Rękas: Gdzie Schmitt, gdzie Jakubiak

Przyznaję, że lokowanie nadziei politycznych środowisk względnie niezależnych akurat w p. Marku Jakubiaku – uważam po prostu za zabawne. Jeszcze o ile ktoś robi to pragmatycznie – ot, nowa inicjatywa, nieobsadzona jeszcze, można się załapać, lider taki ludyczny, to OK, przynajmniej brzmi to z sensem (nieważne czy go naprawdę ma). Gorzej, jeśli ktoś naprawdę przejmuje się, dajmy na to, programem takiej Federacji dla Rzeczypospolitej.

 

Kowalski-Bis

Z samym p. Jakubiakiem sprawa wydaje się dość jasna – ot, z jednej strony ogniskuje w sobie typowo polskie marzenie o „milionerze-filantropie”, którego wcześniejszymi emanacjami mieli być m.in. Tymiński i Palikot. To trochę kompleksy, trochę chłopski szacunek do najbogatszego na wsi, trochę naiwne przekonanie, że „bogaty to nie potrzebuje ukraść”, za to „wie, jak zarobić – to nas wszystkich nauczy”. No dobra, dziecinne to, ale bywają głupsze motywy zakochania się w liderach partyjnych. Gorzej, że dotychczasowe występy szefa FdR czynią z niego raczej kolejne wcielenie… Mariana Kowalskiego. Te ciągłe wyjaśnienia fanów, że „dopiero się uczy…”, że „no wiecie, jaki jest…”, że „czasem coś chlapnie, ale dobry chłop z kościami…!” itd. To pewnie wszystko prawda, ale pamiętacie, jak się skończyło z Kowalskim? A Jakubiak ma przecież dokładnie tę samą tendencję, by przytaknąć każdej medialnej gównoprawdzie, nad którą akurat się nie zastanawiał i na którą go wcześniej żmudnie nie przygotowano. Niestety, ale naturszczykowski styl często oznacza tylko to, co oznacza – że się niewiele wie i nic więcej nie ma do powiedzenia, choćby mówiło się bez przerwy. Stąd właśnie biorą się u p. Jakubiaka takie… kiksy, jak chwalenie pomysłu wydawania 2 miliardów dolarów na stałą bazę US Army w Polsce, czyli gwarancję żydowsko-amerykańskiego dyktatu nad naszym krajem itp.

Posłowie to durnie, więc dajmy im więcej władzy?

Stąd też, życząc jak najlepiej tym Kolegom, którzy akurat via FdR chcą się załapać/wrócić do polityki – muszę wzruszyć ramionami na wszelkie próby dodawania temu projektowi jakiejś ideowo-programowej głębi, co się zdarza m.in. na łamach Konserwatyzm.pl. Szanując bardzo i lubiąc kol. dra Pawła Bałę (prywatnie przesympatycznego) uznaję dokonane przez niego zestawienie p. posła Jakubiaka z Carlem Schmittem za absolutnie najbardziej kozacki fikołek intelektualny ostatniej kampanii.

Punktem wyjścia (skądinąd cennych) refleksji ustrojowych kol. dra Bały, stał się tradycyjnie banalny cytat z p. pos. Jakubiaka: „Jestem za przywróceniem czegoś, co nazywa się władzą ustawodawczą. Wszystkie centra legislacyjne są poza Sejmem. Posłowie, a nie ministerstwa, powinni pisać prawo. To bardzo istotny problem, który jest bagatelizowany przez wszystkich. Sejm jest ubezwłasnowolniony, ponieważ prawnicy i pieniądze na legislację są poza Sejmem”. Cóż, można by złośliwie zapytać: ile p. poseł Jakubiak napisał ustaw – i o czym by one były, gdyby je pisał, co zamykałoby temat, ale ponieważ jednak artykuł napisał ktoś od lidera FdR poważniejszy i bez wątpienia merytoryczny – właśnie do merytoryki warto się odnieść, traktując cały pomysł dużo poważniej niż na to zasługuje.

Postulat “przeniesienia legislacji do Sejmu” brzmi fajnie, bo paradoksalnie – tyle, że jest czymś między utopią, a populistycznym graniem na naiwnym sentymencie o parlamencie mędrców, w pocie czoła piszących ustawy. Takie coś nie zajdzie i trzeba mieć świadomość, że bajki są bajkami. Większość posłów nie ma kwalifikacji, wiedzy, ani pojęcia by napisać regulamin podwórkowego klubu cymbergaja i nie, także żadna cudowna reforma np. ordynacji wyborczej stanu tego też nie zmieni. Panu Jakubiakowi ustawę to może machnąć w wolnym czasie kol. mec. dr Bała i niech tak lepiej zostanie.

Realniejszy byłby natomiast postulat wzmocnienia intelektualnego obecnie istniejących biur legislacyjnych Sejmu (zawsze marnego) i Senatu (w pewnych okresach wyraźnie mocniejszego). Dałoby to może przynajmniej stan, w którym parlament przestałby wypuszczać akty już nie tylko sprzeczne z innymi, ale i wewnętrznie niespójne, jak to było z częścią sławetnych reform sądowych PiS-u. Jak p. dr Bała doskonale zresztą wie – problemem jak zwykle pozostaje też jakość kształcenia prawniczego w Polsce, w tym i przygotowywania legislatorów, podobno zawodowych. Posłów pisania ustaw lepiej natomiast nie uczyć, bo jeszcze im się za bardzo spodoba.

Analiza ryzyka

Inny popularny obecnie, więc oczywiście i obecny w programie Federacji postulat, to wprowadzenie mechanizmu “odwoływania posłów“. Urzeka w nim najbardziej ta naiwna wiara, że oto mieszkańcy tej ziemi, w mądrości swojej będą mianowicie oczyć na wybrańców swoich, przemyśliwać “tenże to niegodnym się okazał“, po czym z godnością odwoływać, by zrozumiał lekcję i poprawie uległ. A nie, że jedna partia drugiej partii będzie nieustającą karuzelę w terenie urządzać, jeszcze bardziej wkurwiając zwykłych ludzi niż teraz. Chwalona przez kol. dra Bałę „klauzula czechosłowacka” (czyli, cyt: „możliwość orzekania przez trybunał utraty mandatu, jeżeli poseł lub senator z „niskich i niehonorowych” powodów (późniejsza nowelizacja zmieniła przepis na z „niskich lub niehonorowych”) przestaje być członkiem tej partii, z której listy został wybrany”) – w realiach III RP oznaczałaby przecież tylko dalsze wzmocnienie władzy prezesów partyjnych. Czy tego też chce FdR?

Tak, wiem, orzekałby wszak Trybunał (wg. programu FdR – raczej Sąd Najwyższy). Który zesłaliby aniołowie z niebios, a nie klasa polityczna? Tak, tak, to też wiem. Receptą na pewno miałoby być powszechne wybieranie sędziów. I znowu, żadnego wpływu na to by nie miały interesy partyjne, ani oligarchiczne. Na jakim świecie żyją twórcy takich pomysłów… I te dyskusje… „Ale to jest bardzo dobry przepis!” – słyszę /czytam. Być może. I do tego jeszcze „A w kraju X. działał!”. Ciekawe. Niekiedy też: „Ekspert prof. Y napisał o tym 16 książek!”. Doprawdy, fascynujące. Ale ja, jeśli już – tłumaczę jak to będzie (nie) działać w Polsce. To się nazywa analiza skutków prawnych /analiza ryzyka. Bardzo polecam, zwłaszcza legislatorom…

Polityka bowiem polityką, kiedy jednak mówimy o stanowieniu prawa – musimy trzymać się faktów. Otóż przy tworzeniu ustaw kluczowa, poza samą formalną i systemową poprawnością – pozostaje nie intencja twórców, ale CO MOŻE PÓJŚĆ NIE TAK, inaczej niż zamierzali, gdzie w danym prawie są dziury, jak mogłoby zostać wykorzystane nie tylko wbrew zamiarom, ale nawet wbrew literze itd. Takich zdolności analitycznych brakuje, niestety, III-RP-owskim legislatorom i o nie trzeba zabiegać, mniej zaś o samą zmianę miejsca przygotowywania projektów.

Z drugiej jednak strony normalne, że mówi się ludziom to, czego akurat lubią słuchać, czy przynajmniej tak im się wydaje. A że wciąż na topie są bajki w rodzaju „bezwzględnie obowiązujących wyników referendów” (jakby ci, którzy wybierają głupich posłów – sami umieli podejmować mądrzejsze decyzje…), odwoływania posłów, JOW-ów czy nawet wzmacniania pozycji Sejmu (poza tym krytykowanego przecież – słusznie – za niski poziom merytoryczny i intelektualny, a w ogóle odsuwanego na plan dalszy wobec postulowanego systemu prezydenckiego) – nie może dziwić i posługiwanie się nimi w propagandzie formacji tak amorficznej, jak Federacja dla Rzeczypospolitej.

Jasne, nie jest to jedyna partia w Polsce mająca niespójny program, będący zbiorem oderwanych od realiów pobożnych życzeń i nieprzemyślanych instynktów – a przynajmniej część materiału ludzkiego jest w FdR lepsza niż gdzie indziej. Stąd też życzę szczęścia, nie śmieję wcale głośno z p. Jakubiaka, a radząc szczerze i zupełnie po koleżeńsku – obiecujcie ludziom co tylko chcecie, grajcie na takich liderów, jacy się akurat sprzedają, pewnie ktoś się nawet na to złapie.

Tylko, u licha, sami w to nie wierzcie.

Konrad Rękas

[Głosów:9    Średnia:5/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *