Święcicki: Kim jest dziś konserwatysta?

Adam Wielomski wielokrotnie twierdzi w swoich pracach, że konserwatyzmu nie można sprowadzać do postawy zachowawczej. W przeciwnym razie konserwatystą byłby zarówno postradziecki komunista rozpamiętujący utracone imperium, jak i sympatyk postkomunistycznej lewicy wspominający z rozrzewnieniem PRL. Z drugiej strony, konserwatyzm według niego nie polega na idealizmie, konieczny jest wręcz – jakkolwiek dziwnie to brzmi – kompromis z rzeczywistością w imię wyznawanych ideałów. Kim zatem jest dzisiaj według prof. Wielomskiego konserwatysta?

Adam Wielomski, Prawica w XX wieku, Radzymin 2013, ss. 437

            Tytuł pracy (bez podtytułu) oraz liczba stron sugerują, że mamy do czynienia z tematem dość ogólnym, którym jest „prawica w XX wieku”, a nie z jej wycinkiem lub przejawami. Nie znając autora nie moglibyśmy powiedzieć, że chodzi o myśl prawicową w XX wieku. Równie dobrze przecież mogłaby to być książka o partiach prawicowych w XX wieku. Adam Wielomski, profesor politologii, jest jednak historykiem myśli politycznej, więc jego kolejna książka również dotyczy myśli politycznej. Sam tytuł pracy sugeruje jeszcze jedną rzecz, a mianowicie, że istnieje coś takiego jak prawica w XX wieku, to znaczy, że różni, wybrani myśliciele, przedstawieni w tej książce, mogą być zaliczeni do nurtu umownie nazywanego „prawicą”.

            Książka składa się z rozdziału wprowadzającego oraz dziewiętnastu rozdziałów podzielonych na siedem części. Dwie z nich poświęcone są w całości konkretnym myślicielom (część druga o Carlu Schmitcie i część trzecia o Charles’u Maurrasie), kolejne dwie dotyczą prawicy francuskiej oraz hiszpańskojęzycznej, dwie ostatnie traktują o prawicy radykalnej oraz amerykańskich konserwatystach. Pracę zamyka bibliografia i, co zasługuje na podkreślenie, bardzo pomocny w lekturze indeks nazwisk i wybranych pojęć. Teksty pomieszczone w książce nie są, jak zaznacza sam autor we wstępie, nowe, gdyż były wcześniej opublikowane w różnych czasopismach i książkach zbiorowych, co w żaden sposób nie umniejsza jednak wartości pracy. Część z nich zasługiwała na ponowne wydanie, także po to, by ułatwić w ten sposób szerszy odbiór.

            Część pierwszą można nazwać programową. Dotyczy bowiem najbardziej ogólnych spraw dotyczących prawicy czy konserwatyzmu, kwestii ich tożsamości ideowej. Czym więc jest owa tytułowa prawica? Albo inaczej: co jest istotą prawicowego myślenia według autora książki? Z tym pytaniem profesor Wielomski mierzy się, nawiasem mówiąc nie po raz pierwszy w swej działalności naukowej, w krótkim wstępie pt. Prawica: co to takiego?, gdzie stwierdza, że „to właśnie współczesna prawica skupia umysły najbardziej atrakcyjne dla czytającego i zainteresowanego światem czytelnika” (s. 7). Sprzeciwia się tym samym popularnej opinii o nieatrakcyjności prawicy, jej wsteczności umysłowej i intelektualnej miernocie. Ponieważ współczesna kultura i dominująca demokracja liberalna nie są bliskie prawicy w sensie intelektualnym, intelektualna oferta prawicy jest „atrakcyjna” – twierdzi autor. Jest tak dlatego, że dominujące nurty potrafią jedynie powtarzać ideologiczne ogólniki i slogany o wolności, demokracji i emancypacji. Reprezentanci liberalizmu, chadecji, socjaldemokracji czy radykalnej lewicy, a więc wszyscy którzy akceptują demokrację, „nie mają już światu niczego do zaproponowania” (s. 7). Zdaniem Wielomskiego interesujące intelektualnie poglądy przedstawiają tylko te nurty myślowe, który występują z krytyką zastanej rzeczywistości – ludzki umysł bowiem jest tak skonstruowany, że tworzy największe koncepcje nie dla afirmacji status quo, ale w celach polemicznych. Analogicznie do krytycznej myśli Reformacji XVI w., pisarzy Oświecenia XVIII w., myślicieli rewolucyjnych w XIX wieku, myśl kontrrewolucyjna XX w. jest według prof. Wielomskiego „najciekawsza”. Pisze o tym tak: „W świecie, gdzie panuje wolność, demokracja i emancypacja, coś ciekawego mogą nam powiedzieć tylko przeciwnicy tych idei, ponieważ są zdolni spojrzeć na nie krytycznie, odrzucić je i zaproponować coś innego”. Istotą prawicowości jest więc odrzucenie poglądów akceptowanych przez wyżej wymienione nurty, które mogą się tylko prześcigać między sobą w stopniu zradykalizowania, i „zastąpienie [ich, tj. tych poglądów] refleksją o naturze porządku, hierarchii i autorytetu” (s. 7).

            Albo odrzucenie dominujących poglądów kłóci się z popularnym przekonaniem, że istotą prawicy jest obrona status quo, neutralność ideologiczna, obrona porządku i stabilności, albo że odrzucenie dominujących poglądów sprowadza się jedynie do działań w niewielkim stopniu politycznych, a bliższym radykalnemu konserwatyzmowi, który totalnie odrzuca otaczający konserwatystę świat, uznając go za nierzeczywisty. Ujmując to jaśniej – albo odrzucenie dominujących poglądów zakłada obalenie istniejącego porządku duchowego i politycznego, albo – wykazując postawę zachowawczą – prawica rezygnuje z aktywnej walki o zmianę porządku społeczno-politycznego i wycofuje się ku wnętrzu, pielęgnując idee w zakątku własnego środowiska, własnych czytelników, własnego domu i biblioteki.

            Taki konserwatysta (którego prof. Wielomski nazywa radykalnym konserwatystą) „chętnie i dużo pisze jak świat winien wyglądać, opisuje go w opasłych tomach, wierząc, iż ktoś kiedyś, zdmuchnąwszy pokrywający je pył, zajrzy do nich i przeczyta, jak wygląda prawdziwy świat”[1]. Wydarzenie to „odwróci bieg historii”, a „ludzie zrozumieją swój błąd i powrócą do prawdziwej rzeczywistości”[2]. W tym miejscu pojawia się zasadnicze dla teorii konserwatyzmu według Wielomskiego rozróżnienie między rzeczywistością prawdziwą a nierzeczywistością. Rzeczywistość prawdziwa to „platoński świat idei zbudowany na podstawie wspomnień o świecie przedrewolucyjnym”. Nierzeczywistość to rzeczywistość empiryczna, tj. „nierzeczywisty świat liberalno-demokratyczny”.

            Kwestia rzeczywistości jest najważniejszym problemem konserwatyzmu, który jako doktryna z natury defensywna powstaje w reakcji na wydarzenia negujące odwieczny porządek świata. Konserwatyści bezpośrednio po rewolucji francuskiej mogli odwoływać się do nie tak dawnego porządku rzeczywistego. Jednak z upływem lat, nastaniem nowych pokoleń, nikt nie pamiętał tamtej rzeczywistości, a kolejne rewolucje sprawiały, że porewolucyjna rzeczywistość stawała się obiektem zachowania przez porewolucyjnych konserwatystów. Gdzie więc jest owa rzeczywistość prawdziwa, jeśli nie w książkach?

            Konserwatyzm odżegnuje się od utopijnych pomysłów przebudowy rzeczywistości. Jeszcze w pierwszej połowie XIX w. wiedzę o rzeczywistości opierał na zastanym lub utraconym, lecz pamiętanym jeszcze porządku, ostrze swej krytyki wobec rewolucjonistów kierując w ich książkową utopię. Problem ten określił Wielomski za Karlem Mannheimem jako problem autonomii rzeczywistości. Cechą zasadniczą konserwatyzmu jest niechęć do książkowych teorii wiodących do utopii, do podporządkowania życia społecznego abstrakcyjnym ideałom.

            W miarę oddalania się na osi czasu od przedrewolucyjnej rzeczywistości sytuacja konserwatyzmu zaczęła przypominać sytuację jego przeciwników, gdy rewolucyjne ideały zawarte były jedynie w książkach, nie wyrastały z wiedzy praktycznej. Po Rewolucji, gdy rzeczywistość należy do rewolucjonistów, konserwatyści – w sensie praktycznym i egzystencjalnym – znaleźli się w paradoksalnej sytuacji. Nie mogą afirmować rewolucyjnej rzeczywistości (nierzeczywistości), nie porzuciwszy swoich ideałów.

            Według prof. Wielomskiego nurt konserwatyzmu radykalnego, tj. nurt kultywujących zawartą w książkach autonomiczną rzeczywistość, jest niczym innym jak sektą polityczną, utopijnym eskapizmem, filozofią klęski, dla której ostateczna walka z politycznymi przeciwnikami odbywa się tylko na kartkach papieru. Taki konserwatyzm jest nie tylko nieskuteczny, ale w ogóle nie ma znaczenia dla świata polityki. Jeśli nie ucieczka na wieś, w zacisze własnej biblioteki, to co?

            Profesor Wielomski wielokrotnie twierdzi w swoich pracach, że konserwatyzmu nie można sprowadzać do postawy zachowawczej. W przeciwnym razie konserwatystą byłby zarówno postradziecki komunista rozpamiętujący utracone imperium, jak i sympatyk postkomunistycznej lewicy wspominający z rozrzewnieniem PRL. Nie, nie na tym polega postawa konserwatywna, bo nie chodzi w niej tylko o konserwowanie rzeczywistości zastanej.

            Kim zatem jest dzisiaj według prof. Wielomskiego konserwatysta? Kim jest dzisiaj jego zdaniem przedstawiciel prawicy? Czy nie należy dziś do małej grupy, której członków „przeciętny człowiek nie spotyka na co dzień i którzy wydawać mu się muszą co najmniej dziwni”? (s. 18)

            Profesor Wielomski w większości swoich prac pisze używając pluralis modestiae, liczby mnogiej zamiast liczby pojedynczej, jedynie z rzadka pisząc w liczbie pojedynczej. Dlatego tak ważne są jego uwagi poczynione w przedmowie do nowego wydania Filozofii politycznej francuskiego tradycjonalizmu 1796-1830[3]. W centralnej części tej przedmowy każdy uważny czytelnik zwróci uwagę na przełomowe, wręcz bardzo osobiste, uwagi dotyczące poglądów autora, dotyczące nie tylko dzisiejszej oceny filozofii politycznej francuskiego tradycjonalizmu. Proszę pozwolić mi zacytować je in extenso: „Doktryna o istnieniu (…) ponadczasowego porządku chroni głoszących ją konserwatystów przed kapitulacją przed światem porewolucyjnym. Jednak, z drugiej strony, potraktowana nadmiernie dogmatycznie, zdecydowanie utrudnia ich egzystencję w empirycznej rzeczywistości, spychając na pozycje sekciarskie i ekstremistyczne”[4]. Niby nic nowego, ale dalej: „Nie pociąga mnie widok konserwatystów królujących w czytelniach renomowanych bibliotek, którzy pozostają kompletnie niezrozumiali przez otaczających ich ludzi. Gdy pisałem tę książkę, to uważałem, że taki jest cel i przeznaczenie konserwatysty w świecie porewolucyjnym. Stałem wówczas na stanowisku, że należy mieć moralne poczucie, iż racja jest po mojej stronie i głosić ją ludziom z pełną świadomością, iż są zbyt głupi i zwiedzeni przez błędne idee, aby to zrozumieć. (…) Dziś już tak nie uważam. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że łatwo, szybko i przyjemnie pisze się o tych, którzy nie skapitulowali i nie poszli na jakiekolwiek kompromisy z empiryczną rzeczywistością. To bardzo bohatersko z ich strony. Postawa taka fascynowała mnie jako młodego badacza myśli politycznej, jak i jako młodego człowieka. To ta sama logika, z powodu której tak wielu młodych ludzi otacza dziś kultem „żołnierzy wyklętych”. Ale jest to logika błędna. Jeśli konserwatyści odżegnują się od otaczającego ich świata, to tym samym kapitulują przed nim”[5].

            Nieco dalej: „po dziesięciu latach nie zgadzam się z własną tezą, że konserwatysta winien udać się na emigrację wewnętrzną, widząc, iż przegrywa politycznie. (…) zadaniem konserwatystów jest wpływać i melioryzować rzeczywistość empiryczną bez względu na to, czy jest to rzeczywistość konstytuowana przez Ludwika XIV, Metternicha, Napoleona, demokratów, totalitarystów różnych odcieni, czy też dyktaturę wojskową Wojciecha Jaruzelskiego. Konserwatyzm nie polega na ideowym buncie przeciwko empirycznie zastanemu światu w imię porządku prawdziwego. Przeciwnie, konserwatyzm jest próbą melioryzacji świata zastanego – na tyle, na ile jest to możliwe  – w myśl zasad porządku prawdziwego”[6].

            Konserwatyzm według prof. Wielomskiego nie polega więc na idealizmie, na założeniu „wszystko albo nic”, konieczny jest – jakkolwiek dziwnie to brzmi – kompromis z rzeczywistością w imię wyznawanych ideałów.

            Sądzę, że przedmowa ta jest w istocie przedmową do Prawicy w XX wieku, bez której to przedmowy nie zrozumiemy Prawicy w XX wieku jako książki pod właśnie takim tytułem. Obie przedmowy należ zatem czytać w pewnej relacji. Najpierw przedmowa z Filozofii politycznej francuskiego tradycjonalizmu, potem przedmowa do Prawicy w XX wieku. Dlaczego właśnie tak? Bo w tekście przedmowy do tej pierwszej książki profesor Wielomski kilkukrotnie pisze o „porządku prawdziwym” i o „zasadach ‘porządku prawdziwego’”, ale w tekście nie znajdziemy owych zasad. Nie ma także przypisu, który by nas pokierował do tekstu objaśniającego te pojęcia.

            W pewnym sensie – nie wiem czy intencjonalnie – autor odsyła nas do przedmowy z recenzowanej książki, bo w niej znajduje się coś, co w różnej formie ewoluowało w pracach autora, a mianowicie do zestawu typowych poglądów konserwatyzmu/prawicy. Chyba pierwszy raz wyliczenie pojawiło się w monografii o Konserwatyzmie z 2007 r. i obejmowało 12 zasadniczych idei należących do istoty rzeczywistości prawdziwej. W przedmowie do Prawicy idei określających istotę prawicowości jest już tylko 7. Nie jest to miejsce na to, by prześledzić zmiany, które zaszły w toku refleksji autora. W największym więc skrócie: niektóre zasady z pierwszej książki zostały stłoczone do idei z książki drugiej, kilka przejętych z niemal tym samym przesłaniem, jedne zniknęły, a w ich miejsce pojawiły się nowe. Ale to jest temat na oddzielną omówienie.

            Według profesora Wielomskiego prawica w XX wieku nie opiera się na negacji status quo, ale ma swój program, który można ująć hasłowo tak: 1) szacunek dla porządku naturalnego (tradycyjnego), 2) defekt natury ludzkiej, 3) opór przeciwko modernizacji i zmianom, 4) sprzeciw wobec emancypacji i niechęć do społeczeństwa masowego, 5) hierarchiczny porządek polityczny, 6) idea depolityzacji społeczeństwa i 7) oparcie wspólnoty na ponadczasowych wartościach (por. s. 8-14). Nie trzeba wnikliwej lektury rozwinięć tych idei, by wiedzieć, że aż 5 punktów stanowi program „negatywny”, a tylko 2 program „pozytywny”. Jeśli ocenić to wszystko przez pryzmat faktu, że program konserwatyzmu jest z gruntu polemiczny, to w zasadzie tylko jeden punkt jest w tym sensie pozytywny: jest nim oparcie wspólnoty na ponadczasowych wartościach. Dodam, że jest to jedyny punkt, którego we wcześniej wspomnianej pracy nie było nawet w zarysie.

Łukasz Święcicki 

W naszej księgarni mamy zarówno tom pierwszy, jak i drugi książki prof. A. Wielomskiego.

Źródło: „Pro Fide, Rege et Lege” 2017, nr 77-78.

[1]              A. Wielomski, Konserwatyzm, Warszawa 2007, s. 51.

[2]              Tamże.

[3]              A. Wielomski, Filozofia polityczna francuskiego tradycjonalizmu 1796-1830, Warszawa 2013 (wyd. I 2003).

[4]              Tamże, s. 9.

[5]              Tamże, s. 9-10.

[6]              Tamże, s. 11.

[Głosów:10    Średnia:3.7/5]
Facebook

6 thoughts on “Święcicki: Kim jest dziś konserwatysta?”

  1. Prawica/konserwatyści to wrogowie WOLNOŚCI, czyli zwolennicy NIEWOLNICTWA ! Wolność jest wartością liberalną, własność – konserwatywną, zaś sprawiedliwość – socjalistyczną.

    1. Przecież to są jakieś żarty.
      Po pierwsze: konserwatyzmu są różne odmiany. Są nurty konserwatywne akcentujące wolność osobistą, jak i takie, które są z definicji antywolnościowe.
      Po drugie: sprawiedliwość jako “socjalistyczna” wartość? Kiepska to sprawiedliwość, do której można doprowadzić wyłącznie drogą rozboju i grabieży, eufemistycznie zwanych “redystrybucją”.
      Po trzecie: to właśnie umiarkowane odmiany konserwatyzmu i kliniczny liberalizm wskazują na to, że każdy jest odpowiedzialny za siebie i swoje czyny. Doktryny socjalistyczne natomiast wskazują, że nikt nie musi się przejmować rzeczywistością, bo przyjdzie Pan Państwo Opiekuńcze i pogłaszcze po główce.

      1. No cóż, żyjemy w takich czasach, że zanim złapiemy się na hasełka typu “wolność”, powinniśmy się dobrze rozeznać, kto i co przez tą ” wolność” rozumie. Robert Biedroń mówi o “Wolności, Równości, Braterstwie”. Korwin-Mikke mówi o ” Wolności, Własności i Sprawiedliwości”. Pełno jest haseł o “Wolności Narodu”. Niektórzy zwracają uwagę na to, że przypisując wolność kolektywom i strukturom społecznym a nie jednostkom, możemy tracić tą ostatnią. Ci z tego, że naród jest wolny, skoro jednostka jest przez tenże naród zniewolona?

        1. A ja bym chciał tylko przypomnieć, że to umiarkowanym konserwatystom np. w Wielkiej Brytanii czy w Niemczech homoseksualiści zawdzięczają legalizację związków jednopłciowych. I to właśnie ze względu na dogmaty poniekąd konserwatywne, takie jak odpowiedzialność każdego za siebie i swoje czyny, czy też równość wobec prawa, autonomię jednostki względem państwa.
          Oczywiście, że doktryny prawicowe akcentują mocno konieczność tworzenia wspólnoty, no ale cóż – bez wspólnoty nie ma nawet demokracji. Tylko w sytuacji, gdy pewna grupa osób wyznaje wspólne wartości, może być mowa o państwie będącym emanacją woli narodu, rozumianego oczywiście nie podług kryteriów etnicznych, ale pod kątem właśnie pewnych idei republikańskich – każdy obywatel ma prawo czuć się jak u siebie i współdecydować o losach organizmu państwowego, choćby się z innymi spierał co do pewnych kwestii, w końcu każdy ma swoje zdanie. Alternatywą dla budowania wspólnoty, opartej na jakichś zasadniczych wartościach, jest albo anarchia, albo totalitaryzm. Jedyny spór, który realnie może w tym świetle się toczyć, to to, o jakich wspólnych wartościach mowa i na ile będą one uniwersalne, ale bynajmniej nie o to, czy takie rzeczywiście istnieją.

          1. “Tylko w sytuacji, gdy pewna grupa osób wyznaje wspólne wartości, może być mowa o państwie będącym emanacją woli narodu…”

            Chyba nikt inny, jak Korwin-Mikke, stwierdził, że “wola narodu” nie istnieje. Wola to pojęcie przypisane jednostkom ludzkim, osobom. Oczywiście moglibyśmy przyjąć jakiś skrajnie emergentystyczny, albo wręcz holistyczny pogląd, że systemy (ludzie) tworzą nadsystem (naród), który uzyskuje nad nimi podmiotowość (wyższy rodzaj świadomości) – tak, jak organizm ludzki uzyskuje podmiotowość nad komórkami go budującymi, albo las nad drzewami. Jest to jednak pogląd mający bardzo niebezpieczne konsekwencje.

            1. Szczerze mówiąc, nie wiem, co twierdził Korwin-Mikke, i najpewniej wolałbym się nigdy nie dowiadywać… ale przecież na jakiejś woli “suwerena” opierają się wszystkie państwa o ustroju republikańskim. Sformułowanie “wola narodu” oczywiście było skrótem myślowym, nigdy w życiu bym nie zaryzykował twierdzenia, że naród ma jakąś wolę w sensie ścisłym, ponieważ jest on tylko pewnego rodzaju kategorią, a nie bytem. Bytem natomiast jest państwo, które zapewne powstało w ramach jakiegoś rodzaju umowy społecznej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *