Wielomski: Point de vue

Point de vue – punkt widzenia. Różnice punktu widzenia, przy tych samych ogólnych przyświecających nam zasadach, są głównym powodem wielu dyskusji na współczesnej polskiej prawicy. Oczywiście, różne punkty widzenia są główną przyczyną wielu sporów, o ile nie stoją za nimi interesy materialne, społeczne, gospodarcze, klasowe, narodowe, etc. Cechą specyficzną różnic związanych z point de vue (czy, w liczbie mnogiej: points de vue) na prawicy jest przykry fakt, że od wielu dziesięcioleci już nie rządzimy i, mówiąc kolokwialnie, rozjechały nam się światy ideowe i polityczne.

Dla człowieka prawicy, dla konserwatysty istnieją dwa punkty widzenia, które w świecie sprzed Rewolucji Francuskiej, w zasadzie były tożsame, a mianowicie point de vue państwowy i point de vue ideowy. Konserwatysta broniący ponad 200 lat temu władzy Bourbonów czynił tak i dlatego, że jego idee polityczne kazały mu bronić instytucji katolickiej monarchii przed rewolucjonistami, jak i dlatego, że przyjmował postawę esencjalnie pro-państwową, a rewolucjonista był wrogiem państwa. Cechą charakterystyczną dla prawicy jest zarówno jej charakter statokratyczny, propaństwowy (czego nie mylmy z pochwałą socjalistycznego państwa, czyli z etatyzmem), jak i chęć podtrzymania konserwatywnego charakteru tego państwa, wraz ze stojącym u jego fundamentu konserwatywnym światem ideowym. W literaturze przedmiotu, dotyczącej tak konserwatyzmu francuskiego w epoce Rewolucji Francuskiej, jak i jego rozmaitych późniejszych przypadków i odmian, wielokrotnie podkreśla się, że po 1789 roku stan taki stawał się coraz rzadszy, a ostatecznie przestał istnieć. W świecie XX wieku jedność konserwatyzmu ideowego i statokratrycznego to już rzadkie przypadki: Hiszpania Franco, Portugalia Salazara czy Węgry Horthy’ego. Generalnie musieliśmy już po tym zawsze wybierać: albo lojalność wobec państwa takiego, jakim on jest, jakie jako jedyne jest możliwe i ze świadomością, że szybko innego nie będzie; albo lojalność wobec konserwatywnych idei, co oznaczało postawę kontrrewolucyjną wobec zastanego państwa, która – wyjąwszy głoszone przy tym idee – w sumie sprowadzała się do chęci wywołania rewolucji, z groźbą zagłady tegoż państwa w tle.

W naszym prawicowym świadku tych sporów jest bardzo dużo i trudno mi je nawet wszystkie wyliczyć. Takim bardzo wyrazistym jest spór o stosunek dla PRL. Dla mnie, jako dla konserwatysty statokratycznego jest oczywiste, że w latach 1945-1989 jedynym Państwem Polskim było to, które znajdowało się nad Wisłą. Było to moje państwo, choć ideologia komunistyczna jest mi kompletnie nienawistna, jego system społeczno-ekonomiczny uważam za złodziejski i utopijny, a system wasalny wobec ZSRR za żenujący. Tym niemniej innego państwa w latach 1945-1989 my, jako Polacy, nie mieliśmy. Dlatego konserwatysta powinien był je uznać i pracować dla niego. Stąd moje zrozumienie dla takich instytucji jak PAX, którą to organizację uważam za najważniejszy ośrodek konserwatywny w Polsce w tym okresie, ważniejszy niż ośrodki emigracyjne, o istnieniu których nikt nad Wisłą nie słyszał. Oczywiście, dla tych, którym ich point de vue mówi, że najważniejsze są idee i, że na wszystko należy patrzeć „z punktu widzenia ideowego”, stanowisko takie musi być ciemnym pomrukiem „endokomunizmu”, ponieważ osoby te uważają, że w okresie PRL prawdziwy konserwatysta walczył w lesie z KBW, podpalał Komitety Wojewódzkie i wysadzał pomniki, w przerwach drukując na powielaczu pisemka w rodzaju „Bratniaka”.

Chyba jeszcze skrajniejszym przypadkiem rozejścia się point de vue statokratycznego i point de vue ideowego jest przykład Związku Radzieckiego. Przy całej mojej niechęci do Stalina i do tamtejszego komunizmu, który miał charakter nie tylko barbarzyński – jak w Polsce – ale wręcz turański, uznaję Związek Radziecki za jedyne dostępne ówczesnemu rosyjskiemu konserwatyście Państwo Rosyjskie. Innej Rosji nie było w latach 1922-1989, bo nie ma Rosji bez Moskwy i Petersburga, gdzieś na emigracji. Dla zwolenników point de vue ideowego pogląd taki oczywiście jest nie do przyjęcia. Stąd, spotykane również i na polskiej prawicy, wyraźne sympatie dla armii kolaborantów gen. Własowa, którzy walczyli po niemieckiej stronie. Ludzie ci, mieniący się konserwatystami, uważają bowiem, że należy strzelać do własnych rodaków i wspomagać najeźdźcę, skoro tylko miał on antykomunistyczny charakter. Pomijam już w tym miejscu fakt – dla mnie dość oczywisty – że Hitler był, dla Rosjan, o niebo gorszy niż Stalin. Stalin był tylko tyranem-paranoikiem, który wymordował miliony Rosjan. Hitler, gdyby tylko wygrał, to wymordowałby ich wszystkich, i to dosłownie, literalnie.

Czy pomiędzy konserwatystami statokratycznymi i konserwatystami zideologizowanymi jest punkt styczny? Tak, mogą bez kłopotu zająć wspólne stanowisko na konferencji naukowej dotyczącej Reformacji z 1517 roku lub Rewolucji Francuskiej z 1789. Odnośnie polityki współczesnej, odwołując się do tych samych idei, wyciągają z nich sprzeczne wnioski. Mój własny konserwatyzm jest statokratyczny z bardzo prostych powodów. Po pierwsze, nie wiem jak moi zideologizowani Koledzy radzą sobą z problemem interpretacji słów św. Pawła o pochodzeniu wszelkiej władzy od Boga (a więc i państwa), które powinny zawsze pobrzękiwać w uszach konserwatysty. Po drugie, postawa konserwatystów zideologizowanych jest skrajnie subiektywna i ma w sobie posmak protestancki: to jednostka (w tym przypadku: konserwatysta) ma subiektywnie ocenić czy dana władza lub system polityczny jest dostatecznie konserwatywny, aby go uznać za prawowity. Proste pytanie kontrolne: skoro konserwatystom nie podoba się demoliberalna RP, to czy powinni z zachwytem przywitać, jako „wyzwolenie”, zagraniczne wojska, które napadną Polskę, o ile tylko będą wojskami państwa bardziej od Polski konserwatywnego? A kto ma przywilej takiego osądu?

Patrząc na ten subiektywizm wolę uznawać za Polskę to państwo, które po prostu leży nad Wisłą…

Adam Wielomski

Tekst ukazał się w „Najwyższym Czasie!”

[Głosów:13    Średnia:3.5/5]
Facebook

4 thoughts on “Wielomski: Point de vue”

  1. No tu to jest temat ślizgi. Bo mniej-więcej zawsze trzeba ustanowić jakąś nieprzekraczalną granicę służalności wobec państwa. Gdyby np. Polska przyjęłaby kult Huitzilopochtli jako religię państwową i Warszawa domagałaby się, powiedzmy, 5 tys. ludzi rocznie na składanie krwawych ofiar – takiemu państwo już nie byłbym lojalny. Gdyby naród poszedłby tą drogą – wyrzekłbym się narodu.

  2. Kiedyś Adam Wielomski napisał coś w takim stylu. “Polska? Interesuje mnie tylko jeśli realizuje ważne dla mnie konserwatywne wartości.” Narodowości się nie wybiera, tak samo państwa w którym się rodzimy. Wobec czego lojalność wobec państwa, które łamie wszelkie prawa naturalne, jest pożałowania godne. Konserwatysta to nie nacjonalista. Konserwatysta służyć ma nie państwu samemu w sobie, a ładowi, świętej wierze katolickiej, prawu naturalnemu. I oczywiście, że konserwatysta powinien radośnie witać wojska konserwatywnego państwa (czy przypadkiem redaktorzy konserwatyzm.pl nie zachwycają się Putinem i nie mogą się już doczekać powrotu ruskiej dominacji?).W ogóle nie powinien czekać, tylko już wcześniej oddać mu swe usługi. Mało to przykładów w historii, że obcokrajowcy służyli na obcych dworach? Nazwać ich wszystkich zdrajcami? A co z takim państwem jak Austro-Węgry? Polak z Galicji powinien mu służyć? Czy może powinien uciec do jedynej Polski jaka wtedy istniała czyli do Królestwa Polskiego z królem-carem na tronie? Godzi się uznawać wielonarodowe cesarstwo?

  3. Czy zatem Pan Profesor uważa, że, przykładowo, polscy pisarze przebywający po roku 1945 na emigracji, powinni byli porzucić “zideologizowane” mrzonki o wolnej od komunizmu Polsce i powrócić do PRL, aby służyć wiernie jedynemu istniejącemu wówczas państwu nad Wisłą i jego reżimowi poprzez np. pisanie panegiryków na cześć Stalina? A Sergiusz Piasecki zamiast uchodzić z kraju, miał zapewne zgłosić się na UB, aby dać się lojalnie zabić za szpiegostwo przeciw bratniemu Związkowi Radzieckiemu?

    Ja jednak się cieszę, że wielu z nich wybrało służbę do końca Polsce przyszłej, wolnej od obcych i ideologicznych zniewoleń, nawet jeśli była to tylko (czy też może aż) służba piórem i myślą.

    1. Do 1956 roku wrócić się nie dało, bo to groziło śmiercią, ale po 1956 bezwzględnie tak. Przykład konserwatysty to Cat-Mackiewicz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *