Lewicki: Czy koniec dziwnego sojuszu Niemiec i Rosji?

Nie były żadną tajemnicą szczególnie bliskie, do niedawna, stosunki niemiecko-rosyjskie, określane czasami sojuszem. Dzięki tym relacjom, nawiązanym jeszcze podczas zimnej wojny, było możliwe zjednoczenie Niemiec i wielka gospodarcza ekspansja tego państwa w Europie Środkowej i Wschodniej. Niemcy, ze względów historycznych, zwróciły się całkowicie w stronę gospodarki, porzucając jednocześnie używanie siły militarnej dla ustanawiania i utrzymywania swoich wpływów.

Takie podejście nie było stosowane tylko przez Niemcy, a stało się ono faktycznie powszechne w całej Europie, gdzie zwyciężyła ideologia liberalizmu, w której o wszystkim miała decydować wielkość gospodarki i potęga przepływów finansowych. Niemcy, ale i inni w Europie, naiwnie uwierzyli, że czasy militarnych potęg odchodzą w przeszłość i takie państwa jak Rosja wkrótce także docenią pożytki wolnego handlu, złagodnieją i przestaną używać siły dla realizacji własnych interesów. Tego rodzaju iluzja nie była niczym nowym. Była ona pokłosiem aberracyjnego oświeceniowego myślenia i zaistniała już w XIX wieku, kiedy w epoce wiktoriańskiej pojawiła się nadzieja, że nowy światowy ład gospodarczy stanie się podstawą pokojowej egzystencji w skali całego świata.

Po raz kolejny okazało się to jednak złudzeniem. Rosja, owszem, korzystała z handlu i wyciągała z niego olbrzymie dochody, ale zamiast wydawać je tylko na konsumpcję i inwestycje, wielkie kwoty przeznaczała na budowę siły militarnej, a niewiele mniejsze na korumpowanie polityków, inspirowanie i opłacanie różnych organizacji pozarządowych podejmujących działania, które, aczkolwiek maskowane jako wypływające z troski o ekologię, klimat, czy podobne sprawy, faktycznie były jednak zbieżne z rosyjskim interesem mającym na celu umacnianie i rozszerzanie rosyjskich wpływów w Europie i wszędzie na świecie.

Jednocześnie Rosja, do czasu, udawała, że szanuje tzw. wartości europejskie i ogólnoludzkie i jest gotowa na pokojowe rozwiązywanie wszelkich problemów. Tak było w Gruzji w roku 2008, kiedy to Rosja zgodziła się na zawieszenie broni wynegocjowane przez prezydenta Francji Sarkozy’ego. Przywódcy UE, zupełnie nie zważając na ujawnione wówczas przez Rosję imperialne zapędy, zaproponowały temu państwu strategiczne partnerstwo, którego zasady omawiano podczas szczytu w Deauville. Podobnie było z kryzysem na Ukrainie, kiedy to Niemcy i Francja, współdziałające w ramach tzw. formatu normandzkiego, poczuły złudną satysfakcję z wynegocjowania pozornej umowy pokojowej, której żadna ze stron nie zrealizowała. Jednak Niemcy i Francja łudziły się nadal, że potrafią same, bez udziału USA, rozwiązywać problemy z zapewnieniem bezpieczeństwa w Europie. Było to zapewne podstawą do głoszenia, przez prezydenta Macrona, idei tzw. europejskiej autonomii strategicznej.

Nie zrezygnowano z tej polityki nawet po roku 2014, kiedy to okazało się, że Rosja zaczyna przesuwać granice i anektować terytoria. Promowane przez przywódców Niemiec i Francji specjalne stosunki z Rosją miały bezwzględny priorytet. Od 1995 roku odbywały się regularnie szczyty UE-Rosja, które  w latach 2000-2012 miały miejsce dwa razy do roku: raz w Rosji i raz na terenie UE. Dodatkowo, w październiku  2010 roku odbył się wspomniany  szczyt w Deauville, w którym uczestniczyli prezydenci Francji i Rosji oraz kanclerz Niemiec, Angela Merkel. Intensywność spotkań  i udział w nich polityków najwyższego szczebla wskazywał na znaczenie współpracy Rosja – UE. Jest oczywiste, że takie wydarzenie jak tragedia polskiego rządowego samolotu pod Smoleńskiem, niezależnie od tego co tam się naprawdę wydarzyło, nie mogło tego popsuć. Zachowanie przywódców Niemiec i Francji zaraz po obecnej inwazji Rosji na Ukrainę i ich niechęć do jakiegoś silniejszego wsparcia Ukrainy, wskazuje, że także i takiego zachowania Rosji nie uważali za czerwoną linię. Dopiero gdy opór ukraiński się przedłużał, zaś obrazy wojennego barbarzyństwa zaczęły wypełniać medialne przekazy, nie można było dalej utrzymywać dotychczasowego kursu i nawet kanclerz Niemiec musiał ustąpić i zgodzić się, po wielu wykrętach i kłamstwach, na przekazanie broni Ukrainie.

Można śmiało powiedzieć, że zamysł niemieckiego sojuszu, czy partnerstwa z Rosją, był oparty na absurdalnych założeniach. Taki układ, by funkcjonował, musi być oparty na równowadze i parytecie siły, w tym także militarnej. W przypadku Niemiec i Rosji takiej równowagi nie ma, gdyż Niemcy, jak to zauważył niedawno szef Sztabu Generalnego Francji gen. François Lecointre, nie mają już armii. Dlatego taki sojusz zawsze będzie tym, co zwykli ludzie nazywają brutalnie sojuszem d*** z batem, zaś bardziej elegancko, niemieckiej sempiterny z rosyjskim knutem. Będzie on miał taką właściwość, że zawsze, w sytuacji pojawienia się kontrowersji, wygrywać będzie rosyjski knut. Same Niemcy, jeśli mają taką psychiczną potrzebę, mogą się w to bawić, ale nakłanianie do takich praktyk całej Europy, to już wielka przesada. Niemcy usiłowali tłumaczyć swą postawę tym, że oni rozumieją Putina i wymyślili sobie nawet na to nazwę – Putinversteher.  Teraz, ci „rozumiejący Putina i Rosję” Niemcy bardzo przycichli i widzą, że ich polityka dała katastrofalne efekty.

Międzynarodowy  wizerunek Niemiec także mocno  ucierpiał wskutek wojny rozpętanej przez Putina. Ostatecznie okazało się, że Putina nie da się kontrolować, oferując mu gospodarczą współpracę. Wręcz przeciwnie, coraz bardziej głośno mówi się, że to Niemcy ponoszą też winę za wojnę na Ukrainie. Nawet „Bild”, najpoczytniejszy niemiecki dziennik, pisze dziś, że efektem polityki Gerharda Schroedera i Angeli Merkel jest to, że „Niemcy stały się sługą rosyjskiego reżimu”, a uzależnienie energetyczne Niemiec od Rosji uznaje za „jeden z największych błędów strategicznych we współczesnej historii Europy”. Byłego kanclerza Niemiec, Gerharda Schroedera, nazywa się „płatną marionetką reżimu Putina”. Z kolei „Die Welt” pisze wprost: „Niemcy utorowały Putinowi drogę na Ukrainę”, zaś amerykańskie „Politico”: „Przywódcy Niemiec byli pożytecznymi idiotami Putina”. Jest w tym wiele prawdy, gdyż według danych opublikowanych przez  Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem (CREA), w ciągu dwóch miesięcy wojny na Ukrainie, Rosja zarobiła 63 miliardy euro na eksporcie paliw kopalnych. Największym nabywcą były Niemcy, które same zapłaciły Rosji 9,1 mld euro. Cała UE zapłaciła  Putinowi, z tego tytułu, aż 44 mld. euro, czyli aż 71 proc. całości. Tymczasem Chiny zakupiły od Rosji paliw za tylko 6,7 mld euro, czyli ponad  sześć razy mniej niż Unia.

Ale to przecież na granice państw UE napiera teraz Rosja, co pokazuje do jakich absurdów doprowadziła niemiecka polityka wiązania się z Rosją. Większość krajów Unii już to zrozumiała, ale nie kanclerz Scholz, który niechętnie i pod naciskiem przeznaczył w końcu dwa miliardy euro na pomoc wojskową dla Ukrainy. Tymczasem USA, której przecież rosyjska inwazja bezpośrednio nie zagraża, wydały już na wsparcie Ukrainy 13,6 mld dolarów, zaś prezydent Biden, zwrócił się do Kongresu o wyasygnowanie 33 miliardów. Wygląda na to, że USA angażują się w obronę granic UE, trochę wbrew woli głównego państwa tejże Unii, czyli Niemiec. To pokazuje, że niemiecka uległość wobec Rosji ma charakter, gdyby to odnieść do jednostki, jakiegoś zaburzenia psychicznego w rodzaju „syndromu sztokholmskiego”, spowodowanego przegraną wojną i okupacją. Wielu jednak określa to w mniej subtelny sposób. I tak, na przykład, Bartłomiej Sienkiewicz pisze wprost o „przecwelowaniu części niemieckich elit przez Rosję”.

Wszystko to pokazuję, że Niemcy nie nadają się do pełnienia roli przywódcy UE.   Cała niemiecka strategii uległa załamaniu, a wizerunek Niemiec jako „moralnego mocarstwa” został zniszczony i wielu nazywa je teraz kolaborantami Putina. A jeszcze w ubiegłym roku niemieccy politycy cieszyli się najwyższymi ocenami na świecie. Według amerykańskiej agencji Pew Research Center, która przedstawiła wyniki badań zaufania do pięciu polityków (Putina, Merkel, Bidena, Marcrona i Xi) w 17 najbardziej rozwiniętych krajach świata, to właśnie zaufanie do Merkel było wtedy najwyższe i wynosiło średnio aż 76 proc. Nawet w USA, zaufanie do Merkel było wyższe niż do Bidena, a we Francji wyższe niż do Macrona. Teraz nic z tego nie zostało, zaś Merkel, dawniejsza „cesarzowa Europy”, jest obwiniana za przyczynienie się do tej wojny i przypomina się jej przeszłość, jako sekretarza w FDJ, czyli enerdowskiego odpowiednika Komsomołu. Ta para z dawnego NRD, czyli Angela Merkel działaczka FDJ i rezydujący tam major KGB Putin, taką nam „zbudowali” Europę. Teraz, już jako zwykła obywatelka, sama Merkel nie czuje się chyba najlepiej w kraju, który przez tyle lat tworzyła.  Ostatnio pojawiła się w komisariacie nr 53 przy Friedrichstrasse w Berlinie i zgłosiła kradzież portfela w supermarkecie. Okradziono ją, pomimo że towarzyszył jej agent ochrony. Taka sytuacja, powszechne zagrożenie bezpieczeństwa, jest przecież efektem jej długich rządów, ale przeciętni obywatele Niemiec muszą się z tym zmagać nie mając przydzielonej ochrony, jak Merkel.  Były major KGB, Putin, ma nie mniejsze zmartwienia niż Merkel. Jednak brak komfortu, jaki ich dotyka, to nic w porównaniu do trosk i nieszczęść, jakich współpraca tej pary przysporzyła milionom zwykłych ludzi.

Stanisław Lewicki

Click to rate this post!
[Total: 49 Average: 2.3]
Facebook

9 thoughts on “Lewicki: Czy koniec dziwnego sojuszu Niemiec i Rosji?”

  1. cokolwiek by p. Lewicki nie napisał, jeden fakt jest prawdziwy>jesteśmy w amerykańskiej strefie okupacyjnej i już ten sam detal sprawia, że – użyją określenia Stefana Kisielewskiego z czasów komuny>jesteśmy w CIEMNEJ dupie
    i ten stan odnosi się do całego wolnego-demokratycznego świata.
    Jeżeli już się pisze 'putin wywołał wojnę’ to anegdota>wojna 'wybuchła’ 24.02>rocznicę kiedy USA+NATO [rąsiami m.in] Niemiec zaczęło 'bombardowanie’ Serbii.
    No dobra, niemców mamy z głowy, francuzów tyż i kto pozostaje 'po naszej stronie’>gołodupcy z Polin pod wodzą jaro dementia kaczor + marower +adrian?
    A kolejna anegdota> administracja 'bideta’ uruchomiła nową agendę rządu USA>ds przeciwdziałania dezinformacji
    a ponieważ nasze rulers aka zjednoczone prawiczki działają na zasadzie copy-paste działań USA
    to nie pozostaje nic innego, jak zakwalifikować pisanie p. Lewickiego jw. jako 'przeciwdziałanie dezinformacji’ metodą DEZINFORMACJI>wg danych Żarynów!!
    Straszno i śmieszno.

  2. Szanowny nie zorientował się, że do tej merkelowskiej-EU chce wstąpić krainaU (koń trojański?).

    1. Ukraina + Polska? Taki sojusz, to chyba tylko do rozgrywania Niemiec przez Anglosasów. Brytyjczycy po brexicie też stali się pachołkami USA. To koniec polityki dwuwektorowej Angoli (amerykańsko-europejskiej). Wektor unijny został utemperowany i pozostało jedynie coraz głębsze wpadanie w objęcia Waszyngtonu.

  3. Polityka Niemiec wobec Rosji była teoretycznie słuszna. Im bogatszy kraj, im bardziej powiązany handlowo ze światem, tym jego straty w przypadku ewentualnego konfliktu zbrojnego są większe, a możliwe zyski z jakiegoś podboju – mniejsze. I tym bardziej będzie on jakiejkolwiek wojny unikał. Sprawdziło się to w przypadku praktycznie wszystkich europejskich krajów postkomunistycznych (nawet Serbia w końcu porzuciła swoje wojenki) z wyjątkiem Rosji.

    Błąd polegał na tym, że Putina potraktowano jako reprezentant interesów Rosji (dokładnie ten sam błąd popełniono kiedyś wobec Hitlera.) zakładając że celem Putina jest jakieś dobro Rosji i Rosjan. Jednak w przypadku dyktatur to tak nie działa. Interes dyktatury jest sprzeczny z interesem kraju, a w przypadku krajów surowcowych, takich jak Rosja, jest ta różnica ekstremalnie duża. Dyktatura finansując się ze sprzedaży surowców, nie potrzebuje w swoim kraju ani jakichkolwiek innych segmentów gospodarki, ani zamożnych obywateli, a nawet właściwie w ogóle żadnych obywateli, którzy w tym układzie są zbędni (tak z 90% populacji)

    Dlatego pierwszym warunkiem powrotu teraz do jakichś biznesów z Rosją jest upadek całego rosyjskiego sytemu władzy, albo i wręcz całej Rosji i odbudowa na terenach porosyjskich, choćby i częściami, jakiejś choćby z grubsza praworządnej władzy.

  4. Mowa, że Niemcy nie nadają się do przewodniej roli UE, jest naiwne. W prawie każdej gospodarce państw UE do kilkudziesięciu procent zależna jest bezpośrednio od decyzji korporacji niemieckich lub rządu berlińskiego. Polska i Łotwa miałyby przejąć prym w UE? Bo głoszą piękne słówka i, być może, szlachetne serduszka? Śmieszne…

  5. Nareszcie jest godny następca Monty Pythona. Z utęsknieniem czekam na każdy kolejny skecz.

  6. „Wygląda na to, że USA angażują się w obronę granic UE, trochę wbrew woli głównego państwa tejże Unii, czyli Niemiec” – i to dyskredytuje cały wywód.

  7. „Niemcy, ale i inni w Europie, naiwnie uwierzyli, że czasy militarnych potęg odchodzą w przeszłość i takie państwa jak Rosja wkrótce także docenią pożytki wolnego handlu, złagodnieją i przestaną używać siły dla realizacji własnych interesów. Tego rodzaju iluzja nie była niczym nowym. Była ona pokłosiem aberracyjnego oświeceniowego myślenia i zaistniała już w XIX wieku, kiedy w epoce wiktoriańskiej pojawiła się nadzieja, że nowy światowy ład gospodarczy stanie się podstawą pokojowej egzystencji w skali całego świata.

    Po raz kolejny okazało się to jednak złudzeniem. Rosja, owszem, korzystała z handlu i wyciągała z niego olbrzymie dochody, ale zamiast wydawać je tylko na konsumpcję i inwestycje, wielkie kwoty przeznaczała na budowę siły militarnej, a niewiele mniejsze na korumpowanie polityków, inspirowanie i opłacanie różnych organizacji pozarządowych”

    Nie za bardzo rozumiem na czym konkretnie miałaby polegać aberracyjność tego myślenia. Przecież dokładnie na tym samym polega walka z patologią w mniejszej skali społecznej – ludzi wiodących nieuregulowane, destrukcyjne życie skłania się, by się wreszcie ustatkowali, skończyli łamać normy i zaczęli współpracować z resztą społeczeństwa zamiast na niej żerować. To tzw. resocjalizacja poprzez pracę. Nie istnieje żaden inny sposób przywracania kogoś do porządku – jeśli jest zbyt zdemoralizowanym i ten sposób nie działa, to pomóc może w zasadzie już tylko czapa.

    Rosja jako państwowa personifikacja typowego patusa-nygusa z syberyjskiego więzienia postanowiła wybrać recydywę zamiast się ustatkować mimo podarowanej przez Niemcy szansy, więc nie ma sensu płakać nad jej losem, ani też specjalnie krytykować Zachód, że próbował ją na swój sposób znormalizować. Postanowiła tę szansę otwarcia wykorzystać do kupna od niego sznura, na jakim chciała go powiesić zamiast wydać w bardziej konstruktywnym celu, wyszło chuligańskie szydło z worka, no to żegnamy – koniec współpracy.

    Tak naprawdę w powyższym tekście działa wyłącznie magia etykietek ideologicznych. Strona oferująca pokój jest na ogół tą, która oferuje współpracę handlową, z założenia na liberalnych warunkach, bo tylko w takich kwitnie handel bez wyzyskiwania którejkolwiek ze stron. Program liberalny implicite zakłada odpolitycznienie społeczeństwa na rzecz jak najszerszej kooperacji, bo jego upolitycznianie ją utrudnia. Właśnie po to stara się ograniczać władzę polityczna, aby nie stała na przeszkodzie kooperacji i nie uzależniała jej od swojej woli czy interesu. W realnych warunkach efektem tego jest właśnie to, że wytwarza podmioty bogatsze od samych państw, kierujące ich polityką, co tak nie podoba się konserwatystom. Jednak istnienie tych podmiotów jest owocem wyższej kultury pracy i długotrwałej pokojowej współpracy.

    Tam, gdzie wchodzi żywioł polityczny i ambicje państwowe podporządkowujące ludzi jakimś odgórnym planom, tam też szybko zanika współpraca, która wytwarza jakiekolwiek dobra. Gdy państwo sprowadza wojnę, tam gospodarka się załamuje, zatem jest ono niszczycielem liberalizmu, liberalnego porządku i zarazem pokoju, jaki jest wymagany do współpracy. Natomiast pokój bez liberalizmu jest po prostu życiem w poddaństwie tyrana.

    Konflikt strony liberalnej z nieliberalną w większości przypadków zakończy się tak, że strona liberalna jako tą kreującą kulturę gospodarczą na wyższym poziomie, organizacyjnie też będzie w stanie zorganizować siłę zbrojną lepiej niż strona nieliberalna i gospodarczo lepiej udźwignie taki wysiłek. Albo w ogóle dokona outsourcingu tego wysiłku i zapłaci, byle poniósł go ktoś inny, tak jak teraz, eksportując swój sprzęt i know how.

    Niestety, jak długo będą istnieć państwa, tak długo ludzkość będzie powielać schemat dziejowy, w którym jedno z nich zostanie opanowane przez stronę resentymentalną, rewizjonistyczną i na ogół nieliberalną (bo resentyment musi się opierać na niższości organizacyjnej opartej o potrzebę autorytarnego wzorca, który kiepsko adaptuje się do zmiennej rzeczywistości na jakiej opiera się oddolność popytu i podaży, w związku z czym relatywnie autorytarysta zmierza do bycia na ogół biedniejszym). Strona ta będzie chciała tę swoją biedę odwojować politycznie, zamiast gospodarczo, w związku z czym zainwestuje w militaryzm, wytworzy cały teatr propagandowy, wmawiając, że jest tą cnotliwszą, podczas gdy jej przeciwnicy są bardziej zniewieściali i bogactwo czyni ich dekadenckimi, niezdolnymi do wojaczki, będzie prężyć muskuły i zastraszać.

    Po czym, gdy już przyjdzie do konfrontacji, zderzy się ze społecznością, która gdy zdoła się już pogodzić z tym, że trzeba walczyć, w ramach tej swojej kultury organizacyjnej do wysiłku militarnym też wystawi armię lepiej i mądrzej dostosowaną do stawianego zadania oraz – dzięki sile swojej gospodarki – lepiej wyposażoną, która wypunktuje schematyzm kultury autorytarystów przejawiany na polu bitwy. Bo armie ostatecznie przejawiają poziom kultury organizacyjnej społeczeństw, jakie je wystawiają.

    „Widziałem Cesarza – tę duszę świata ( Weltseele zu Pferde ) – powracającego z rekonesansu miasta; to faktycznie cudowne uczucie móc widzieć podobne indywiduum, które – skoncentrowane w jednym punkcie – siedząc na koniu rozpościera się nad światem i roztacza nad nim swą dominację.

    […]
    Tego nadzwyczajnego człowieka nie można nie podziwiać”. Później jednak, bardziej już rozsądnie, zauważy: „Ta wielka figura, która sunie do przodu, depcząc niemało niewinnych kwiatów, jest zmuszona do zmiażdżenia tak wielu rzeczy na swej drodze”.

    Tak Hegel podniecał się widokiem Napoleona, który ostatecznie został pokonany przez naród drobnych sklepikarzy. Każde stulecie wydawało podobnego militarystę – po Napoleonie był Hitler, teraz po Hitlerze mamy Putina. Ale w dziejach nie zwyciężają „miażdżące wiele rzeczy na swojej drodze wielkie figury”, a frakcje reprezentujące pewniejsze gwarancje dla pokojowej współpracy, które są z reguły lepszą inwestycją dla kapitału niż rewizjonistyczne mąciwody o złej reputacji, jakie z ich resentymentami trzeba co rusz spychać w niebyt dziejów.

    Historia powszechna to zapis jednego gigantycznego głupstwa buntu przeciw monistycznej gospodarczej rzeczywistości.

    Buntu przeciw dobrowolności popytu i podaży, czyli dobrodusznemu, świętemu fatum zapisującemu powodzenie afirmującym go społecznościom. Zapewne jak zwykle to bywa, zwycięży strona mniej przeciw niemu kulturowo zbuntowana.

    Ten idiotyczny cykl ostatecznie można przerwać dopiero w stanie wolnorynkowej bezpaństwowości, bo tylko w niej ustanie tworzenie wielkich, politycznych struktur, umożliwiających tego rodzaju rewizjonistom podporządkowywanie za ich pomocą wielkich mas ludzkich i podpuszczania ich do bezsensownego wysiłku przeciw pokojowi, pogarszającemu jedynie ogólną sytuację nas wszystkich.

    Pax libertariana – oto ostateczna forma tryumfu liberalizmu, niezakłócanego już kolejnymi wielkimi wojnami generowanymi przez państwowców z ich durnymi kompleksami.

    Zamiast wywoływać kolejną wojnę dla ratowania jakiejś pseudo-godności, lepiej zmień pracę, weź kredyt. 😉

  8. Stanislaw Lewicki , albo nie zna faktow , albo je pomija.UE i pozycja w niej Niemiec jest amerykanskim pomyslem na zarzadzanie Europa. W 2010 roku prezydent Polski wybudowal bolszewikom pomnik pod Warszawa, abp Michalik podpisal deklaracje z metropolita Cyrylem i generalnie bylo polecenie rzadowe , zeby skladac kwiaty na grobach rosyjskich zolnierzy. Polska jest krajem calkowicie podleglym Waszyngtonowi od 1989 roku. Ta „polska” polityka w 2010 roku byla po prostu owczesna polityka amerykanska . Tak samo jak dzisiejsze PIS-owskie szalenstwa. Sa wypowiedzi syna Brzezinskiego sprzed kilku lat , w ktorych zaleca Polsce dogadanie sie z Niemcami i Rosja. Nawet tylko taka dwunastoletnia perspektywa pozwala domyslac sie , ze w kazdej chwili mozliy jest zwrot o 180 stopni w amerykanskiej polityce . Z tego powodu ludzie komentujacy obecna sytuacje powinni starac sie dostrzegac faktyczne mechanizmy tworzace polityke i z wieksza rezerwa traktowac dzisejszy kurs mainstreamu politycznego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.