Wielomski: Thomas Hobbes

Thomas Hobbes (1588-1679) zawsze miał złą prasę i cieszył się fatalną opinią. Za życia ustawicznie zarzucano mu ateizm, co w czasie wojen religijnych, gdy anglikanie i purytanie wyżynali się masowo z powodu różnic teologicznych, było wyjątkowo ciężkim zarzutem. Purytanie, a potem liberałowie, zarzucali mu afirmację politycznego despotyzmu i tyranii, gdy ówcześni konserwatyści widzieli w nim równocześnie ideologa buntu, głoszącego, że państwo pochodzi z umowy społecznej, jak i doktrynera królewskiego despotyzmu, gdy z anarchicznego stanu natury państwo już powstało. Nic więc dziwnego, że w późniejszej tradycji widziano w nim zarówno ojca „liberalizmu bez Boga”, jak i nowoczesnych systemów autorytarnych, a nawet totalitarnych. Często wskazywano na jego prekursorską rolę w stosunku do Włoch Benito Mussoliniego, III Rzeszy lub Związku Radzieckiego.

Od mniej więcej roku pochyliłem się mocno nad pismami Hobbesa i przebogatą literaturą przedmiotu na jego temat. I czym mocniej w ten problem się wgryzam, tym bardziej Thomas Hobbes wydaje mi się myślicielem sympatycznym. Największym błędem interpretatorów jego pism jest próba odczytywania go nie przez pryzmat swojej epoki, lecz przez współczesny, co powoduje, że jest odczytywany zupełnie błędnie. Thomas Hobbes jest więc ateistą i liberałem (dla konserwatystów) lub ateistą i zwolennikiem despotyzmu (dla liberałów). Te obiegowe poglądy są mocno błędne.

Po pierwsze, Thomas Hobbes nie głosił żadnej nauki o powstaniu państwa z umowy społecznej, nie był żadnym prekursorem Jeana-Jacquesa Rousseau, ani współczesnej ludowładczej demokracji. Umowa społeczna ma status wyłącznie hipotezy, modelu teoretycznego pozwalającego ukazać naturę człowieka w hipotetycznym stanie bez państwa i prawa, czyli pokazać naturę ludzką taka jaka ona jest w formie „czystej” i wywieść z tej hipotezy pożądane uprawnienia państwa i obywateli. W rzeczywistości Thomas Hobbes uważał, że państwo powstało albo z rozrostu rodziny i z władzy ojcowskiej, albo z podboju, którego żywym i wiecznym przykładem był dlań podbój jego rodzinnej Anglii przez Wilhelma Zdobywcę w 1066 roku. Innymi słowy, Hobbes odrzuca protopseudos (błąd wyjściowy), na którym oparta jest współczesna demokracja liberalna, jako ustrój oparty na jakimś pakcie założycielskim. Jak prawdziwy konserwatysta głosi, że państwo zostało ustanowione przez autorytet suwerena i opiera się na pierwotnym akcie siły, który z czasem został umiarkowany za pomocą religii i tradycji. Oto teza stricte konserwatywna i gratka dla konserwatystów. Tyle, że w dywagacjach współczesnych filozofów teoretyczny model umowy społecznej został podniesiony do niesamowitej roli i znaczenia. Fragmenty na jego temat są czytane w oderwaniu od całości jego tekstów. Dzięki tej manipulacji – której sam byłem poddany w czasach studenckich – stworzono wizerunek Hobbesa-wywrotowca.

Po drugie, tym razem dobra informacja dla liberałów i zwolenników wolnego rynku, Thomas Hobbes głosi co prawda potrzebę wprowadzenia i ugruntowania władzy politycznej typu absolutnego, ale nie despotycznego i tyranicznego. Kolejny raz z jego modelu teoretycznego umowy społecznej wynika, że władza nie posiada ograniczeń, gdyż zawierający umowę społeczną kontrahenci przekazują suwerenowi swoje prawa i siłę bez ograniczeń, bez zastrzeżeń i do wszystkiego. Tyle tylko, że w tych pismach, które nie są poświęcone umowie społecznej, Thomas Hobbes starannie buduje ideę państwa o racjonalnym autorytecie. Filozof angielski powiada, że suweren ma teoretycznie prawo uczynić wszystko, ale zaraz dopowiada, że władza despotyczna jest nietrwała i samoograniczenie się władzy jest najlepszą gwarancję jej długowieczności. Dlaczego? Dlatego, że ludzie przekazali władzę suwerenowi, aby bronił ich życia przed „nagłą śmiercią”. Jeśli więc król jest tyranem i ludzie giną porywani z ulic przez tajne służby, jeśli mordowani są w sfingowanych procesach, to państwo przekształca się w stan dzikości, przestaje nas bronić przed „nagłą śmiercią”, co czyni nasz bunt logiczną konsekwencją, nawet jeśli teoretycznie jest zakazany. Thomas Hobbes bardzo wiele miejsca poświęca niezależności sędziowskiej, uczciwym procesom, etc., gdyż rozumie, że państwo sprawiedliwe tylko jest państwem długowiecznym. Wreszcie jest też Thomas Hobbes zawziętym zwolennikiem rynkowych stosunków społecznych. Jakkolwiek myśliciel ten nigdy nie napisał żadnego traktatu o ekonomii, to w jego pismach jest wiele charakterystycznych wzmianek, że zadaniem suwerena jest obrona własności prywatnej, że państwowe monopole – które wszechmocny suweren ma oczywiście prawo ustanowić – są potwornie niewydolne i nieekonomiczne, że cena i płaca to miejsca, gdzie spotykają się zasady popytu i podaży, że niskie podatki sprzyjają bogaceniu się obywateli, a tym samym pomyślności państwa.

Thomas Hobbes był zwolennikiem wolnego rynku i liberalnych wolności, ale całkowicie nie wierzył w skuteczność liberalnych mechanizmów obrony własności i praw obywateli. Widząc z bliska wojny religijne swojej epoki nie wierzył w skuteczność demokracji, suwerenności narodu i parlamentaryzmu jako obrony porządku. Dlatego rolę porządkotwórczą bez wahania powierzał monarsze, któremu przypisywał – jak wielu myślicieli w epoce Baroku – rodzaj wyższej racjonalności, umiejętność kierowania się racją stanu i unikania namiętności. Thomas Hobbes nie wierzył w liberalną wizję człowieka jako istoty racjonalnej, która wyraża swoją racjonalność za pomocą wyborów parlamentarnych. Z wyborów wyłaniają się fanatyczne partie, które za jego czasów przybierały charakter radykalnych politycznie i społeczne konfesji, a które dziś zmutowały się w radykalizmy ideologiczne. Za czasów Hobbesa anarchię sieli prezbiterianie i independenci, gdy dziś zastąpili ich socjaldemokraci i komuniści. Stąd jego wizja społeczeństwa wolnościowego pod opieką suwerena. Czyż nie jest to wizja polityczna jaką stworzył choćby generałowie Francisco Franco i Augusto Pinochet? Nie popieracie jej?

Adam Wielomski

[Głosów:7    Średnia:5/5]
Facebook

4 thoughts on “Wielomski: Thomas Hobbes”

  1. Czyli z tego wynika, że Hobbes był teoretykiem państwa cezarystycznego bez ciał pośredniczących. Państwo miało być absolutne, ale dawać wolność osobistą zapisaną w prawie. Arystokracji i niezależnego kościoła miało nie być. Wszystko miało być gwarantowane przez centralne urzędy i ustawy.

      1. Państwo cezarystyczne to wolność z łaski urzędników i polityków. Nigdy nie wiadomo czy pewnego dnia nie utną komuś głowy. A jak nie to, to jest to wolność hedonistyczna, która prowadzi do upadku i chaosu co obserwujemy w Europie obecnie.

        Wolność może chyba istnieć tylko wtedy jak istnieje niezależna religia, która jest blisko ludu, a nie w metropoliach i jak jest rozproszony potencjał ekonomiczno-polityczny. Dlatego we Francji albo Rosji wolności nie będzie, chociaż jest formalnie gwarantowana, bo potencjał jest skoncentrowany w metropoliach.

  2. Socjaldemokraci? Może ci sprzed wieku, ale nie współcześni. Socjaldemokraci porzucili większość swoich mrzonek gdzieś w latach 70′, najpóźniej 80′ XX wieku. Obecnie socjaldemokracja europejska jest w permanentnym kryzysie. Chadecja podebrała im wilczą część haseł, upodobniając się do socjaldemokracji sprzed dwudziestu lat. Globalizacja i przejście od gospodarki przemysłowej do opartej na usługach, spowodowało dezaktualizację tych idei. Sami socjaldemokraci nie wiedzą, co z sobą robić. A to wymyślają hasła w stylu “trzeciej drogi”, innym razem próbują udawać najbardziej prounijną opcję – zastępując tym samym chadeków. Ci, z byłych demoludów, właśnie tracą pokolenie, które jakoś tam się utożsamiało z minionym systemem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *