Wielomski: W Polsce jest bardzo silna irracjonalna fobia wobec Rosji

Niedawne blisko trzygodzinne rozmowy w ramach Rady Rosja-NATO są nadal tematem analiz i komentarzy w mediach światowych. Rosji przypisywane są różnego rodzaju negatywne stereotypy i uprzedzenia, które powodują, że traktowana jest jak wróg z natury rzeczy, jako wróg konieczny, a nie jako partner na arenie międzynarodowej.

Specjalnie dla rozgłośni Sputnik swoją opinię przedstawił polski politolog, profesor Adam Wielomski.

 Od środowej Rady Rosja-NATO nie oczekiwano czegoś przełomowego. Ale po słowach Jensa Stoltenberga, który podkreślił, że „strony pozostały przy swoich ocenach” i że „są głębokie podziały i różnice zdań” nasuwa się pytanie: Czy jest aż tak źle?

 

— Pytanie zostało sformułowane w sposób dość trudny: czy jest tak źle? Ja bym powiedział, że rzeczywiście jest bardzo duża różnica zdań dotycząca głównie spraw Europy Środkowowschodniej, ale też nie zmieniło się nic szczególnie w tych stosunkach na szczycie NATO, aby można było mówić o pogorszeniu tych relacji. One są dość zimne, ale takie są właściwie już od czasu Majdanu w Kijowie.

—  Z wypowiedzi na temat obrad Rady Rosja-NATO polskich polityków wynika, że w ich umysłach na trwałe zakorzenił się wizerunek Rosji jako zagrożenia. Za to Francja, Niemcy, Włochy czy Grecja są mniej kategoryczne. Czy Polacy są krótkowzroczni, czy inni są naiwni?

— Myślę, że jest to przede wszystkim kwestia pewnych doświadczeń środowiskowych i historycznych. W Polsce po 89-ym roku rządzą elity wywodzące się z Solidarności, które mają bardzo silną tradycję kombatancką. To tradycja antykomunistyczna, w której komunizm kojarzono z Rosją i właściwie nie rozróżniano między Rosją a komunizmem. Dlatego też elity te, rządząc, przenoszą swoje młodzieńcze doświadczenia na współczesną epokę i widzą zagrożenie rosyjskie dosłownie wszędzie. Co innego elity państw zachodnich. One nie miały doświadczenia komunistycznego i patrzą na te kwestie, nie zawaham się powiedzieć, bardziej racjonalnie i politycznie, a nie emocjonalnie. Prawda jest taka, że Niemcy, Francuzi czy Włosi prowadzą z Rosją biznes o charakterze handlowym, mają różnego rodzaju układy polityczne i traktują Rosję jako normalnego partnera w stosunkach międzynarodowych. Niestety, w Polsce Rosja nie jest traktowana jako normalny partner na arenie międzynarodowej. Bardzo silna jest irracjonalna fobia, mająca oczywiście swoje uwarunkowania historyczne, ale w tej chwili jest to fobia, która uniemożliwia zdroworozsądkowe spojrzenie na całokształt stosunków międzynarodowych.—  Jaka jest, więc, przyszłość Rady Rosja-NATO? Czy są jakieś płaszczyzny współpracy?

— Tak, myślę, że takie płaszczyzny współpracy będą się stopniowo wyłaniały, dlatego, że najważniejszą płaszczyzną współpracy jest walka z terroryzmem islamskim. Zresztą, reakcja mediów rosyjskich i polityków na dzisiejszy poranny zamach w Nicei jest bardzo charakterystyczna. Myślę, że wraz z rozwojem tego terroryzmu, a jego siła będzie raczej narastać, państwa zachodnie w końcu dojdą do przekonania, że polityka rosyjska, na przykład w Syrii, jest polityką słuszną. Ja nie mówię o Stanach Zjednoczonych, ale o krajach zachodnioeuropejskich. Tego typu płaszczyzny porozumienia będą się zdecydowanie zwiększać. Pamiętam, że jeszcze parę lat temu Czeczeńcy cieszyli się w Zachodniej Europie dużym uznaniem i z wielkim zachwytem oglądano ich akcje i wojnę prowadzoną przeciwko Rosji. Dzisiaj taka Francja wie, co to są terroryści islamscy i spogląda na takie kwestie zupełnie inaczej. Poza zagadnieniami europejskimi, szczególnie Europy Wschodniej, Ukrainy, myślę, że te stosunki będą mniej czy bardziej pragmatyczne.

—  Czy na przyszłość Rady Rosja NATO mogą mieć wpływ wyniki wyborów w USA? Niektórzy politolodzy wyrażają pogląd, że jeśli zwyciężyłaby Hillary Clinton jako przedstawicielka „politycznego realizmu” to byłoby dobrze, a zwycięstwo Trumpa oznaczać będzie pesymistyczne perspektywy.— Powiem szczerze, że wyrażam w tej kwestii pogląd odwrotny. Uważam, że Hillary Clinton będzie kontynuowała tę politykę Stanów Zjednoczonych, którą mamy w te chwili, która oznacza program konfrontacji amerykańsko-rosyjskiej, szczególnie w takich kwestiach jak Ukraina. Podczas, kiedy właśnie Donalda Trumpa oceniam jako polityka — co prawda troszeczkę nieprzewidywalnego — którego różne wypowiedzi świadczą o tym, że jest to polityk, który chciałby się w jakiś sposób dogadać, ustabilizować i zmniejszyć ich temperaturę.

—  Czy można w ogóle budować relacje z Rosją na sformułowanej przez Jensa Stoltenberga zasadzie „odstraszania i dialogu”?

— Czyli zasada kija i marchewki? Ja powiem w ten sposób: oczywiście można budować tak relacje. Tak mogą działać wszystkie kraje w stosunkach między sobą i to nie sprzyja temu, aby były one szczere, uczciwe. Nie wiem, czy jest to dobry pomysł. Należy zadać sobie pytanie: Czy rzeczywiście nie ma innej możliwości ułożenia się wielkich graczy na arenie międzynarodowej takich jak USA, Francja Niemcy i Rosja? W moim przekonaniu między krajami Europy Zachodniej i Rosją nie istnieją kwestie, których nie da się rozwiązać.

—  Bardzo kategorycznie brzmią wypowiedzi senatora PO Bogdana Klicha. Rosja jego zdaniem powinna zmienić swoją prowokacyjną politykę, a jeśli nie, to nie należy zwoływać spotkań Rady i nie ma po co „zapraszać Putina na salony”. Co Pan profesor na to?— Jest to właśnie jeden z tych elementów fobii, którą kierują się polskie elity postsolidarnościowe.

Nie wiem, w jaki sposób odpowiedzialny polityk kraju średniego i mającego spore aspiracje może mówić, że nie chce prowadzić dialogu z mocarstwem, z którym Polska graniczy. Jest to polityka dla mnie zupełnie niezrozumiała.

Podstawowym problemem polskiej klasy politycznej wyrosłej z Solidarności, powtarzam to raz jeszcze, jest fakt, że nie potrafi ona traktować Rosji jako normalnego gracza na arenie międzynarodowej. Rosji przypisywane są różnego rodzaju negatywne stereotypy i uprzedzenia, które powodują, że traktowana jest jak wróg z natury rzeczy, jako wróg konieczny, a nie jako partner na arenie międzynarodowej. Wróg jest wrogiem zawsze. Partner ma to do siebie, że raz stosunki z nim są przyjazne, raz są wrogie. Razem robi się z nim wspólne interesy, innym razem te interesy są przeciwne.

Uważam za nieodpowiedzialne pogląd i postawę zakładającą wrogość jako konieczność w relacji pomiędzy dwoma państwami. Taka sytuacja może nastąpić wtedy, kiedy jedno z nich zagraża integralności drugiego, chce zająć jakiś fragment jego obszaru, siłą próbuje zmienić władzę na terenie tego kraju. Ale nic takiego nie występuje w stosunkach polsko-rosyjskich. Jeżeli się zakłada, że drugie państwo jest wrogiem, to znaczy, że nie są w stanie te państwa rozstrzygać problemów, nie potrafią ze sobą rozmawiać i są skazane na stan konfrontacji. To dla Polski jest o tyle niekorzystne, że Polska zdecydowanie jest w tym przypadku krajem militarnie i politycznie słabszym.

Rozmawiała Grażyna Garboś
za: http://pl.sputniknews.com
[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *