Bachmura: Niech żyje lud! Czyli o brataniu się z plebsem

 

Po moim ostatnim tekście na portalu wywiązała się mała dyskusja w komentarzach (cieszę się niezmiernie, że udało mi się ją wywołać, zamiast być autorem kolejnego tekstu, który przechodzi bez echa), która zainspirowała (za co dziękuję!) mnie do podjęcia jeszcze jednego tematu, który z pewnością warto poruszyć.

Chodzi mianowicie o kwestię konserwatyzmu jako ruchu elitarnego, nie masowego. Oczywiście, zgoda, aczkolwiek do pewnego momentu. W moim postrzeganiu tego problemu konserwatyzm rozumiany jako konkretna doktryna polityczna oczywiście musi mieć elitarny charakter z tego prozaicznego powodu, że „umasowienie” doktryny bez wątpienia odbyłoby się ze szkodą dla niej. Musi więc istnieć ta elita, czy tez może inaczej – wąska kadra konserwatystów, którzy od strony doktrynalnej będą rozumieli idee i cele, do których dążą. Lud nie jest zdolny pojąć tych idei we właściwym sensie, co więcej, gotów jest przyjąć je jako swoje w pewnym wykrzywionym i spłaszczonym rozumieniu ze szkodą dla samego konserwatyzmu.

 

Niemniej jednak nie da się rządzić ani, w tym wypadku, zdobyć władzy gardząc całym społeczeństwem, a tego typu odczucia wybrzmiewają nieraz z tych elitarystycznych tendencji. Daruję już sobie mało istotne w tej kwestii uwagi o prawdopodobnym pochodzeniu stanowym znakomitej części tych, którzy aspirują do miana gardzącej plebsem elity. Co więcej funkcjonując w ramach cywilizacji opartej na chrześcijaństwie, które w sposób szczególny ukochało ludzi prostych i ubogich trudno jest w jakikolwiek sposób usprawiedliwić pogardę dla tzw. „plebsu”, który jest istotnym elementem całości społeczeństwa, które w ujęciu konserwatywnym ma charakter organiczny, uwzględniający rolę poszczególnych stanów, czy też klas, w prawidłowym funkcjonowaniu społeczeństwa.

Niemniej jednak biorąc pod uwagę historię ruchów kontrrewolucyjnych mamy następującą sytuację:

  • powstania wandejskie, w których lud ruszył do walki za Boga i Króla
  • powstania jakobickie, w których za dynastię prawowitą walczyli szkoccy górale
  • karlizm, który w czasach swej świetności przyjmował charakter masowy
  • sanfedyści i chłopscy partyzanci w południowych Włoszech walczący przeciw narzuconej im władzy sabaudzkich liberałów.

Myślę, że te kilka przykładów doskonale obrazuje symbiozę konserwatywnych elit i katolickiego ludu. Konserwatywna elita nie mająca oparcia w społeczeństwie nie ma racji bytu, jest jedynie kanapowym klubem spotkań dżentelmenów przekonanych o swojej wyjątkowej misji i najsłuszniejszej racji.

Zarzut bratania się z ludem jest z mojego punktu widzenia o tyle nie zrozumiały, że historia kontrrewolucji to historia ludowych wystąpień w obronie dotychczasowego porządku. Co więcej, nasi konserwatyści stali się kanapową elitą do tego stopnia, że w XIX wieku musieli reagować post factum na ruchawki organizowane przez obóz postępowy, by nie stracić swej patriotycznej twarzy w oczach opinii publicznej. Konserwatyzm jako doktryna nie przetrwa bez elit. Elity natomiast nie przetrwają bez ludu.

Mam, niestety, nieodparte wrażenie, że korwinistyczne hasła o demokracji z menelami spod budki z piwem zamiast profesorów zostały tak zakorzenione w głowach, że teraz niektórzy wszędzie chcieliby dostrzegać tych meneli. Jedyne co mogę dodać to fakt, że rzeczywiście niektóre działania szeroko pojętej prawicy faktycznie celują nie tyle w lud, ale w jego najniższe warstwy, może nie tyle pod względem materialnym, ale intelektualnym z pewnością, a to do niczego dobrego nie prowadzi. To nie jakość i wartość przekazu powinna być tu obniżana, lecz powinien on budować wśród ludu poczucie odpowiedzialności za państwo na co składa się przede wszystkim sumienne wykonywanie swoich obowiązków rodzinnych, społecznych i zawodowych, a nie korzystanie z praw wyborczych w celu uzyskiwania kolejnych socjalistycznych przywilejów rozdawanych przez populistycznych polityków celem zdobycia i utrzymania władzy, a w efekcie ubocznym – demoralizacji społeczeństwa.

Sebastian Bachmura

[Głosów:15    Średnia:3.8/5]
Facebook

3 thoughts on “Bachmura: Niech żyje lud! Czyli o brataniu się z plebsem”

  1. Tak mi się skojarzyło z Korwinem. Ten, tfu! – l*d i d***kracja. Polska Rzeczpospolita L***wa, Niemiecka Republika D***kratyczna, Koreańska Republika L***wo-D***kratyczna. Nie dziwota, że l***wy kojarzy się głównie z lewicą a lewica z najniższymi warstwami społeczeństwa. Podobnie zresztą, jak walka z imperializmem oraz kolonializmem. I jeszcze ten cytat z Korwina:

    „Naprawy Rzeczypospolitej podjęła wtedy masoneria. Do masonerii zapisywali się wtedy z reguły najrozsądniejsi przedstawiciele elit, widząc w niej siłę, która mogła przeciwstawić się głupocie L**u. Wiodącą rolę odebrał tu x. Hugo Kołłątaj, niesłychanie żywy umysłowo ksiądz katolicki. Pod Jego wpływem do masonerii przystąpiło wielu przedstawicieli myśli dość nowoczesnej”.

    1. Są jeszcze inne kwiatki, choćby takie

      “W drugiej połowie XVIII wieku dzieła naprawy Rzeczypospolitej podjęła się masoneria. Przeciwko niej stanęły siły katolicko-patriotyczno-demokratyczne, oparte o masy dość nieoświeconej części szlachty.”

      Pojawia się też “katolicki motłoch”. Oto JKM w pełnej krasie 😉 No i jeszcze ten nieszczęsny Narodowy Test Inteligencji 2004, którego wynik jest, jaki jest (uśredniony IQ elektoratów poszczególnych partyj)

      UPR – 100,2
      UW – 100,1
      PO – 97,5

      SDPL – 95,4
      PiS – 95,2
      apolityczni – 93,0
      SLD – 92,4

      LPR – 91,6
      PSL – 90,0
      Samoobrona – 88,3
      ZChN – 88,3

      Na samym szczycie są partie kojarzone z mniej lub bardziej lajtowym liberalizmem ekonomicznym. W tej grupie znajdą się zawodowi informatycy, czy dobrze prosperujący przedsiębiorcy. Obawiam się, że współcześni narodowcy celują w tą ostatnią grupę (LPR, PSL, Samoobrona, ZChN), którą tworzy zjednoczona, narodowo-katolicka klasa chłopsko-robotnicza. Tu znajdziemy roszczeniowych gumofilców z terenów popegeerowskich, rednecków, lumpenproletariat z przedmieść, pospolitych pijaków, czy płaskoziemców. Różnica pomiędzy nimi a ich sowieckimi odpowiednikami jest taka, że są trochę bardziej pobożni.

      1. Dalej Szanowny Autor nie przyznał się, kim jest, jakie to sukcesy w życiu osiągnął, jakiego wysokiego jest pochodzenia i jakimi szlachetnymi zajęciami się zajmuje. Obawiam się, że należy jednak do tych tak pogardzanych przez niego grup, co udowadnia że Marks nie miał pełnej racji, twierdząc że byt określa świadomość… A tak na marginesie, sama nazwa “Narodowcy” sugeruje odwołanie się do całego narodu. Nie tylko zawodowych informatyków i dobrze prosperujących przedsiębiorców, ale też tych roszczeniowych gumofilców, którzy swoją ciężką pracą tworzą dobrobyt powyższych…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *