Raźny: Zderzenie cywilizacji w Polsce (Światowe Dni Młodzieży w epoce amerykańskiej dominacji)

 

Przeformatowanie cywilizacyjne Polski

Światowe Dni Młodzieży pokazały, iż między wyeksponowaną w czasie ich trwania przez  Ojca Świętego Franciszka aksjologią i ideologią uprawianej przez Polskę polityki – nade wszystko w wymiarze międzynarodowym – istnieje ogromny rozdźwięk. Jest to rozdźwięk między odrzucaną przez atlantyckich globalistów cywilizacją pokoju i narzucaną przez nich cywilizacją wojny.  Jest on porównywalny z tym, z jakim mieliśmy do czynienia w czasie papieskich pielgrzymek do PRL. Aksjologia polityki peerelowskich władz była antynomiczna wobec wartości chrześcijańskich i zbudowanej na nich cywilizacji, której posłańcem był Jan Paweł II. Władze III i obecnej RP wprawdzie oficjalnie nie atakują cywilizacji łacińskiej, trudno jednak uznać realizowany przez nie kierunek rozwoju Polski za jej kontynuację. Co więcej,  wykorzystują jej wartości do budowy wrogich chrześcijaństwu podziałów i murów, wykluczenia, dyskryminacji, sankcji, popierania kolorowych rewolucji i zamachów stanu (m.in. na Ukrainie) – do budowy fundamentów cywilizacji wojny narzucanej światu przez USA i NATO w celu ustanowienia nowego -globalnego porządku.

I choć przedstawiciele obecnych władz spektakularnie demonstrują swe rzekome przywiązanie do wartości chrześcijańskich,  równie spektakularnie odrzucają je w swojej polityce przeciwnej fundamentom pokoju: dialogowi, współpracy, braterskiej zgodzie. Spektakularnie, gdyż w czasie ŚDM – dzień przed niedzielną mszą z papieżem Franciszkiem w Brzegach –  prezydent Duda podpisał kolejną ustawę o TK, uniemożliwiającą uzyskanie między obozem rządzącym i opozycją jakiejś względnej zgody, o której mówił w Częstochowie Ojciec Święty w czasie mszy dziękczynnej za chrzest Polski.  Rządzący obecnie naszym krajem udowodnili, że są „suwerenni” nie tylko wobec Komisji Weneckiej i Brukseli, ale również wobec papieża wskazującego Polsce wartości chrześcijańskie jako program jej rozwoju.

Gestów odrzucenia tych wartości było w czasie ŚDM więcej. Należy do nich również podpisanie30 lipca przez prezydenta Dudę ustawy o ratyfikacji protokołu ws. przyjęcia Czarnogóry do NATO. Oznacza ono umocnienie przestrzeni islamu w Europie, a jednocześnie poszerzenie podporządkowanego sojuszowi terytorium europejskiego i dalsze utrwalanie stanu permanentnej wojny, o której mówił papież na pokładzie lecącego z nim do Polski samolotu: trwa wojna, świat utracił pokój. Ten podpis – podobnie jak niegdyś podpis Lecha Kaczyńskiego pod traktatem lizbońskim – to kolejny wyrok na cywilizację chrześcijańską w Europie. NATO, którego obecności w Polsce poświęcił Andrzej Duda już rok swej prezydentury, nie tylko bowiem  nigdy i nigdzie nie broniło chrześcijaństwa, ale przeciwnie – przyczyniło się do ludobójstwa jego wyznawców na Bliskim Wschodzie i obecnego ich zagrożenia ze strony terrorystów islamskich w Europie.

O gest odrzucenia wskazówek Ojca Świętego Franciszka postarała się również w czasie ŚDM  Beata Szydło podczas rozmów z premier Wielkiej Brytanii Theresą May. Zamiast próby ściągania polskich emigrantów do ojczyzny –  co sugerował papież w czasie kazania w Częstochowie –  szefowa polskiego rządu zabiegała u brytyjskiej premier o ich zatrzymanie i dziękowała za wkład jej kraju w  program utworzenia wschodniej flanki NATO, rodzącej nie tylko ryzyko poszerzenia obszaru trwającej w świecie wojny o jej decydujący etap – wojnę z Rosją – ale również przekształcenia jej – podobnie jak amerykańska tarcza antyrakietowa w Polsce  – w atomową. B. Szydło zapewniła również T. May, że Polska po brexicie będzie kontynuowała dotychczasową unijną  politykę wschodnią, gorliwie narzucaną Brukseli przez Zjednoczone Królestwo w imieniu USA.

Bez żadnej żenady, tuż po częstochowskim wystąpieniu Ojca Świętego, który zachęcał polskich polityków do budowania mostów – a nie murów –  rząd w Warszawie odrzuca jego naukę i manifestuje politykę podziału Europy,  sankcji i wykluczenia – wobec Rosji – a jednocześnie zgody na neobanderowski kierunek Ukrainy i dalsze jej zbrojenie. Takie są bowiem wytyczne deklarowanej przez B. Szydło owej polityki wschodniej, której od czasu pomarańczowej rewolucji poświęcają polską rację stanu kolejne rządy III RP. Polska premier udowodniła wcześniej, że potrafi realizować nie tylko taką politykę wschodnią, ale również wciągnąć na nowo nasz kraj do amerykańsko-natowskiej wojny na Bliskim Wschodzie. Nie kto inny, ale ta cicha na pozór osoba, zaprzeczając ideałowi kobiecości – którego sensem jest zarówno dawanie życia, jak i jego obrona – zwróciła się  przed ŚDM do prezydenta Dudy jako naczelnika polskich sił zbrojnych z prośbą o wysłanie naszych samolotów  F-16 i „:specjalistów” na trwającą bliskowschodnią wojnę – po stronie USA.

W tle tych gestów odrzucenia wartości przypominanych przez papieża Franciszka pojawił się również Antoni Macierewicz, który wniósł swój wkład nie tylko w budowę nowych murów w Europie w postaci feralnej tarczy i osławionej flanki, ale również  w tworzenie nowych podziałów w polskim społeczeństwie- tym razem w środowisku weteranów drugiej wojny światowej, akowców i  powstańców Warszawy. Jeszcze Ojciec Święty nie doleciał do Rzymu z ŚDM, a dzielący te środowiska apel pamięci – zamiast apelu poległych – obejmujący m.in. również prezydentów Kaczorowskiego i  Kaczyńskiego, zabrzmiał w Warszawie w 72. rocznicęwybuchu Powstania Warszawskiego.

ŚDM pokazały jak daleko są od ich wartości i zbudowanej na nich światowej wspólnoty chrześcijan polskie elity polityczne oraz jak fałszywe są ich chrześcijańskie pozy, skupione na utrzymaniu elektoratu. W wyniku ich polityki Polska uczestniczy od dłuższego czasu w zderzeniu cywilizacji wojny z cywilizacją pokoju, zaplanowanym jako strategiczny element  kształtowania nowego porządku świata i globalnej cywilizacji – a w jej ramach globalnego człowieka i globalnego społeczeństwa. Uczestniczy w sztucznym kreowaniu zderzenia islamu z chrześcijaństwem – jako „sojusznik” USA i członek NATO. I na nic się zda zapewnianie świata, że jesteśmy z boku tego zderzenia, w związku z czym nie zapraszamy „uchodźców”  – jak to czynią Niemcy – a jedynie płacimy coraz bardziej islamizującej się Turcji za ich przetrzymanie. Nie pomoże kreowanie Rosji na największego wroga Europy, bo prawda o nas jest przygnębiająca: nic nie jest w stanie uwolnić Polski od odpowiedzialności za działania kreujące zderzenie islamu z chrześcijaństwem – za udział w napaści na Irak i Afganistan, za zgodę na zbombardowanie Libii i rozbicie jej struktur państwowych przez członków NATO,za polityczne wsparcie tych wszystkich sił Zachodu z Izraelem włącznie, które wznieciły terrorystyczną rebelię w Syrii przeciwko legalnemu jej prezydentowi, skutkującą setkami  tysięcy ofiar śmiertelnych  i milionami autentycznych uchodźców. Nikt w Polsce wówczas nie protestował i nie protestuje obecnie przeciwko działaniom partii wojny, obejmującej nie tylko obóz rządzący, ale również opozycję.

Polska na mapie nowej cywilizacji

Obecne przeformatowanie cywilizacyjne Polski jest trudniejsze do przezwyciężenia od komunistycznego. Jest bowiem akceptowane przez większość społeczeństwa, zmanipulowanego wojenną propagandą atlantystów.  Trudniejsze, bo dokonuje się – w przeciwieństwie do kształtowania peerelowskiej mentalności Polaków – dobrowolnie i za przyzwoleniem katolickich autorytetów, środowisk i mediów. Nie słychać, niestety, ich protestów przeciwko udziałowi Polski w toczącej się wojnie i przygotowaniom  do nowego jej etapu: wojny z Rosją.  Co więcej, słychać bezkrytyczne pochwały „naszej” władzy.

Prym w apologii owej władzy wiedzie „Nasz Dziennik”, który od dłuższego czasu jest biuletynem PiS i pronatowską tubą o antyrosyjskim nastawieniu. Zaangażowanie tej gazety w budowę cywilizacji wojny osiągnęło taki poziom, że jej redaktorzy odważyli się na coś, co w katolickiej prasie czasów PRL w odniesieniu do przemysłu zbrojeniowego bloku radzieckiego było niemożliwe – reklamę amerykańskiej obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej oraz firmy Raytheon produkującej systemy Patriot („”Nasz Dziennik”, 19 maja 2016).

Jak do tego doszło, że Polska przyjęła antywartości wojny za swoje? Oficjalnie, w świetle reflektorów, w obecności kamer wszystkich mediów. Po wstąpieniu do NATO i wejściu do UE rządzące elity ponad głowami społeczeństwa przyjęły dla naszego kraju amerykański program globalnego porządku. Warto przypomnieć w tym miejscu kilka jego elementów zaprogramowanych w latach 90. ubiegłego wieku. Ogłoszone wówczas przez Samuela Huntingtona zderzenie cywilizacji jako proces o znaczeniu światowym potraktowane zostało przez europejskie elity jako science fiction,a przez rosnącą w Polsce agenturę wpływu amerykańskiego jako przejaw wybitnych osiągnięć rozwijającej się za  oceanem zideologizowanej politologii. Podobnie zresztą oceniono wieszczony przez Francisa Fukujamę koniec historii czyli globalne zwycięstwo neoliberalnej demokracji, które zapewnić miało USA bezprecedensową hegemonię w świecie.Wprawdzie końca historii na szczęście  nie widać, jednak zderzenie cywilizacji stało się faktem.  Obecna rzeczywistość potwierdza  prognozy Huntingtona, ale zarazem rozmija się z nimi. Amerykański politolog przezornie nie przewidział roli Ameryki jako promotora globalnej cywilizacji i głównego gracza w procesie przeformatowania Europy poprzez czynnik islamu.Znamienne jest, iż uznał kryterium religii za główny wyznacznik nowej mapy cywilizacyjnej Europy. „Paradygmat cywilizacyjny – pisał – dostarcza więc precyzyjnej i przekonującej odpowiedzi na nurtujące zachodnich Europejczyków pytanie, gdzie kończy się Europa. Kończy się tam, gdzie siękończy zachodnie chrześcijaństwo, a zaczyna islam i prawosławie”[i]     Powielił jednak stereotyp typologiczny wielu koncepcji cywilizacyjnych – również Feliksa Konecznego – generalnie przeciwstawiający katolicyzm i protestantyzm – prawosławiu. Pominął fakt, że różnice dogmatyczne między tymi konfesjami nie unicestwiły nigdy wspólnego fundamentuduchowości, eschatologii i aksjologii – nade wszystko  etyki.Wyznaczając wschodnią granicę Europy po upadku komunizmu i zakończeniu zimnej wojny, Hungtington uprościł jej wymiar. Pozbawił ją odniesień do początków cywilizacji chrześcijańskiej i dziejowego dla świata Edyktu Mediolańskiego, który połączył w jedną chrześcijańską przestrzeń cywilizacyjną zachodnie cesarstwo rzymskie ze wschodnim. Ta jedność na poziomie aksjologicznym – etycznym – nigdy nie została rozerwana. Miała ona i ma nadal pierwszorzędne znaczenie w zderzeniu z islamem oraz ateistycznym charakterem globalnej cywilizacji, a w jej ramach globalnej antropologii i globalnej monokultury. Huntington zlekceważył również w swej mapie cywilizacyjnej Europy istotną dla niej rolę filozofii. Dla przedstawicieli tej dyscypliny naukowej truizmem jest stwierdzenie, iż granice Europy to granice filozofii. Ta zaś usuwa wyodrębniony przez Huntingtona przedział między chrześcijaństwem zachodnim i prawosławiemoraz głosi, iż wielkim błędem jest przeciwstawianie filozofii europejskiej i rosyjskiej[ii].

Więź tej drugiej z Europą potwierdził w drugiej połowie XIX wieku natchniony ideą Bogoczłowieczeństwa Włodzimierz Sołowjow, który wysunął koncepcję uniwersalnego imperium chrześcijańskiego i ideę ekumenizmu łączącego Rzym z Moskwą. Polska w tej koncepcji miałaby odegrać rolę Opatrznościowego pośrednika, którego dziejowa misja czyni współtwórcą owego imperium i stawia na równi z Rosją, a także narodem żydowskim jako wzorem klasycznego mesjanizmu i zarazem teokratyzmu.  Trafnie ujął tę koncepcję zjednoczenia Europy Andrzej Walicki, pisząc: „Dwa największe narody słowiańskie, Rosjanie i Polacy, przedstawione zostały przez Sołowjowa jako rezerwowe siły Opatrzności, mające wyprowadzić Europę ze stanu upadku spowodowanego przez powszechną sekularyzację (…) [iii]Obecność Rosji w Europie początku XX wieku poprzez uczestnictwo w rozwoju filozofii, o której mogła tylko marzyć ówczesna Ameryka, potwierdzili myśliciele tzw. rosyjskiego  renesansu religijnego. Najwybitniejszy z nich – Mikołaj Bierdiajew – w genialny sposób uchwycił w swej głośnej książce Nowe Średniowiecze. Losy człowieka we współczesnym świecie istotę dwudziestowiecznych zagrożeń ludzkości nie tylko ze strony dwóch totalitaryzmów, ale również ukierunkowania jej na wartości materialne – w typologii Maxa Schelera: witalne i przyjemnościowe. Ratunkiem jest dla niej według Bierdiajewa – powrót  do religijno-metafizycznego sensu istnienia, ustanowienie epoki Nowego Średniowiecza, które przywróci w życiu współczesnego człowieka prymat ducha nad materią i zachowa kulturę renesansu, ale odrzuci jego zatrute owoce: zdegenerowany racjonalizm, ateizm, liberalizm, demokrację, „satanokratyczny” socjalizm.

Na gruncie filozofii widać najostrzej różnicę między europejskim kierunkiem myślenia, reprezentowanym m.in. przez rosyjskich myślicieli i amerykańskim. Pierwszy osadza idee jednoczenia na fundamencie cywilizacyjnym, preferującym w rozwoju wartości pozytywne. Drugi na konfliktach cywilizacyjnych, które w  huntingtonowskiej koncepcji zderzenia obejmują takie polityczne procesy jak permanentna wojna, kontrolowany chaos, zamachy stanu, kolorowe rewolucje, państwowy terroryzm, migracja wyznawców islamu do Europy. Nie wymieniając wszystkich myślicieli rosyjskich XX wieku – m.in. emigracyjnych – wpisujących Rosję w obszar Europy, zaznaczyć należy, iż po upadku komunizmu i rozpadzie ZSRR nastąpił powrót do epoki przedrewolucyjnej, w którego ramach  narodził się postrenesans religijny w myśli filozoficznej, reprezentowany przez Sergiusza Chorużyja i Włodzimierza Bibichina, podejmujących tradycję patrystyczną – wspólną dla całej chrześcijańskiej Europy.

Huntington i jego atlantyccy wyznawcy – także polscy – to nie tylko intelektualne miernoty, nie znające dobrze ani Europy, ani Rosji. To prowokatorzy dzielący chrześcijańską Europę w momencie, gdy idea ekumenizmu jest jedyną, która może umocnić w niej cywilizacjępokoju. Polskiej partii wojny wyraźnie odpowiada intelektualny poziom Huntingtona. Nie przemawia do niej ani nauczanie kościoła katolickiego, ani argumenty filozofii czy ukierunkowane na pokój stałe dane naszej tradycji kulturowej.

Ciekawe, co powie owa partia wojny, gdy okaże się, że jednak NATO odpowie na zaproszenie Moskwy sprzed paru dni do konsultacji ws. „zlikwidowania wzajemnego zaniepokojenia działaniami wojskowymi na granicach” – m.in.  Polski. Jakich argumentów użyją polskie wilki wojny, aby zaniepokojenie było trwałe? Jak się zachowają, gdy się okaże, że współpraca  z Rosją  jest możliwa? Jakiego wymyślą wroga dla wschodniej flanki NATO?

Jedno jest pewne: ci ludzie nie są w stanie wprowadzić Polski na nowo w przestrzeń cywilizacji pokoju. Są konieczne nowe elity u steru polskiego państwa, autentyczni ludzie sumienia, nie faryzeusze i wilki w owczych skórach. Ci ludzie są i nawet działają w małych grupach opozycji nieakceptowanej przez rządzący układ. Ci, którzy ich zjednoczą wejdą triumfalnie do historii.

Anna Raźny

[i] S. Huntington, Zderzenie cywilizacji, tłum H. Jankowska, Warszawa 2008.

[ii]Granice Europy, granice filozofii. Filozofia a tożsamość Rosji, red. W. Rydzewski, L. Augustyn, Kraków 2005.

[iii] A. Walicki, Zarys myśli rosyjskiej. Od oświecenia do renesansu religijno-filozoficznego, Kraków  2005. s, 540.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *