdy Pétain wprost odmawia przystąpienia do wojny po stronie Hitlera[11]. W XII 1940 roku sędziwy Marszałek dymisjonuje pro-niemieckiego premiera Pierre’a Lavala bez porozumienia z Niemcami, co ci zdecydowali się zaakceptować, choć z wielkim niezadowoleniem[12]. Równocześnie Francja Vichy musi opłacać (a w rzeczywistości słono przepłacać) koszty utrzymania sił Wehrmachtu w północno-zachodniej części okupowanej[13].

Do klęski pod Stalingradem w II 1943 roku w niemieckiej polityce wobec ziem okupowanych (za wyjątkiem zajętych obszarów Polski i Związku Radzieckiego) przeważa tendencja, aby na zdobytych terenach powierzać władzę miejscowym konserwatystom, technokratom lub wojskowym. To epoka rządów marsz. Philippe’a Pétaina we Państwie Vichy i nacjonalistycznych generałów rządzących z niemieckiego nadania Serbią i Grecją. Na Słowacji, która w 1939 roku wybiła się na niepodległość, mamy prawdziwą teokrację, czyli rządy księży-nacjonalistów na czele z x. Josefem Tiso.  Niemieckie rządy pośrednie l. 1939-1943 są optymalne pod względem logiki zarządczej: nie angażują większych sił wojskowych i logistycznych III Rzeszy, a umożliwiają stałą mniejszą lub większą eksploatację ekonomiczną[14]. Podatki, żywność i produkcję dla zwycięskich Niemców zbierają i wysyłają rodacy pokonanych i za pomocą autochtonicznego aparatu biurokratycznego. Vichy to jeden z niemieckich protektoratów, których administrowanie powierzono miejscowym elitom.

Formuła niemieckiego panowania za pośrednictwem miejscowych elit ma także oczywiste słabości, przynajmniej z niemieckiego punktu widzenia. Lojalność autochtonicznych rządów wobec okupanta jest niska. Ich politycy są w swojej kolaboracji nieszczerzy, ustawicznie szukają kontaktów z aliantami, ociągają się z dostawami i robią co tylko mogą, aby nie zwiększać obowiązkowych kontyngentów. Wsparcie takich państw-protektoratów jak Vichy dla Wehrmachtu w pieniądzach, surowcach, produktach przemysłowych, żywności i ludziach (robotnicy) jest wprawdzie znaczące, ale głęboko poniżej niemieckich oczekiwań (wciąż rosnących z powodu przedłużającej się wojny), jak i w stosunku do maksymalnych możliwości lokalnych gospodarek[15].

Miarą autonomii państw-protektoratów – zarządzanych przez miejscowe elity, zwykle o konserwatywnym charakterze – jest swoboda Państwa Vichy w stworzeniu własnej oficjalnej filozofii politycznej, zwanej mianem Rewolucji Narodowej. Być może, że pojęcie to jest nieco na wyrost. Pamiętajmy, że Państwo Francuskie Pétaina istniało zaledwie 28 miesięcy. Było to zdecydowanie zbyt mało czasu, aby wypracować własną oryginalną filozofię polityczną. Najwybitniejszy ówczesny prawicowy filozof polityczny we Francji – Charles Maurras – mimo że ogłosił, iż dojście Pétaina do władzy stanowiło „boską niespodziankę” i – jak słusznie zauważyła Teresa Janasz – głosił wizję prawicowego generała-zbawcy ojczyzny od czterdziestu lat[16], to w rzeczywistości dystansował się od tego tworu państwowego, mając świadomość jego niesuwerenności i podległości znienawidzonym Niemcom[17]. Dlatego rację mają ci badaczy, którzy twierdzą, że przy braku czasu i poparcia udzielonego wprost przez wielki umysł polityczny, możemy raczej mówić o głównych nurtach propagandy Państwa Vichy, niż o skodyfikowanej ideologii lub filozofii politycznej[18]. Część badaczy dowodzi, że cała Rewolucja Narodowa ograniczała się do kilku wielkich haseł propagandowych: 1/ mit Pétaina-zbawcy; 2/ antysemityzm; 3/ antykomunizm; 4/ zagrożenie angielskie dla imperium[19].

            Przedstawione powyżej główne kierunku propagandowe Vichy mogłyby wskazywać, że Państwo Francuskie było jednoznacznie konserwatywne, prawicowe i kontrrewolucyjne, iż w VI 1940 roku władzę we Francji przejęli kontrrewolucjoniści, którzy próbowali cofnąć historię jeśli nie do roku 1789 (co byłoby przesadą, gdyż w Vichy nie było nigdy dyskusji o restauracji władzy Bourbonów lub istnienia stanów społecznych), to przynajmniej o jakieś stulecie w rozwoju politycznym, społecznym i ideowym. Musimy jednakże pamiętać, że oficjalna doktryna państwowa Vichy wynika z osobistej decyzji marsz. Pétaina. Hitler nie narzucił mu przeprowadzenia Rewolucji Narodowej, nie określił jej zasad ideowych. Gdyby je zresztą określił, to byłyby bliższe nazizmowi lub przynajmniej włoskiemu faszyzmowi, a nie konserwatywno-katolickiemu nacjonalizmowi. Doktryna Rewolucji Narodowej to osobista decyzja Marszałka, odwołująca się tak do jego osobistych poglądów, jak i do chęci negacji idei wolnomularskich i liberalnych, które ufundowały pobitą III Republikę. Gdy bowiem spojrzymy na elity polityczne Vichy, to dostrzeżemy w nich personalny amalgamat najrozmaitszych nurtów: prym ideowi wiodą tutaj nacjonaliści i kontrrewolucjoniści katoliccy, w pewnej opozycji do głównego nurtu mamy faszystów, ale realną władzę administracyjną sprawuje aparat administracyjny III Republiki, zdominowany przez osoby o poglądach republikańskich, liberalnych i socjalistycznych[20]. Głównym przedstawicielem tego aparatu republikańskiego jest premier Pierre Laval – ex-socjalista i zwolennik polityki Aristide’a Brianda z lat dwudziestych.

  1. Dwa francuskie pojęcia kolaboracji

            Na początku musimy zaznaczyć, że – w porównaniu z językiem francuskim – język polski w kwestii problematyki kolaboracji wykazuje się uboższym zasobem słów, ponieważ pod pojęciami kolaboracja i kolaborant rozumie wszystkie nurty i osoby, które współpracują z wrogiem, z okupantem. Nie posiadamy stopniowalności tego terminu, co czyni koniecznymi, z jednej strony, rozważania nad realizmem lub motywacjami tejże współpracy, a z drugiej – jakże częste – moralne potępienie wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób współpracowali z okupacyjnymi władzami. Widać to w języku, w którym odbywa się dyskusja o stosunku Polaków do Polski Ludowej. Z semantyki naszego języka wynika, że takim samym kolaborantem był ubek, który zabijał polskich patriotów w katowniach; działacz PZPR w latach siedemdziesiątych, działacz PAX-u, etc. Kolaborant to kolaborant.

Język francuski w okresie powojennym rozwiązał problem stopniowalności współpracy z wrogiem, wprowadzając rozróżnienie na „kolaborację” (collaboration) i coś, co na język polski należałoby wiernie przetłumaczyć jako „kolaboracjonizm” (collaborationisme):

1/ Słowo kolaborant łączone jest w języku i nauce francuskiej z postawą propaństwową, będącą odpowiednikiem naszej polskiej współpracy z okupantem motywowanej realizmem politycznym, czego skutkiem jest ostatecznie termin „kolaboracji państwowej” (collaboration d’État). Pod pojęciem tym należy rozumieć współpracę francuską z III Rzeszą, którą prowadzi legalne państwo, czyli Państwo Vichy, a na jego polecenie posłuszni temu państwu obywatele. Termin kolaborant (collaborateur) oznacza tutaj państwowca, etatystę, który wykonuje państwowe zalecenia, aby współpracować z Niemcami. Termin kolaborant ma, z jednej strony, charakter techniczny: państwo nakazuje, obywatel wykonuje. Z drugiej strony, blisko łączy się z polskim rozumieniem realizmu politycznego, który nakazuje w pewnych wypadkach współpracować ze zwycięzcą, aby przetrwać wojnę, zaoszczędzić państwu i narodowi okrucieństwa okupacji. Współpraca wreszcie może wynikać z przekonania, że okupant – cokolwiek byśmy o nim nie sądzili i jak go nie oceniali – wydaje się wygrywać wojnę i istnienie duże prawdopodobieństwo, że to od jego decyzji zależeć będzie kształt ojczyzny po zakończeniu konfliktu zbrojnego, jej granice, stopień niezależności, a także miejsce zajmowane w powojennej Europie. Kolaborant państwowy współpracuje z wrogiem z rozmaitych racji politycznych, nie mając ku okupantowi sympatii natury światopoglądowej i ideologicznej. Dlatego współpracuje na tyle tylko, na ile wymagają tego okoliczności. Jeśli okupant zażąda 2.000 ton pszenicy, to – ociągając się ile tylko się da i przedłużając jak najdłużej negocjacje – wyda mu te 2.000 ton pszenicy, ale ani jednego dekagrama więcej. Kolaborant państwowy nie sympatyzuje z Wehrmachtem i cieszy się po cichu z jego porażek; obca jest mu ideologia III Rzeszy; marzy o klęsce i upadku Niemiec, gdyż wie, że powrót Francji do pozycji przedwojennej Great Power możliwy jest tylko dzięki klęsce Hitlera.

2/ Termin kolaboracjonista (collaborationiste) łączy się z inną formą współpracy z wrogiem, przede wszystkim z inną motywację. Kolaboracjonistą nie kieruje racja stanu, czyli racjonalny namyśl nad położeniem własnego państwa, ojczyzny. Przetrwanie państwa i narodu w warunkach klęski militarnej i politycznej nie jest jego celem. Gdy kolaborant współpracuje z wrogiem, gdyż tak nakazuje państwo i jego racja stanu, i tylko na tyle, na ilu musi, to kolaboracjonista szczerze chce takiej współpracy. Chce ją także zacieśniać, na ile to tylko możliwe. Motywem współpracy są czynniki ideologiczne, które mają prymat nad czynnikami państwowo-politycznymi. Kolaboracjonista jest francuskim faszystą lub nawet narodowym socjalistą, który sympatyzował z nazizmem i III Rzeszą już przed klęską Francji w 1940 roku lub zaczął sympatyzować pod jej wpływem, gdyż uwierzył w mit polityczny Imperium Europejskiego i krucjaty przeciwko komunizmowi, stworzony przez Adolfa Hitlera i jego propagandystów. W czasie sześciotygodniowej wojny francusko-niemieckiej w 1940 roku serce kolaboracjonisty często już wtedy nie jest po stronie Francji, gdyż ta nie jest dlań Francją prawdziwą. To państwo liberalne i demokratyczne (czytaj: żydo-masońskie). Dlatego niejednokrotnie już w 1940 roku przyszły kolaboracjonista jest sercem po stronie Wehrmachtu. Wierzy, że klęska Francji w 1940 roku jest klęską projektu politycznego III Republiką, ale jednocześnie szansą na odbudowę Francji w nowej faszystowskiej i aryjskiej Europie, którą na jego oczach buduje Adolf Hitler. Jeśli w 1940 roku jeszcze jest po stronie Francji, to atak III Rzeszy na ZSRR w VI 1941 roku rozwiewa wszelkie wątpliwości, gdyż chodzi o wybór między Cywilizacją a Bolszewizmem. Kolaboracjonista nie sympatyzuje ze swoją polityczną ojczyzną, lecz z ideą. Jest najpierw lojalny wobec idei faszystowskiej, a dopiero potem wobec Francji i o tyle tylko, o ile będzie to Francja faszystowska i znajdująca się w sojuszu z hitlerowskimi Niemcami.

W końcu dochodzimy do esencji problemu: o ile kolaborant w czasie okupacji Francji przez Niemcy myśli w kategoriach francuskiej racji stanu, i to jej realistyczne ujęcie nakazuje mu taktycznie współpracować z triumfującą III Rzeszą, o tyle kolaboracjonista wychodzi poza ideę państwa narodowego (fr. État-Nation) ku idei paneuropejskiego państwa faszystowskiego, ze stolicą w Berlinie, będącego ośrodkiem ideologii narodowo-socjalistycznej, prowadzącego krucjatę przeciwko światowemu bolszewizmowi. Kolaborant współpracuje z rozsądku i życzy Niemcom źle; kolaboracjonista jest ideowym faszystą i uznaje Adolfa Hitlera za przywódcę rodzącego się w wojennych trudach Państwa Pan-Europejskiego[21]. Momentem krytycznym dla rozróżnienia kolaboranta od kolaboracjonisty jest moment przejścia. W języku francuskim tego okresu popularne jest pojęcie przejścia ku czemuś szerszemu niż nacjonalizm państwa narodowego: au-delà[22].

W ślad za doktryną kolaboracjonizmu, będącą synonimem sympatii do faszyzmu, następuje chęć czynnej walki, o „nową Europę” pod sztandarami niemieckimi. Stąd zainteresowanie „krucjatą antykomunistyczną”, czyli wojną niemiecko-radziecką. Kolaboracjoniści starszego pokolenia zachęcają młodych Francuzów do akcesu do formacji wojskowych, takich jak SS „Charlemagne” walczących z Rosjanami na niemieckim froncie wschodnim[23]. Tymczasem kolaborant państwowy uznaje, w ślad za władzami państwowymi Vichy, że Francja wycofała się z wojny i zajmuje pozycje neutralne. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na niezwykle istotny element, który jakoś umyka historykom, a mianowicie związek kolaboracji i kolaboracjonizmu z Bitwą pod Stalingradem. Gdy w VI 1940 roku Francja kapituluje, to ogół francuskiego społeczeństwa był przekonany, że wojna dogasa, a Wielka Brytania zawsze separatystyczny pokój za kilka tygodni, najpóźniej za kilka miesięcy. Zawsze go dobrowolnie lub przymuszona do tego. Pierwotnie uważano, że stanie się to szybko, gdyż brytyjskie lotnictwo ulegnie niemieckiemu i pozbawiona ochrony lotniczej flota nie będzie w stanie powstrzymać niemieckiej inwazji, a armii lądowej Anglicy nie mieli, szczególnie po tym, gdy pod Dunkierką pozostawili cały ciężki sprzęt. Dla francuskich wojskowych, wiodących prym na salonach politycznych Vichy, wynik Bitwy o Anglię (VII-X 1940) był niespodzianką. Byli jednak przekonani o porażce Londynu w Bitwie o Atlantyk, gdyż niemieckie U-booty w l. 1940-1942 wygrywały tę bitwę, a Wielka Brytania nie była autarkiczna żywnościowo i surowcowo. Odcięta od handlu światowego i koloni musiała skapitulować. Dodatkowo Blitzkrieg Wehrmachtu w Związku Radzieckim w l. 1941-1942 wskazywał, że także Związek Radziecki zostanie szybko rozbity i podbity.

Cała strategia kolaboracji państwowej oparta była na przekonaniu, że Niemcy wygrywają, i najprawdopodobniej wygrają, wojnę. Było to błędne założenie, czego francuscy oficerowie – włącznie ze stanowiącym ich politycznego reprezentanta marsz. Pétainem – nie mogli wiedzieć. Pamiętajmy, że momentem przełomowym wojny była klęska pod Stalingradem (II 1943), potwierdzona klęską na Łuku Kurskim (VII-VIII 1943), i rozstrzygnięcie w 1943 roku podwodnej Bitwa o Atlantyk na korzyść aliantów. Tymczasem Państwo Vichy zostaje najechane zbrojnie i zlikwidowane przez III Rzeszę w XI 1942 roku, czyli trzy miesiące przed klęską pod Stalingradem. W momencie tym okazało się, że realistyczna polityka Państwa Francuskiego oparta była na błędnej przesłance, a realizmem politycznym stała się nagle linia reprezentowana przez Charlesa de Gaulle’a. Ale, powtórzmy raz jeszcze, strategia polityczna Vichy okazała się błędna dopiero w trzy miesiące po jego upadku.

Osobiście, gdybyśmy mieli powiedzieć w którym miejscu sędziwy marsz. Pétain popełnił błąd, to wskazalibyśmy na pogodzenie się z likwidacją swojego państwa i jego późniejszą zgodę na firmowanie swoim nazwiskiem państwa, które w praktyce już nie istniało. W XI 1942 roku Państwo Vichy miało w metropolii 105.000 żołnierzy i mogło stawić pewien opór, może nawet i skuteczny (to pytanie kieruję do historyków wojskowości) a na pewno choćby symboliczny, z pewnością zdejmując z siebie odium kolaboracji. Mając flotę śródziemnomorską zgromadzoną w Tulonie mogło też przerzucić oddziały kolonialne z Algierii i północnej Afryki na pomoc metropolii, zapewne podwajając liczbę zdolnych do walki i uzbrojonych żołnierzy.

O ile rachuby kolaborantów Vichy okazały się błędne, a w XI 1942 roku stchórzyli, to strategia ideologicznych kolaboracjonistów od samego początku do końca oparta była na iluzji. Dokumenty odtajnione i przebadane nawet przez niemieckich badaczy dowodzą, że Adolf Hitler nigdy nie planował odtworzenia Francji w powojennej Europie, w Europie kierowanej przez III Rzeszą. To była iluzja. Kolaboracjoniści uwierzyli w tanią niemiecką propagandę, której celem było stworzenie mirażu Zjednoczonej Europy i paneuropejskiej kampanii antykomunistycznej na Wschodzie, w której to „Europie Jutra”, pod niemiecką hegemonią, będzie miejsce dla innych aryjskich narodów, w tym także i dla Francuzów. Celem tej propagandy były zapewnienie sobie spokoju na tyłach, zwiększenie produkcji na potrzeby niemieckiej armii w krajach podbitych, a po klęsce pod Stalingradem, także zdobycie ochotniczego rekruta z krajów podbitych[24].

  1. Argumentacja kolaboranta państwowego: Philippe Pétain

Szukając wzorcowego kolaboranta państwowego, nasz wzrok w pierwszej kolejności spocząć musi na osobie Philippe’a Pétaina. Nie będziemy w tym miejscu analizować całokształtu myśli politycznej sędziwego Marszałka, a ograniczymy się jedynie do kwestii kolaboracyjnej.

Na pięć dni przed kapitulacją Francji Pétain, w dramatycznym apelu do Francuzów, przypomina wielką chwałę armii francuskiej, „walczącej z heroizmem godnym jej długich tradycji wojskowych”, ale zarazem konstatuje empiryczny fakt przegranej na polu bitwy. W tej sytuacji Marszałek ogłasza, że „poświęca dla Francji swoją osobę, aby zmniejszyć ogrom jej cierpienia”, równocześnie apelując do wszystkich „o skupienie się wokół rządu” w tej dramatycznej sytuacji[25]. Trzy dni później dowodzi, że z punktu widzenia militarnego dalsza walka nie ma już sensu, gdyż w czasie I Wojny Światowej dowodzona przezeń armia była olbrzymia, a dodatkowo wspomagana przez znaczące kontyngenty angielskie i amerykańskie. Tymczasem w tej wojnie siły, którymi dysponuje pod koniec czerwca 1940 roku, to tylko ½ miliona ludzi zdolnych do walki, gdy sojusznicy skapitulowali (Belgia, Holandia, Luksemburg), a Anglicy uciekli z plaż Dunkierki[26]. Marszałek stoi na stanowisku, że porażka nie wynikła tylko z niemieckiej przewagi liczebno-technicznej (która nie była aż tak wielka jak o tym mówi), ale dzięki umiejętności użycia zgrupowań pancernych, której alianccy dowódcy nie posiadali[27]. W jednym z późniejszych wystąpień Szef Państwa stwierdza bez ogródek, że jego zdaniem Francja nie powinna była Niemcom wypowiadać w ogóle wojny w dniu 3 IX 1939 roku, ponieważ nie posiadała sił zbrojnych zdolnych do jej prowadzenia i wygrania: „wojna była prawie przegrana zanim została wypowiedziana. Nie umieliśmy ani jej uniknąć, ani się do niej przygotować”[28]. W tej sytuacji, dowodzi Pétain, nie było innego wyjścia, jak tylko skapitulować, aby ocalić to, co ocalić się dało. Jak rzecze:

Zachowaliśmy jednostki lądowe i morskie konieczne dla podtrzymania porządku w metropolii i w koloniach. Rząd pozostał niezależny. Francja będzie administrowana przez Francuzów. Wiem, że jesteście gotowi do dalszej walki. Wiem to. Ale wojna w metropolii została przegrana. Czy należy ją kontynuować w oparciu o kolonie? Nie byłbym godnym pozostawania na czele państwa, gdybym zgodził się na dalszy przelew krwi francuskiej, aby tylko przedłużyć marzenie co niektórych Francuzów, którzy mają niepełną wiedzę na temat warunków, w których musiałaby się odbywać dalsza walka. Nie mam ani nadziei, ani ochoty walczyć poza francuską ziemią. Trzeba zatroszczyć się o nasze kolonie, nie mniej niż o metropolię. Zawieszenie broni zachowuje je w dalszej jedności z Francją. Francja może liczyć na ich lojalność[29].

To fundamentalne  stwierdzenie, pochodzące z 25 VI 1940 roku, podsumowuje istotę myślenia kolaboracji państwowej: wojna we Francji właściwej jest już przegrana i trzeba ten fakt przyjąć do wiadomości, ale warunki kapitulacji uchroniły prawie 40% kraju przed okupacją, zachowując namiastkę suwerennej państwowości w postaci rządu Vichy. Przede wszystkich kapitulacja zachowała imperium kolonialne Francji, które Pétain postrzega jako nie mniej istotne niż terytorium Francji właściwej. Z punktu widzenia kolaboracji państwowej, tak jak to widziano w połowie 1940 roku, Francja przegrała wojnę, co zapewne będzie ją kosztować terytoria sporne (Alzacja i Lotaryngia), ale państwo i jego imperium kolonialne przetrwało. Celem kolaboracji państwowej jest zachować te dwie naczelne wartości polityczne.

Pozycje kolaboracji państwowej wzmacnia, wspominany wcześniej, atak angielski na flotę francuską w Mer-el-Kébir. Dla Pétaina oznaczał on, że „Anglia, łamiąc długi sojusz, zaatakowała i zniszczyła francuskie okręty unieruchomione w portach i częściowo pozbawione uzbrojenia. Nic nie usprawiedliwia tej agresji. Nic jej nie usprawiedliwia”. Politycznie rzecz biorąc to znaczy, że „opuszczona wczoraj, Francja została zaatakowana przez Anglię”[30]. Marszałek uznał ten atak za potwierdzający jego strategię wycofania się z wojny w celu zachowania resztek państwowości na kontynencie europejskim i obrony imperium zamorskiego. Atak na Mer-el-Kébir potwierdził jego podejrzenia, że Londyn nie był szczerym sojusznikiem w 1940 roku, gdyż nigdy nie uznał prawomocności istnienia francuskiego imperium kolonialnego i istnienia silnej floty dającej mu obronę. O ile Niemcy zagrażały Francji na Kontynencie, to Wielka Brytania w koloniach. Paryż ma dwóch wrogów, a skoro został pobity, to musi wycofać się z wojny i leczyć rany współpracując z konieczności z Berlinem.

Celem rządu pobitego militarnie państwa jest uniknięcie wojny tak z Niemcami, jak i z Wielką Brytanią równocześnie, i ratowanie biologicznej substancji narodu, co w sytuacji porażki militarnej oznacza prowadzenie polityki pokojowej i trzymanie się jak najdalej od wojny. W przemówieniu noworocznym z 1 I 1942 roku Marszałek z dumą podkreśla, że dzięki jego polityce, „gdy wojna toczy się we wszystkich częściach świata, gdy cała planeta jest w ogniu, to Francja pozostaje poza konfliktem”, zachowując swoje atuty, czyli „potęgę morską i kolonialną”, „wolne imperium”[31]. Tak wygląda „polityka francuska, inspirowana wyłącznie francuskimi interesami”[32].

Philippe Pétain nie ukrywał w swoich publicznych wystąpieniach, że celem jego rządu jest zawarcie formalnego pokoju z Niemcami, tak aby rządy francuskie „wróciły do Paryża i do Wersalu”[33]. W ciągu swoich rządów w sposób zawoalowany sugerował, że Niemcy mogą wybrać między „pokojem w tradycyjnym tego słowa znaczeniu a pokojem nowego rodzaju, opartym na współpracy”, czyli „pokojem dobrym dla zwycięzcy lub pokojem tworzącym dobrobyt dla wszystkich”[34]. Innymi słowy: Niemcy mogą dziś albo podyktować Francji pokój egoistyczny, który zakończy wojnę, ale nie wzajemną wrogość; albo zawrzeć z nią pokój w którym stosunki między obydwoma narodami zostaną na trwale uregulowane, dzięki minimalizacji roszczeń zwycięzcy. I cały problem strategii pétainistycznej polegał na tym właśnie, że Niemcy nie wybrały żadnego z tradycyjnych rozwiązań, preferując nieokreślony rozejm, odkładając w nieskończoność podpisanie traktatu pokojowego, aby ostatecznie, w XI 1942 roku zbrojnie zająć strefę nieokupowaną i skończyć z Państwem Vichy.

Jednak Marszałek nie wiedział tego, gdyż nie mógł znać przyszłości, i strategia Hitlera pozostawała dlań niejasna. Wynikało to chyba z tradycjonalistycznego spojrzenia na stosunki międzynarodowe, gdzie między państwami panuje albo pokój, albo wojna, a nie nieokreślony i przedłużany w nieskończoność stan pośredni, stan zawieszenia broni. Po spotkaniu z Adolfem Hitlerem w X 1940 roku Pétain potwierdza wolę kolaboracji państwowej Francji, jej chęć „aktywnego udziału w budowie nowego porządku europejskiego”, ponieważ „zmniejszy to cierpienia naszego kraju, polepszy los naszych jeńców, zmniejszy koszta okupacji”[35]. To bardzo charakterystyczna wypowiedź pokazująca, czego oczekują pétainiści w zamian za współpracę z III Rzeszą. Gdy Hitler oczekuje w Montoire (24 X 1940) wejśca Francji do wojny po stronie III Rzeszy, a przynajmniej zwiększenia francuskiego zaangażowania w niemiecką produkcję wojenną, to po tym spotkaniu Pétain oczekuje polepszenia losu francuskich jeńców wojennych i zmniejszenia kosztów okupacji, czyli – przekładając to z języka dyplomacji na bardziej pospolity – zmniejszenia udziału Francji w toczącej się wojnie. Pétain jest gotów do współpracy głównie dlatego, że traktuje setki tysięcy francuskich jeńców wojennych jako rodzaj zakładników, których posiada Hitler, a których zwolnienie jest priorytetem jego polityki[36].

Marszałek w żadnym ze swoich wystąpień nie wspomina o jakiejkolwiek ideowej czy ideologicznej sympatii dla nazizmu i III Rzeszy, a jedynie o racji stanu pokonanej Francji i jej dbałości o jeńców znajdujących się w niemieckich obozach. Starannie podkreśla istnienie fikcji prawnej, że „Francja (…) pozostała suwerenna. Ta suwerenność pozwala jej bronić swojej ziemi, wygaszać różnice zdań, zwalczać ruchy dysydenckie w koloniach. Oto moja polityka. Ministrowie są odpowiedzialni przede mną. To mnie oceni historia”[37]. Teza o personalnej odpowiedzialności Marszałka przed historią wyraża jego przekonanie, że w sytuacji dramatycznego kryzysu państwowości wszyscy Francuzi zobowiązani są skupić się wokół jedynego istniejącego legalnego rządu.

Z perspektywy skupienia się wokół rządu oceniane są działania Charlesa de Gaulle’a i Wolnych Francuzów. Pétain określa je najpierw mianem „dysydencji” i „braku dyscypliny”[38]. W jego oczach gaulliści swoimi działaniami zagrażają dalszemu istnieniu imperium kolonialnego, uwiarygodniając angielskie ataki przeciwko niemu. Tak stało się w VI 1941 roku, gdy Wolni Francuzi, wespół z Brytyjczykami, zaatakowali francuskie jednostki w Syrii, wkrótce zajmując całą tę kolonię[39]. W V 1942 roku mamy podobny atak na Madagaskar, który stanowi kolejny dowód angielskiej agresji wobec francuskiego imperium kolonialnego, dowód wrogich zamiarów wobec imperium zamorskiego[40]. Kolejnym aktem anglosaskiej wrogości wobec Francji był desant aliantów w Maroku w dniu 8 XI 1942 roku. Marszałek traktuje go jako kolejną inwazję na francuskie imperium kolonialne i nakazuje wiernym sobie oddziałom stawianie oporu[41].

 

Już po ataku na Syrię Wolni Francuzi zmieniają swoją denominację w wystąpieniach Philippe’a Pétaina. O ile wcześniej byli tylko niezdyscyplinowanymi „dysydentami”, to teraz stali się winnymi „czynów kryminalnych”[42]. Swoim istnieniem gaulliści utrudniają ewentualne negocjacje pokojowe z Berlinem, wskazując Niemcom na wielość konkurencyjnych ośrodków władzy, z których część słucha nie Vichy, lecz Londynu. Podobnie ocenia Marszałek działania partyzanckie komunistów, którzy uaktywnili się po ataku III Rzeszy na ZSRR 22 VI 19141 roku, przeprowadzając szereg zamachów na niemieckich żołnierzy w Paryżu i w sferze okupowanej. Pétain nie widzi żadnych korzyści z zabicia kilku Niemców. Partyzantka prowadzi bowiem do represji nieadekwatnych do strat Wehrmachtu, gdy w odwecie za jednego zabitego Niemca rozstrzeliwanych jest kilkudziesięciu Francuzów w sferze okupowanej[43].

Istnienie gaullizmu, jak i komunistycznego ruchu oporu świadczy o braku kontroli Vichy nad wszystkimi Francuzami. To kwestia myślenia etatystycznego: Francja jest tylko jedna i znajduje się w metropolii. Jak mówi Pétain, „Nie ma wielu sposobów wierności dla Francji. Nie można służyć jedności francuskiej wymykając się jedności matki ojczyzny i imperium”[44].

Najprawdopodobniej podobny stosunek Philippe Pétain miał do faszystów-kolaboacjonistów, którzy ochotniczo wstępowali do oddziałów wysyłanych na front wschodni. Oczywiście, biorąc pod uwagę istniejące okoliczności, nie mógł ochotników zganić publicznie, ani zakazać formowania się tych oddziałów. Przeciwnie, musiał im (nieszczerze) gratulować ich ochotniczego wyboru[45]. Inna sprawa, że rząd Vichy zapewne widział w tym przedsięwzięciu pewne korzyści: 1/ nie wypowiadając wojny ZSRR stawał się nieformalnym koalicjantem III Rzeszy, co mogło tylko umocnić pozycje negocjacyjne Pétaina, który do końca istnienia Vichy w XI 1942 roku zakładał, że Hitler wygra tę wojnę; 2/ ochotnicy na front wschodni rekrutowali się z francuskich faszystów, a to oznaczało pozbycie się z kraju elementu politycznie zradykalizowanego, zwolenników kolaboracjonizmu w miejsce kolaboracji państwowej. Charakterystyczne, że w jednym z przemówień Pétain wspomina – nie wymieniając nikogo z nazwiska – „dezerterów, czyli tych, którzy w prasie i w radio, w Londynie i w Paryżu, prowadzą do rozkładu jedności politycznej”[46]. O ile ośrodek londyński to oczywiste nawiązanie do gaullistów, to ośrodek paryski stanowi zawoalowaną aluzję do faszystowskich i faszyzujących kolaboracjonistów, którzy właśnie w stolicy Francji, pod niemiecką kuratelą, tworzyli nieformalny, a konkurencyjny względem Vichy, ośrodek kolaborujący, krytykujący Marszałka za nieszczerą i cechującą się brakiem zaangażowania politykę wobec III Rzeszy[47].

  1. Kolaboracjonista idealistyczny: Robert Brasillach[48]

            W tym krótkim tekście nie sposób opisać wszystkich kolaboracjonistów, dlatego Czytelnika zainteresowanym tym tematem odsyłamy do znaczącej literatury przedmiotu[49]. Za model wzorcowy uznaliśmy, na potrzeby tego tekstu, Roberta Brasillacha – pisarza i myśliciela, który przed wojną odszedł ze środowiska Action Française, zarzucając mu brak radykalizmu i rewolucyjnego impetu. Jeszcze przed 1940 rokiem Brasillach zakochał się w faszyzmie włoskim[50], a szczególnie w III Rzeszy, po czterodniowym udziale w Parteitagu w Norymberdze (1937), z którego wrócił dosłownie oczarowany Hitlerem i jego ruchem[51]. Parteitagu nie wahał się porównywać do Przeistoczenia w katolickiej Mszy świętej. Tak opisywał moment podniesienia sztandarów NSDAP:

Ceremonia najbardziej osobliwa w III Rzeszy, czyli poświęcenie (consécration) sztandarów. Przynoszą przed Führera sztandar w krwi, ten sam, który nieśli manifestanci zabicie podczas nieudanego puczu z roku 1923, przed Feldenherrenhalle w Monachium. (…) Kanclerz dotyka ręką sztandar w krwi, a drugą nowy sztandar, który jest poświęcany. Za jego pośrednictwem nieznany fluid przechodzi z jednego na drugi, i błogosławieństwo męczenników (martyrs) obejmuje od tej chwili nowe symbole niemieckiej ojczyzny. Ceremonia czysto symboliczna? Nie sądzę. Jest rzeczywiście, w myśli Hitlera jak i wszystkich Niemców, idea rodzaju mistycznej przemiany (transfusion mystique) analogicznej do błogosławieństwa wody przez księdza, o ile nie jest to – ośmielilibyśmy się powiedzieć – błogosławieństwo eucharystii. Kto nie widział poświęcenia sztandarów analogicznego do poświęcenia chleba, rodzaju niemieckiego sakramentu, zapewne nic nie zrozumie z hitleryzmu[52].

Robert Brasillach był przeciwny angażowaniu się Francji w wojnę, gdyż sympatie ideologiczne stawiał ponad wymogi francuskiej racji stanu. Hitlerowskie Niemcy budzą jego sympatię, a liberalni brytyjscy sojusznicy antypatię. Po klęsce Francji uznał, że pojawiła się szansa zbudowania, pod przewodnictwem Hitlera, nowej faszystowskiej Europy. Mimo to, mniej więcej do ataku III Rzeszy na ZSRR, linia geopolityczna Brasillacha była racjonalna, skoro wydawało się, że rzeczywiście Niemcy wojnę wygrywają. W tej sytuacji Francja musi znaleźć godne miejsce w Europie zdominowanej przez III Rzeszę i nie ma innego wyjścia jak pogodzić się ze swoją drugoplanową rolą, a swoje aspiracje mocarstwowe musi przenieść na imperium kolonialne. Podobnie jak Pétain, tak i Brasillach twierdził, że w imperium zamorskim znajduje się przyszłość dla francuskiej ekspansji. Kolonie stanowią o przyszłości kraju[53]. Mimo swoich sympatii dla nazizmu, Brasillach popiera początkowo pozycje kolaboracji państwowej, nawet jeśli jest to jej wersja uskrajniona, z dużą dozą sympatii dla nazizmu. Faszysta podkreśla, że akceptując dominację niemiecką, „zawsze kierowałem się samą miłością do ojczyzny”[54].

Brasillachowy eurofaszyzm opiera się na przekonaniu, że Niemcy wyjdą zwycięsko ze zmagań wojennych i zbudują nową, faszystowską Europę. Będzie to „Europa nowa”, powstanie „świat faszystowski”, a w świecie tym nie będzie miejsca dla Francji jako takiej, a jedynie dla „Francji faszystowskiej”. Dlatego „nacjonaliści są rzecznikami pojednania francusko-niemieckiego i zgody między obydwoma narodami”[55]. W 1942 roku Brasillach daje swoim czytelnikom wielką refleksję o eurofaszyzmie:

Jesteśmy z tych, którzy uważają, że ojczyzny to byty nieśmiertelne i które bynajmniej nie są podobne do prowincji gotowych zmieszać się w naród. Ale uważamy, że ojczyzny te, córki tej samej cywilizacji, winny wznieść się ponad partykularne rywalizacje. Jesteśmy z tych, co uważają, że od trzech stuleci wszystkie wojny Francji przeciwko Niemcom źle się dla nas kończyły – poza jedną, która kosztowała nas prawie dwa miliony ludzi i która przygotowała jedną z najgorszych katastrof w naszej historii. Jesteśmy więc z tych, co sądzą, że nie ulegając iluzjom paktów, briandyzmu, Ligi Narodów i podobnych modnych idei roku 1925, trzeba zakończyć zbędne masakry (…). Sto razy powtarzaliśmy, że przyłączając się do Świętego Przymierza, co byśmy nie sądzili o jego ideologii, Ludwik XVIII i Talleyrand dostosowali Francję do ówczesnej Europy. Dziś tak samo trzeba nam Francji faszystowskiej w faszystowskiej Europie[56].

Po klęsce roku 1940 nie ma już więcej marzenia o Francji jako mocarstwie w Europie. Francja może istnieć jedynie w formule faszystowskiego państwa europejskiego – „unii kontynentalnej” – na bazie ideologii „cywilizacji białego człowieka”[57]. Z biegiem czasu ten element rasowy występuje u Brasillacha coraz częściej. Mając świadomość upadku Francji jako państwa narodowego, faszysta chce ją odbudować jako część imperium, gdzie kryterium przynależności do grupy rządzącej nie jest już narodowość – co skazywałoby Francuzów na pozycję drugorzędną wobec Niemców – lecz rasa, a tę Francuzi i Niemcy mają wspólną[58].

Za wroga faszystowskiej Europy, obok ZSRR, Brasillach postrzega Wielką Brytanią, a od XII 1941 także Stany Zjednoczone. Mamy tu pétainowski motyw angielskiej zdrady w roku 1940 w postaci ucieczki oddziałów brytyjskich z plaż Dunkierki i zdradzieckiego ataku na Mers-el-Kébir i Dakar[59]. Brasillach gorąco przyklasnął odwetowemu atakowi francuskich bombowców na Gibraltar i pragnął, aby Francja wypowiedziała Wielkiej Brytanii wojnę. Angielska agresja nie jest dlań wypadkiem, lecz podsumowaniem wielowiekowej walki ze światem anglosaskim. Anglia jest wrogiem historycznym Francji, który, jeśli nawet taktycznie bywał z nią w sojuszu, to w istocie zawsze był jej wrogiem. Brasillach wkłada w usta Churchilla słowa wypowiedziane rzekomo po ataku na Mers-el-Kébir: „to największe zwycięstwo floty angielskiej od Trafalgaru”[60].

Podobnie jak Pétain, tak i Robert Brasillach obawia się, że Niemcy i Wielka Brytania któregoś dnia zawrą separatystyczny pokój, w wyniku którego Londyn zaakceptuje niemiecką dominację na kontynencie, za którą Berlin zapłaci mu francuskimi koloniami[61]. Masakra w Mers-el-Kébir miałaby być wstępem do takiego podziału, gdyż niszcząc gros francuskiej floty wojennej, Wielka Brytania zdobyła prymat na morzach i oceanach. Zdobycie Syrii i Madagaskaru (1941) stanowiły dlań kolejne dowody, że Brytyjczycy opanowują francuskie kolonie[62]. Francuski faszysta nie ma wątpliwości, że w aktualnej sytuacji Francja jest aliantem Niemiec i prowadzi wojnę z Wielką Brytanią. Z Niemcami łączy ją „alians obronny”, podczas gdy z „Anglosasami jest w stanie faktycznej wojny”[63].

Świat anglosaski jest znienawidzony przez Brasillacha nie z przyczyn politycznych. To pozory. W istocie jest on naturalną antytezą intelektualną dla faszyzmu. Stany Zjednoczone to „zbiór ze wszystkich gett z Europy centralnej” i „barbarzyństwo intelektualne najbardziej dzikie”, to „żydowska prasa, żydowskie radio, żydowskie kino”; z kolei Roosevelt to „prowokator żydowski, plutokratyczny, masoński”[64]. Z ziemi francuskiej należy wymazać jakiekolwiek ślady kulturowego wpływu świata anglosaskiego, a szczególnie dekadenckiej muzyki i tańców. Swing jest tu swoistym symbolem kultury jankeskiej, który bezustannie wraca w artykułach Brasillacha. Względy światopoglądowe, a nie polityczne, prowadzą Brasillacha do opowiedzenia się za Niemcami.

Wiele zmienia się 22 VI 1941 roku, gdy zaczyna się wielka wojna na Wschodzie. Brasillach całkowicie ulega niemieckiej propagandzie wojennej, iż jest to krucjata antykomunistyczna, wojna o podłożu ideologicznym. Po inwazji niemieckiej na ZSRR pojawia się u niego motyw wojny niemiecko-radzieckiej jako początku zmagań dwóch światów: Europy uosabianej przez nazizm i świata orientalnego uosabianego przez bolszewizm. Dlatego francuski faszysta wzywa wszystkie ludy Europy, papieża i wszystkich chrześcijan do wspólnego zjednoczenia się wokół Hitlera i dołączenia do wielkiej krucjaty przeciwko bolszewizmowi. W rocznicę ataku niemieckiego na ZSRR Brasillach pisze artykuł o charakterystycznym tytule: 22 czerwca 1941 cywilizacja podniosła broń przeciwko barbarzyństwu. Warto zacytować kilka zdań z tego tekstu:

Niemcy (…) podniosły broń dla cywilizacji francuskiej tak samo jak i dla niemieckiej, i włoskiej i hiszpańskiej. Ośmielimy się nawet stwierdzić – wiedząc, że zszokujemy gaullistów – że podniosły broń dla cywilizacji angielskiej. (…) za Florencję jak i za Paryż, za Londyn nawet (podkreślamy ten fakt), za Madryt jak i za Brukselę i Lizbonę[65].

Z tej antykomunistycznej perspektywy wszelkie działania wojenne na Zachodzie, dalsza wojna niemiecko-brytyjska, wydają się być wojną „bratobójczą”: gdy Zachód się wykrwawia, Stalin rośnie w siłę i może podbić wykrwawioną Europę. Zdaniem Brasillacha, Niemcy winny zjednoczyć Europę i poprowadzić ją do historycznej konfrontacji z radzieckim komunizmem. Porażka Niemiec oznacza bolszewizację Europy[66]. Komunizm jest wrogiem wszystkich wierzących w Boga i posiadaczy własności. Trzeba dziś zjednoczyć katolików i burżuazję dla wielkiej krucjaty. Narodowy socjalizm jest ideologią jednoczącą wszystkie klasy społeczne i wszystkie narody Zachodu w walce z sowieckim zagrożeniem. Brasillach pisze: „wobec mocy tak wielkiej i straszliwej jak rosyjski sowietyzm, nie wyobrażam sobie rozsądnego człowieka, który chciałby porażki Niemiec”[67]. Mord w Katyniu jest symbolem tego, co czeka Europę w razie zwycięstwa bolszewizmu[68].

Robert Brasillach popiera rekrutację Francuzów do Waffen SS[69]. W jednym z artykułów z entuzjazmem cytuje list niemieckiego generała do francuskich żołnierzy walczących na Wschodzie: „Jesteście żołnierzami nowej Europy i odrodzenia waszej wielkiej ojczyzny (…) Niech żyje szczęśliwa Francja w zjednoczonej Europie!”[70]. Spotkanie Pétain-Hitler w Montoire (1940) postrzega jako zarysowującą się oś Berlin-Rzym-Tokio-Vichy skierowaną przeciwko wrogom cywilizacji zachodniej, czyli światu anglosaskiemu i bolszewizmowi. Dzięki tej osi nastąpi „powolny powrót Francji do rangi narodu europejskiego”, w ramach niemieckiej Europy[71]. W obliczu porażek Niemiec na wschodzie odrzuca słowo kolaboracja i proponuje formalny sojusz francusko-niemiecki dla odparcia bolszewizmu[72].

Po kasacie Państwa Francuskiego w XI 1942 roku Robert Brasillach nie jest kolaborantem popierającym dotąd legalny rząd Vichy, przeistaczając się w fanatycznego zwolennika Hitlera, który cieszy się z upadku marionetkowego Państwa Vichy i z jawnej hitlerowskiej okupacji. Zajęcie Vichy oznacza bezpośrednie rządy hitlerowskie i dokończenie Rewolucji Narodowej. Czując za sobą poparcie Niemiec, Brasillach pisze w XI 1942 roku: „Nie możemy nadal utrzymywać fikcji w którą nie wierzymy. Przez dwa i pół roku zakazywano nam dyskutować o zasadach tej Rewolucji Narodowej, którą nam zaproponowano, i o ludziach, którzy za nią odpowiadają”[73]. W jego publicystyce widać, że coraz mniej czuje się związany z Francją, a coraz bardziej z Niemcami. Bolą go alianckie naloty na Hamburg, Frankfurt i Berlin. Popiera gorliwie akcje oczyszczania Francji z ruchu oporu; zamachy partyzantów nazywa „uderzeniami terrorystycznymi” [74]. W 1944 roku jego publicystyka najeżona jest przerażeniem katastrofą Niemiec i zwycięstwem Anglosasów i Rosjan, którzy podzielą pomiędzy siebie Europę, a więc i Francję. Brasillach wie już, że przegrał, że jego koncepcja polityczna rozpada się na jego oczach. Ale nie wycofuje się z wcześniejszych poglądów, nie szuka kontaktów z ruchem oporu, nie próbuje się tłumaczyć specyfiką czasu i miejsca; jest w swojej eurofaszystowskiej wizji konsekwentny do samego końca. Został rozstrzelany za zdradę 6 II 1945.

Adam Wielomski

[1] W j. polskim godne polecenia są prace J. Meysztowicz, Upadek Marianny, Warszawa 1976; J. Baszkiewicz, Historia Francji, Wrocław 1995, s. 576-603. Na temat polityki Francji na szerszym tle europejskim zob. H. Batowski, Między dwiema wojnami, 1919-1939. Zarys historii dyplomatycznej, Kraków 1988.

[2] J. Meysztowicz, Upadek Marianny, op.cit., s. 327; F.-G. Dreyfus, Histoire de Vichy, Paris 1990, s. 17.

[3] Loi constitutionelle (1940), w: Le Gouvernement de Vichy, 1940-1942. Institutions et politique, Paris 1972, s. 313.

[4] P. Milza, Fascisme français. Passé et Présent, Paris 1987, s. 226.

[5] Próbkę takiej pseudo-prawniczej argumentacji zawiera np. artykuł M. Prelot, La revision et les actes constitutionels. La figure politique et juridique du chef de l’Etat français, w: Le Gouvernement de Vichy, op.cit., s. 23-36.

[6] J. Lipiński, Druga wojna światowa na morzu, Gdańsk 1970 s. 115-16.

[7] Zob. np. R.N. Coudenhove-Calergi, Paneuropa, Wien-Leipzig 1926; H. Krebs, Paneuropa oder Mitteleuropa? München 1931; C. Schmitt, Völkerrechtliche Großraumordnung mit Interventionsverbot für raumfremde Mächte. Ein Beitrag zum Reichsbegriff im Völkerrecht, Berlin 1991 [1941]; R. Höhn, Reich, Großraum, Großmacht, Darmstadt 1942. Piszę o tym szerzej w mojej ostatniej książce Katolik-Prusak-Nazista. Sekularyzacja w biografii ideowej Carla Schmitta, Warszawa 2019, s. 443-70.

[8] A. Hitler, Mein Kampf, München 1936, I, 4.

[9] R. Girardet, L’idée coloniale en France de 1871 à 1962, Paris 1972, s. 81-101.

[10] E. Jäckel, La France dans l’Europe de Hitler, Paris 1968, s. 23.

[11] Ibidem, s. 164-66, 177-79; F.-G. Dreyfus: Historie de Vichy, op.cit., s. 337-42.

[12] E. Jäckel: La France dans l’Europe…, s. 225; F.-G. Dreyfus: Historie de Vichy, op.cit., s. 374-76.

[13] E. Jäckel: La France dans l’Europe…, s. 136-38.

[14] Zob. analizy Y. Durand, La nouvelle ordre européen nazi. La collaboration dans l’Europe allemande (1938-1945), Paris 1990.

[15] Dane statystyczne można znaleźć np. w pracach A. Broder, Histoire économique de la France au XXe siècle, 1914-1997, Paris 1998, s. 83-85. M. Boldorf, Die geleckte Kriegswirtschaft im besetzten Frankreich (1940-1944), w: Ch. Buchheim, M. Boldorf (red.), Europäische Volkseitschaften unter deutschen Hegemonie, 1938-1945, München 2012, s. 109-30.

[16] T. Janasz, Państwo francuskie 1940-1944: ideologia, organizacja, prawo, Warszawa 1977, s. 77.

[17] Y. Chiron, La vie de Maurras, Paris 1991, s. 409-48; S. Giocanti, Maurras. Le chaos et l’ordre, Paris 2006, s. 415-57.

[18] Próby odtworzenia doktryny politycznej Vichy były licznie podejmowane w literaturze – zob. np. H. Michel, Pétain et le régime de Vichy, Paris 1986; R. Patton, Francja Vichy. Stara gwardia i nowy ład, 1940-1944, Wrocław 2011, s. 185-288.

[19] D. Rossignol, Histoire de la propagande en France de Vichy de 1940 à 1944. L’Utopie Pétain, Paris 1991; A. Hanisch-Wolfram, Pensez français, pensez Pétain! Diskursanalytische Studien zur Propaganda des Vichy-Regimes, 1940-1944, Wien 2007, s. 136-68.

[20] R. Patton, Francja Vichy, op.cit., s. 289-336.

[21] Na temat rozróżnienia „kolaborant” i „kolaboracjonista” zob. np. S. Hoffmann, Collaborationism in France during World War II, „Journal of Modern History”, 1968, nr 40, s. 375-95; Y. Durand, La nouvelle ordre…, op.cit. Godna polecenia jest szczególnie ta ostatnia praca, ponieważ przedstawia ten problem nie tylko odnośnie Francji, ale całej okupowanej Europy w perspektywie tego francuskiego rozróżnienia terminologicznego.

[22] Jako pierwszy zastosował je belgijski socjalista H. De Man manifestując odrzucenie socjalizmu klasowego ku socjalizmowi w obrębie wspólnoty narodowej (Au-delà du marxisme, Bruxelles 1927). Później pojęcie to zastosował narodowy radykał francuski T. Maulnier dla przejścia od nacjonalizmu tradycyjnego ku „nacjonalizmowi” paneuropejskiemu (Au-delà du nationalisme, Paris 1938).

[23] P. Giolitto, Volontaires français sous l’uniforme allemand, Paris 1999; F. Forbes, For Europe. The French Volunteers of the Waffen SS, Solilhull 2006; K. Bene, La collaboration militaire française dans la Seconde Guerre mondiale, Paris 2012.

[24] P. Ayçoberry, La question nazi. Essai sur les interprétations du national-socialisme, 1922-1975, Paris 1979, s. 129-30; P. Milza, Fascisme français, op.cit., s. 248-63; M. Schmoeckel, Die Großraumtheorie. Ein Beitrag zur Geschichte der Völkerrechtswissenschaft im Dritten Reich, insbesondere der Kriegszeit, Berlin 1994, s. 156-57.

[25] Ph. Pétain, Discours aux Français. 17 juin 1940- 20 août 1944, Paris 1989, s. 57-58.

[26] Ibidem, s. 59.

[27] Ibidem, s. 64.

[28] Ibidem, s. 87.

[29] Ibidem, s. 65-66.

[30] Ibidem, s. 67-68.

[31] Ibidem, s. 211.

[32] Ibidem, s. 212.

[33] Ibidem, s. 77.

[34] Ibidem, s. 89.

[35] Ibidem, s. 95.

[36] Ibidem, s. 210.

[37] Ibidem, s. 96.

[38] Ibidem, s. 121.

[39] Ibidem, s. 140-41.

[40] Ibidem, s. 253, 278-79.

[41] Ibidem, s. 285-88.

[42] Ibidem, s. 158.

[43] Ibidem, s. 184-85, 203-04.

[44] Ibidem, s. 122.

[45] Ibidem, s. 204-05.

[46] Ibidem, s. 212.

[47] M. Prelot, La revision et les actes…, s. 31.

[48] Podrozdział o R. Brasillachu stanowi skrót z książki mojego autorstwa Faszyzmy łacińskie. Sen o rewolucji innej niż w Rosji i w Niemczech, Biała Podlaska 2011, s. 76-108.

[49] Najważniejsze prace to, w naszym przekonaniu: P. Serant, Le romantisme fasciste, Paris 1959; Ph. Burrin, La dérive fasciste. Doriot, Déat, Bergery, 1939-1945, Paris 1986; B. Bruneteau, ‚L’Europe nouvelle de Hitler‘. Une illusion des intellectuels de Vichy, Paris 2003.

[50] R. Brasillach, Notre avant-guerre, Paris 1998 [1941], s. 215-18, 244-45.

[51] Ibidem, s. 272-86.

[52] Ibidem, s. 284-85.

[53] R. Brasillach, Articles à ‘Je suis partout’ et ‘Révolution nationale’, Madrid 2002, s. 132.

[54] Ibidem 251.

[55] Ibidem 153.

[56] Ibidem, s. 165-66.

[57] Ibidem, s. 214, 235.

[58] Ibidem, s. 220.

[59] Ibidem, s. 18, 24.

[60] Ibidem, s. 88.

[61] Ibidem, s. 34.

[62] Ibidem, s. 52, 136-38.

[63] Ibidem, s. 201.

[64] Ibidem, s. 25, 66.

[65] Ibidem, s. 148, 149.

[66] Ibidem, s. 251.

[67] Ibidem, s. 98.

[68] Ibidem, s. 248-50, 266.

[69] Ibidem, s. 53.

[70] Ibidem, s. 107.

[71] Ibidem, s. 80.

[72] Ibidem, s. 128.

[73] Ibidem, s. 202.

[74] Ibidem, s. 311-12.

[Głosów: 3   Average: 5/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *