Wielomski: Wojna handlowo-polityczna UE-USA

Jest rzeczą właściwie pewną, że rozpoczyna się wojna handlowa pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską. Konflikt taki, biorąc pod uwagę potencjał jego głównych uczestników i skalę ich wzajemnych interesów ekonomicznych, zapewne przerodzi się w konflikt polityczny. Niestety, potworne wyjałowienie intelektualne polskiej klasy politycznej i dziennikarskiej powoduje, że wszystkie aspekty tego sporu zostają w polskich komentarzach sprowadzone do problemu „agentów” i „Putina”. Tymczasem spór jest jak najbardziej realny i wymaga prezentacji nowatorskiego stanowiska Donalda Trumpa na relacje euro-atlantyckie.

Po 1945 roku Amerykanie zbudowali imperium obejmujące połowę globu i prowadzili spór polityczny, militarny i ekonomiczny ze Związkiem Radzieckim. Po rozpadzie ZSRR Stany Zjednoczone sięgnęły po hegemonię światową, która tak w samych Amerykanach, jak i elitach władzy w Waszyngtonie, budziła wyraźne poczucie samozadowolenia. Była to klasyczna pycha imperialna, którą znamy u wielu narodów w historii, które zbudowały imperia. Amerykańscy neokonserwatyści od Republikanów, a także kierownicze kręgi Demokratów poczęły myśleć o świecie w kategoriach imperialnych, w kategoriach Pax Americana. Polityka imperialna miała na swoim zapleczu gigantyczne lobby, na które składały się dwie kategorie wielkich korporacji: firmy zbrojeniowe, dążące do zwiększenia zamówień dla siebie, a także koncerny naftowe, szukające nowych złóż dla pomnożenia zysków. Mieliśmy więc cichy sojusz imperialistów, wojskowych, zbrojeniówki i nafciarzy, którzy nauczali, że wojny wprawdzie kosztują, ale są dla gospodarki korzystne, ponieważ napędzają zamówienia publiczne, co przyczynia się do ożywienia gospodarki, a ostatecznie do wzrostu PKB, zatrudnienia, etc. Taką Amerykę znamy z lat 1989-2016.

W styczniu 2017 roku, wraz z dojściem do władzy Donalda Trumpa, wiele się zmieniło. Trump reprezentuje odmienne gałęzie gospodarki, niż dotychczas rządzące. Z punktu widzenia osoby robiącej interesy w nieruchomościach, wojny i zbrojenia wyłącznie kosztują. Imperium przynosi może chwałę, ale jest potwornie kosztowne, zapewniając kieszenie zbrojeniówki i nafciarzy. Z punktu widzenia innych branż wojny imperialne to wyłącznie podatki, zadłużenie wewnętrzne, zjawiska inflacyjne. Obóz Trumpa jak mantrę powtarza, że Stany Zjednoczone wydają na obronę narodową aż 3,57% PKB rocznie, gdy na przykład Polska – ponoć tak zagrożona przez Rosję Putina – tylko 2,08%, co i tak jest, jak na standardy europejskie, liczbą bardzo wysoką. Merkelowe Niemcy wydają bowiem zaledwie 1,1% swojego wielkiego PKB na sprawy militarne.

Co więcej, ekonomiści związani z Donaldem Trumpem dowodzą (czego jako ekonomiczny laik nie jestem w stanie zweryfikować), że Stany Zjednoczone mają niekorzystne położenie w handlu światowym, ponieważ ich import jest większy niż eksport. Miałoby to być szczególnie widoczne w przypadku niemieckim, gdzie ten stosunek jest, dla Amerykanów, szczególnie niekorzystny. Z perspektywy Białego Domu sytuacja wygląda więc następująco: amerykański podatnik rok rocznie wydaje na obronę 3,57% PKB, aby bronić niemieckiego podatnika, który skąpi na obronę i wydaje na nią tylko 1,1% PKB, a równocześnie Stany Zjednoczone są stratne na handlu z Niemcami, gdyż są zalewane przez niemieckie samochody, wyroby stalowe i chemiczne. Amerykański podatnik mógłby jeszcze to wszystko zrozumieć i zaakceptować, gdyby nie fakt, że te trzykrotnie wyższe wydatki na obronę narodową w znacznym stopniu idą na wydatki związane ze stacjonowaniem w Niemczech wojsk Stanów Zjednoczonych, które są gwarancją bezpieczeństwa Berlina w stosunku do Moskwy. Z punktu widzenia Trumpa sytuacja wygląda tak: za nasze pieniądze bronimy Niemiec, a ci w tym czasie robią wielkie pieniądze na handlu z nami. Stany Zjednoczone mają imperium polityczne i militarne, do którego dopłacają, podczas gdy Niemcy zarabiają, ignorując własne sprawy militarne.

Widząc w ten sposób, jako nierównoprawne, stosunki pomiędzy Waszyngtonem a Europą, co znakomicie opisują przede wszystkim relacje z Berlinem, administracja Donalda Trumpa próbuje wymusić na swoich europejskich sojusznikach dwie rzeczy: 1/ Podniesienie przez nich swoich wydatków na obronę narodową do poziomu 2%. Pozwoliłoby to Amerykanom zmniejszyć swoje zaangażowanie militarne w Europie, a równocześnie umożliwiło sojusznikom europejskim znaczące zakupy broni w Stanach Zjednoczonych, co napędziłoby tamtejszą gospodarkę. Właśnie dlatego wydająca na obronę militarną 2,08% PKB Polska, kupująca w dodatku amerykański sprzęt, jest chwalona i dawana jako przykład. 2/ Wymuszenie, za pomocą jednostronnej polityki celnej, zmniejszenie europejskiego, szczególnie niemieckiego, eksportu stali i samochodów do USA, a tym samym poprawienie bilansu handlowego.

Prawdę mówiąc, uważam, że Donald Trump wie, że nie uzyska w tej grze obydwu tych korzyści i w praktyce zaspokoi się spełnieniem jednego z tych postulatów. Amerykanie dali Europejczykom, szczególnie zaś Niemcom, ultimatum następujące: albo pozwolicie nam zredukować wydatki zbrojeniowe, gdyż zaczniecie sami wydawać na ten cel znaczne sumy, przy okazji kupując broń w Stanach Zjednoczonych, albo my, Amerykanie będziemy was bronić, jednakże za cenę przywilejów celnych dla nas i ograniczenia waszego eksportu to nas. Tak lub inaczej, Europejczycy mają zapłacić, aby amerykańskie imperium przestało być deficytowe.

Europa stanęła dziś przed alternatywą: albo sama przejmuje swoje bezpieczeństwo, płacąc za to swoimi pieniędzmi, albo płaci za nie Stanom Zjednoczonym poprzez nierównoprawny handel dwustronny. Europa wije się jak piskorz, aby uniknąć tego ultimatum i nie wybrać niczego. Chce bowiem, aby Amerykanie jej bronili, a sama chce zarabiać na handlu dwustronnym. Jakiekolwiek koszty oznaczają przecież konieczność zredukowania świadczeń socjalnych, a tego socjalistyczne rządy i koalicje rządowe mogłyby nie przetrwać. Europejski wyborca bez socjalizmu nie umie przecież już żyć.

Adam Wielomski

Tekst ukazał się w „Najwyższym Czasie!”

[Głosów:15    Średnia:3.7/5]
Facebook

1 thought on “Wielomski: Wojna handlowo-polityczna UE-USA”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *