Szlęzak: Państwo z dykty

Od zaprzysiężenia Joe Bidena na prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki w kraju mnóstwo wydarzeń pokazujących, iż Polska nie jest niepodległym państwem, a wielu ośrodkom politycznym jest to jak najbardziej na rękę. Na wielkopolskim Urzędzie Marszałkowskim zawisły portrety prezydenta Bidena i jego zastępczyni wraz z flagami USA. Pewnie to był najbardziej spektakularny przejaw radości wielu ośrodków politycznych, które zwycięstwo Bidena i demokratów uznały za porażkę Jarosława Kaczyńskiego i PiS-u z nadzieją w tle, że będzie to mieć bezpośredni wpływ na sytuację w Polsce. Rząd USA już od kilku lat wywierał bezpośredni wpływ na wydarzenia w Polsce, robiąc to przeważnie przez byłą panią ambasador w Warszawie. Było to widowisko upokarzające i haniebne. Niestety, największe partie opozycyjne w swojej bezsilności nawet nie postulują choćby ograniczenia tego bezpośredniego wtrącania się Amerykanów, a można nawet wysnuć wniosek, że zależy im na wzmocnieniu amerykańskich ingerencji, żeby tylko zaszkodzić PiS-owi. Dobrym komentarzem do tej sytuacji może być myśl Radosława Sikorskiego, który komentując próby PiS-u wkupienia się w łaski nowego amerykańskiego rządu, retorycznie spytał, jakie polskie interesy PiS poświęci, żeby tylko zyskać przychylność administracji Bidena. To pytanie można śmiało odwrócić i postawić środowiskom politycznym, które reprezentuje sam Sikorski. Czyli jakie polskie interesy będą w stanie poświęcić, żeby nowy amerykański rząd pomógł w obaleniu rządu PiS-u? Kto tu będzie górą czas pokaże, ale pewne jest, że jeśli jakieś polskie interesy tam się jeszcze ostały, to z pomocą amerykańskiej ingerencji są ścierane na proch.
Inny przejaw braku niepodległości, to bardzo krytyczne reakcje na aresztowanie przez rosyjskie władze Aleksandra Nawalnego. Szkodzenie Rosji w każdy sposób jest politycznym imperatywem pisowskich rządów. Kształt tej polityki jest również zależny od polityki amerykańskiej. To kolejny dowód na to, że Polska nie jest niepodległa. W Rosji, póki co, nie ma politycznej opozycji w rozumieniu funkcjonującym na Zachodzie. W Rosji są dysydenci, czyli pojedynczy ludzie i środowiska, którzy manifestują swoją niezgodę na to, co dana władza robi w Rosji, ale bez większych szans na zmianę tej władzy w drodze demokratycznych wyborów. W Polsce wspiera się rosyjskich dysydentów, ale nie ma to nic wspólnego z kreowaniem politycznej siły, która przychylnie chciałaby traktować polskie interesy w Rosji. W polityce byłych polskich rządów, jak i obecnego, dominuje staranie „o doprowadzenie do demokratycznych przemian w Rosji”, czyli podporządkowanie Rosji amerykańskim interesom w globalnej rywalizacji z Chinami. Gdzie tu polski interes narodowy? Klęskę takiej polityki można było zobaczyć w ubiegłym roku na Białorusi. Wysiłki rządu PiS-u i różnych lewicowych środowisk nie doprowadziły do obalenia Aleksandra Łukaszenki, ale za to zrujnowały stosunki między państwami i pogorszyły położenie Polaków żyjących na Białorusi.
Jestem przekonany, że Nawalny nie obali władzy Putina, choć pewnie może ją osłabić. Przykładem polityki niepodległego państwa wobec Rosji są Niemcy. Kanclerz Aniela Merkel krytykuje Włodzimierza Putina za zajęcie Krymu i „deficyty demokracji”, ale mimo amerykańskich nacisków broni dokończenia budowy gazociągu Nord Stream 2, bo to leży w niemieckim interesie. Polska idiotyczna polityka wobec Rosji skończy się tym, że nie tylko węgiel będziemy importować, ale za parę lat jabłka i inne towary, które jeszcze przed kilku laty z zyskiem do Rosji eksportowaliśmy.
O ile zdążyłem poznać poglądy Nawalnego, to nie widzi on Rosji jako państwa realizującego interesy USA względem Chin. Zapewne w przyszłości nieraz o tym przekona. Oczywiście o ile przeżyje. Borys Niemcow, który wykazał gigantyczną korupcję przy organizacji zimowych igrzysk w Soczi, nie przeżył. Jeśli Nawalny, pokazujący, że Putin zgromadził nielegalnie gigantyczny majątek, przeżyje, to będzie oznaczało jakościową zmianę w rosyjskim życiu politycznym.
Polski interes narodowy powinien polegać na tym, że niezależnie od tego, co dzieje się z Putinem i Nawalnym, Polska w relacjach z Rosją odnosi polityczne i gospodarcze korzyści i nie daje swoich interesów w Rosji podporządkować innym państwom. Trudne, ale wykonalne.
Trzeci przykład z ostatnich dni, pokazujący w upokarzający sposób brak polskiej samodzielności, to kwestia karabinu „Grot”. Nie znam się na broni, ale nawet nie dlatego nie jest najbardziej istotne czy ten karabin jest dobry, czy zły. Jeśli ma być on sprzedany na Ukrainę, to polski rząd ma obowiązek robić wszystko, żeby do tej transakcji doszło. Tymczasem gołym okiem widać, że niemieckie służby specjalne próbują skompromitować polską stronę, rozpuszczając w internecie opinie, że polski karabin to bubel. Oczywiście Niemcy chcą sprzedać Ukraińcom swój karabin. Dyskusja niebezpiecznie się rozpędza, a przeciwdziałania polskich służb nie widać. Niemcy rozpętali dyskusję w Polsce, pewnie dobrze wiedząc, że Polacy sprawdzają się w roli pożytecznych idiotów. Tę kompromitująca słabość polskiego państwa już kiedyś obserwowałem. Przed laty Huta Stalowa Wola miała podpisać w Kazachstanie ogromny kontrakt na maszyny budowalne. Zanosiło się na ogromny sukces. Jako prezydent Stalowej Woli sam się bardzo cieszyłem. Przy okazji spytałem zarządzających Hutą czy polskie służby specjalne zabezpieczają ten kontrakt. Cisza. W efekcie kontrakt przejęli Chińczycy. Chciałbym być fałszywym prorokiem, ale obawiam się, że kontrakt na sprzedaż „Grota” czeka los kontraktu z Kazachstanem. Rządy niepodległych, nawet niedużych państw, mające świadomość swoich narodowych interesów, nie dają się tak ogrywać, zwłaszcza sojusznikom. Niemcy to nasi sojusznicy. Mam rację?
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *