Rękas: LBGT – nowe komuchy i agenci?

LBGT” w wersji PiS-owskiej traci swoje realne znaczenie, a staje się kolejnym w historii III RP desygnatem wroga – po “komuchach“, “zamachowcach ze Smoleńska” i “ruskich agentach“. Widać to także po tym, jak PO radośnie podłapuje tę grę doskonale wiedząc, że stosowany mechanizm polaryzacyjny służy i tej formacji.

Z drugiej zaś strony prowadząc swój pseudo-spór na tym akurat polu – obie partie pracują nad trwałą zmianą sytuacji w Polsce, jednak nie tyle politycznej, co wręcz cywilizacyjnej. Wydaje się bowiem, że mamy do czynienia z wychowywaniem wyborców już nie tylko na za 4 lata, ale na jeszcze odleglejszą przyszłość. Polska ma w końcu przestać odstawać od Zachodu w zakresie sierioznie traktowanej politpoprawności, nieszczęsnego LBGT właśnie i coraz dalej posuwanej liberalizacji.

LBGT i katolicy – „dwie radykalne mniejszości”?

Jednocześnie zauważyć należy, że fałszywe przeciwstawianie “chrześcijanie kontra mniejszości seksualne” miesza kompletnie różne płaszczyzny, z jednej strony ograniczając religię do wąsko rozumianej postawy politycznej, z drugiej zaś czyniąc z orientacji płciowej ideologię przeciw-religijną (zapewne bez woli i zgody wielu najbardziej zainteresowanych). I czynią tak ci, którzy to “stronie chrześcijańskiej” zarzucają “ideologizację hasła LBGT“.

W istocie bowiem suflowanie “jesteś przeciw PiS – więc musisz być za LBGT” ma mniej więcej taki sens, jak “przeciw PiS, więc za dzikami!”. Już jednak “za LBGT – bo przeciw Kościołowi” może okazać się znacznie trwalsze. Na niby jest bowiem tradycyjnie tylko bieżąca młócka – ale jej skutki już niekoniecznie. Mamy też do czynienia z niebezpiecznym zaszeregowaniem: oto “walczą dwie radykalne mniejszości – katolicy i LBGT, a rozsądne, normalsowskie centrum będzie musiało jakoś godzić racje i wznieść się ponad te ekstremizmy“. To również przedstawienie mające ułatwić całemu establishmentowi – w tym zwłaszcza Prawu i Sprawiedliwości – marginalizację wartości chrześcijańskich w przestrzeni publicznej. Katolicyzm ma przestać być odniesieniem dla zrównoważonej polityki państwowej (na reprezentantów której kreują się tak PiS, jak i PO) – bo okazuje się być TYLKO radykalną mniejszością. Warto przypomnieć, że przecież dokładnie w taki sam sposób PiS-owi udało się wyłgać z realizacji obietnicy wprowadzenia pełnej ochrony życia. Wykorzystując wystąpienia środowisk ultraliberalnych i niemrawość, niezgrabność kręgów pro-life – PiS-owi udało się szybko zrównać propagandowo te dwie postawy, prezentując swoją hipokryzję i niechęć do realnych zmian właśnie jako owo osławione „rozsądne centrum”.

Ideologia LBGT to liberalizm, a nie marksizm

Innym ciekawym aspektem awantur około-LBGT-owskich – jest powstałe wokół tego pojęcia zamieszanie terminologiczno-ideowe. Otóż ten jeden z najczystszych wykwitów liberalizmu – uparcie w Polsce chrzci się mianem „marksizmu” czy nawet „komunizmu” – co znakomicie ułatwia życie propagandystom rządowym. Oto bowiem przestawienie zwrotnicy i wskazanie nowego wroga nie wydaje się w tym kontekście tak jawne i oczywiste – bo walka z LBGT-owskim marksizmem” okazuje się być w ciągłości z „wyklętyzmem”, dekomunizacją oraz wojną z „KGB-istą Putinem”. Nie trzeba zresztą dodawać, że zmiana akcentów nie dokonuje się przecież nagle i po staremu „ruskimi agentami” ochrzczono już i organizatorów Marszów Równości, i tych stojących w kontrmanifestacjach przeciw nim. Jednocześnie jednak chyba nawet w politycznej Warszawie zdążono się zorientować, że po pierwsze – taktyczne odprężenie w relacjach Zachód-Rosja jest co najmniej możliwe, a zatem czas przynajmniej tonować i III-RP-owską propagandę, a po drugie, jak wspomniano, że czas przejściowy dla Środkowej Europy się skończył i kolejnym etapem jej uzależnienia od ośrodków globalnych ma być przyspieszona ideologiczno-wychowawcza liberalizacja. I nie różnią się w tym zakresie zapewne instrukcje otrzymywane przez tych bardziej słuchających wprost Waszyngtonu, i tych podwieszonych pośrednio pod Brukselę.

Jasne, dla porządku trzeba przyznać, że przemiany społeczno-ekonomiczne Zachodu faktycznie postawiły tamtejszą lewicę przed problemem odnalezienia się w nowej sytuacji, w tym wskazania nowych (?) środowisk potencjalnie rewolucyjnych, zdolnych do przyspieszenia demontażu starego ładu. I rzeczywiście, pewne środowiska (zwłaszcza proweniencji trockistowskiej) uznały, że zamiast zanikającej w pierwszym świecie wielkoprzemysłowej klasy robotniczej – należałoby wziąć na sztandary mniejszości seksualne. Sęk jednak w tym, że ideologicznie było to równoznaczne z ostatecznym porzuceniem marksizmu (określającego się i definiującego przez stosunek właśnie do własności środków produkcji) i łączyło się z przechodzeniem całej niemal formacji trockistowskiej na pozycje… liberalne (na innych polach również… neo-konserwatywne). Istotą marksizmu i komunizmu nie jest bowiem bynajmniej sama rewolucyjność, ale np. relacje pracy i kapitału, wspólnotowość a nie ekstremalny indywidualizm itd. Nawet więc, jeśli niektóre z nurtów zideologizowanego LBGT miały odległą genezę lewicową, to już dawno ją porzuciły, włączając się w ogólną tendencję do budowy światowego porządku demo-liberalnego[i].

Względność liberalizmu

Inna sprawa, że jest to liberalizm rzecz jasna względny, ale też realnie inny przecież nie istnieje[ii]. Samo zwarcie (niezależnie od tego na ile pozorowane i sztucznie wykreowane) odbywa się wszak według znanego schematu: Gdy jestem słaby – domagam się wolności, bo to twoja zasada. A gdy jestem silny – odbieram wolność, bo to zasada moja”. Charakterystyczne zapętlenie występuje w tym zakresie przy zderzeniu haseł wolności indywidualnej i gospodarczej. Oto bowiem najpierw jedna strona awantury słusznie argumentuje w obronie klauzuli sumienia, tłumaczy czemu powinny zostać zniesione stare przepisy, uniemożliwiające odmowę wykonania usługi/sprzedaży towaru bez podania przyczyny[iii] – a druga wyje z nienawiści, drwi, szydzi i domaga się wprowadzenia przymusu gospodarczego. Następnie zaś to ci drudzy wpadają na pomysł, że to oni też będą sprzedawać co chcą (np. tylko wybrane numery niektórych gazet) – a pierwsi dochodzą do wniosku, że jednak tak nie wolno. Tymczasem w istocie wolność gospodarcza (i słowa, przy okazji) polega na tym, że drukarz ma prawo odmówić drukowania gazetek np. pro-LBGT – a sieć handlowa odmówić sprzedaży gazet przeciw-LBGT. I już.

Skądinąd bowiem najzabawniejsze jest, że podstawową WOLNOŚĆ człowieka: wolność od czynienia zła – kwestionują akurat ci, którzy o wszelkich innych “wolnościach” zawsze mają strasznie dużo do powiedzenia

Również prawo wyboru, inna z podstaw wolności – w tym kontekście rozumiane bywa co najmniej… specyficznie. Oto bowiem “Homoseksualizm to nie wybór, nie możecie się czepiać homoseksualistów!” – głoszono w latach 90-tych (kiedy – jako żywo! – nikt się już przecież ich “nie czepiał“). “Płeć to wybór, nie możecie się czepiać transgendrystów” – słyszymy teraz (choć tych, to już na pewno nikt zaczepia!). Czyli orientacja seksualna jest wrodzona – ale płeć już nie… W sumie – jakie to logiczne!

W rzeczywistości bowiem, skoro mamy do czynienia z grą polityczną – ani logika, ani możliwie zobiektywizowane rozumienie pojęć i wartości takich jak wolność (ale i np. godność) nie mają z ostatnim ciągiem zdarzeń literalnie nic wspólnego. Co więc pozostaje, by zachować odrobinę zdrowego rozsądku, wobec tego kolejnego demokratycznego szaleństwa alienacji i polaryzacji? Być może jak zwykle, uznając, że za mało jest na świecie miłości – powtarzać sobie jednocześnie:

Gejizm/transgendryzm/queerizm?

Dziękuję, nie podnieca mnie to.

Konrad Rękas

[i] Ciekawostkowo można dodać, że trockizm z samej swojej istoty miał predylekcję choćby do globalizmu, uważając go za skuteczne zabezpieczenie przed pojawianiem się tendencji do budowy „socjalizmu w jednym kraju” co zawsze w tym nurcie uważano za najgroźniejsze, bo stalinowskie wypaczenie. Trockista będzie więc popierał i globalizm, i światowe rządy korporacji uznając, że potem wystarczy już tylko przejąć kontrolę nad tak funkcjonującym układem bez-państwowym i bez-narodowym. Również i w tym zakresie trockizm okazuje się być nie tylko zgodny, ale wręcz tożsamy z liberalizmem i neo-konserwatyzmem.

[ii] Jasne, jasne – sami wyznawcy mają na ten temat na pewno zupełnie odmienne zdanie, zgodnie z zasadą: „to co istnieje realnie – nie może być prawdziwe; prawdziwe jest tylko to, co nigdy jeszcze nie zaistniało”. Ten znanych pogląd dawnych „prawdziwych komunistów/socjalistów” idealnie pasuje i do dzisiejszych „prawdziwych liberałów”.

[iii] Będące, a jakże, następstwem nawrotowo poważnego traktowania socjalizmu przez ekipę generała Jaruzelskiego. To wówczas bowiem po sklepach chodziły grupy Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej sprawdzające czy się pod ladą nie chowa majtek zamówionych przez spekulantów celem dalszej odsprzedaży, zamiast sprzedawać ten deficytowy towar łaknącej masy towarowej klasie robotniczej. Tak, zakaz stwierdzenia „Nie sprzedam panu tego/nie wykonam panu tej usługi!” – to dziecko tamtych jeszcze czasów.

[Głosów:11    Średnia:4.3/5]
Facebook

1 thought on “Rękas: LBGT – nowe komuchy i agenci?”

  1. “W istocie bowiem suflowanie “jesteś przeciw PiS – więc musisz być za LBGT” ma mniej więcej taki sens, jak “przeciw PiS, więc za dzikami!”. Już jednak “za LBGT – bo przeciw Kościołowi” może okazać się znacznie trwalsze. Na niby jest bowiem tradycyjnie tylko bieżąca młócka – ale jej skutki już niekoniecznie. Mamy też do czynienia z niebezpiecznym zaszeregowaniem: oto “walczą dwie radykalne mniejszości – katolicy i LBGT, a rozsądne, normalsowskie centrum będzie musiało jakoś godzić racje i wznieść się ponad te ekstremizmy“. To również przedstawienie mające ułatwić całemu establishmentowi – w tym zwłaszcza Prawu i Sprawiedliwości – marginalizację wartości chrześcijańskich w przestrzeni publicznej. Katolicyzm ma przestać być odniesieniem dla zrównoważonej polityki państwowej (na reprezentantów której kreują się tak PiS, jak i PO) – bo okazuje się być TYLKO radykalną mniejszością”

    Dobra, dobra…
    Przypuścmy, że powiem, iż Rosja to gwarant pokoju i przeciwwaga (hamulec) jankeskiego imperializmu, więc polityka zagraniczna Polski wobec tego kraju powinna być inna. Dodam, że w PRL było mimo wszystko dużo plusów, a walka wyklętych była nierozsądna. Uznam nieokiełznany kapitalizm za zło, a Putina za wporzo gościa. Co wtedy? Korwinowcy, Polonia Christiana i większość narodowców uzna mnie za judasza.
    Gdy powiem z kolei, że choć nie popieram korwinizmu i nie pluję na PRL i Rosję, lecz bliska jest mi myśl tradycjonalizmu katolickiego, a Marks i Engels to dla mnie żydzi i masoni, zaś kolektywizacja rolnictwa nie była najlepszym rozwiązaniem dla wsi, to znowuż Rękas, Lasecki, Piskorski, cała Zmiana i Xportal uznają mnie za judasza.

    I tak to już jest niestety. Wśród tego tzw. antysystemu zarówno ci z prawa jak i z lewa nie dostrzegają tego masona, bo dla nich to bajki i teoria spiskowa.

    W taki sposób nic nie drgnie, a lizodupstwo zachodowi i postmagdalenkowski system będą trwać tysiąc lat.

    Ci z prawej odrzucą wszystko z lewej. Ci z lewej wszystko co po prawej. Nie potrafią wyskubać z dwóch stron tego co dobre.

    Dlaczego PiS i cały obecny ów system ma się tak dobrze? Bo udaje, że czerpie z lewa i prawa. I w tym sęk.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *