Wielomski: Trójmorze nie istnieje bez Polski

Minister spraw zagranicznych uważa, że dzięki obecności wiceprezydenta Mike’a Pence’a oraz sekretarza stanu USA Mika Pompeo na zorganizowanym w lutym w Warszawie szczycie bliskowschodnim potwierdzono trwałość partnerstwa polsko-amerykańskiego. Stwierdzenie to figuruje w artykule na łamach „Rzeczpospolitej”. Czy odpowiada to wizji wspominanej konferencji, jaka panuje w opinii publicznej, i czy może być w ogóle mowa o jakimś partnerstwie?

Myślę, że pan minister Czaputowicz w pewnym sensie ma rację. A w pewnym sensie pisze i mówi to, co by chciał, żeby było rzeczywistością. Ma rację o tyle, że, rzeczywiście, konferencja antyirańska w Polsce spowodowała znaczące przybliżenie stosunków polsko-amerykańskich, dlatego że pokazała, iż Polska nie posiada właściwie żadnych innych sojuszników poza Stanami Zjednoczonymi, dlatego, że na konferencję tę nie przybyły głowy państw czy też premierzy podstawowych państw europejskich” — mówi Adam Wielomski.

Według niego pokazuje to osamotnienie Polski. Jedyny sojusz strategiczny, jaki Polska posiada, to sojusz między Waszyngtonem a Warszawą. Z drugiej strony, kontynuuje profesor, sama konferencja pokazała, że nie jest to sojusz równoprawnych partnerów, dlatego że w pewnym momencie można było odnieść wrażenie, że to gremium nie jest skierowane przeciwko Iranowi, tylko przeciwko Polsce. Chodzi o pojawiające się tam permanentnie zarzuty dotyczące polskiego antysemityzmu, jak również roszczenia Międzynarodowego Kongresu Żydów w stosunku do tak zwanego mienia bezspadkowego w Polsce. „Dlatego też w odbiorze medialnym, zarówno polskim, jak też, myślę, także światowym, konferencja z antyirańskiej de facto przerodziła się w antypolską, co jest skutkiem uzależnienia naszego kraju od Waszyngtonu i braku jakichkolwiek realnych alternatyw geopolitycznych” — stwierdził Adam Wielomski.

Jacek Czaputowicz obstaje przy tym, że utrwalenie i wzmocnienie strategicznego partnerstwa ze Stanami Zjednoczonymi pozostaje jednym z priorytetów polskiej polityki zagranicznej, a działania na rzecz zwiększenia obecności sił amerykańskich w Polsce czy poprawa stanu bezpieczeństwa energetycznego są adekwatną odpowiedzią na współczesne wyzwania. Jak ta wypowiedź koresponduje ze stanowiskiem Unii Europejskiej, a w szczególności z klimatem, jaki panował na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa?

Pomiędzy Polską a właściwie wszystkimi członkami Unii Europejskiej (mam tu na myśli tak zwaną „starą Unię Europejską”, a przede wszystkim dwa kraje kierujące de facto tym związkiem, czyli Niemcy i Francja) istnieje sprzeczność. Dlatego, że polska dyplomacja, w ogóle polskie kręgi kierownicze, są przekonane o tym, że Polska jest militarnie, ekonomicznie i politycznie zagrożona przez Federację Rosyjską. Panuje tutaj pogląd, że zagrożenie to jest jak najbardziej realne, w związku z czym należy ściągnąć do Polski wojska amerykańskie za wszelką cenę — odpowiada Adam Wielomski.

Jego zdaniem to powoduje, że polska dyplomacja znajduje się w sytuacji niekorzystnej w negocjacjach z dyplomacją amerykańską, dlatego że oczekuje wsparcia za wszelką cenę, a to wynika z przekonania o rosyjskim zagrożeniu. Dyplomaci zachodnioeuropejscy oceniają sytuację inaczej, dlatego kraje te wyraźnie dystansują się od polityki konfrontacji z Rosją i Chinami, którą prowadzi w tej chwili administracja amerykańska. Zamiast tego chcą budować własne europejskie — powiedzmy wprost — imperium, uważa Adam Wielomski i wyjaśnia:

W świecie wielobiegunowym, który się w tej chwili kształtuje, dyplomacje te chcą stworzyć własny europejski biegun. Pomiędzy polską dyplomacją, która się skłania do koncepcji Trójmorza i hegemonii amerykańskiej nad Europą, i dyplomacją niemiecką, francuską i innych krajów, które chcą budować w kontrze do Stanów Zjednoczonych kolejny biegun geopolityczny” — powiedział politolog.

Jeszcze jedno stwierdzenie ministra Czaputowicza z perspektywy USA: Polska ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa międzynarodowego. Kluczowe — czy to nie przesada?

Nie, to nie przesada, dlatego że Stany Zjednoczone przystąpiły na poważnie do budowy pomysłu Trójmorza, a Trójmorze nie istnieje bez Polski. Stany Zjednoczone w tej chwili chcą zbudować klin z małych i średnich, ale słabych gospodarczo państw pomiędzy Bałtykiem a Bałkanami, a bez Polski zbudowanie takiego klina jest niemożliwe. Stany Zjednoczone w ten sposób chcą oddzielić Rosję od Europy Zachodniej, a jednocześnie uniemożliwić zbudowanie nowego Jedwabnego Szlaku Chińczykom. Rzeczywiście, miejsce Polski z powodu jej położenia geograficznego jest w obydwóch tych projektach kluczowe — uważa Adam Wielomski.

Polska stara się uzyskać uzbrojenie amerykańskie, a zwłaszcza zwiększoną obecność amerykańską na polskiej ziemi za wszelką cenę. Czy ta cena nie jest wygórowana?

Jako politolog nie widzę zagrożenia militarnego, ekonomicznego i politycznego ze strony Rosji, dlatego, że uważam, iż Rosja po prostu nie posiada odpowiedniego potencjału, aby móc zapanować nad wielkimi połaciami Europy Wschodniej i Środkowej. W związku z tym uważam tę wizję za urojoną i nie uważam, aby była adekwatna do rzeczywistości. Jako analityk rządzących w tej chwili w Polsce elit mogę powiedzieć, że jestem przekonany o tym, że elity te szczerze wierzą, że takie zagrożenie dla Polski istnieje. I w związku z tym, będąc subiektywnie przekonane o takim zagrożeniu, są równocześnie przekonane, że cena za amerykańską obecność militarną w Europie nie jest zbyt duża, dlatego że na ostrzu noża jest niepodległość państwa polskiego. Także pomiędzy moim poglądem na ten temat a poglądem dominującym w tej chwili w rządzie i w polskiej dyplomacji istnieje dosyć duża, zasadnicza różnica na temat położenia Polski w świecie i ewentualnych zagrożeń, które dla Polski mogą zaistnieć — konkluduje profesor Adam Wielomski.

https://pl.sputniknews.com

[Głosów:11    Średnia:4.6/5]
Facebook

8 thoughts on “Wielomski: Trójmorze nie istnieje bez Polski”

  1. Panowanie nie musi być bezpośrednie. Wystarczy, że ktoś uzależnia kogoś od siebie (poprzez technologie, paliwa) czy kontroluje kluczowe punkty przepływu czegoś. I to ktoś może brać za zagrożenie od kogoś.
    I poziom jakości tego kogoś określa się zgodnością pomiędzy tym co ktoś deklaruje i co robi. I póki co ci na wschodzie mają w większej pogardzie słabszych niż ci na zachodzie. A jakość władzy określa się właśnie stosunkiem do przysłowiowych wdów i sierot.

  2. „Jako politolog nie widzę zagrożenia militarnego, ekonomicznego i politycznego ze strony Rosji, dlatego, że uważam, iż Rosja po prostu nie posiada odpowiedniego potencjału, aby móc zapanować nad wielkimi połaciami Europy Wschodniej i Środkowej. W związku z tym uważam tę wizję za urojoną i nie uważam, aby była adekwatna do rzeczywistości” – twierdzi Profesor. Może jak Putin połknie Białoruś i podporządkowuje sobie Ukrainę to Profesor to zagrożenie wreszcie zobaczy…
    Zgoda co do tego, że Ameryka jest zainteresowana kontrolą pomostu bałtycko-czarnomorskiego (“słynne” pisowskie Trójmorze) i dlatego Polska powinna z USA licytować wysoko, czego po rządzie PiS raczej nie można się spodziewać, gdyż jest skłócona ze wszystkimi bliższymi i dalszymi sąsiadami i podatna na wszelkie naciski amerykańskie – casus anty-irańska konferencja w Warszawie wspierająca Netanjahu i jego amerykańskich protektorów.

    1. Ukraina i Białoruś to nie wielkie połacie, tylko państwa stosunkowo gęsto zaludnione – w przeciwieństwie do Rosji, która na ponad 17 mln km2 ma ok. 150 mln mieszkańców – tyle, co Niemcy i Francja razem wzięte. Zresztą, tam jest cyrylica, prawosławie, język bardzo podobny do rosyjskiego. Jeśli Rosja cokolwiek wchłonie, to Białoruś i część Ukrainy – do Dniepru. Przybędzie im ze 30 mln mieszkańców. Ciekawe, co powie wtedy Korwin – czy będzie ujadał na Rosję tak samo, jak na Niemcy? Kiedyś powiedział, że wolałby graniczyć z NRD niż zjednoczonymi Niemcami. W ogóle, to każdy z polityków na wstępie powinien określić, w jakiej kolejności widzi sojusze Polski z USA, z Rosją, z Niemcami – od najkorzystniejszych do tych najmniej korzystnych, pamiętając przy tym, że Niemcy i USA są w NATO.

      1. Polska zostanie i tak zrujnowana po raz kolejny w razie konfliktu zbrojnego. Najlepiej byłoby ogłosić neutralność, ale mocarstwa się na to nie zgodzą ze względu na strategiczne znaczenie terytorium Polski. O Polskę toczy się brutalna gra przy czym Niemcy i USA nie są w tym samym obozie.

        1. Nie chodzi o to, czy Niemcy i USA są w tym samym obozie. Sprawa tyczy się tego, że z trzech kombinacji:
          (1) USA – Niemcy,
          (2) USA – Rosja,
          (3) Niemcy – Rosja,

          to opcja (1) jest jakoś najbardziej prawdopodobna. Drugie miejsce zajmuje (3) a trzecie (2), choć w trakcie ostatnich obu wojen światowych USA i Rosja były w tym samym obozie. Zimna wojna wywróciła wszystko do góry nogami. Niemcy militarnie są zbyt słabi, aby dać odpór Rosji, więc będą dalej uzależnieni od parasola USA. Co prawda, gospodarkę mają ze dwa razy potężniejszą niż Rosja, ale to i tak za mało. A międzymorze, w jakiejś mierze, będzie stanowiło bufor chroniący Niemcy przed ewentualną agresją rosyjską.

      2. A jak babcia będzie miała wąsy to się stanie dziadkiem…. Jeżeli jedynym powodem, że Ukraina i Białoruś mają być wchłonięte bo “cyrylica, prawosławie, język bardzo podobny do rosyjskiego” to już prędzej Kanada zostanie pochłonięta przez USA (używanie alfabetu łacińskiego, ewangelicyzm jako religia dominująca a prawo-człowieczy liberalizm jako dominująca ideologia, języki z punktu widzenia formalnego te same, struktura federacyjna itd. itp.) Dalej – Rosja żadnej wojny na pełną skalę nie wywoła, bo po prostu jej na to nie stać. Jest to paradoks, który wśród rusofobów istnieje ale jest totalnie ignorowany. Na szybko – portal defence24 potrafi napisać wiele artykułów, że Rosja niby jest wszechpotężna i zagraża Polsce by parę dni później pisać, że jest biedna i nic nie znaczy w świecie militariów, polityki i ekonomii.

        Każdy, kto dogłębnie przeanalizuje ostatnie dzieje Rosji powinien zauważyć następujące rzeczy: 1) Rosja chce zachować swój status posiadania (zarówno ziemie jak i strefy wpływu) co jest często łamane świadomie przez Zachód (m.in. finansowanie kolorowych rewolucji) 2) Rosja chce mieć święty spokój by móc zarabiać pieniądze i się modernizować (co jest łamane nie tylko przez Zachód, ponieważ prowokacje wobec Rosjan mają miejsce w różnych miejscach, a jedynie Francja i Polska wypina się na przedstawicieli swoich nacji) 3) Putin jest wampiryzowany tylko dlatego, że Baszty Kremlowskie (służby, biznes i familie, które realnie rządzą Rosją – tak, tutaj też panuje oligarchia, wbrew pseudo-rosjanoznawcom w Polsce i na Zachodzie) potrzebują figury silnego męża stanu na czele państwa. Najszybszym sposobem na zmiany w Rosji, odsunięcie Putina od władzy oraz zbudowanie normalnych stosunków z tym wielkim krajem jest zostawienie go, i jego stref wpływu, w spokoju.

        Co zaś się tyczy kwestii niemieckiej. Wielkie i potężne Niemcy to zagrożenie nie tylko dla Polski ale dla wszystkich. Niemcy mają populację ponad 2x większą od Polski i gospodarkę silniejszą ok 7,5x. Od Francji też Niemcy są silniejsze populacyjne (przewaga ok 20mln) i gospodarczo (Niemcy – ok 21% PKB UE, Francja ok 15%). Dystanse te są większe, aniżeli w 1939, czyli Niemcy są tak naprawdę w stanie znów zaorać Europę. Jedynym hamulcowym militarnego rozwiązania są USA, jednakże i one przestają być. Po pierwsze to w UE są coraz silniejsze tendencje do utworzenia wspólnej siły, czy też alternatywnego bloku względem NATO (m.in. deklaracje Macrona). Po drugie to i USA mają wstępną zadyszkę gospodarczą (patrz np. upadek Detroit – kto w latach 90 uwierzyłby, że to miasto się zapadnie!) i społeczną (rosnąca grupa niepracujących a żyjących z pomocy prywatnych i państwowych; rosnące dysproporcje społeczne między bogatymi i biednymi oraz międzyrasowe itd.)- interwencje wojskowe, inwestowanie w kolorowe rewolucje, tworzenie zaawansowanych lobby tu i tam sporo kosztuje, nie zawsze zaś interes się zwraca a czasami tworzą się dziury bez dna a do tego szerząca się ideologia a także acedia sporych mas i jednostek wytrąca USA. USA oczywiście ma czas, ponieważ ma wielki skumulowany kapitał (przykład Japonii – chociaż od chyba 2 czy 3 dekad jest ciągle w kryzysie, to dalej jest potężniejsza od Polski, która niby ma najlepszy wzrost w dziejach; jest to efekt zapracowanego i skumulowanego kapitału poprzednich pokoleń). Jednakże supremacja Niemiec jest czymś, co zatrzymać się nie da. Nie da się też rozbić problemu niemieckiego przez separatyzmy, ponieważ realnych takich nie ma (kiedyś Saksończyk mógł unieważnić ślub, kiedy żona zataiła bawarskie pochodzenie – teraz tak się nie da i wszyscy uważają sie za Niemców). Silne Niemcy to też silny biznes niemiecki, który tłumi biznesy pozostałych państw (żadne nie-niemieckie przedsiębiorstwo chemiczne w UE nie jest nawet porównywalne jeżeli chodzi o siłę i bogactwo niemieckiego BASFu). Tak jak w XIX wieku potężny przemysł brytyjski (z protekcjonistyczną i agresywna polityką handlową Wielkiej Brytanii) spowalniał industrializację innych krajów, tak podobnie teraz ma miejsce z niemieckim przemysłem. Zatem z ogólnego puntu widzenia – słabe Niemcy są czymś dobrym dla wszystkich.

        Co zaś się tyczy sojuszy. NATO powstało jako kontra dla ZSRR. ZSRR upadło, zatem NATO nie ma racjonalnego powodu do istnienia. Nie ma ryzyka totalnej wojny światowej, szerokiego frontu od Bałtyku do Adriatyku, masowych ofensyw z użyciem broni jądrowej itd. itp. Przykład Francji i Niemiec pokazał, że najlepszą drogą do uniknięcia wojen jest doprowadzenia do ścisłych relacji gospodarczych – nie będzie wojny jeżeli obie strony mają zbyt wielkie interesy ze sobą (a pamiętajmy, że głównymi osiami obu wojen światowych były problemy na linii Niemcy-Francja). UE bardziej spacyfikowała Europę niż NATO i powinniśmy patrzeć na biznes i kapitał a nie na tanki i myśliwce…

  3. Potęga amerykańska pozostaje w fazie schyłkowej. USA nie są w stanie jednocześnie walczyć na dwóch frontach, tzn. z Chinami i Rosją w Europie. Europę prawdopodobnie odpuszczą a wtedy panami sytuacji w naszym regionie będą Niemcy i Rosja. Powstanie kondominium tych państw w Polsce. Dugin planuje raczej oddanie Polski Niemcom w zamian za prawosławne Bałkany dla Rosji. W takiej sytuacji Bezwarunkowe stawianie na USA jest co najmniej niemądre. Polska w swoich planach nie ma ani jednego sojusznika w regionie. Nawet grupa wyszehradzka praktycznie ogłosiła neutralność wobec konfliktu USA-Rosja i konfliktu na Ukrainie. Sama Ukraina kieruje się na Niemcy a Polskę traktuje jako dostarczyciela pieniędzy.

    1. A w czyjej strefie wpływów lepiej się znaleźć – Rosji, czy Niemiec? Prof. Wielomski tak straszy nas niemieckim imperializmem, volkizmem i cezaryzmem, że chyba woli Rosję z jej antykapitalistyczną biedą, alkoholizmem i kultem brutalnej siły, niż bogate, demokratyczne i wolnorynkowe Niemcy, które akurat militarnie ustępują Francji i Anglii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *