Zybertowicz ma rację. To odruch Pawłowa PiS

PiS jest partią niewybieralną. I nie piszę tego w takim sensie, bym wieszczył całkowity koniec tego ugrupowania. Absolutnie nie. Około 30% wyborców, jakie oddaje na nią głos, będzie się utrzymywać jeszcze bardzo długo. Stronnictwo Jarosława Kaczyńskiego jest niewybieralne w innym sensie. Mianowicie w takim, że nigdy już nie przekroczy tych 30% i to niezależnie od stanu ducha wyborców PO.

Dlaczego o tym piszę? Bo w pewnym sensie odnajduję takie właśnie logiczne braki w analizie, jaką w Uważam Rze z zeszłego tygodnia przedstawił Piotr Zaremba. Jeśli bowiem nawet teoretycznie uznać by za prawdę, że z rząd PO jest taki, jak on zaciekle go opisuje, to warto w tej sytuacji zapytać dlaczego ludzie nie wybierają PiSu? (tutaj).

Przyznam szczerze, że z zainteresowaniem przesłuchałem wystąpienie profesora Andrzeja Zybertowicza na ostatniej konferencji Instytutu Sobieskiego zatytułowanej Polska – Wielki Projekt (tutaj). Obok bowiem całej masy stwierdzeń oderwanych od realnej rzeczywistości, mówiących choćby o mechanizmie instytucjonalizacji nieodpowiedzialności czy porównujących stan naszego społeczeństwa do społeczności afrykańskich, Zybertowicz mówił tam też, że trzeba zrobić powszechną abolicję lustracyjną i majątkową. Że PiS powinien wysłać do swego elektoratu sygnał, iż lustracja i tak zwane uwłaszczenie nomenklatury nie są już głównymi obszarami jego zainteresowania. Przyznam szczerze, że tu akurat diagnoza profesora Zybertowicza bardzo mnie zaintrygowała. Zaintrygowała do tego stopnia, że zacząłem ją testować w różnych grupach społecznych. Wśród wyborców, rodziny czy przyjaciół. I uważam, że Andrzej Zybertowicz ma tu rację. Dlaczego?

Otóż jakby nie narzekać na ostatnie 20 lat wolnej Polski to jest to czas ewidentnego społecznego sukcesu. Na tej drodze były różne wyboje i ułomności, ale generalnie jest to sukces. Kilka przykładów:

Powstała w tym czasie klasa średnia, ma już albo własne mieszkania, albo swoje domy (piszę tu o ludziach w moim wieku, czyli około 40-tki) i jasno widzą jak wyglądały warunki mieszkaniowe ich rodziców, a jak mieszkają oni sami.

Ci, którzy są od nich o dekadę starsi, w wielu przypadkach albo już kształcą dzieci za granicą, albo o takim kształceniu myślą. I nie mówię tu o ludziach mających status milionerów. Raczej o osobach wchodzących w skład znów owej klasy średniej, albo też wolnych zawodów. Ostatnio też zetknąłem się z innym przykładem. Oto pracownicy 12 osobowej firmy rodzinnej, prowadzącej serwis wózków widłowych raz na jakiś czas latają z Poznania do Dortmundu, aby dopingować grającego tam Roberta Lewandowskiego. Robią tak, bo są fanami piłki nożnej. To oczywiste. Ale robią też tak dlatego, że stać ich na wydanie 1100 złotych, w ramach których otrzymują bilet lotniczy w dwie strony, nocleg, jedzenie, zwiedzanie miasta i bilet na mecz. Dlaczego o tym piszę?

Bo można się spierać o skalę tego sukcesu, ale każdy z nich na własnym przykładzie widzi, że żyje lepiej niż jego rodzice i dziadkowie. I ceni sobie to, co osiągnął, a Jarosław Kaczyński i PiS – mniej lub bardziej słusznie – jawią mu się jako ci, którzy chcą go tego sukcesu pozbawić. Opowiadając zaś o tysiącach Polaków wygrzewających się na plażach Egiptu, szef PiS daje dowód najgłębszego oderwania od rzeczywistości. Nie zdaje sobie bowiem sprawy, że owi pracownicy przywołanej przeze mnie firmy w większości już tam są. Tak więc strach przed PiSem nie jest strachem tu strachem finansowych oligarchów. ci bowiem wiedzą, że wybronią się choćby przy pomocy dobrze opłaconych, najlepszych prawników. Ten strach dotyczy raczej setek i tysięcy ludzi, beneficjentów małego i średniego sukcesu ostatnich 20 lat.

To samo można powiedzieć o kwestiach lustracyjnych. Jeśli bowiem ktoś boi się PiSu z tych właśnie powodów, to nie boi się go ewidentny agent SB, który kwitował pobierane od niej wynagrodzenie. Ten ma już gotową linię obrony. Boją się zaś ci wszyscy, którzy choćby przy oddawaniu paszportu nie byli na 100% asertywni, a więc ci, którzy dziś nie są do końca pewni, w jaki sposób i gdzie ich paszportowa rozmowa została opisana. Tak jak PiSowskiej walki z korupcją mniej boją się rzeczywiści aferzyści a bardziej ci, którzy dajmy na to w roku 1965, gdy rodziło im się dziecko, wsunęli przysłowiową pewexowska bombonierkę do kieszeni powiatowego ginekologa.

Dlatego też profesor Zybertowicz tutaj ma rację. Tyle tylko, że nie wyciąga z tego odpowiedniego wniosku. Wniosek ten zaś jest taki, że żadne tego typu abolicje nic nie pomogą. Bo tak jak strach opisanych przeze mnie grup przed PiSem jest przysłowiowym „odruchem Pawłowa”, tak samo przysłowiowym „odruchem Pawłowa” jest straszenie potencjalnych wyborców rozliczeniami z przeszłością przez szefa tej partii. Lustracyjna, gospodarczą czy korupcyjną. I dlatego jak długo Jarosław Kaczyński nie odejdzie na emeryturę, tak długo notowania jego partii oscylować będą wokół trwałej granicy 30% poparcia.

Jan Filip Libicki

www.facebook.com/flibicki

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.