Rękas: Życzmy Ukrainie prawdy historycznej

Choć naszym potomnym trudno w to będzie zapewne uwierzyć, jeszcze kilka lat temu na temat historycznych zwłaszcza stosunków polsko-ukraińskich – kłamano nawet bezczelniej niż teraz.

Próbowano polską opinię publiczną karmić opowieściami jako to Polaków w rzeczywistości mordowali „NKWD-ziści przebrani za UPA”, a nie ukraińscy naziści, rozwodzono się nad jednym (dosłownie: JEDYNYM! w nocy z 27 na 28 maja 1946 r. w Hrubieszowie) przypadkiem, gdy z UPA współdziałało polskie powojenne antykomunistyczne podziemie zbrojne, przyklaskiwano propagandystom ukraińskiej pseudo-historii usiłującym postawić znak równości między kolaboracją z Niemcami a wyzwoleńczą partyzantką w Polsce czy na Białorusi. Oczywiście, miało to służyć nie tyle przemalowaniu historii – co ułatwiało propagandę kryjącą współczesny renesans banderyzmu na Ukrainie. Bo „to przecież inny banderyzm, taki prawie pro-polski!” – twierdzono.

Spontaniczne, oddolne odrodzenie ruchu kresowego w Polsce, połączone z dużą ilością niezależnych publikacji przybliżających prawdę o zbrodniczości ukraińskiego szowinizmu – położyło jednak tamę tej metodzie państwowego zakłamania. Polityczna Warszawa nie ma więc wyjścia – musi ulec presji społecznej i odnieść się do ewidentnej już prawdy historycznej. Ta jest zaś tylko jedna: ukraiński nazizm, czy to w wersji banderowskiej (UPA), czy melnykowskiej (SS-Hałyczyna) – był ideologią i praktyką ludobójczą.

Warszawa naciska Kijów na rozkaz Waszyngtonu

Mówimy jednak nie tylko o historii, ale i o współczesnej polityce – nie tylko zresztą polskiej. Zupełnie wyraźne jest zniuansowanie nastawienia władz Polski wobec ekipy prezydenta Petro Poroszenki. To zaś może oznaczać tylko jedno – na czekoladowym grubasie krzyżyk musieli postawić Amerykanie. Przecież Warszawa nie zrobiłaby niczego (a już szczególnie na odcinku wschodnim) nie tylko bez zgody, ale i bez wyraźnego nakazu Waszyngtonu. Skoro więc polski rząd nagle przypomniał sobie o 200.000 Polaków pomordowanych przez ukraińskich nazistów, stawia na ostrzu noża kwestie ich upamiętnienia i ekshumacji ofiar – to ma to przede wszystkim wymiar bieżący. Najwierniejszy wasal Ameryki w Europie daje Ukraińcom do zrozumienia, że hegemon nie jest z nich zadowolony. Muszą więc coś zrobić, żeby na taką łaskę zasłużyć: po pierwsze, wymienić zgranego już prezydenta, po drugie przyspieszyć oddawanie majątków i ziemi (niestety, także majątków i ziemi, której prawowitymi właścicielami są obywatele polscy) w ręce zachodnie, po trzecie dalej pracować na zyski zachodniego kapitału – tak godząc się na upadlające warunki pracy imigrantów, jak i przyjmując dyktat Zachodu w resztkach ukraińskiej gospodarki. A co z historią? – zapyta ktoś. Ano nic, w istocie bowiem banderyzm, nazizm, szowinizm nie przeszkadzają zachodnim okupantom, o ile oczywiście nie są prawdziwą ukraińską ideą narodową. Bo umówmy się – który prawdziwy ukraiński narodowiec zgodziłby się, żeby rządzili nim obcy i wyłącznie w cudzym interesie? Nie, pod rządami zachodnich namiestników i obcych oligarchów – Ukraińcy mają wołać „Sława Ukrainie!” i służyć wrogom własnego narodu.

 

Poroszenko próbuje się bronić przez reorientacją polityki warszawskiej. Świadczy o tym podejmowanie w Kijowie i Lwowie Donalda Tuska oraz polityków opozycji parlamentarnej w Polsce, wprawdzie równie pro-amerykańskich, ale związanych bardziej z liberalnym, europejskim establishmentem. To już jednak działanie zupełnie rozpaczliwe – bo to jednak nie Bruksela, ani nawet Berlin nie są rozgrywającymi na wschodnio-europejskiej szachownicy. Ta rola przypada wyłącznie Amerykanom. I ci, jeśli będą chcieli zrobić prezydentem Ukrainy kozę – to zrobią.

Myszka Miki zamiast Bandery

Również historyczna polityka Ukrainy nie jest samodzielna. Tak, jak stawia się dziś wszędzie pomniki Banderze – tak jednym ruchem Amerykanie mogą je zdmuchnąć i kazać dokręcić im główki Myszki Miki. Że co, że mołojcy nie dadzą? Bądźmy poważni… Całe państwo Ukraińcom ukradli i ci nic nie zrobili. To kilku martwych nazistów ma ich przejąć?

Nikt, w szczególności Polacy, których tak wiele historycznie łączy z Rusią – nie żałuje Ukraińcom świadomości historycznej. Przeciwnie, właśnie jako naród wielowiekowo spleciony z Rusinami doświadczeniem dziejowym – doskonale rozumiemy potrzebę budowy własnej narracji, ochrony autorytetów narodowych, wskazywania na ciągłość linii rozwojowej danej społeczności. Właśnie jednak przez to podobieństwo – rozumiemy też zagrożenie związane z kultem fałszywych idoli, prowadzących całą nację tylko do zniszczenia i degeneracji. Ukraina ma godną szacunku przeszłość, nie ma więc powodów, by wyciągać z niej tylko to co małe, podłe, zbrodnicze – i służące wyłącznie obcym. Polacy nie tracą nadziei, że Ukraińcy w końcu się obudzą, a wówczas nie tylko o historii – będą decydować sami. Wtedy zaś, na gruncie prawdy – na pewno się dogadamy. Inaczej to obcy zawsze będą nas rozgrywać przeciw sobie.

 

Konrad Rękas

Rosyjskojęzyczna wersja tego tekstu ukazała się na: https://novorosinform.org/

[Głosów:5    Średnia:5/5]
Facebook

2 thoughts on “Rękas: Życzmy Ukrainie prawdy historycznej”

  1. Ukraina znalazła się w podobnej sytuacji jak my w 1989 r. Wierzyliśmy jak Ukraińcy teraz, że Zachód nas wyzwolił spod jarzma i pomoże nam nadrobić lukę rozwojową w ciągu 20 lat. Nic bardziej błędnego. Przykład polski już to pokazał, ale Ukraińcy niczego się nie nauczyli z naszej historii po 1989 r. Myśleli, że za kilka lat będą w UE a poziom życia będzie szybko rósł. Przebudzenie okaże się bolesne, ponieważ w UE nikt ich nie chce, chyba, że jako tanią siłę roboczą. Ponadto państwo ukraińskie jest bankrutem a umorzenie części długów będzie obwarowane warunkami – np. prywatyzacja podstawowych gałęzi gospodarki. Tak samo było z Polską.

  2. Co do genów myli się Pan Czajka. Od 1350 r. do 1939 r. małżeństwa mieszane polsko-ukraińskie były normą od Przemyśla po Kijów a prawie cała szlachta ruska przeszła na katolicyzm i się spolonizowała. Przykładowo w Przemyślu w latach 1918-1919 zanotowano 24 proc. małżeństw polsko-ukraińskich zawartych w Kościele Rzymskokatolickim a w Kościele Grekokatolickim ten odsetek wynosił 56 proc. Pomiędzy Przemyślem a Lwowem mordy UPA polegały na zabijaniu najbliższych krewniaków, których uznawano za Polaków. Przykładowo młody aktywista UPA mógł dostać rozkaz zabicia matki lub kuzyna. Problem polegał jednak na tym, że mało kto był czystej krwi, dlatego mordy obejmowały nagminnie ludzi nawet o 50 proc. zawartości genów ukraińskich. Brak zabijał brata jak Kain Abla.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *