Hagmajer: Stracona szansa. Czyli dlaczego PRL poległa w wojnie informacyjnej z Zachodem na polu rywalizacji naukowo-technicznej

Polska Rzeczpospolita Ludowa w okresie po roku 1956 stawiała na dalszy rozwój przemysłu ciężkiego, jednak w epoce rewolucji informacyjnej potrzebowała nowoczesnych rozwiązań naukowo-technicznych, by stawić czoło systemom z Europy Zachodniej i z SZAP. Gra toczyła się o to, czy staniemy się systemem autonomicznym1 czy samosterownym2. Gdy weźmiemy pod uwagę schemat budowy systemu autonomicznego, to w zjawisku utraty autonomiczności najgroźniejszy jest brak sprzężenia zwrotnego między homeostatem a receptorem i korelatorem w torze informacyjnym, co będzie również oznaczało brak sprzężenia zwrotnego między homeostatem, alimentatorem i akumulatorem w torze energetycznym3.

Przykłady socjotechniki walki informacyjnej w epoce rewolucji informacyjnej

Docent Józef Kossecki w książce Wpływ totalnej wojny informacyjnej na dzieje PRL pisał tak:


W epoce rewolucji naukowo-technicznej pozycja międzynarodowa danego kraju zależy od szybkości produkcji informacji i szybkości ich praktycznego wdrażania. Procesy informacyjne decydują zaś o wynikach współzawodnictwa na polu międzynarodowym. Wynalazki, unowocześnienia i podejmowanie właściwych decyzji mają tu decydujące znaczenie. System, który nie ma odpowiednio rozwiniętych środków produkcji, przetwarzania i rozpowszechniania informacji, a nade wszystko sprawnego systemu ich wdrożeń – znajduje się w podobnej sytuacji, jak w okresie rewolucji przemysłowej znajdowały się kraje, które nie posiadały własnego przemysłu ciężkiego. Grozi mu po prostu status neokolonii. Tradycyjne metody ochrony przez kontrwywiad i zdobywania informacji przez wywiad już nie wystarczą, gdyż szybkość obiegu informacji powoduje często ich dezaktualizację. W tej sytuacji zdecydowanie bardziej właściwą metodą jest dezorganizowanie procesów informacyjnych u przeciwnika, oraz organizowanie analogicznych procesów u siebie.

W tej sytuacji kluczowego znaczenia nabierają dwie metody walki informacyjnej.

  1. Popieranie organizacji i inspirowanie działań organizacji, które nie są związane bezpośrednio z wywiadem, lecz nakierowane na prowadzenie działalności dezorganizującej procesy informacyjne u przeciwnika. Obiektami ich zainteresowań jest system dobru kadr, produkcja i wdrażanie informacji oraz masowe rozpowszechnianie informacji.
  2. Inspirowanie błędnych decyzji u nieprzyjaciela.

Jedna i druga metoda była w XX i XXI wieku z powodzeniem wykorzystywana przez zachodnie imperia w walce z przeciwnikami. Najlepszymi przykładami pierwszej z tych metod była pomoc ze strony Sztabu Generalnego Niemiec w 1917 dla Lenina i bolszewików do przeprowadzenia rewolucji w Rosji4.


W Polsce były to operacje służb wywiadowczych państw NATO, szczególnie CIA i BND, które stworzyły i wspierały tzw. kolorową rewolucję Solidarności w latach 80., czego przykładem może być operacja CIA o kryptonimie QRHELPFUL z 1982 roku5. Przykładami drugiej metody jest prowokacja wywiadu III Rzeszy inspirująca Stalina do czystek w szeregach Armii Czerwonej6, zaś w naszym kraju tzw. gorączka lustracyjna i tzw. gra teczkami odziedziczonymi po służbach specjalnych PRL w szeregach dawnej opozycji solidarnościowej, która była ewidentnie inspirowana przez obce wywiady w celu zniszczenia aktywów osobowych i operacyjnych służb specjalnych w Polsce, aby nie mogły one zapobiec przejmowaniu polskich zasobów przez obce koncerny.

Problem rozwoju PRL na polu naukowo-technicznym

Podczas gdy na zachodzie Europy następował tzw. drenaż mózgów, czyli przejmowanie przez SZAP najlepszych naukowców po II wojnie światowej z tej części kontynentu, co skutkowało dalszym zwiększaniem luki technologicznej między SZAP a jego zachodnioeuropejskimi partnerami na korzyść tego pierwszego podmiotu, w Polsce problem dotyczył czegoś innego. Wskutek deformacji nauki – związanej z „Akcją N” opracowaną przez Jakuba Bermana – nastąpiło zniszczenie matrycy do odtwarzania elit, zaś w naukach technicznych regres spowodowany był odcięciem młodych inżynierów od zajęć praktycznych przy jednoczesnej biurokratyzacji procesów wdrażania wszelkiej innowacyjności. To zaś było pożywką dla państw zachodnich, które w ten sposób mogły sprzedawać swoje licencje, dyktując przy tym ich ceny i warunki wdrażania. Biorąc pod uwagę ówczesny kontekst geostrategiczny, czyli rywalizację pomiędzy NATO a Układem Warszawskim, oznaczało to również wymuszanie decyzji politycznych u przeciwników ze Wschodu, w tym decyzji personalnych. Zachodowi opłacało się więc sprzedawanie wyeksploatowanych rozwiązań technicznych do krajów Europy Wschodniej, w tym do PRL. Wiązało się to również z pewnymi planami politycznymi wobec przeciwnika. W ten sposób tworzył się łańcuch uzależnień, dzięki któremu do PRL wpuszczono kapitał obarczony czynnikami politycznymi i tymi z zakresu wojny informacyjnej.

W ten sposób narzucono PRL metodę znacznie dłuższej drogi rozwoju społeczno-ekonomicznego. Przy jednoczesnej ochronie własnych najbardziej istotnych metod produkcji informacji państwom RWPG zaserwowano na sprzedaż technologie małowartościowe lub wręcz już archaiczne, które pogłębiały dystans technologiczny w stosunku do Zachodu, ponieważ blokowano u przeciwnika jego własny potencjał naukowo-badawczy. W drugiej połowie lat 60. rozwijający się przemysł PRL potrzebował nowych rozwiązań naukowo-technicznych dla swoich zakładów. Przykładem może być przemysł motoryzacyjny. W roku 1965 podpisano umowę z koncernem FIAT na licencyjną produkcję Fiata 125. Pierwszy egzemplarz zjechał z taśmy zjechał z taśmy w FSO Żerań w listopadzie 1967 roku. Fiat 125 miał nową karoserię, natomiast wnętrze, silnik oraz układ napędowy pochodziły z produkowanego od początku lat 60. Fiata 1300/1500. Włoski oryginał Fiata 125 miał zaś wszystko nowe, nie było więc obaw o konkurencję na rynkach eksportowych, wobec czego polski Fiat 125 już na starcie przegrywał wyścig o klientów na świecie. W tamtym też czasie, właśnie w roku 1967, uaktywniły się wywiady RFN i Izraela7, które planowały przeprowadzenie rewolty w Polsce. Jeżeli weźmiemy pod uwagę te fakty, nie znajdziemy przypadku w tym, że aparat państwowy PRL, nasączony obcymi agenturami, dał się zainspirować zakupem przestarzałych rozwiązań z Zachodu, które to były obwarowane ryzykiem wpuszczaniem do Polski obcych agentur wraz z licencjami.

A jakie były alternatywy?

Japońska droga rozwoju informacyjnego jako wzór dla PRL

W okresie momencie gdy SZAP prowadziły swoją politykę podboju neokolonialnego na wszystkich możliwych kontynentach, zaś Europa Zachodnia po utracie kolonii w Afryce i Azji chciała w ramach swoistej rekompensaty podporządkowywać sobie ekonomicznie Europę Wschodnią, na świecie wyrastała zupełnie inna potęga – Japonia. Ten azjatycki tygrys powstawał ze zgliszczy i ruin po jankeskich bombardowaniach z okresu II wojny światowej, pozycję swą budując dosłownie od zera. Jednak by ugruntować swoją pozycję na świecie, Japonia postawiła na nowoczesne rozwiązania i na konkretne dziedziny produkcji, które mają kluczowe znaczenie dla rodzącej się po wojnie epoce rewolucji naukowo-technicznej8. Pod koniec lat 60. w niektórych gałęziach produkcji, jak budowa okrętów, sprzętu RTV i ogólnie w elektrotechnice, Japonia wysunęła się na pierwsze miejsce na świecie9. Pod koniec lat 60. zaczęła zalewać rynek SZAP samochodami, sprzętem RTV i AGD, co zmusiło Waszyngton do wprowadzenia protekcjonistycznych ceł10. Nie dały one zbyt dobrych rezultatów i w związku z tym jankeska gospodarka zaczęła pogrążać się w kryzysie, także wskutek bezmyślnych wojen neokolonialnych, jak ta w Wietnamie. Z czasem Japonia dzięki swej pozycji ekonomicznej zaczęła stawać się alternatywnym wobec tzw. Zachodu ośrodkiem politycznym. Metodologia działania Japończyków była tu dość prosta, ale i konsekwentna. Na samym początku swej drogi rozwoju kupowali oni licencje, głównie anglosaskie, lecz po pierwsze te najnowsze, a i z czasem – w odróżnieniu od PRL – Japończycy zaczęli te licencje na tyle udoskonalać, że stworzyli własne rozwiązania, dzięki którym podbili zachodnie rynki. Dodatkowo wysyłali swoich inżynierów na szkolenia do SZAP i Wielkiej Brytanii, a w ten sposób już w lata 50. posiadali oni wykwalifikowaną kadrę i rozwinięte ośrodki naukowo-badawcze.

Była więc to duża szansa dla gospodarki PRL, by otrzymać nowoczesne licencje z transferem technologicznym. Jak czytamy w artykule na temat polsko-japońskiej współpracy motoryzacyjnej w okresie Polski Ludowej:


W roku 1967 polski minister handlu wizytował Tokio. Dzięki temu powołano Polsko-Japońską Komisję Mieszaną ds. współpracy gospodarczej. Dzięki temu w Warszawie otworzono przedstawicielstwo kilku japońskich firm handlowych. Zainteresowano się więc ofertami japońskiej motoryzacji. Klimat zdecydowanie sprzyjał prezentacji pierwszego samochodu marki Toyota w Polsce. Koncern negocjował właśnie licencyjny montaż Corolli przez portugalską firmę Salvador Caetano I.M.V.T. S.A. Rozważano także podobne działania w Polsce. Okazją do prezentacji przebojowego kompaktu były XXXVII Międzynarodowe Targi Poznańskie, które odbyły się w dniach 9-23 czerwca 1968 r. Wśród kilkuset wystawionych tam samochodów osobowych z Europy i USA, czerwony, dwudrzwiowy sedan oraz białe 3-drzwiowe kombi z egzotycznie brzmiącą nazwą budziły ogromne zainteresowanie. Dla tysięcy odwiedzających MTP był to pierwszy kontakt z japońską motoryzacją. Pierwszą testowaną w Polsce Corollą, był biały Van z silnikiem 1.1 i manualną 4-biegową skrzynią biegów. W Centralnym Ośrodku Konstrukcyjno-Badawczym Przemysłu Motoryzacyjnego auto z próbnymi numerami 194 WPR poddano intensywnej eksploatacji w ruchu miejskim i w trasach poza Warszawą. Pierwsza Corolla w Polsce pomyślnie przeszła wielomiesięczną eksploatację na polskich drogach. Tak samo zresztą, jak testy COKBPMot. Z grupy testowanych potencjalnych pojazdów licencyjnych Corolla była pojazdem najnowszym, a jednocześnie opierającym się na sprawdzonych i prostych rozwiązaniach. Sporym atutem modelu był fakt, że wyróżniał się dużą niezawodnością, co było niezwykle ważne przy słabo rozbudowanej sieci serwisowej. Jako jedyny z testowanych pojazdów oferował funkcjonalne nadwozie kombi ze składaną tylną kanapą. Wówczas przestrzeń bagażowa do linii dachu mieściła aż 1390 litrów. W realiach PRL były to istotne atuty. Ale to nie aspekty handlowe a dewizy zadecydowały, że na możliwość zakupu Toyoty Corolli Polacy musieli zaczekać aż do marca 1980 r. Podczas rozmów handlowych strona polska zaproponowała spłatę licencji gotowymi samochodami lub produkowanymi w Polsce podzespołami. Japończycy chcieli płatnej licencji. Przy notorycznym niedoborze dewiz w PRL było to nierealne.29 października 1971 r. podpisano umowę licencyjną na produkcję Fiata 126p czyli późniejszego „malucha”11.


Wiązało się to również z dalszą produkcją przestarzałego Fiata 1300/1500 z karoserią Fiata 125, przy zaniechaniu wdrażania własnych rozwiązań. Psia krzywa pościgu narastała zgodnie z oczekiwaniami ćwiczeń sztabowych NATO HILEX odnośnie do wprowadzania entropii w polskim systemie sterowania społecznego.

A łatwo wyobrazić sobie japońskie licencje i technologie w polskiej gospodarce, przy wykwalifikowanej kadrze inżynierskiej, którą mogli wyszkolić nam wtedy Japończycy. Polacy mający wybitne zdolności w innowacyjności mogli swoimi produktami podbić światowe rynki, podobnie jak to zrobili Japończycy. Niestety przestarzałe licencje kupowaliśmy nie tylko dla branży motoryzacyjnej, ale i dla przemysłu elektrotechnicznego. Zakłady Radiowe im. Kasprzaka kupowały na przykład archaiczne rozwiązania od zachodnioniemieckiego Grundiga, wpuszczając przez to zachodnioniemiecką dywersję do przemysłu. Na dodatek wdrażanie własnych rozwiązań patentowych, na które to naciskali przedstawiciele polskiej nauki, jak Marian Mazur i Józef Kossecki – szło bardzo opornie. Własne patenty plus japońskie technologie stałyby się więc kluczem do uniezależnienia się PRL od neokolonialnej pułapki ze strony Zachodu.

Japoński kapitał – oprócz wykazywania się znakomitymi rozwiązaniami – nie był właśnie skażony interesami politycznymi, co było w tej kwestii wręcz kluczowe. Wystarczyło więc pójść na prosty układ „towar za towar”. Mogliśmy na przykład zaoferować Japonii sprzedaż surowców takich jak węgiel, których wydobywaliśmy dużo, ale po preferencyjnych cenach, konkurencyjnych wobec cen węgla z Australii. Niestety brak nowocześnie myślących elit, służb wywiadu i kontrwywiadu na poziomie II Rzeczpospolitej sprawiło, iż sabotażowe działania agentur głównie z BND i Mosadu odniosły pożądane skutki.

Tymczasem ChRL pod koniec lat 70. zaczęła otwierać się na świat i postanowiła nadrobić potężną wówczas lukę technologiczną wobec tzw. Zachodu właśnie dzięki japońskim licencjom i technologiom. A przecież zaszłości w relacjach z Tokio miała bardzo poważne, natomiast nasze wzajemne z Japończykami stosunki były bardzo dobre, i to jeszcze od czasu II RP. Gdy Edward Gierek i jego ekipa zapragnęli budowy w Polsce „drugiej Japonii”, to nie skorzystali z japońskich licencji, technologii i wysokiego poziomu kultury pracy oraz etyki zawodowej. Nie mogło to więc udać się przy pomocy starych zachodnich rozwiązań, pogłębiających tylko lukę technologiczną w stosunku do Europy Zachodniej i uzależniających nas od niej coraz mocniej, co z kolei implikowało uzależnienie typu neokolonialnego. Chińczycy poszli inną drogą, zapewne ucząc się na polskich błędach i zaniechaniach. Dzięki temu weszli na drogę szybkiego rozwoju, stając się tak po jakimś czasie potęgą gospodarczą i technologiczną.

Nieumiejętność działania na geostrategicznej szachownicy

Nieznajomość cybernetyki przez elity kierownictwa PRL pociągnęła krótkowzroczność w działaniu. Przy parasolu militarnym i politycznym ze strony ZSRR należało szukać wzmocnienia gospodarczego oraz technicznego, i wykorzystać okres szybkiego wzrostu w sterowaniu międzynarodowym przez Japonię w okresie 1967-1980 z 4,4% do 9%12, co wiązało się z szukaniem nowych rynków zbytu na ich produkty, przy jednoczesnym braku ambicji politycznych w tej części świata. PRL mogła i powinna tu była być idealnym partnerem. Niestety nie wykorzystaliśmy dziejowej szansy by stać się potęgą, jak właśnie Japonia, a potem ChRL.

Marcin Hagmajer

za: https://www.nowoczesnamysl.pl/


1 W cybernetyce termin ten oznacza taki system, który ma zdolność do sterowania się we własnym interesie, i potrafiący przeciwdziałać utracie tej zdolności. Pojęcia te zostały wyjaśnione w opublikowanym w tym numerze pisma z książki J. Kosseckiego, Naukowe podstawy nacjokratyzmu, Warszawa 2014.

2 W cybernetyce termin ten oznacza taki system, który steruje się sam, ale już nie we własnym interesie.

3 Homeostat w schemacie systemu autonomicznego jest organem sterowniczym tegoż systemu. W suwerennym państwie funkcje toru energetycznego pełni gospodarka, alimentatorem, czyli zasilaczem jest przemysł wydobywczy i rolnictwo, zaś akumulatorem jest przemysł przetwórczy. Natomiast w torze informacyjnym receptorem będzie m.in. wywiad czy osoby zatrudnione w mediach, korelatorem będą biblioteki, urzędy zajmujące się gromadzeniem informacji, instytuty badawcze, banki informacji.

4 J. Kossecki, Wpływ totalnej wojny informacyjnej na dzieje PRL, Kielce 1999, s.119-120.

5 T. Awłasewicz, 40 mln dolarów dla „Solidarności”. Jak CIA wspomagała polską opozycję, 31.08.2023, https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/40-mln-dolarow-dla-solidarnosci-jak-cia-wspomagala-polska-opozycje/vpej2f4.

6 J. Kossecki, Wpływ totalnej wojny informacyjnej, s. 120.

7 Tamże, s. 345.

8 Tamże, s. 128.

9 Tamże, s. 128.

10 Tamże, s.129.

11 Historia Toyoty w RRL: Corolla zamiast “malucha”?, 09.10.2017, https://autoprl.pl/historia-toyoty-prl-corlolla-zamiast-malucha/.

12 J. Kossecki, Metacybernetyka, Kielce – Warszawa 2005, s. 264.


Dziękujemy za zainteresowanie naszym czasopismem. Liczymy na wsparcie informacyjne: Państwa komentarze i polemikę z naszymi tekstami oraz nadsyłanie własnych artykułów. Można nas również wpierać materialnie.

Dane do przelewów:
Instytut Badawczy Pro Vita Bona
BGŻ BNP PARIBAS, Warszawa
Nr konta: 79160014621841495000000001

Dane do przelewów zagranicznych:
PL79160014621841495000000001
SWIFT: PPABPLPK

Click to rate this post!
[Total: 10 Average: 4.5]
Facebook

7 thoughts on “Hagmajer: Stracona szansa. Czyli dlaczego PRL poległa w wojnie informacyjnej z Zachodem na polu rywalizacji naukowo-technicznej”

  1. Komuniści przegrali walkę o Polaków na polu niezrealizowanych marzeń o wysokiej konsumpcji. Z kolei bezwarunkowe poparcie dla zachodniej „pomocy” po 1989 r. opierało się na wierze, że wreszcie standard życia skokowo wzrośnie. To oczywiście nigdy nie nastąpiło, ale Polacy utrzymują, że praca na Zachodzie jest realizacją tego marzenia o konsumpcji. Szkoda tylko, że nie widzą nędzy prowincjonalnej Polski, z której się wywodzą.

  2. „PKB na głowę praktycznie nie rośnie, a poza tym ma miejsce katastrofa demograficzna” – litości, my tego poziomu PKB nie osiągniemy za 50 lat, a taką samą katastrofę demograficzną mamy w Polsce, podobnie jak i w Chinach ….

    1. Nie, demografia w PL ma się lepiej niż w ChRL, na Tajwanie, w Korei Południowej czy Japonii. Co się tyczy PKB na głowę – Czesi chyba już depczą po piętach Japończykom, przynajmniej według parytetu siły nabywczej. Polsce brakuje trochę więcej, ale też nie jest źle.

      1. „Nie, demografia w PL ma się lepiej niż w ChRL” – nie, nie ma się lepiej niż w Chinach czy Japonii. Wskaźnik urodzeń Chiny mają 1,28, Japonia 1,34 a Polska 1,38. To jest różnica tylko kosmetyczna i jesteśmy, mówiąc brzydko, w takiej samej dupie. Różnica jest faktycznie zauważalna między Polską a Koreą Południową, w której wskaźnik wynosi 0,84 (podobnie Tajwan) i wskaźniki były bardzo niskie już ponad 20 lat temu. Tam rzeczywiście o wiele szybciej będziemy obserwowali to, co czeka nas w Polsce odrobinkę później. Natomiast we wszystkich przypadkach nie da się już tej katastrofie zapobiec.

      1. I to bez Toyoty, Mitsubishi, Nissana, Hondy, Sony, Panasonica, Sharpa, Toshiby, Sanyo, Onkyo, Makity, magnetycznej kolei, rozbuchanej produkcji stali czy też przemysłu stoczniowego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *