Łagowski: Mrok

Były premier Ukrainy Jaceniuk oświadczył w czasie swojego premierowania, że „w latach 1944-1945 Związek Sowiecki napadł na Ukrainę i Niemcy”. Ta wypowiedź została odnotowana, ale żywszej reakcji nie wywołała. Polityka historyczna na Ukrainie i w Polsce już była przygotowana do asymilowania takich rewelacji. Dziś w Polsce to ci, którzy podważają tę prawdę, muszą się tłumaczyć. Polityka historyczna w Polsce i w sąsiednich krajach sprzymierzonych poczyniła dalsze postępy w odkrywaniu prawdy. Pod usilnym wpływem Polski i mocarstw nadbałtyckich, wśród których rej wodzi Litwa, Parlament Europejski uchwalił, że niezapomniany pakt Ribbentrop-Mołotow był przyczyną wybuchu II wojny światowej. Przyjmując tak samo luźne kryterium prawdy, prezydent Rosji zasugerował – bo stanowczego stwierdzenia nie było – że Polska przyczyniła się do wybuchu tej wojny. Rosjanie podobno mają wiele talentów, ale z pewnością brakuje im talentu do propagandy. (W sprawie Krymu z kręgów kremlowskich niczego przekonującego się nie słyszy, przemawiającą do rozumu argumentację rozwinął Giscard d’Estaing, daleki powinowaty księcia Richelieu, gubernatora Krymu z czasów Aleksandra I). Kreatywny w swojej polityce historycznej Parlament Europejski, chcąc popsuć Rosjanom święto 9 Maja, zapewne uchwali, że Związek Radziecki nie wygrał wojny z Niemcami, przeciwnie, przegrał ją i nie ma już przeszkód, aby powołać trybunał norymberski dla osądzenia następców Stalina w prostej linii. Jeden z nich, mianowicie Gorbaczow, jeszcze żyje.

Starożytni Grecy byli najmądrzejszym narodem, jaki kiedykolwiek zamieszkiwał Europę. Wprowadzili oni u siebie prawo, że po zakończeniu wojny wszystkie zbrodnie i okrucieństwa popełnione przez wrogów mają być puszczone w niepamięć, kto je wypomina, popełnia przestępstwo. Tylko ludy barbarzyńskie nie rozróżniają czasu wojny od czasu pokoju. Jednak i najkulturalniejsze państwa helleńskie w pewnych okolicznościach sięgały po politykę historyczną. Gdy pokoju nie dało się utrzymać i przygotowywano się do nowej wojny, przypominano sobie takie dawne zbrodnie jak profanacja jakiejś świątyni lub posągu bogini. Wtedy nic już nie hamowało nienawiści potrzebnej do wywołania wojny. Z tych polityk historycznych, które teraz dewastują kulturę polityczną Polski, Ukrainy czy Litwy, można by się wyśmiać, gdyby nie obawa, że są one przygotowaniem do wojny. Nie swojej, lecz amerykańskiej. Można wziąć pod uwagę inną możliwość: Raymond Aron rozważał sytuację, gdy państwa satelickie i protektoraty z własnej woli prą do wojny, a panujące nad nimi supermocarstwo w poczuciu odpowiedzialności musi je powstrzymywać i nie dać się wciągnąć w nieprzewidywalną awanturę. Jednak czasami może dać się wciągnąć. Pewien znany dziennikarz angielski pouczał Litwinów, jakie oni mają atuty w rękawie, gdy chodzi o wywołanie wojny: artykuł 5 NATO zapewnia im bezpieczeństwo i wywołać wojnę Ameryka-Rosja może zwykły zawiadowca granicznej stacji kolejowej. Zabójca arcyksięcia w Sarajewie nie potrzebował nawet być zawiadowcą stacji.

Bronisław Komorowski, gdy był prezydentem, postanowił wypromować Polskę na forum międzynarodowym jako naród, który pierwszy przeciwstawił się zbrojnie Niemcom i w ten sposób dał początek II wojnie światowej, co zdaniem Komorowskiego było bardzo chwalebne. Innego zdania był Cat-Mackiewicz – i wielu innych – który twierdził, że każde państwo mądrze rządzone stara się wszystkimi sposobami nie być pierwszym uczestnikiem wojny. Anglicy postarali się wmanewrować Polskę w rolę prymusa wojny, a sami z przystąpieniem do wojny zwlekali, z ważnych zresztą powodów. Pisał Mackiewicz: „Obowiązkiem władz wojskowych polskich było zażądać od dyplomacji polskiej uczynienia wszystkich starań, aby (…) odroczyć datę wstąpienia Polski do wojny”.

W polemologii (nauce o wojnie) jest szkoła, która twierdzi, że wojnę wywołuje ta strona, która się broni. Nie było wojny o Czechosłowację, ponieważ Czesi się nie bronili (i przeżyli wojnę z małymi stratami). Polska, ku zadowoleniu Bronisława Komorowskiego i wszystkich innych z obozu solidarnościowego, broniła się zbrojnie i poniosła straty jak nigdy w historii, materialnie wynagrodzone przez Stalina Wrocławiem, Szczecinem i Gdańskiem. Ale to, co pozytywne, materialne i mierzalne, dla potomstwa solidarnościowego się nie liczy. Liczą się tylko słowa źle zapamiętane i one mogą wywołać w narodzie stan powszechnej mobilizacji – „Wszystkie ręce na pokład”, woła Donald Tusk.

„Putin przejmuje kontrolę nad narracją o wojnie” – o czym tu mowa? O słowach, a brzmi, jakby hufce rakietowe wkraczały do Polski. Podobno Sejm uchwalił coś w sprawie słów Putina. Podobno każdy patriota jest zobowiązany walczyć z Putinem, wielu już walczy. Zastanawiam się, jak ja mogę walczyć z Putinem, ale tak naprawdę, żeby on się przestraszył, żeby odczuł, że ja z nim walczę – żeby stracił rezon, zawstydził się i rozpłakał. Setki agencji czarnego PR-u walczą z Putinem, co ja z jedną stroną felietonu mogę do tego dodać? Nie masz w tej Polsce kochanej nic, tylko Putin. Putin Putinem jedzie i Putinem pogania. Skierujesz wzrok w stronę świętych miejsc Jerozolimy i tam Putin – według polskiej prasy – wygłasza „wredne i kłamliwe swoje przemówienie”.

Również SLD popadł w „śmierć mózgową” i w temacie Putina przyłącza się do PiS i PO.

Bronisław Łagowski.

Przedruk za: Tygodnik Przegląd, https://www.tygodnikprzeglad.pl/mrok/

Fotki od redakcji konserwatyzm.pl

[Głosów: 17   Average: 4.4/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *