Wielomski : Oś Kaczyński-Zandberg-Czarzasty

Głosowanie nad Europejskim Funduszem Odbudowy, na mocy którego Polska ma otrzymywać unijne pieniądze w zamian za zgodę na pogłębienie integracji europejskiej i budowę europejskiego superpaństwa, wstrząsnęła naszą sceną polityczną. Okazało się, że „dla dobra Polski” Jarosław Kaczyński jest gotów wstrząsnąć Zjednoczoną Prawicą i dogadać się z (podobno) znienawidzoną postkomunistyczną Lewicą. Wielu złośliwych komentatorów wprost zaczęło pytać czy Solidarna Polska opuści teraz Zjednoczoną Prawicę i jej miejsce zajmie w niej Lewica, tworząc Zjednoczoną Prawicę Lewicową, ewentualnie Zjednoczoną Lewicę Prawicową? Na czele z tandemem Kaczyński-Zandberg-Czarzasty?

To jednak tylko złośliwość. Żadnych formalnych przetasowań nie będzie i Zjednoczona Prawica będzie istnieć, chociaż koalicja PiS z Solidarną Polską Zbigniewa Ziobry i z Nieporozumieniem Jarosława Gowina będzie się stawać coraz większą fikcją. Ziobro i Gowin powtarzają teraz wcześniejsze doświadczenia Andrzeja Leppera i Romana Giertycha, którzy po koalicji z Kaczyńskim szybko zrozumieli, że z osobowością tak tyraniczną być w koalicji po prostu się nie da, chyba, że przyjmuje się postawę klęczącą i poddańczą. W moim przekonaniu Jarosław Kaczyński będzie teraz rządził wedle takiej oto metody: formalnie będzie nadal w koalicji z Solidarną Polską i z Nieporozumieniem. Partie te mają i mieć będą swoich ministrów (jak w każdej koalicji), i których posłowie w 98% będą w Sejmie głosować tak jak nakaże im Prezes. Od czasu do czasu pojawią się jednak zgrzyty. W przypadku Solidarnej Polski wtedy, gdy partia ta będzie konsekwentnie chciała realizować program Zjednoczonej Prawicy, w który członkowie SP wydają się wierzyć, w odróżnieniu od Kaczyńskiego, który traktuje go jako zbiór demagogicznych haseł. W przypadku Jarosława Gowina i części wiernych mu posłów Nieporozumienia zgrzyty nie są zrozumiałe i przewidywalne, gdyż zwykle wynikają z przekonania o własnej wyjątkowości mini-prezesa tej partyjki. W takich sytuacjach wydaje się, że coraz częściej Jarosław Kaczyński będzie tracił większość parlamentarną. Co wtedy zrobi?

Głosowanie nad Europejskim Funduszem Odbudowy wykazało, że Prezes znalazł rozwiązanie:  gdy tylko koalicjanci wykażą się własnymi poglądami, to Kaczyński będzie szukał większości sejmowej dzięki wsparciu Lewicy, która nie ma swoich ministrów w rządzie i nigdy oficjalnie nie wejdzie w koalicję z „antykomunistycznym” i „homofobicznym” PiS-em. W moim przekonaniu system taki okaże się trwały z tego powodu, że żadne z sejmowych stronnictw nie jest zainteresowane przyśpieszonymi wyborami: 1/ PiS ma nikłe zdolności zawiązywania koalicji rządowej i Kaczyński musi mieć 231 posłów, aby rządzić. Wybory są więc ryzykowne, szczególnie po ewentualnym rozwiązaniu Zjednoczonej Prawicy i przy samodzielnym starcie. 2/ Solidarna Polska w sondażach ma ok. 3-4% poparcia, więc w razie wyborów samodzielnie może nie przejść progu. 3/ Nieporozumienie ma ok. 0.5% poparcia, co oznaczałoby (wreszcie!) koniec kariery politycznej Gowina. 4/ PSL tradycyjnie balansuje na granicy progu wyborczego. 5/ Koalicja Obywatelska dołuje w sondażach i po wyborach straci z połowę miejsc poselskich na rzecz partii Szymona Hołowni. 6/ Lewica też straciłaby część wyborców na rzecz Hołowni. 7/ Konfederacja uzyskuje w sondażach ciągle podobne wyniki, więc wybory są dla niej bezsensowne. Słowem, na wyborach zyskałaby tylko Polska 2050, której nie ma w Sejmie.

Z wymienionych wyżej powodów formalnie będą trwały rządy Zjednoczonej Prawicy. Kaczyński będzie nadal rozbijał Nieporozumienie Gowina, aby zdezintegrować do końca tę kanapową partyjkę przed kolejnymi wyborami. Tymczasem ziobryści coraz ostrzej będą stawali w kontrze w sprawach integracji europejskiej, aby zebrać eurosceptyczną część pisowskiego elektoratu. I w sprawach europejskich Kaczyński będzie sięgał po poparcie posłów Lewicy. Ci ostatni bowiem znakomicie rozumieją, że postępująca integracja Unii Europejskiej skończy się w końcu wymarzonym przez nich systemem ogólnego prawa unijnego, za pomocą którego Bruksela i Strasburg narzucą „reakcyjnej” Polsce swoją rewolucję kulturową. W dodatku, wraz z każdym kolejnym brukselskim euro rośnie ekonomiczna zależność Polski od Unii. I wcześniej czy później Warszawa dostanie ultimatum: pieniądze za LGBT. I nawet gdyby w Warszawie nadal rządził Jarosław Kaczyński, to będzie musiał się ugiąć przed tym szantażem.

Dlatego rządy Zjednoczonej Prawicy będą trwać, choć sprawy istotne będzie przegłosowywać nieformalna koalicja PiS-Lewica. Z punktu widzenia Kaczyńskiego układ ten ma tylko jedną wadę: skoro Lewica nie ma w rządzie Mateusza Moraczewskiego własnych ministrów, to Prezes PiS nie może jej zagrozić ich usunięciem z rządu, czyli na Lewicę nie posiada żadnego bata. Za każde jednorazowe poparcie będzie musiał Zandbergowi i Czarzastemu płacić, skoro nie wypłaca im stałego honorarium za zasiadanie w rządzie. Czego Lewica może się domagać?

Oczywiście, pytając o żądania Lewicy nie pytamy o oficjalne deklaracje, lecz o praktykę. Nie mając dostępu do tajników głów Czarzastego i Zandberga możemy tylko spekulować. Napiszę więc to, czego ja bym się domagał na ich miejscu. Od wielu lat problemem lewicy w Polsce (ręka zawahała mi się, aby użyć sformułowania „lewicy polskiej”) jest brak elektoratu. Zwracając się ku mniejszościom seksualnym i patologicznym antyklerykałom, lewica utraciła swój tradycyjny elektorat socjalny, który głosował na „stare dobre SLD”. Wyborcy ci w większości głosują dziś na PiS, widząc w tej partii nowe wydanie polityki Edwarda Gierka. Elektorat liberalny na nią też nie głosuje, ponieważ na czele liberalnej opozycji stoi KO, zastępowana coraz bardziej w tej roli przez Polskę 2050. Na miejscu Lewicy zażądałbym więc zmiany narracji w rządowych mediach, które zamiast strzelać do „peło”, powinny wykreować właśnie Lewicę na głównego wroga pisowskiej Polski, pomijając opozycję demoliberalną, tak aby to Lewica stała się główną siłę opozycyjną wobec „kaczyzmu”.

Adam Wielomski

Za: “Najwyższy Czas!”

Facebook

2 thoughts on “Wielomski : Oś Kaczyński-Zandberg-Czarzasty”

  1. (…)Jeśli jednak Łukaszenka idiotą jest, to sam sobie jest winien.(…)
    DobraZmiana będzie trwała do samego końca… bo po przegranych wyborach czeka ich Norymbergia.

  2. Kiedyś miałem straszny sen na temat polskiej sceny politycznej. Przyśniła mi się rosyjska matrioszka z twarzą naczelnika państwa.
    Gdy rozkręciłem lalkę chcąc zobaczyć kto za nim stoi ujrzałem ziobre, gdy rozkręcałem kolejne mniejsze lalki moim oczom ukazywały się twarze największych polskich polityków, a nawet biskupów. Zniecierpliwiony i poirytowany doszedłem jak myślałem do końca tej zabawy gdy zobaczyłem tego kto stoi ostatnio za wszystkimi i wszystkim czyli Cara wladimira.
    Jednak coś mnie podkusiło, opuszkami palców rozkręciłem tego malutkiego już putinka i ujrzałem coś co sprawiło, że obudziłem się zlany potem. Wewnątrz malutkiego putinka siedział jeszcze mniejszy naczelnik państwa 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *