Majcher: Kaczyński – fałszywy katechon

Istotną część naszej obecnej debaty publicznej zajmuje kwestia naszych relacji z Unią Europejską i ciągłą odmową wypłacenia nam środków z Krajowego Planu Odbudowy przez KE. Sprawa konfliktu z UE zdaje się nieco przypominać dobrze znany mit o Syzyfie. Kiedy już spór z Unią na jakiś temat wydaje się rozwiązany i polskie władze mają przekonanie, że udało im się wnieść ostatecznie ten mityczny kamień, to ponownie organy unijne znajdą kolejny powód do konfliktu, tym samym powodując upadek kamienia i zmagania rządu polskiego, żeby się z unijnymi biurokratami dogadać. Z pewnością, dla niektórych z nas jest to już bardzo męczące, jednakże w sytuacji międzynarodowej, która kształtuje się na naszych oczach, musimy sobie uświadomić, że program coraz ściślejszego wchodzenia organów unijnych w kompetencje państw członkowskich jest realizowany zdecydowanie silniej niż do tej pory. Dzieje się tak zarówno na warstwie retorycznej, jak i praktycznej, a głównym admiratorem tego programu są Niemcy Olafa Scholza, które już jasno wypowiadają się na temat zniesienia tzw. weta absolutnego poszczególnych państw członkowskich. Warto zwrócić uwagę na fakt, że temat europejski – co wydaje się jasne – jest wykorzystywany w galopującej już kampanii wyborczej do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. W związku z tym mamy zarówno Donalda Tuska jak i PO prezentujących się jako obrońców „Silnej Polski w Unii Europejskiej” jak i Jarosława Kaczyńskiego, który przynajmniej w formie wizerunkowej chcę się pozycjonować jako obrońca polskiej suwerenności przed unijną samowolą. Temat europejski jest tutaj skutecznie wykorzystywany do podgrzewania sporu politycznego i tworzenia dwuosiowego podziału, gdzie z jednej strony mam prounijne elity skupione w „demokratycznej” opozycji, a z drugiej – prezentujący się jako alternatywa (fałszywa, co wskaże w dalszej części tekstu) – obóz Jarosława Kaczyńskiego.

W ramach tego sporu nie może się oczywiście nie pojawić zarzut, że politycy Prawa i Sprawiedliwości, swoimi obecnymi poczynaniami prowadzą nas prostą drogą do POLEXITU. Taki zarzut wyłożył ostatnio nie kto inny jak Donald Tusk, stwierdzając, że: „Kaczyński wyciąga nas właśnie z Unii. Konsekwentnie i z uporem maniaka. Wszyscy zwolennicy Unii muszą to wreszcie zrozumieć. Słowa PiS o armatach i ogniu zaporowym przeciw Brukseli brzmią groteskowo, ale, wierzcie mi, tu już nie ma się z czego śmiać”. Oskarżenia o chęć wyprowadzenia Polski z Unii przez obecną ekipę rządzącą są tak częste, że niektórzy politycy opozycji nie biorą ich już na poważnie. Retoryka wprowadzająca jasny sygnał, że rządu PiS-u zagrażają członkostwu Polski w Unii, jest, jak już wcześniej wspomniałem, bardzo zużytym chwytem, który stosują politycy szczególnie Platformy Obywatelskiej. Nie jest to jednak argument, którym można przekonać wyborców niezdecydowanych, czy też umiarkowanie popierających rząd, gdyż jeśli patrzymy na rzeczywistość przez pryzmat stanu faktycznego, a nie prawd objawionych przedstawianych na twitterze przez Donalda Tuska, to zrozumiemy, że o żadnym „wyciąganiu z Unii” nie może być mowy. Nie to jest jednak najważniejsze. Kluczowym celem takich – nie łudźmy się – demagogicznych chwytów, jest zmobilizowanie twardego elektoratu Platformy. Politycy największej partii opozycyjnej chcą w ten sposób wzbudzić poczucie strachu wobec tych, których podstawowym warunkiem głosowania na Platformę, jest, lekko mówiąc, negatywny stosunek do rządów Prawa i Sprawiedliwości. Kiedy pojawia się strach, dużo łatwiej jest zachęcić do aktywnego udziału w wyborach najwierniejszy elektorat, który mógłby wydawać się znużony po kolejnych porażkach wyborczych. Konieczny do zauważenia jest fakt, że politycy Platformy w ostatnim czasie, zaczęli dopasowywać swoją retorykę bardziej do retoryki socjaldemokratycznej centrolewicy niż liberalnego centrum. Na tym przykładzie widać, że Platforma od dwóch stron jest okrążona – ze strony centrum przez Hołownię i PSL, a ze strony lewej przez Lewicę. W związku z tym, próbując przekonać do siebie centrolewicową młodzież, jednocześnie politycy największej partii opozycyjnej starają się mobilizować najbardziej „radykalnie bezideowych” i wiernych wyborców. A nie ma lepszej rzeczy pobudzającej prounijny elektorat niż straszenie wyprowadzaniem Polski z Unii przez „Dyktaturę Kaczyńskiego”.

Zabiegi populistyczne Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej nie zmieniają jednak faktu, że zarzut o „wyciąganie Polski z Unii” przez Kaczyńskiego jest mocno nieprawdziwy. Obóz tzw. Zjednoczonej Prawicy (no może z wyjątkiem polityków skupiony w Solidarnej Polsce) nie prezentuje się w żadnym stopniu, jako siła, która chciałaby, czy mogła wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej. Można powiedzieć nawet więcej – rząd Mateusza Morawieckiego w praktyce coraz mocniej ulega wpływom unijnych biurokratów, tym samy zacieśniając na Polsce unijny sznur.

Najlepszym tego dowodem jest to, że PiS całkowicie wycofał się ze swoich planów reformy wymiaru sprawiedliwości, likwidując kluczowy jej element, jakim jest Izba Dyscyplinarna Sadu Najwyższego. Likwidacja „pisowskiego” kształtu ustawy o Izbie Dyscyplinarnej i zastąpienie jej ustawą na warunkach unijnych, miało być ostatnią rzeczą, która blokuje wydanie Polsce środków z Krajowego Planu Odbudowy. Rzecznik rządu Piotr Müller, który jeszcze kilka miesięcy temu pisał o „niebezpiecznej tendencji (…) instytucji unijnych do rozszerzania funkcjonowania przepisów prawa poza traktatami unijnymi”, po porozumieniu z Brukselą stwierdził, że: ,,Wypłata środków z Krajowego Planu Odbudowy to jest perspektywa pewnie września. Wcześniej trzeba jednak wypełnić kamienie milowe, które zostały wynegocjowane’’. W trakcie negocjacji postawiono jasny warunek – rządzący muszą podporządkować się Unii w sprawie Izby Dyscyplinarnej SN, inaczej o wypłacie pieniędzy nie może być mowy. Tak więc rząd PiS-u poddał się woli władz unijnych, tym sam dając jasny sygnał, że jak przychodzi co do czego, to obietnice „wstawania z kolan” nie mają żadnego znaczenia, a liczy się wyłącznie krótkofalowe spojrzenie na sprawy międzynarodowe i niedostrzeżenie, że kapitulacja przed Brukselą przyniesie za sobą coraz mocniejszą ingerencję w wewnętrzne sprawy Polski. Jak więc widzimy, że nie ma czegoś takiego jak „wyciąganiu Polski z Unii” przez rządzących. Choć faktycznie obóz Zjednoczonej Prawicy w tym, co mówi, może się prezentować jako proniepodległościowa alternatywa dla maniakalnie prounijnej opozycji „demokratycznej”, mówiącej jednym głosem z politykami Niemieckimi w sprawie likwidacji weta poszczególnych państw członkowskich i wprowadzenia zasady większości w miejsce zasady jednomyślności, to rzeczywistość jest zupełnie inna.

 

Zresztą, aby uświadomić rzeczywistą – a więc oportunistyczną i prounijną – linię polityki PiS-u, wystarczy spojrzeć na wcale nie tak daleką historię uchwalenia Traktatu Lizbońskiego. Unijny dokument, będący, jak twierdził m.in. Nigel Farage, wprowadzoną po cichu Konstytucją UE, został bezkrytycznie przyjęty zarówno przez polityków obozu Jarosława Kaczyńskiego w Sejmie, jak i przez ówcześnie sprawującego urząd prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W ten sposób okazało się, że tak naprawdę suwerenność Polski nie jest tematem najważniejszym, dogmatem, pod którym powinni podpisywać się wszyscy politycy niezależnie od poglądów. Zwyciężył oportunizm oraz całkowite niezrozumienie, że oddawanie organom unijnym coraz to większego zakresu kompetencji będzie coraz bardziej uderzać w interes Rzeczypospolitej oraz jej obywateli. Niestety ówcześni politycy PiS-u nie mogli – lub nie chcieli – dostrzec, że kiedy uda im się wygrać wybory i zdobyć władzę, to unijni biurokraci wyposażeni w nowe kompetencje, nie będą wcale sprzyjać polityce przez nich realizowane, a wręcz przeciwnie. Okazało się, że „IV Rzeczypospolita” nie będzie mogła powstać, bo organy Unii Europejskiej wcale nie chcą na to pozwolić. Czy więc politycy PiS-u, w związku z tym kardynalnym błędem, a może owocem niedojrzałości politycy, nauczyli się czegoś i dokonali zwrotu w relacjach z UE? Jeszcze na początku rządów Zjednoczonej Prawicy mogło się nam tak wydawać. Szumnie obiecywano „wstawanie z kolan” i budowę Międzymorza jako alternatywy dla UE czy nieprzyjmowanie imigrantów, wbrew woli unijnych biurokratów. Z czasem jednak okazało się, że nic z obietnicy bardziej suwerennej polityki zagranicznej nie wyszło.

Udowadnia nam to nie tylko niedawny przykład zniesienia Izby Dyscyplinarnej, ale także w ogóle zgoda na przyjęcie Krajowego Planu Odbudowy, który w zdecydowany sposób uderzał w suwerenne kształtowanie polityki przez Państwo Polskie, umożliwiając unijnym instytucją zaciągnie długów, czy też wprowadzając szereg podatków unijnych, z których środki bezpośrednio mają być przekazywane do budżetu unijnego. Do tego „,mechanizm warunkowości”, czyli uzależnienie przekazania pieniędzy z KPO od przestrzegania przez danych kraj „praworządności”, choć podobno miał zostać dzięki działaniom rządów PIS i Viktora Orbana ograniczony tak naprawdę ostatecznie stał się obowiązując i teraz wykorzystywany jest, aby uniemożliwić otrzymanie przez Polskę, należnych jej pieniędzy. Do tego jeszcze podporządkowanie się unijnej presji w sprawie tzw. „Stref wolnych od LGBT” czy też brak sprzeciwu wobec Europejskiego Zielonego Ładu i jego destrukcyjnych – szczególnie dla Polskiego rolnictwa – założeń. Jak więc widzimy, nieprawdziwe jest stwierdzenie o ,,wyprowadzaniu Polski z UE’’ przez PIS czy o realizowaniu prze obecnie rządzących polityki zagranicznej stawiającej na podmiotowość Polski w Europie. Obecny rząd cały czas, małym kroczkami i brakiem zdecydowania, wpycha na w kontrolę unijnych instytucji, ciągle powtarzając ten sam głupi błąd, którego konsekwencje ponoszą nie tylko Polacy, ale także sami rządzący,

Niech najlepszym dowodem na to, będzie fakt, że mimo podporządkowania się unijnym warunkom w sprawie wypłaty funduszy z KPO, wydanie należnych nam pieniędzy dalej jest wstrzymywane przez Komisję Europejską. Jak stwierdziła Ursula von der Leyen: ,,Nowa ustawa nie gwarantuje sędziom możliwości kwestionowania statusu innego sędziego bez ryzyka, że zostaną pociągnięci do odpowiedzialności dyscyplinarnej. Tę kwestię należy rozwiązać, aby spełnić warunki przyznania środków z KPO i umożliwić Komisji uruchomienie pierwszej płatności’’. Oznacza to, że choć rząd PiS-u podporządkował się woli unijnej, to dalej pieniądze nie będą nam wypłacane, a Polska musi poczynić kolejne ustępstwa, aby móc otrzymać „ochłapy” unijne. Była to sytuacja do przewidzenia i każdy patrzący na politykę długofalowo, zrozumie, że poddańcze prowadzenie polityki wobec UE nie będzie skutkować wygaszaniem sporu, a jeszcze większą eskalacją, gdyż organy unijnie, kiedy już raz swoim działaniem doprowadziły kapitulacji rządu, będę przekonane, że pod wpływem odpowiedniej presji będzie to można zrobić ponownie. I tak PIS musi ponosić konsekwencje własnej nieodpowiedzialnej i prounijnej polityki, i choć teraz słyszmy bardzo głośne oburzenie ze strony rządzących a Jarosław Kaczyński mówi nawet, że ,,Unia nie wykonuje swoich obowiązków wobec Polski, nie przestrzega żadnych reguł. W tej sytuacji nie mamy powodów brać pod uwagę jej zastrzeżeń’’ to obok pojawiają się jasne zapewnienia, że Polska z Unii nie ma zamiaru występować.

Obóz Jarosława Kaczyńskiego popełnia tak naprawdę ciągle ten sam błąd. Relacja z Unią Europejską jest dla nich ważniejsza niż realizacja faktycznych interesów Polski, szczególnie kiedy coraz silniejsza jest obawa przed rosyjskim imperializmem. Niestety, nie możemy mówić o Prawie i Sprawiedliwości jako zaporze, broniącej Polskiej niepodległości przed UE, bo choć teraz politycy ekipy rządzącej są bardzo krytyczni wobec działań UE, to taka retoryka ma tylko charakter tymczasowy a rząd ostatecznie ugnie się pod presją unijnych instytucji, godząc się na wszystkie ich warunki. Pozostaje mieć jednak nadzieję, że Polska będzie w stanie zachować, chociaż część  samostanowienia, zwłaszcza w teraźniejszej sytuacji międzynarodowej – wojny na Ukrainie oraz coraz większej swobody Unii Europejskiej w poszerzaniu swoich kompetencji.

Dominik Majcher

Click to rate this post!
[Total: 18 Average: 4.5]
Facebook

3 thoughts on “Majcher: Kaczyński – fałszywy katechon”

  1. „Kiedy już spór z Unią na jakiś temat wydaje się rozwiązany i polskie władze mają przekonanie, że udało im się wnieść ostatecznie ten mityczny kamień, to ponownie organy unijne znajdą kolejny powód do konfliktu, tym samym powodując upadek kamienia i zmagania rządu polskiego, żeby się z unijnymi biurokratami dogadać. Z pewnością, dla niektórych z nas jest to już bardzo męczące, jednakże w sytuacji międzynarodowej, która kształtuje się na naszych oczach, musimy sobie uświadomić, że program coraz ściślejszego wchodzenia organów unijnych w kompetencje państw członkowskich jest realizowany zdecydowanie silniej niż do tej pory.” – Kaczyński i PiS tylko darli gęby bez poparcia. Już w ubiegłym roku radni PiS w samorządach pokornie odrzucali normalne wartości przyjmując unijne, tolerancjonistyczne rozporządzenia – vide Tomaszów Mazowiecki. Teraz PiS po prostu dostaje w zęby za machanie szabelką i są uczeni pokory. Zanim jednak zostaną jej nauczeni, najbardziej prawdopodobne jest, że stracą władzę.

  2. Na marginesie bezwzględnej uległości PiS wobec organów UE przydałoby się stwierdzić, iż zestawianie Polski z pozostałymi państwami V4 jest kosmicznym wręcz nieporozumieniem. Wszyscy pozostali członkowie V4, nawet pod rządami koncesjonowanych przez Brukselę liberałów, nie wahają się stawiać swoich własnych warunków. Tymczasem do przekonania każdej z polskich partii wystarczy słowo-klucz „Putin”, co pokazuje olbrzymią różnicę jakościową w polityce zagranicznej.

  3. Ta krytyka działań UE jest jedynie na pokaz. PiS jest chyba nawet bardziej prounijne niż PO. Może być też, że wynika ona z tego, że PiS obraziło się na Unię za to, że Unia nie dotrzymała obietnic wszelkiego wsparcia PiS w zamian za posłuszeństwo, a nawet nadgorliwość we wdrażaniu nowego, unijnego ładu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.