Wirtel: Jak wspomagać Ukrainę, to nie za darmo

Na początku 2022 gorącym tematem jest kryzys ukraińsko-rosyjski. Po obu stronach granicy doszło do koncentracji wojsk, zwłaszcza w górniczo-hutniczym regionie Donbas (gdzie część mieszkańców popiera pro-rosyjskich separatystów).

Media już kilka razy zdążyły zapowiedzieć “nieunikniony” wybuch wojny. Uznanie przez Rosję niepodległości zbuntowanych republik w Donbasie faktycznie zwiększa możliwość otwartego konfliktu. Nasuwa się jednak pytanie o rolę Polski w Europie Wschodniej – jak mianowicie ma postępować nasz kraj?

Daję, żebyś dał (wiedzieli już starożytni Rzymianie)

Już od czasów rzymskich jest znana sentencja do, ut des (daję, żebyś dał). Innymi słowy – w polityce nic za darmo (a już zwłaszcza w polityce zagranicznej). Można danego partnera wspomagać, finansować, dozbrajać – ale zawsze oczekiwać czegoś w zamian. Nie należy się oburzać na zasady Realpolitik, należy raczej w rozumny sposób się do nich dostroić. Każde poważne państwo w pierwszej kolejności dba o własne interesy – nie ma powodu, dlaczego akurat my mielibyśmy postępować inaczej.

Jednym słowem – należy rozważyć, czy aby na pewno Polska powinna wspierać Ukrainę w obecnym konflikcie z Rosją, a jeśli tak – w jaki sposób, w jakim zakresie, i pod jakimi warunkami należy to czynić.

Dawać i prosić? O jedno za dużo!

Symboliczna dla stosunków z naszym wschodnim sąsiadem była niedawna sytuacja, gdy Ukraina (potrzebująca wszak pomocy) pozwoliła sobie na blokadę tranzytu kolejowego do Polski. Zachowania władz w Kijowie ciężko nie nazwać wprost bezczelnością. Można też mieć zastrzeżenia do polskich władz, które zmarnowały dobrą okazję, żeby przywołać Ukraińców do porządku (choćby i publicznie!) Takie zachowanie nie powinno się już kiedykolwiek powtórzyć, a od rządu w Warszawie powinniśmy oczekiwać większej stanowczości. Jak to mówią w Polsce Południowej – dawać i prosić, to o jedno za dużo!

 

Z Banderą do Europy nie wejdziecie

Jedną z głównych kwestii spornych na linii Warszawa-Kijów jest polityka historyczna. Trudno się dziwić, skoro Ukraińcy uczynili “herojem” (narodowym bohaterem) tak odrażającą postać jak Stepan Bandera czy Roman Szuchewycz (twórcy terrorystycznej OUN, po 1942 UPA, odpowiedzialnej m.in. za rzeź ponad 50 tys. Polaków na Wołyniu i w Galicji Wsch.).

O ile to sami Ukraińcy powinni sobie wybrać, kogo chcą mieć na pomnikach, o tyle nie powinno być żadnych ustępstw w kwestii upamiętnienia polskich ofiar z lat 40. Godne pochowanie tychże pomordowanych (z tablicami jasno mówiącymi, KTO mianowicie dopuścił się na nich zbrodni) winno być warunkiem sine qua non (tzn. bezdyskusyjnym) jakiejkolwiek polsko-ukraińskiej współpracy.

Wskazane byłoby również wypowiedzenie umów partnerskich z miastami czy regionami uprawiającymi kult banderowskich zbrodniarzy (niechlubne pierwszeństwo w tej dziedzinie osiąga Tarnopol, w zachodniej części kraju).

Autor felietonu (pochodzący z Małopolski) często-gęsto bywał na Słowacji, zdarzył mu się też dłuższy pobyt w Rumunii, a i Chorwację (adriatyckie wybrzeże) odwiedził. Każdy z tych krajów podczas II wojny stał po stronie Niemiec – próżno by jednak dziś szukać choć JEDNEGO pomnika ks. Tiso, gen. Antonescu czy osławionego “poglavnika” Pavelicia (przywódcy owych narodów z lat II wojny). Tym się właśnie różnią od Ukrainy, która z uporem maniaka narodowym bohaterem czyni akurat nazistowskiego zbrodniarza (skazanego zresztą na śmierć w przedwojennej Polsce, a to za udział w zabójstwie ministra Pierackiego – ale niestety wyrok ów złagodzono).

Nie jest moim idolem Witold Waszczykowski (były szef MSZ z ramienia PiS), wypada się jednak zgodzić z jego słowami pod adresem Ukraińców – Z Banderą do Europy nie wejdziecie!1

Kwestia mniejszości narodowych (czyli uczmy się od Węgier)

Traktowanie polskiej mniejszości (czyli resztek Kresowiaków) na Ukrainie też pozostawia wiele do życzenia (mówiąc bardzo oględnie). Ileż to razy polska społeczność Kresów nie mogła się doprosić zwrotu swojego kościoła, czy też szkoły z polskim językiem wykładowym. Wręcz obraźliwym gestem było też umieszczenie na polskiej szkole we Lwowie… tablicy ku czci Romana Szuchewycza (odpowiedzialnego za mordy na Polakach). Wyobraźmy sobie żydowską szkołę w Berlinie z tablicą ku czci Heinricha Himmlera – byłaby to podobna sytuacja.

O ileż bardziej stanowczo (i rozumnie) zachowują się w podobnej sprawie władze Węgier. Trzeba tu wiedzieć, że i Węgrzy zamieszkują ukraińskie pogranicze (Zakarpacie) – mówimy tu jednak o… dwóch powiatach i 150 tys. ludzi (gdzie Polaków na Ukrainie zostało jakieś 500 tys.). Władze w Budapeszcie umiały jednak bardzo twardo “stanąć okoniem”, grożąc nawet zgłoszeniem veto przy ukraińskich planach integracji z NATO i UE (w razie nie spełnienia oczekiwań zakarpackich Węgrów, gł. w kwestii dwujęzycznego szkolnictwa)2. Politycy z Warszawy powinni jeździć do Budapesztu po nauki, i to z dużą pokorą.

Otworzyć granice dla inwestycji

Ukraina winna też ułatwić polskim przedsiębiorcom inwestowanie w swoim kraju (co na dłuższą metę wyjdzie jej tylko na korzyść). Jest to rynek duży i chłonny (jakieś 40 mln ludzi z hakiem). Zwiększenie wymiany handlowej opłaci się i polskim eksporterom. Nie na darmo jeden z klasyków liberalizmu zauważył – albo towary przekraczają granice, albo kiedyś uczynią to armie.

Mało kto wie, że Ukraina jeszcze w 1990 (czyli pod koniec ZSRR) miała PKB per capita… trochę wyższy od Polski (tak!!!) Po 30 latach Polska ma ów dochód ponad dwukrotnie wyższy, a Ukraina jest na podobnym poziomie co w 1990. Trudno o lepszy komentarz do 30-letnich rządów skorumpowanych klanów. Otwarcie gospodarki na świat (i wymuszenie uczciwych reguł gospodarczej gry) na pewno tamtemu krajowi nie zaszkodzi, a wręcz na odwrót.

Krym to NIE Ukraina (nie zaklinajmy rzeczywistości)

Na koniec trzeba wspomnieć o kwestii Krymu (przyłączonego do Federacji Rosyjskiej w 2014, i zamieszkanego w większości przez Rosjan). Nie ma co się upierać przy granicach z 1991 (wykreślonych wszak wzdłuż granic byłych radzieckich republik). Półwysep Krymski – etnicznie kiedyś tatarski, później rosyjski – został po prostu przeniesiony w 1954 (decyzją tow. Chruszczowa) z jednej republiki do drugiej. Miejscowej ludności nikt wtedy o zdanie nie pytał. Po 1991 ów region (już jako autonomiczna republika) usiłował oderwać się od Ukrainy, i przyłączyć do Rosji, co udało się (niemal bezkrwawo!) aż w 2014 (w kontrze do majdanowej rewolucji, przypomnijmy).

Śmiesznie i głupio brzmią więc zaklęcia prezydenta Dudy o “ukraińskim Krymie” (czyżby nasza głowa państwa wiedziała lepiej od tamtejszej ludności, w którym państwie chce ona żyć?) Akurat w tej kwestii nie ma co wychodzić przed szereg – bo ani Rosja nie chce Krymu oddawać, ani tamtejsza społeczność nie rwie się pod rządy Kijowa. Polski prezydent zapomniał najwyraźniej, że jeszcze w październiku 1918 Kraków był miastem austriackim, a Poznań niemieckim. Granice państwowe mają jednak to do siebie, że nie muszą być wieczne. Zwłaszcza gdy wykreślono je bez zgody ludności.

Wolna Ukraina – TAK, silna Ukraina – NIE

Byłoby wskazane, gdyby polskie elity pamiętały, że polski i ukraiński interes bynajmniej NIE JEST tożsamy. Samo istnienie ukraińskiego państwa owszem leży w polskim interesie, jego wzmacnianie za wszelką cenę – na pewno nie. Zgoda, przyda nam się rozległy bufor oddzielający Polskę od Rosji – nie ma jednak logiki we wzmacnianiu państwa, które uprawia antypolską ideologię, i w przyszłości może się przeciw nam zwrócić. Nie ma żadnego sensu bezwarunkowa pro-ukraińskość i takaż bezwarunkowa anty-rosyjskość. To Ukraina potrzebuje pomocy Polski, a nie na odwrót – nauczmy się więc cenić swoją pomoc i wymagać czegoś w zamian.

Tych podstawowych założeń zdają się nie rozumieć politycy typu Paweł Kowal czy niesławny ambasador Jan Piekło (odwołany w końcu z placówki w Kijowie, w rzadkim przebłysku przytomnego myślenia u PiSowskich władz). Ludzie ci powtarzają bezmyślny slogan – nie ma silnej Polski bez silnej Ukrainy – zapominając o podstawowej geopolitycznej regule, by nigdy nie wzmacniać ponad miarę własnych sąsiadów.

Możemy więc wspierać Ukrainę (głównie finansowo) pod pewnymi warunkami: godnego upamiętnienia polskich ofiar zbrodni UPA, zadbania o prawa (edukacyjne i językowe) ukraińskich Polaków, otwarcia ukraińskiej gospodarki dla polskich inwestycji. Nie warto też powtarzać zaklęć o “oddawaniu Krymu”, którego mieszkańcy sami zdecydowali o swojej przynależności państwowej, i dobre rady Pawła Kowala czy Andrzeja Dudy nie są im do szczęścia potrzebne.

Słów kilka na koniec

Autor artykułu życzy Ukraińcom raczej dobrze niż źle. Życzy im tego na przykład, żeby ich poziom PKB przekroczył w końcu ten z 1990 (przykład Polski pokazuje, że to jednak możliwe), żeby Bandera i Szuchewycz trafili na śmietnik historii (gdzie ich miejsce!), żeby młodzi ludzie przyjeżdżali stamtąd masowo do naszego kraju w celach turystycznych, a nie do pracy na budowach czy w sklepach Żabka (jak to ma miejsce obecnie). Życzy im tego wreszcie, żeby szanowali prawo innych narodów do samo-określenia (tak tak, bez krymskiego półwyspu też przeżyjecie).

Polakom natomiast życzyć trzeba takich polityków, którzy zadbają w pierwszej kolejności o interes swojego narodu, a dopiero w dalszej o interesy sąsiadów (już choćby i dlatego, że to polscy podatnicy, a nie zagraniczni, płacą na pensje polityków w Warszawie). Niech się nasi przywódcy uczą choćby od Węgier, daleko szukać nie trzeba.

Życzyłbym nam wreszcie jak najmniej “ekspertów” typu Przemysław Żurawski vel Grajewski (zwany przez złośliwych “panem o nieustalonym nazwisku”). Osobnik ów, zapytany o pożyczkę dla Ukrainy (4 mld zł) wypalił: Powstrzymywanie Rosji musi kosztować. Odda, nie odda – warto zainwestować!3

Chciałoby się odpowiedzieć: jak masz taki gest, człowieczku z nieustalonym nazwiskiem, to może zasponsoruj “przyjaciół” z Kijowa z własnej kieszeni? Pokaż co potrafisz, ale na swój własny koszt! A do kieszeni polskiego podatnika nie sięgaj, bo nikt cię o to nie prosił.

Jednym słowem – jak już wspomagamy Ukrainę, czyńmy to w zamian za coś, i na naszych warunkach. Bo kto daje za darmo, tego nie szanuje nikt.

Michał Wirtel

Przypisy
https://wpolityce.pl/polityka/347083-waszczykowski-dla-wsieci-o-stosunkach-polsko-ukrainskich-nasz-przekaz-jest-bardzo-jasny-z-bandera-do-europy-nie-wejdziecie
https://www.reuters.com/article/us-hungary-nato-ukraine-idUSKBN1X91ZI
https://kresy.pl/wydarzenia/niewazne-czy-ukraina-odda-nam-4-mld-zlotych-wysoki-urzednik-pis-owskiego-msz/

Click to rate this post!
[Total: 21 Average: 4]
Facebook

5 thoughts on “Wirtel: Jak wspomagać Ukrainę, to nie za darmo”

  1. A ile wy bierzecie za nieustającą wieloletnią rosyjską propagandę? Chyba jest dla was opłacalna. Warto się takimi stronkami jak wasza bliżej zainteresować. A tak poza tym, wspaniała robota w ogłupianiu polskiego społeczeństwa!

  2. Czytam powyższy tekst, patrzę na datę publikacji i oczom nie wierzę. Nawet jeśli został napisany wcześniej, to opublikowany został 24-go lutego 2022 r. W internecie to już zostanie na zawsze.

    Nie w porę, autorze, nie w porę takie żądania. Pisanie w takim tonie dziś jest nie tylko bezduszne, gruboskórne i nietaktowne. Jest także błędem w sensie politycznym, bo polityka opiera się także na nastrojach momentu historycznego. To tak jakby bandyci rabowali mojego sąsiada i gwałcili jego żonę, a ja bym warunkował udzielenie mu pomocy od jego publicznych przeprosin za dawne krzywdy. I jeszcze ogłaszał to wszem i wobec.

    Z ciekawości tylko zapytam: jaka jest pełna lista żądań autora wobec władz ukraińskich, ile czasu im daje na ich wypełnienie i kto będzie określał, że żądania zostały spełnione?

    Apeluje do Redakcji portalu o roztropność w wyborze publikowanych materiałów w najbliższych tygodniach. Dla dobra Redakcji i wszystkich czytelników.

  3. To chyba jedyny portal, który zachował mozliwość umieszczania komentarzy. Inne popularne zlikwidowały tę rubrykę. Boją sie publikacji opinii demosu na temat naszej polityki zagraniczne? Komentator powyżej też zgłasza postulat zakneblowania ust. A co ze słynna wolnościa słowa. Odnoszę wrażenie, że zniknęła wraz z PRL-em, o ironio!

  4. Panie’ trifleas’ proponuję lekturę Między Niemcami a Rosją A. Bocheński i Dzieje Głupoty w Polsce jego brata Aleksandra ale do tej lektury potrzebna jest wiedza historyczna trochę ponadprzeciętna jest to szkoła realizmu politycznego ,polecam zamiast chylić głowę nad smartfonem bo to może przekształcić się w „kundlizm”[Wańkowicz] Jestem murarzem i czytam takie ksiązki a ówczesna „ynteligencja” fascynuję się tancem z gwiazdami i itp. tumanizmami ,ŻYCZĘ przyjemnej lektury i refleksji. Pozdrawiam

  5. Brawo za ten tekst!!!.
    Patrzac na to co sie wyprawia teraz w infosferze to az nie wierze… ze polacy moga zachowywac sie jak stado baranow.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.