Cierzniakowski: Kolejny stracony rok

Hipotetyczny scenariusz

26 sierpnia 2019 państwo polskie zostało zaatakowane przez odwiecznego i potężnego wroga. Wojsko Polskie zostało rozgromione w dwa tygodnie, a wróg we Warszawie instaluje rząd marionetkowy, który otrzymuje pomoc w przywróceniu demokracji.

W nocy z 25 na 26 sierpnia dywersanci przebrani w mundury Wojska Polskiego, Policji, SOK i PKP bez strat własnych opanowali mosty na Odrze i Nysie oraz przygraniczne węzły komunikacyjne. Opanowali m. in. węzły kolejowe w Szczecinie, Świnoujściu i Wrocławiu. Na tyłach frontu zrzuceni na spadochronach dywersanci z pomocą miejscowych zdrajców, przeprowadzali akcje wymierzone w sieć komunikacyjną, energetyczną oraz zakłady przemysłowe – zrywali tory, drogi, mosty, kable i zagłuszali łączność.

O wpół do czwartej nad ranem następnego dnia, do ataku ruszyła Luftwaffe. Niemieckie samoloty zbombardowały bazy lotnicze w Mińsku Mazowieckim, Malborku i Poznaniu-Krzesinach. Po czterech godzinach niemieckiego bombardowania lotnisk, Siły Powietrzne straciły 70 z 77 myśliwców MiG-29 i F-17. To oznaczało absolutną dominację Fryców w powietrzu. Druga fala samolotów kierowana sygnałami dywersantów i proniemieckich proeuropejskich bojówkarzy zrzuciła bomby na zakłady zbrojeniowe Huta Stalowa Wola, PZL-e w Mielcu i Świdniku, Fabrykę Broni Łucznik w Radomiu, węzły kolejowe w Białymstoku, Ełku, Krakowie, Rzeszowie, każdy transport kolejowy wojska oraz każdą kolumnę samochodową SZ.

O piątej rano zbombardowano porty morskie w Świnoujściu i Gdyni. Z portu w Świnoujściu pod ostrzałem floty, lotnictwa i artylerii wojsk lądowych uszły tylko okręt desantowy ORP Lublin. Reszta została zatopiona w basenach portowych.  W Gdyni z okrętów bojowych w porcie, został zatopiony został okręt podwodny ORP Orzeł, fregaty OORP Kazimierz Pułaski i Tadeusz Kościuszko, korwetę ORP Kaszub, okręt patrolowy ORP Ślązak, okręty rakietowe OORP Orkan i Grom oraz jeden okręt wsparcia. To ograniczyło siłę 3. Flotylli Okrętów do okrętów podwodnych OORP Sęp i Sokół oraz okrętu rakietowego ORP Piorun. Po dwóch godzinach nadciągnęła druga fala samolotów Luftwaffe. Jej celem był port, stocznia, zbiorniki z materiałami pędnymi i infrastruktura komunikacyjna. Jedynym szczęściem w nieszczęściu było ocalenie świetnie zamaskowanych wyrzutni pocisków NSM należących do Morskiej Jednostki Rakietowej.

W tym samym czasie do ofensywy ruszyły wojska lądowe RFN. Na froncie północnym pierwszy cios spadł na 12 Brygadą Zmechanizowaną wspomaganą przez 5 pułk saperów ze Szczecina, która mimo ukompletowania nie posiadała czołgów. Musiała odeprzeć atak 1 Dywizji Pancernej składającej się z 1, 9 i 21 Brygady Pancernej oraz 2 Brygady Grenadierów Pancernych, z których trzy frontalnym atakiem poszły na Szczecin. W celu niedopuszczenia do jej odwrotu, jeden batalion piechoty morskiej został wyładowany pod Kołobrzegiem. 21 Brygada Pancerna sforsowała Odrę po mostach w Gryfinie, Kostrzynie i Słubicach opanowanych przez dywersantów z KSK oraz położonych przez 100 pułk saperów i powstrzymała kontrataki 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej też nie posiadającej czołgów wspierającej przez 5 Lubuski pułk artylerii. Po pięciodniowej bitwie na Pomorzu Zachodnim 12 Brygada Zmechanizowana kosztem straty dwóch batalionów zmotoryzowanych i jednostek zabezpieczenia, została zmuszona wycofać się. Na Nowej Marchii i Pomorzu Środkowym połączyła się z resztą 12 Dywizji Zmechanizowanej i 1 Brygadą Logistyczną. Zgrupowanie 12 DZ, resztek 5 pinż i 1 BLog. otrzymało zadanie obrony Prus Zachodnich, portów w Gdańsku i Gdyni oraz podejść do mostów na Wiśle.

17 Wielkopolska Brygada Zmechanizowana rozlokowała się na pozycjach obronnych między Odrą, a Wartą. Zaatakowała ją, cała 3 Dywizja Grenadierów Pancernych z Berlina, składająca się 1, 3 i 41 Brygady Grenadierów Pancernych i 2 Brygady Pancernej. Korzystne dla obrońców było zalesienie terenu i ograniczenie osi natarcia o autostrady A2, na którą został skierowany ogień 23 pułku artylerii z Bolesławca. Po tygodniu walk Cyfrowa Brygada została zmuszona wycofać się z Ziemi Lubuskiej pod Poznań. Zorganizowała nową linię obrony między Bydgoszczą, a Kaliszem. 25 Brygada Kawalerii Powietrznej i 1 Warszawska Brygada Pancerna zostały ściągnięte na wschód wielkopolski i w ciągu dnia dotarły na miejsce koncentracji.

Na południowym odcinku do forsowania Nysy Łużyckiej przystąpiły 1 Dywizja Górska złożona z 2 brygad górskich, brygady grenadierów pancernych i brygady pancernej oraz 10 Dywizja Pancerna składająca się z 2 brygad pancernych i 1 brygady grenadierów pancernych. Na miejscu do obrony gotowa była 10 Brygada Kawalerii Pancernej im. Generała broni Stanisława Maczka. Naczelne dowództwo przerzuciło na zachód 6 Brygadę Powietrzno-Desantową z Krakowa i 21 Brygadę Strzelców Podhalańskich z Rzeszowa. Pod Lubaniem Polacy zatrzymali niemiecką ofensywę. To umożliwiło przeprowadzenie w nocy z 26 na 27 lipca, kontrataku w kierunku granicy. Opór zaskoczonych strzelców górskich został szybko złamany i 28. Wojsko Polskie doszło do Nysy, a oddziały rozpoznawcze nawet ją sforsowały. Niemieckie próby rozbicia 11 DKPanc. stały się znane jako bitwa na łuku Żagań-Świętoszów-Lubań i zmusiły Polaków do wycofania się pod Wrocław. 31 sierpnia Niemcy próbowali z marszu zdobyć Wrocław, lecz oddziały rozpoznawcze i dywersyjne nie były w stanie tego dokonać. 29 sierpnia zmasowanym atakiem ze wsparciem Luftwaffe Bundeswehra zmusiła 11. Pancerną do odwrotu w kierunku Górnego Śląska.

W celu ułatwienia sobie przeprowadzenia dalszych części ataku Fryce uruchomiły swoją piątą kolumnę. Wywołały rebelię mniejszości niemieckiej, Ukraińców, europejczyków, bojowników o d**okrację i ślązakowców kierowanych przez Helmuta Goschellika. Z pomocą skoczków z Niemiec zaczęli przeprowadzać akcje wymierzone w infrastrukturę krytyczną, a co bardziej brawurowe bandy atakowały mniejsze oddziały WP. Największe natężenie działań V kolumny miało miejsce na Śląsku, Pomorzu, Podkarpaciu i Mazurach. Do rozprawienia się z proniemieckimi bandami MSW wydało każdemu policjantowi i sokiście broń długą. Natomiast MON w tym celu zaangażował WOT i ŻW. Pod Słupskiem żołnierze 73 blp wraz z plutonem żandarmerii z Gdyni rozbili bandę wspieraną przez dywersantów z Marine. Z dokumentów znalezionych przy jej poległym dowódcy Kaleun Falkenerze okazało się że mają zdezorganizować polską obronę z morza przed desantem. Na Górnym Śląsku proniemiecka dywersja miała największe natężenie. Do walki z nią konieczne było ściągnąć z frontu batalion spadochroniarzy. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wprowadziło rozporządzenie wprowadzające rozstrzeliwanie 100 zdrajców i ich sympatyków za każdego zabitego funkcjonariusza.

Pierwsza faza niemieckiej ofensywy udała się tylko w niewielkiej części. Wojsko Polskie zostało wypchnięte z Ziem Odzyskanych, lecz przepraw na Wiśle nie uchwycono. Fabryki zbrojeniowe na Śląsku, w Świętokrzyskim i COP-ie pracowały, lecz na ograniczonych obrotach, a jedynymi wyeliminowanymi zakładami znaczenia wojennego były stocznie w Gdańsku i Gdyni. W celu dobicia opornych Polaków, naczelne dowództwo Bundeswehry zarządziło zwiększenie etatów w swoich dywizjach. Nowa ofensywa została zaplanowana na 30 sierpnia i jej rezultat był porównywalny z operacją Oluja podczas wojny domowej w Jugosławii gdy Chorwaci zmusili do kapitulacji Republikę Serbskiej Krajiny.

Na Pomorzu atak miała przeprowadzić 1 Dywizja Pancerna oraz brygada piechoty morskiej, w Wielkopolsce 3 Dywizja Grenadierów Pancernych, a na Śląsku 10 Dywizja Pancerna i 1 Dywizja Górska. Atak na północnej flance został wsparty desantem, specjalnie po to sformowanej Brygady Piechoty Morskiej. 25 okrętów desantowych wysadziły desant pomiędzy Ustką, a Żarnowcem. 12 okrętów zostaje zniszczonych zanim wysadzą desant na brzegu, co oznacza stopnienie desantu o niemal połowę. Próba odparcia floty inwazyjnej skończyła się zredukowaniem Polskiej Marynarki Wojennej do jednego okrętu podwodnego ORP Sokół – reszta okrętów PMW była pozbawiona zdolności bojowej. Walki były zajadłe, ponieważ Wojsko Polskie wsparte Wojskami Obrony Terytorialnej, biło się na własnej ziemi, a nie na ziemiach odzyskanych. 1 Dywizja Pancerna i brygada morpiechu miała do złamania opór resztek 12 Dywizji Zmechanizowanej (de facto brygady), 16 Dywizji Zmechanizowanej, resztek 5 pułku inżynieryjnego, miejscowej 7 Pomorskiej Brygady Obrony Terytorialnej i brygady rozbitków – marynarzy z zatopionych okrętów. Po ponadtygodniowych bojach Niemcy przebili się do Trójmiasta odcinając Polskę od morza. W polskich rękach został tylko odcięty od reszty sił Hel. W nocy z 31 sierpnia na 1 września. Oddział spadochroniarzy i dywersantów przebranych w polskie mundury opanował mosty w Tczewie, utrzymując je do czasu dotarcia odsieczy z 100 pułku saperów.

W Wielkopolsce 17 Brygada Zmechanizowana i 12 Wielkopolska Brygada Obrony Terytorialnej była spychana w kierunku Łodzi i dalej na Warszawę. Jedyne co umożliwiło im odwrót to próba uchwycenia przepraw w dolnym biegu Wisły w Toruniu i Włocławku. Oddziały rozpoznawcze 3 DGP zostały zatrzymane na Kujawach siłami 8 Kujawsko-Pomorskiej Brygady Obrony Terytorialnej, 2 inowrocławskiego pułku inżynieryjnego oraz ściągniętej z Prus Wschodnich 16 Dywizji Zmechanizowanej. 2 września został przeprowadzony kontratak 1 Warszawskiej Brygady Pancernej, która straciła wtedy połowę swojej siły. Jednostki idące wycofujące się na Warszawę, bądź idące jej na odsiecz zostały połączone w 18. Dywizję Zmechanizowaną. W jej skład weszły 1 BPanc, 9 BOT, 12 BOT, 17 BZ, 25 BKP. Jej ostatnim zadaniem podczas kampanii była obrona Warszawy i środkowego biegu Wisły.

Na południu celem Niemiec był Górnośląski Okręg Przemysłowy i Kraków. Młot 10 DPanc i 1 DG został wsparty kowadłem złożonym z dwóch brygad spadochronowych. Zostały one zrzucone pod Bielskiem i Krakowem w celu odcięcia odwrotu polskich oddziałów ze Śląska. 30 Sierpnia 10. Pancerna skierowała się na Katowice, a 1. Górska na Cieszyn. Ze Śląska do Małopolski zdołało się wycofać 30% 6 BPD, 45% 10 BKPanc. [17. biła się na Mazowszu, a 34. ze względu na braki etatowe została rozbita pierwszego dnia wojny] i 70% 21 BSP. Jedyne co zostało na tym odcinku frontu to prowadzenie działań opóźniających z wykorzystaniem terenu wyżynnego i górskiego. Ostatnia linia obrony miała zostać oparta na Sanie, a w razie niepowodzenia wojsko miało przejść do działań partyzanckich.

Po sforsowaniu Wisły kampania polska de facto zakończyła się. Rząd uciekł ewakuował się na zachód, a Niemcy obsadzili tu rząd marionetkowy złożony z przedstawicieli ośmiorniczek, konfitur, kropki i partii o nieustalonej nazwie. Oddziały partyzanckie o proweniencji narodowej oraz wolnościowej, powstałe na Warmii, Mazurach, Pomorzu, Kujawach i ścianie wschodniej były zmiękczane artylerią i lotnictwem. Na koniec rozbijały je oddziały specjalne oraz policja wojskowa. Na koniec maszynista wyszedł z kabiny parowozu i zaczął klaskać uszami.

Napisana wyżej historia jest fikcyjna, lecz prawdopodobna. Polska polityka zagraniczna i obronna zmierza niebezpiecznie do tego scenariusza. Dalsze jej prowadzenie oznacza powtórkę z historii [o niej tu https://konserwatyzm.pl/cierzniakowski-kumulacja-bledow/?fbclid=IwAR28ATUwgaUnIzxzs2ObSYBNd4ZGlPT68QpsI8BUjHUN-XLBHF7fHTmszAs]

Tegoroczne decyzje

Najważniejszym posunięciem polskiej polityki zagranicznej w tym roku było zaproszenie Amerykanów do założenia Fortu Trump. Abstrahuję tu od nazwy śmierdzącej kultem jednostki. Podobne nazwy były w ZSRS i jego państwach marionetkowych na cześć wąsatego Gruzina, np. Stalingrad [dawniej Carycyn, obecnie Wołgograd], Stalino [dawniej Juzow, obecnie Donieck], Stalinogród [dawniej i obecnie Katowice], Stalinstadt [dawniej Fürstenberg, obecnie Eisenhüttenstadt], Stalinvaros [obecnie Dunajuvaros], Stalinabad [obecnie Duszanbe], a Moskwa miała stać się Stalinodarem.

Dość! Nie o nazwę tu chodzi, lecz o skutki instalacji takiej bazy. Skutkiem gospodarczym jest zmarnowanie pieniędzy na budowę bazy, bo wstyd żeby GI kwaterowali w którymś z miast garnizonowych jakich sporo na ziemiach poniemieckich. US muszą się izolować od mniej wartościowych narodów tubylczych. Jeszcze przegrają w pojedynku knajpianym i trzeba będzie ich ratować stamtąd. Są naprawdę lepsze sposoby wydawania pieniędzy.

Znacznie poważniejszym aspektem istnienia ww. bazy jest zacieśnianie się śmiertelnej dla Polski osi Niemcy-Rosja. Wynika to ze wspólnego interesu jakim jest wyparcie USA z Europy, co umożliwi ostateczne połączenie osi Paryż-Berlin-Moskwa-Pekin. Umocowanie się takiej osi w najlepszym razie skutkuje degradacją na arenie międzynarodowej i spadnięcie do pozycji Emila Hachy [prezydenta Protektoratu Czech i Moraw za okupacji niemieckiej], a w najgorszym oznacza powtórkę paktu Ribbentrop-Mołotow i rozbiory.

Powołane w 2015 przez Antoniego Macierewicza Wojska Obrony Terytorialnej docelowo miały liczyć 53 000 żołnierzy, co i tak jest za mało. Obecnie ich rozrost został wstrzymany do 31 000 żołnierzy. Żeby obrona terytorialna była efektywna musi być znacznie liczniejsza [Prof. Romuald Szeremietiew podaje liczbę 400 000 żołnierzy]. Co gorsza żołnierze obrony terytorialnej, jak wskazywałaby logika, rozum i godność człowieka, nie trzymają broni w domach. Mają ją w magazynach na posterunkach policji lub przy jednostkach wojskowych.

Stan po tym roku

Najważniejszą decyzją dotyczącą stricte wojska i niemogącej wywołać reakcji innych państw jest podjęta przez Mariusza Błaszczaka decyzja o sformowaniu czwartej dywizji. Działanie to opisałem dwa artykuły wcześniej [bardziej szczegółowo o nowej 18. Dywizji Zmechanizowanej tu: https://konserwatyzm.pl/cierzniakowski-czwarta-dywizja]. Cały problem sprowadza się do formowania nowych jednostek przy niepełnych stanach w dotychczasowych. Jedynie 5 na 11 brygad ogólnowojskowych jest w większości ukompletowana. Podobny problem dotyczy wszystkich rodzajów sprzętu. Tylko 2 brygady dysponują Leopardami 2, 3 posiadają PT-91 Twardy, we 3 służą poprzedniki Twardych – T-72, a ostatnie 3 w ogóle nie mają czołgów. Potencjalny wróg zaciera ręce z radości. Z bojowymi wozami piechoty i transporterami opancerzonymi jest jeszcze gorzej. W służbie są tylko BWP-1 i KTO Rosomak. Za św. Polski Ludowej na wyposażeniu 1 pułku zmechanizowanego były BWP-2 sprzedane przez szefa Sztabu Generalnego Tadeusza Wileckiego do Afryki.

Jedynym postępem w Marynarce Wojennej jest wyprowadzenie w morze budowanego od 2001 roku okrętu patrolowego ORP Ślązak. Do obrony wybrzeża zostają tylko wyrzutnie rakiet NSM. Resztę sprzętu można jedynie sprzedać Ukrainie [sprzedać, nie dać w prezencie].

Lotnictwo dysponuje łącznie 77 samolotami myśliwskimi – 48 F-16 i 29 MiG-29. Do tego dochodzi 18 muzealnych Su-22.

Polityka zagraniczna jest w jeszcze gorszym stanie. Na każdym kierunku jest ona nieskuteczna.

Ze względu na historyczne resentymenty [bo Niemcy i Ruscy nas zmiażdżą], egzotyczny sojusz z USA jest traktowany jako podstawa do zapewnienia bezpieczeństwa. Jedynym zyskiem z udziału w amerykańskich agresjach w świecie islamskim, była mobilizacja do zapewnienia dostaw nowszego sprzętu dla wojska.

We wszystkich posunięciach w Europie USA ma poparcie warszawskiego rządu. Mimo, że są to działania szkodzące Polsce. Uznanie istnienia Kosowa założonego przez bandytów z UCK na amerykańskich bombach stworzyło niebezpieczny precedens, który pewne środowiska wrogie Polsce mogą wykorzystać do oderwania Śląska. Kolejnym polem gdzie polityka obu państw się rozjeżdża jest wschodnia flanka. Celem Wielkiego Brata jest wojna, która osłabi Rosję lub Chiny, a im większe straty Rosjan w Europie Wschodniej, tym mniej później do pokonania. W polskim interesie jest uniknięcie wojny, do której jesteśmy nieprzygotowani i skończy się klęską z każdej strony.

Kolejnym problemem jest stanie USA za państwem położonym w Palestynie, które potrząsa nimi jak ogon psem. Sprawa jasno wyszła podczas nowelizacji ustawy o IPN i wprowadzenia ustawy 447. Wiadome żydowskie organizacje próbują wyłudzić 65 mld $, a USA jest ich narzędziem w tym celu. Żadne akty uległości w rodzaju budowy Muzeum Żydów Polskich, czy zgody na żydowskie wycieczki do Auschwitz nie zaspokoją ich żądzy zdobycia ww. pieniędzy.

Skoro zostało wspomniane o wschodniej flance, to koniecznym jest wiedzieć, że jeszcze bliżej potencjalnej linii frontu są Litwa i Ukraina. Oba państwa prowadzą antypolską politykę historyczną [rada obwodu lwowskiego ogłosiła rok 2019 rokiem Stepana Bandery], gospodarczą [demontaż torów kolejowych do rafinerii w Możejkach] i mniejszościową [obcinanie finansowania dla rejonu sołecznickiego]. Stanowienie przez nie bufora wobec Rosji oznacza, że MSZ niczego nie wymaga od nich w zamian, a pieniądze na Ukrainę cały czas są tracone. Wspieranie ich ma rację bytu tylko w sytuacji istnienia oferty z drugiej strony. W tej sytuacji Ukraina i państwa bałtyckie nie są warte ani jednego naboju.

Dobór sojuszy sugeruje, że USA leżą blisko Polski, a Niemcy lub Rosja gdzieś za oceanem. Antagonizowanie się z oboma państwami jest potrójnie szkodliwe. Po pierwsze oba państwa są silniejsze pod każdym względem, więc nie da się na nich wymusić niczego. Po drugie spory podnoszone przez rząd dotyczą spraw nieistotnych. Najgorsze, że taka polityka oznacza zacieśnianie się relacji między ww. czarnymi orłami.

Niemcy obecnie dysponują pasem transmisyjnym do implementowania swojej polityki znanym jako Unia Europejska. Ciekawe, że reprezentanci Polski walczą o sprawy personalne [np. obsadzanie Sądu Najwyższego], a oddaje pola w sprawach istotnych [szkodliwe dotacje, płaca minimalna zwiększająca bezrobocie]. UE jest nie do zreformowania. Nie da jej się przywrócić do stanu EWG. [Dowód tu: https://www.youtube.com/watch?v=7qcQ95d5G18]

Zalecenia

Zaraz pojawi się pytanie o środki zaradcze i jest ono w pełni słuszne. Stan w jakim znajduje się polska polityka zagraniczna i obronna wymaga działań naprawczych na wczoraj, a nie na 2030, bo wtedy Polski już nie będzie.

Jako, że priorytetem jest polityka zagraniczna, to koniecznym jest przestać wierzyć w potrójnie egzotyczny sojusz z USA. Jedyną drogą dającą możliwość przetrwania jest stanie się satelitą Niemiec lub Rosji. USA jest za daleko by w razie czego pomóc. Za zmianą polityki wobec USA musi pójść zmiana wobec ich państw frontowych. Koniec z darmowym wspieraniem Litwy i Ukrainy. Za nic to można zostać pobitym na Podgórzu i to nie zawsze.

Polityka wobec Niemiec wymaga stawiania oporu wyłącznie w kluczowych kwestiach, tj. robieniu przez nich Czernego pijaru. Innych kwestii spornych de facto nie ma. Przewagę gospodarczą można zminimalizować tylko i wyłącznie zwiększeniem wolności gospodarczej u nas i/lub wprowadzeniem realnego socjalizmu w Niemczech.

W kwestii rosyjskiej jedynym rozwiązaniem jest przestać wspierać jej potencjalnych przeciwników, tylko za sam fakt bycia nimi [patrz dwa akapity wcześniej]. Najlepszym zabezpieczeniem stosunków z Rosją są działa i rakiety.

W celu wzmocnienia potencjału obronne konieczna jest koncentracja nakładów na priorytetowych sprawach [takich gdzie jest najstarszy sprzęt], wycofanie przestarzałego sprzętu oraz redukcja biurokracji w mundurach. Dla administracji wojskowej jest to likwidacja Wojewódzkich Sztabów Wojskowych oraz Regionalnych Zarządów Infrastruktury i połączenie instytucji im dotychczas podlegającym w okręgi wojskowe. Wojska Lądowe wymagają wycofania z linii BWP-1 [można go przerobić z przeznaczeniem do innych zadań], wprowadzenia nowego BWP oraz włączenia oddziałów z nisko ukompletowanych brygad do tych o wyższej gotowości. Dla poprawy stanu Marynarki Wojennej konieczne jest wycofanie przestarzałych i nieprzydatnych okrętów oraz dostarczenie radarów artyleryjskich dla MJR. Lotnictwo wymaga wycofania muzealnych Su-22, które nadają się tylko do atakowania celów naziemnych o ile wróg nie ma obrony przeciwlotniczej. Priorytetem natomiast powinny być wyrzutnie rakiet OPL. Wojska Specjalne są sprawne, lecz powinny zostać znacznie zredukowane [do rozmiaru jednej kompanii – więcej nie trzeba]. Piąty rodzaj wojsk powinien mieć mniej brygad [8 brygad zamiast 17], lecz w zamian powinny być one liczniejsze. Co znacznie ważniejsze, terytorialni powinni broń trzymać w domach jak żołnierze obrony terytorialnej m. in. Estonii, Szwecji, czy Białorusi, która jest dyktaturą, więc nie powinna ufać ludziom, których nie kontroluje stale, jak żołnierzy w koszarach.

Konkluzja

Drodzy czytelnicy i czytelniczki. Nie napisałem tej pasty dla wykorzystania tuszu i miejsca na komputerze. Chciałbym przestrzec przez możliwymi skutkami błędnej polityki od 30 lat. Stąd życzę drogim czytelniczkom i czytelnikom spokojnych świąt Bożego narodzenia, nowego roku i właściwego oddania głosów w przyszłorocznych wyborach do unioparlamentu oraz sejmu i senatu.

Jeremi Cierzniakowski

[Głosów:12    Średnia:4.6/5]
Facebook

2 thoughts on “Cierzniakowski: Kolejny stracony rok”

  1. Takie pytanie: co to za państwo było ten ZSRS? Słyszałem o ZSRR, Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, był też Союз Советских Социалистических Республик ale ta zbitka propagandzistów z IPNu i innych walczących z “komuną” 25 lat po jej upadku jest zwyczajnie brzydka. Tak samo brzydka jak by pisać Stany Zjednoczone of Ajmerika, niby też każdy wie o co chodzi ale jak to wygląda… Dwa, koncepcja wojsk obrony terytorialnej z jakimiśtam ochotnikami trzymającymi sobie w automat jest całkowicie nieprzystająca do realiów nowoczesnej wojny. Nawet setki żołnierzy z karabinami nic nie znaczą. Ci żołnierze muszą mieć także karabiny maszynowe, granatniki, moździerze, a to by było ciekawe jak by co dziesiąty obrońca terytorium miał w szafie granatnik przeciwpancerny i torbę z granatami do niego… Wspomniana była Białoruś, a jak to tam jest rzeczywiście zrobione? Po odbyciu zasadniczej służby wojskowej, rezerwiści bez przydziału mobilizacyjnego na pięć lat są na zasadzie dobrowolnego przymusu zapisywani do wojsk terytorialnej obrony. Jest ich łącznie ok 120 000. Broni wcale nie trzymają sobie w domu, a jest ona w wojskowych składnicach, wydawana na ćwiczenia odbywające się raz częściej, raz rzadziej. I to jest system jakoś przystający do współczesności, zwłaszcza że Białorusini mają coś czego nie mamy my, a powinniśmy: armię z poboru i rezerwistów w oparciu o których można mobilizować jednostki. Nie mówiąc już o tym, że panowie szeregowi zawodowi w wieku 30+ to jest śmiech na sali, ogólnie na wojsko zawodowe to mogą sobie pozwolić takie USA, których na to stać, ale u nich szeregowy dłużej niż 5 lat sobie nie posłuży, bo mięso armatnie ma być młode i mieć siłę biegać w błocie. Przydałby się także przemysł zbrojeniowy, który coś produkuje. Mógłby to robić, począwszy od lat 90tych Francuzi cały czas proponowali polskim firmom współpracę przy kolejnych projektach, zarówno uzbrojenia dla Wojska Polskiego(tu Francuzi oferowali całą rodzinę zestawów rakietowych OP, z całkowitą polonizacją, licencją na produkcję w Polsce i tak dalej, ale nasi wolą drogie zabytki z Ameryki) jak i modernizacji sprzętu produkcji radzieckiej w celach eksportowych. Nikt tego nie podjął, bo po co i wogóle. Ale cóż, jest jak jest, a będzie jeszcze gorzej

  2. Pomijając epizod III Rzeszy Fryce nie byli nie większym zagrożeniem dla Polaków niż RP od I do IV… a raczej często i gęsto mniejsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *