Raźny: Krzyk lewicowo-liberalny i chichot Bandery

 

 

Jak było do przewidzenia, niesione przez grupkę ekstremistów dwa rasistowskie hasła na tegorocznym Marszu Niepodległości nie pozostały niezauważone przez lewicowo-liberalny establishment na Zachodzie i uprawiające jego propagandę media. Środowiska te podjęły nową długofalową akcję dyskredytowania Polski już nie tylko z powodu rzekomego naszego antysemityzmu, homofobii i ksenofobii, ale również rasizmu i faszyzmu utożsamianego z nazizmem. Dwa rasistowskie hasła – w podjętym przez pisowskie władze  przeciwko ich autorom gorliwym dochodzeniu doliczono się już nawet pięciu –  od których odcięli się zarówno organizatorzy Marszu, jaki i politycy wszystkich opcji, dały lewicowo-liberalnym ideologom nowy powód do upokarzania naszego narodu. Unia Europejska grozi nam nawet sankcjami z ich powodu, łącząc je  – dla zmylenia opinii publicznej  – z ewentualnymi sankcjami za łamanie praworządności. Łamanie to ma bowiem znaczenie nade wszystko polityczne i społeczne. Natomiast rasizm i faszyzm lansowany jako synonim nacjonalizmu/nazizmu  – podobnie jak antysemityzm, homofobia i ksenofobia – oprócz wymiaru polityczno-społecznego mają głębokie znaczenie antropologiczne – moralne i cywilizacyjne. Wskazują na leżące u ich podłoża antywartości, które uniemożliwiają kształtowanie narodów  i społeczeństw ukierunkowanych na dobro wspólne, a co za tym idzie – zdolnych do pokojowego współistnienia. Znamienne, iż imputowanie Polsce tolerancji dla tych niemoralnych i antycywilizacyjnych postaw, a nawet ich przyjęcia jako wyznacznika naszej tożsamości stało się wręcz stałą daną w odniesieniu do naszego narodu i państwa od wejścia w życie Traktatu Lizbońskiego. Traktat ten daje bowiem prawne umocowanie dla działań lobby lewicowo-liberalnego, zapewniając mu ochronę „praw” wszelkich mniejszości – od narodowych, kulturowych, religijnych po feministyczne, aborcyjne i seksualne. Nie zapewnia natomiast takich praw żadnej większości, nie tylko narodowej, kulturowej i religijnej, ale również cywilizacyjnej.

Fundamentem filozoficznym Traktatu Lizbońskiego jest z jednej strony lewicowo-marksistowska tradycja szkoły frankfurckiej, a z drugiej – koncepcja antymetafizycznej wolności neoliberalizmu oraz antyaksjologicznej i antyreligijnej filozofii postmodernizmu. Wszystkie te nurty filozoficzne mają jeden wspólny mianownik – w mniejszym (neoliberalizm) lub większym stopniu (neomarksizm i postmodernizm) są sprzeczne z założeniami cywilizacji chrześcijańskiej. Wojujące z nią środowiska znalazły w Traktacie legitymację prawną dla swych działań. Ich ataki na Polskę, to „wdzięczność” za ratyfikację Traktatu, którego w żadny wypadku nie wolno było podpisywać. To nade wszystko „podziękowanie” rozwijających się dzięki Traktatowi różnych mniejszości, którym w UE została podporządkowana większość. Jest to większość cywilizacyjna: zwolennicy tradycyjnej rodziny i małżeństwa monogamicznego mężczyzny i kobiety – co należy podkreślać wobec rozwijającej się w Europie wraz z islamem poligamii, a równolegle z nią „małżeństw” homoseksualnych – to szanujący świętość życia od momentu poczęcia do naturalnej śmierci przeciwnicy aborcji, to obywatele uznający wartości chrześcijańskie – niezależnie od światopoglądu – za fundament kształtowania dobra wspólnego. Za krótkowzroczność polityczną i cynizm moralny tych, którzy zgodzili się na Traktat Lizboński płacimy coraz drożej, bo coraz częściej  utratą honoru, godności i etosu narodowego.

Jeszcze większą krótkowzrocznością i cynizmem wykazał się rządzący Polską od 1989 roku transatlantycki „układ” – zmieniający się jedynie wewnętrznie na obóz rządzący i opozycję – oraz stojące za nim środowiska opiniotwórcze – w bezsensownym poparciu prounijnych  i pronatowskich aspiracji Ukrainy. Jest to poparcie absurdalne – bezwarunkowe, pozbawione wszelkiej logiki – i jako takie od początku, a obecnie coraz bardziej, sprzeczne z polską racją stanu.  Jest poparciem pomimo braku potępienia ze strony Ukrainy ludobójstwa dokonanego przez formacje OUN-UPA  na polskich obywatelach. Pomimo braku jego osądzenia, pomimo niemożności dokonania ekshumacji szczątków polskich ofiar i uczczenia miejsc ich kaźni w postaci symbolicznego cmentarza. Pomimo przyjęcia przez Ukrainę banderyzmu za fundament jej tożsamości. To poparcie było i jest nie tylko niemoralne i antypolskie, ale również antycywilizacyjne. Jest bowiem zgodą na rozkwit w Europie ideologii skrajnie faszystowskiej i nazistowskiej. Rozkwit niczym niezagrożony, premiowany politycznie i finansowo – przez polskich i unijnych podatników. Jest to kuriozum w skali nie tylko europejskiej, ale również światowej. Oto bowiem nie Ukraina jest dyskredytowana i zagrożona sankcjami z powodu zbrodniczej ideologii, ale Polska – jej ofiara Gdy jeszcze kilkanaście lat temu była szansa na osądzenie pozostałych przy życiu zbrodniarzy banderowskich nie było – i nie ma nadal – odpowiedniego Trybunału, który mógłby tego dokonać. Ten, który powstał w 1998 r. jako Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) z siedzibą w Hadze do osądzenia zbrodni wojennych w byłej Jugosławii został podporządkowany całkowicie transatlantyckiej polityce Zachodu, co poświadczają jego wyroki wyłącznie przeciwko Serbom – ostatnio przeciwko  Radovanowi Karadżiciowi i Ratko Mladiciowi – i uniewinnienia zbrodniarzy chorwackich. .

Winę za ten stan rzeczy ponoszą nie tylko protektorzy Ukrainy – USA i UE – ale również  Polska, która nie wykorzystała swej historycznej szansy i nie postawiła jej żądnych warunków  jako jej adwokat.  Władze Polski zdradziły ofiary banderowskiego ludobójstwa i nie mają zamiaru ani przepraszać za to, ani zmieniać swojej absurdalnej polityki wobec Kijowa.  Tymczasem narodowcy, od których zaczęła się nowa nagonka na Polskę zamiast pracy organizacyjnej, programowej, zjednoczeniowej – podejmują bezsensowną walkę ze „zdrajcami” z PO i otwierają  pole nowych prowokacji unijnego establishmentu.  Zacytuję w tym miejscu fragment opublikowanego na tych łamach w styczniu b.r. mojego tekstu Polska nowomowa w Strasburgu:  „Co się takiego stało, że nagle dopiero teraz odkryto u nas Targowicę? Czy Polskę,  tracącą na skutek działalności obozu solidarnościowego – z PiS i PO na czele – suwerenność poprzez reformy Leszka Balcerowicza, wejście do NATO i UE oraz ratyfikację Traktatu Lizbońskiego można jeszcze raz sprzedać? Możliwości sprzedawczyków są bowiem nieograniczone – mogą oni ofiarować nas np. Moskwie, albo Pekinowi. Ten podział na patriotów i Targowicę to teatr  odgrywany dla polskiej publiczności od 1989 roku. Mamy bowiem do czynienia cały czas z jednym obozem – solidarnościowym/postsolidarnościowym, który jednomyślnie decydował o kierunku przemian w Polsce – prywatyzacji majątku narodowego, wejściu do NATO i UE, ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Jego  podział jest  zwykłą grą, bo zmienia się jedynie obsada dwóch ról: rządzących i opozycji. Wystarczy jedno z haseł: USA, NATO, UE, poparcie dla Ukrainy, sankcje dla Rosji, aby  obóz mówił jednym głosem – proamerykańskim, prounijnym, proukraińskim (probanderowskim), antyrosyjskim”.

Narodowcy, którzy podjęli narrację o Targowicy jedynie spełniają marzenie PIS – nie stanowią dla niego ani dla opozycji żadnej alternatywy.

Anna Raźny

[Głosów:14    Średnia:4.2/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *