Rękas: Państwo Polaków zamiast III RP

W ostatnim krótkim zwarciu w systemie polityczno-partyjnym III RP idealnie błysnęło, że oburza nas nie to, co naprawdę szkodzi i deprawuje. Problem nie polega bowiem na wysokich (“wysokich“) uposażeniach posłów i senatorów, tylko na niskiej jakości wyników ich pracy, czyli stanowionego prawa. To wywołuje dysonans, łatwy do wykorzystania, tak przez samych polityków (bo to zawsze łatwe oklaski – krzyknąć, że “unych jest za dużo i panie, pekaesami powinni jeździć!“, jak i media, bo to taki oczywisty przerywnik w radiu śniadaniowym, co to się wszyscy z nim zgodzą.

Nie diety poselskie, ale subwencje dla partii okradają podatników

W istocie jednak nagonka na zarobki polityków, na wielkość Sejmu itd. – jest jednym z elementów mechanizmu polaryzacyjno-alienacyjnego, na którym opiera się system medialnej demokracji partyjnej. Dokładniej zaś – takie hasła wypełniają część komponentu alienacyjnego, mającego zapewnić wstręt kolejnych grup i jednostek do procesów politycznych, pozostawiając je w rękach zamkniętych klik partyjnych. Opowieści jak to należałoby znieść diety, a w ogóle to dopłacać za zaszczyt posłowania – wcale więc nie osłabiają systemu politycznego, tylko jeszcze go umacniają.

Bynajmniej nie podwyżki diet i pensji parlamentarzystów były najbardziej bulwersującą częścią głośnego zamieszania w Sejmie i Senacie, ale to, co przeszło niemal niezauważone – próba radykalnego podwyższenie SUBWENCJI DLA PARTII, będących samą esencją, zwornikiem i szczególnym złem systemu demokracji partyjnej w Polsce. Kanalizując oburzenia społeczne na memach z pensją pierwszej damy – skutecznie ukryto, że koszt utrzymania partii miał wzrosnąć do przeszło 100 milionów złotych, petryfikując system polityczny III RP, w proporcjach rocznych:

  • PiS – 34,9 mln zł (miało 23,3 mln zł ),
  • KO – 29,8 mln zł (miała 19,9 mln zł),
  • Lewica – 17,1 mln zł (miała 11,4 mln zł),
  • PSL – 12,4 mln zł (miało 8,3 mln zł)
  • Konfederacja: 10,2 mln zł (miała 6,8 mln zł).

Razem subwencje miały więc wynieść 104,4 mln. zł, co chyba wystarczająco wyjaśnia kwestię nieomal jednomyślności wszystkich zainteresowanych partii. I radzę śledzić teraz bardzo dokładnie prace parlamentu, bo być może uśpieni rzekomym sukcesem, czyli zablokowaniem spasania się tych podłych posłów – przeoczymy kiedy te same kwoty wrócą, by zostać dolane do partyjnych koryt (które i tak wypełniają do sumy blisko 70 mln zł rocznie).

Ciekawe skądinąd, że ostatecznego ciosu mitowi “panie, pewnie, że szkoda, ale trza im płacić, bo inaczej łapówki bedo brać!”, mającego stanowić uzasadnienie dla gigantycznego marnowania pieniędzy podatników na partyjniactwo – nie zadały taśmy “Sowy“. A przecież jednoznacznie z nich wynikało, że subwencje nie mają ŻADNEGO wpływu na podatność partyjniaków na zlecenia oligarchów w rodzaju Kulczyka. Po prostu, pokorne cielęta – biorą i z BUDŻETU, i od… SPONSORÓW.

Sejm nie mniejszy, tylko bez progu wyborczego

Przy okazji gównoburzy o diety wylały się od razu te same co zwykle żale do polityków – zasadne do motywów i całkowicie błędnie formułowane co do wniosków. I tak biorąc najpopularniejsze z brzegu: oczywistym być powinno, że Sejm mniejszy – to Sejm mniej reprezentatywny, ze składem ograniczonym do większych partii, zabezpieczonych dotacjami. Mniejsze, bardziej ideowe czy nie-systemowe formacje – mogą się domagać redukcji posłów i senatorów tylko wiedząc, że postulat ten nie zostanie spełniony (czyli podobnie, jak z opowiadaniem o JOWach). Postulatami REALNIE bijącymi w system pozostają więc:

  • zniesienie progów wyborczych,
  • zmiana systemu liczenia głosów (najlepiej na metodę Hare’a-Niemeyera),
  • a nade wszystko likwidacja subwencjonowania partii z budżetu państwa.

Rozmycie odpowiedzialności plagą rządów nad Polską

Dalej – czy mamy nadmiar wiceministrów? Owszem, ale to proces zapoczątkowany już przez poprzednią koalicję. Mamy ich więc dwa rodzaje. Sekretarze stanu przeważnie stanowią w resortach element polityczny. Tzn. robotę (?) wykonują jak zwykle, departamenty, a wiceminister służy jako tytuł wyróżniający miejscowego posła partii rządzącej, na którego stawia kierownictwo, tudzież nadaje niby to wyższą rangę wydarzeniom oraz wypowiedziom (“pan wiceminister zaszczycił…” “rząd popiera – powiedział wiceminister“). W przypadku zaś wiceministrów technicznych, podsekretarzy stanu (czyli nie posłów) – albo po prostu awansuje się kogoś z pionu roboczego, żeby ustalić jakąś gradację między nadmiarem wyższej kadry (coś jak za Gierka, kiedy nagle obrodziło dyrektorami w miejsce dawnych kierowników i naczelników), albo wreszcie podlansowywuje się jakiegoś lokalnego działacza czy ładnego chłopczyka/dziewczynkę dopiero mającego/ą wejść do Sejmu.

Odnośnie samych ministerstw zaś, to przez ostatnie kadencje interesująco ewoluują one w stronę amorficznej masy biurokratyczno-partyjnej, oddającej istotę systemu polityczno-ustrojowego III RP, dla którego kluczowe jest m.in. ROZMYCIE ODPOWIEDZIALNOŚCI. Bo kiedy 100 lat temu ktoś zostawał ministrem kolei żelaznych albo poczt i telegrafów – to było mniej więcej jasne czym się zajmuje (choć do przesady doprowadzono to np. za PRL, kawałkując taki np. przemysł na poszczególne branże). A gdy dziś mamy ministerstwa od rozwoju, innowacji, przedsiębiorczości, technologii, klimatu – to znaczy to dokładnie NIC i wszystko zarazem, a zatem trudniej kogokolwiek rozliczać z osiągania ogólnego szczęścia i pomyślności. Oraz innowacyjności.

Ilość resortów można więc redukować, a ich nazwy tasować do woli – ale TYM MNIEJ będzie wiadomo kto odpowiada za wszechobecny, instytucjonalny i legislacyjny bałagan, zwany III RP. Bo w pewnym momencie okaże się, że Jarosław Kaczyński umarł – i nikogo nigdy przy żadnej władzy nie było, to wszystko on, pusta nazwa partii i anonimowy system, reszta niewinna!

Zły ustrój skutkiem niesuwerenności Polski

Ogólnie więc z populistycznymi wezwaniami lepiej uważać, bo wiadomo, że gdy los chce kogoś pokarać – to mu marzenia spełnia. Dla przykładu – przed wojną sanacja obiecała odpartyjnienie parlamentu. Fajnie. Jak jednak ostatecznie do tego doprowadziła? Nie tylko przez dominację własnej monopartii, ale przez zaprowadzenie dyktatury URZĘDNICZEJ, utrwalonej ustrojowo właśnie przez absurdalną ordynację wyborczą, z której przed upadkiem II RP już nie zdążono się wycofać. Rzeczpospolitą Trzecią zły system polityczny wykańcza nie mniej niż błędna polityka gospodarcza. Oba zjawiska zaś wynikają wprost z układu geopolitycznej zależności Polski, który dlatego właśnie po prostu MUSI zostać zmieniony. Dlatego nie zastanawiajmy się tylko jak jednemu posłowi z drugim po złości odebrać te sto czy dwieście złotych – tylko zabierzmy partiom ich miliony. Nie wierzmy w zbawienne oszczędności z pozostawienia 20, zamiast 100 wiceministrów – tylko żądajmy jasnej i EGZEKWOWALNEJ odpowiedzialności wydających błędne decyzje i stanowiących złe prawo. A przede wszystkim – zakończymy wreszcie z gruntu szkodliwy dla Polski i Polaków okres niewładu, korupcji, kosztochłonności i zależności od obcych, znany jako III RP. Czas na prawdziwe, tańsze, skuteczne i wspólnotowe Państwo Polaków.

Konrad Rękas

[Głosów: 19   Average: 4.6/5]
Facebook

3 thoughts on “Rękas: Państwo Polaków zamiast III RP”

  1. Dziwnym trafem nikt nie porusza meritum sprawy… a meritum jest, że tzw. demokracja przedstawicielska jest tak na prawdę OLIGARCHIĄ.

    1. Zwięzły i celny komentarz do bardzo dobrego, jak zwykle, opisu zgniłego systemu politycznego III i pół RP napisany przez autora tekstu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *