Luma: Konkurencja

Zwolennicy wolnego rynku przeważnie skupiają się na zaletach wolnej konkurencji, która ma być naturalnym regulatorem gospodarki i która jest skądinąd i mi bliska. Lubię konkurencję, bo prowadzi do  poprawy jakości towarów na rynku i niższych cen (gospodarka). Dobra jest też dla państwa, bo prawidłowo tworzone prawo, oparte na cywilizacji łacińskiej, pozwala wyłaniać wartościowe moralnie i fachowo elity. W ogóle samo istnienie państwa uwarunkowane jest jakością elit ale nie zawsze jednak są one widoczne tzw. gołym okiem. Czasami ci, których oglądamy w mediach, są wyjątkowo przeciętni, z wieloma ludzkimi słabościami i jakoś nie przypominają prawdziwych elit. Wtedy można dojść do wniosku, że skoro dane państwo jest państwem poważnym, a ma takie ,,miernoty” u władzy, to prawdziwe,  rządzące elity gdzieś są, a dobierają tylko takich posłusznych, ambitnych i skorumpowanych ludzi, by nimi się posłużyć. Kiedyś było bardziej czytelnie: król dobierał sobie urzędników i byli oni tą widoczną elitą. W ogóle normalną sytuacją jest stan, w którym elity zarządzające państwem są widoczne dla narodu. Jest to bardzo czytelne, nie rodzi domysłów i skłania ludzi do większego zaufania. Dzisiaj jest już trochę inaczej. Mamy demokrację, która jest fasadą, za którą odbywa się prawdziwa polityka. Obywatele myślą, że są jej podmiotem, że mają na coś wpływ. ,,Demokracja, demokracją – ale ktoś przecież musi tym rządzić.” Mądre słowa, a wypowiedziane tylko w filmie, urosły do rangi zasady ustrojowej współczesnej liberalnej demokracji. Ale co ma do tego konkurencja?

Zauważcie, że konkurencja jest właściwie wszędzie. Jest oczywiście specjalnie ,,doceniana” przez środowiska wolnościowe, jest – że tak powiem –  ich daniem głównym. Mylą się jednak wolnościowcy, myśląc, że to oni odkryli konkurencję i są jedynymi, którzy chcą jej stosowania w praktyce. Konkurencja jest wszędzie. Nawet socjalistom nie jest obca. Zauważcie, że nawet w partiach komunistycznych w wyniku wewnętrznej konkurencji wyłaniano ludzi do sprawowania władzy. Ten, który był najbardziej wierny doktrynie i potrafił zjednywać zwolenników, a skutecznie szkodzić przeciwnikom, zostawał przywódcą. Następnie w wyniku konkurencji dobierał sobie współpracowników, tych, którzy pokazali, że mogą wiernie służyć przywódcy.

Nie będę pisał truizmów w rodzaju, że konkurencja to istota sportu. To oczywiste. Jest też obecna w jakimś stopniu w rodzinie, w zakładzie pracy, w służbach mundurowych. Będzie też obecna w planowanym, po obecnym tzw. resecie, nowym systemie. Coraz częściej się mówi, że za kilka lat będziemy mieli świat z ograniczoną własnością prywatną, bez klasy średniej ale za to z dwoma głównymi pracodawcami: wielkimi korporacjami i państwem. Nie jest to żadna teoria spiskowa. To już się staje. Właśnie wielcy tego świata rozpisują konkurs na bycie elitą tej ,,nowej normalności”. Jest też to jakiś rodzaj konkurencji. Wierność jest tutaj sprawdzianem, a czytając tzw. media społecznościowe, to dochodzę do wniosku, że kandydatów, chcących urządzić się ,,po nowemu” nie brakuje. Jako historyk mawiam, że w każdych czasach nie brakuje kolaborantów. W czasie zaborów było ich sporo, bo i źródeł ,,śmierdzącego” grosza było kilka. Stąd błędna polityka, prowadząca do samobójstwa narodowego (powstania). Potem mieliśmy sanację. To nie Piłsudski z garstką legionistów, to tysiące Polaków, służących etatyzmowi i umacniających kult wodza. Następnie czasy Polski Ludowej, w której budowniczych systemu werbowano w wyniku selekcji negatywnej. Część tzw. elit ,,przywieziono” bezpośrednio z ZSRR. I III RP, w której żyjemy, a której początkiem był okrągły stół i dobór nowej elity w porozumieniu z Zachodem i wielkimi korporacjami (elity finansowe w rodzaju Rockefelera, G. Sorosa).

Przejdę jednak do konkurencji. Otóż dzisiaj widzimy, że poszczególne rządy demoliberalnego Zachodu, jako struktury niesamodzielne, wyłaniane są w wyniku konkurencji. Tyle, że jest to konkurencja wewnętrzna, na którą pozwalają ci, co kontrolują światową gospodarkę i politykę. Stąd u nas jest taki teoretyczny pluralizm, bo mamy kilka partii o różnym programie, konkurujących między sobą. Czasami prowadzą niemalże wojny polityczne ale zauważmy, że jest to wszystko w ramach systemu. Żadna z tych partii nie narusza jakichkolwiek obcych wpływów, a za to przekrzykują się w propozycjach gorliwości wprowadzania pewnych złych rozwiązań w naszym kraju. W wyniku wewnętrznej konkurencji rządzi teraz PIS, ale jak sobie nie poradzi, to może być PO, Hołownia lub ktokolwiek inny ale nie ktoś, kto będzie chciał w pełni zabiegać o interes narodowy. Mylą się ci, którzy mawiają, że PIS był ,,błędem systemu” i że tzw. obce siły dążą do zastąpienia tej partii inną. Dopóki PIS realizuje pewne założenia, to będzie rządził. Jest wygodny, bo skupia znaczną część społeczeństwa o nastawieniu patriotycznym i katolickim. Kanalizuje więc pewne emocje, które przybierając lekkie zabarwienie konserwatywne, nie są groźne. Dopiero powstanie jakiejś niezależnej siły, narodowej i katolickiej, da sygnał, że PIS sobie nie radzi.  Jeżeli natomiast społeczeństwo dostatecznie się zsekularyzuje i zapomni, czym jest Polska, to wtedy przyjdzie pewnie czas na rządy innej partii, która wprowadzi nas w kolejny etap rewolucji.

Oprócz konkurencji o władzę w niesuwerennych już państwach, mamy też konkurencję wewnątrz wielkich korporacji. Tam też odbywa się selekcja kadr. Wierni i pracowici będą awansować, niepokorni pozostaną w ,,kulawym” sektorze prywatnym, z niskimi dochodami, być może z ograniczonymi prawami obywatelskimi.

Czas tzw. pandemii to też trochę taka przyspieszona selekcja w służbach mundurowych i w nauce. Tutaj wierność władzy i oficjalnemu przekazowi WHO jest istotna. Sceptycy są kwalifikowani do miana kołtuństwa, wstecznictwa, czy mówiąc językiem młodzieżowym, do ,,foliarstwa”. Oficjalna nauka to często ideologia ubrana w naukowe szaty.

Tzw. wolnościowcy pewnie się trochę irytują, czytając ten artykuł. Zapewne nie o taką konkurencję im chodzi. Mają rację. Normalna konkurencja w państwie powinna wyłaniać najlepszych (aristoi), w firmie najzdolniejszych, uczciwych i pracowitych, a w gospodarce najlepsze i tanie produkty. I wszelkie zakłócenia w tej kwestii prowadzą do eliminacji dobrego, obojętnie czy chodzi o produkt, firmę, państwo czy ludzi. Cywilizacyjnie jesteśmy tak skonstruowani, że godzimy się na rządy niekoniecznie demokratycznie, byleby były sprawiedliwe, sprawowane przez najlepszych. Chcemy też, by w nauce decydowały pojęcia Prawdy i Dobra, a nie tzw. oficjalna linia, pobożne życzenia czy znajomości. Prawdziwa więc konkurencja jest dobrem, a to, co się nam planuje stworzyć (już po raz kolejny) to zaprzeczenie konkurencji, to walka wewnątrz państw, instytucji, korporacji o wpływy. Konkurencja jest mile widziana między przedsiębiorstwami wewnątrz państwa narodowego, bez udziału korporacji, bez przeszkód ze strony państwa (są wyjątki, tu ważne jest dobre prawo), w nauce (wolność badań naukowych, z wyjątkami) i w polityce międzynarodowej (konkurencja państw narodowych). Ta ostatnia kwestia jest niezwykle ważna, bo oprócz stosunków z innymi państwami pojawiły się relacje z wielkim kapitałem, który bardzo często ma większe wpływy niż niektóre rządy. Rozmawiamy z prezydentem Francji Macronem, premierem Morawieckim czy kanclerz Niemiec Merkel ale wiemy, że nie są samodzielnymi politykami i często wykonują polecenia płynące z… No właśnie skąd? Od tych, którym konkurencja służy do wyłonienia kadr do zarządzania światem. I to nie nasza cywilizacja, to obcy twór, który narasta jak rak na ciele instytucji, gospodarki i państw.

Jarosław Luma

Facebook

2 thoughts on “Luma: Konkurencja”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *