Kotula: Powolna laicyzacja Podkarpacia

Kilka dni temu arcybiskup Berlina Heiner Koch przepraszał lobby LGBT, kajał się, że homofobia należy do „bezbożnej części tradycji”. Obiecał, że w każdej parafii zostaną powołani komisarze do przeciwdziałania dyskryminacji. Na pierwszy rzut oka ktoś mógłby podejrzewać arcybiskupa o jakieś własne niezdrowe moralnie preferencje. Prawda jest pewnie znacznie prostsza. Jeśli ktoś jest duszpasterzem Berlina, jest niewątpliwie poddawany stałej mocnej presji mediów, polityków, a może własnych księży i wiernych. To raczej dlatego abp Koch zdecydował się na składanie takich deklaracji i obietnic.
.
Kościół na Zachodzie Europy doszedł do takich pozycji bez jawnej deklaracji apostazji. To nie było tak, że któregoś dnia ktoś wyszedł i wygłosił słowa, jak Luter. Polegało to na malutkich kroczkach, nieznaczących koncesjach. Aż doszło do tego, co obecnie widzimy. Punkty zwrotne historii często nie zostają w ogóle dostrzeżone, przez osoby w nich uczestniczących. Jednak można zaryzykować hipotezę, że w tym momencie na Podkarpaciu dzieje się coś takiego i w przyszłości, do tej chwili należałoby się odwoływać, jeśli będzie stawiane pytanie, od czego się zaczęło. To nawet za pełnienia funkcji przez obecnych biskupów przemyskiego i rzeszowskiego możemy doczekać, że będą postępować tak, jak abp Koch. Pamiętajmy wtedy, rozpoczęło się w 2022 roku, działaniami bardzo konkretnych osób.
.
Obecny zarząd województwa podkarpackiego, (marszałek W. Ortyl, wicemarszałek P. Pilch i członek zarządu St. Kruczek) postanowił przepchnąć uchwałę. Taką, o której było wiadomo, że radni nie będą chcieli tego zrobić. Zarząd powiedział im, że jest to uzgodnione z biskupami, biskupi to popierają. Dziś wiadomo już z pewnością, było to kłamstwo. Wydawałoby się, że samo to, na katolickim Podkarpaciu powinno wystarczyć, by taki zarząd natychmiast odwołać. Nic takiego jednak, póki co, nie nastąpiło. Czemu jednak zarząd chciał się podpierać autorytetem biskupów? Bo była to uchwała uchylająca wcześniejszą, podjętą dla popierania stanowiska polskich biskupów, oficjalnej deklaracji Konferencji Episkopatu Polski będącej reakcją na to, że prezydent Warszawy R. Trzaskowski ogłosił tzw. deklarację LGBT. Na dodatek w miejsce tej uchwały obecny zarząd województwa kazał radnym przegłosować nową, tzw. uchwałę PRUT (Podkarpacie Regionem Utrwalonej Tolerancji). Mówiącą o „niewielkich różnicach światopoglądowych”, w kontekście wskazującym, że chodzi o zestawianie małżeństwa i związków dwóch osób tej samej płci.
.
Jasne, że radni PiS, którzy wcześniej chcieli wyrazić solidarność ze stanowiskiem biskupów, wcale nie chcieli nagle głosować zupełnie odwrotnie. Odszczekiwać, co sami powiedzieli i jeszcze deklarować swą „utrwaloną tolerancję”. Wiadomo, co to w obecnym języku oznacza, jakie budzi skojarzenia. Jest wyjątkową bezczelnością twierdzić, że do czegoś takiego mogli zachęcać biskupi. Gdy prawda się wydała, zarząd województwa rzucił się do rozpaczliwej obrony. Marszałek Ortyl natychmiast zjawił się w katolickim radio, opowiadać o funduszach unijnych. Tych samych, które były obiecane, jeśli zostanie odwołana pierwotna uchwała. Dziennikarka prowadząca wywiad, jakoś nie dopytała, jak o kłamstwa powoływania się na rzekomą opinię biskupów, czy o godziwość czynienia koncesji w sprawach moralnych, za unijną kasę.
.
St. Kruczek, wpływowy działacz Akcji Katolickiej zaczął natomiast tłumaczyć, powołując się nawet na słowa kard. Wyszyńskiego. „Sądzenie jest wyłączną domeną Pana Boga”, „Nawet Pan Bóg stwarzając człowieka pozostawił Mu wolność sumienia nawet co do grzeszności” – takie argumenty mają wyjaśniać, że zarządowi województwa wolno przypisywać biskupom popieranie działań wiodących do akceptacji niemoralności. Taka wizja ma uprawomocniać optowanie za uchwałą PRUT.
.
Jesteśmy w kluczowym punkcie. Katolicyzm w takiej wersji, jaką przedstawia Kruczek, jest dokładnie tym, na co powoływałby się pewnie abp Koch. Jeśli okaże się, że Podkarpacie na to przyzwoli, politycy i media zapewne bardzo szybko doprowadzą naszych biskupów do takiej sytuacji, w jakiej stanął pasterz Berlina. To jest katolicyzm drogi synodalnej w Niemczech, który chce przyzwolenia dla błogosławienia związków homoseksualnych, święcenia kobiet, itd, itd. Tak to właśnie działa. W taki dokładnie sposób nacisk tego świata, mediów i polityków powołujących się nawet na swoje związki z Kościołem, zaprowadził Zachód do pełnej laicyzacji.
.
Czy coś jeszcze można zrobić? Łatwo nie będzie. Warunkiem absolutnie koniecznym jest jednoznaczne stanowisko kapłanów i wiernych. Nasi biskupi muszą czuć poparcie. Konkretny wyraz sprzeciwu dla tego, co chcą uczynić Ortyl, Pilch i Kruczek. Oferta jest jasna. Zostańmy Kościołem takim, jak w Niemczech, a Bruksela da nam wtedy dużo pieniążków. Jeśli nie godzimy się na takie reguły, należy natychmiast dać temu bardzo konkretny wyraz. Obecny zarząd województwa powinien zostać natychmiast odwołany. Radni, którzy nie będą czuli się w obowiązku tego uczynić, chcą by biskupi musieli robić to, co abp Koch. Uważają, że politycy mają prawo kłamliwie powoływać się na słowa biskupów, których oni nigdy nie wypowiedzieli…
 
Jacek Kotula
Click to rate this post!
[Total: 19 Average: 4.4]
Facebook

4 thoughts on “Kotula: Powolna laicyzacja Podkarpacia”

  1. ’Powolna laicyzacja Podkarpacia’
    a czemu to Podkarpacie jest takie biedne?? A co z resztą Polin???
    Jakoś tak nam nie wychodzi rola 'przedmurza chrześcijaństwa’
    w wykonaniu post1989 'elyt’. Kto jest 'wazny’ w Polin> abp. Polak czy Piousx czy sedekwantysci czy lefebryści >klimczak, Mossakowski, etc, etc, etc
    A kto to jest ten p. Kotula!!! z podkarpacie!!! Jak p Szlęzak!!
    A słyszeli o USA, NATO, EU, ??
    Ktoś tu rżnie głupa.

    1. „a czemu to Podkarpacie jest takie biedne??”

      Bieda Podkarpacia to mit wynikający tylko i wyłącznie z dużego udziału nieproduktywnego rolnictwa w gospodarce tego regionu. Zresztą sam Rzeszów wraz z najbliższą okolicą pod każdym względem wypada lepiej od m.in. skrajnie zachodniego Szczecina, nie wspominając już o Gorzowie, Bydgoszczy czy Olsztynie.

  2. Kiedyś już tutaj pisałem, że mechanizm przyznawania pewnej części funduszy unijnych jest skrajnie korupcjogenny. Oczywiście nie dotyczy to finansowania najważniejszych inwestycji, zwłaszcza infrastrukturalnych, których Zachód potrzebuje do transportu swoich towarów. Jednak część z definicji przeznaczona do marnotrawstwa, m.in. na wiejskie aquaparki, betonozę, szkolenia i tym podobne bzdury, trafiająca wprost do kieszeni samorządowców oraz ich krewnych i znajomych, zależy od spełnienia warunków narzucanych przez Brukselę. Należy więc dopatrywać się nie laicyzacji, lecz zwyczajnej korupcji i mówić o niej głośno.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.