Rękas: Do celu klimatycznego i z powrotem. Europejska energetyka wojenna

Krytycy polityki energetycznej Unii Europejskiej przedwcześnie zacierali ręce sądząc, że kryzys ukraiński doprowadzi do zmiany priorytetów i wprowadzi element racjonalizacji do narzucanych państwom członkowskim limitów, opłat i regulacji. Przeciwnie, dzięki wojnie, a faktycznie wskutek wygodnie nią uzasadnianych spekulacji na rynku opcji gazowych oraz paliw rafinowanych – transformacja energetyczna Europy ma następować jeszcze szybciej, przy zwiększeniu zależności surowcowej od Stanów Zjednoczonych i z założeniem przerzucania kosztów na gospodarstwa domowe. Jeśli ta wojna szybko się nie skończy – przyszłej zimy Europie zabraknie 109 miliardów metrów sześciennych gazów, a mieszkańców trzeba będzie zmusić do zmniejszenia zużycia co najmniej o 14 proc.

Cel klimatyczny, Ukraina – czy maksymalizacja zysków i kontroli?

Gas feeder lines at the Yamburg gas-condensate field, Tazovskiy Pennisula, Yamalo-Nenetskiy AO. These pipelines take gas from the wells to the processing plants.

Traktowana trochę jak wstydliwe przyznanie się do winy teoria sekurytyzacji w stosunkach międzynarodowych zauważa, że dane zagadnienie staje się „zagrożeniem dla bezpieczeństwa” w momencie, gdy rządzący i media skupią na nim zainteresowanie opinii publicznej. Nie ma przy tym większego znaczenia czy rzeczone zagrożenie faktycznie występuje, a jedynie było niedoceniane, czy też jest całkowicie konstruktem społecznym. Jeśli bowiem coś wywołuje realne skutki – to jest realne, w każdym razie w świadomości odbiorców. To w niej konstruowany jest obraz dobra zagrożonego – np. poziomu życia, bezpieczeństwa osobistego, indywidualnej konsumpcji itp. A równolegle sekurytyzuje się daną wartość poprzez wywołanie zgody na podjęcie działań nadzwyczajnych. W przypadku kryzysu ukraińskiego możemy mówić o jeszcze jednym elemencie: podejmując radykalne kroki na rzecz zmiany europejskiego miksu energetycznego – Komisja Europejska skutecznie ukryła realny obiekt sekurytyzacji. Choć bowiem wizja błyskawicznego odejścia od rosyjskiego węgla tłumaczona jest m.in. ochroną rynku przed zakłóceniami, dążeniem do obniżki cen energii itp. – oczywistym jest, że tak jak nagle przestano przejmować się świętym jeszcze przed chwilą celem klimatycznym, tak kluczowe stała się osłona interesów energetycznych oligarchów i zagranicznych inwestorów funkcjonujących na Ukrainie. No i rzecz jasna, nieodmiennie coraz większa kontrola nad naszym życiem za pomocą instrumentów energetycznych.

Kto podnosi ceny energii?

10-Punktowy Plan Unii Europejskiej odejścia od rosyjskiego gazu w perspektywie ledwie kilkunastu miesięcy to zatem nie tyle porażka europejskiej polityki energetycznej – ale raczej gwiazdka z nieba dla dążących do jej dalszej radykalizacji. Tylko w 2021 r. unijny import gazu z Rosji wynosił około 140 miliardów metrów sześciennych gazu, a kolejne 15 miliardów m. sześć. stanowił rosyjski LNG. Łącznie to 45 proc. unijnego importu i 40 proc. konsumpcji gazu w UE. Na szczęście dla kończącej się właśnie zimy – rosyjskie gazociągi, zarówno bałtycki Nord Stream1, jak i nitki Braterstwa biegnące przez Ukrainę, mimo trwających walk pracują bez zakłóceń, a dostawy dokonywane są planowo. Jakiekolwiek zatem dalsze podwyżki cen detalicznych gazu czy prądu nie mogą zatem być tłumaczone działaniami strony rosyjskiej, która wywiązuje się z zobowiązań mimo wojny gospodarczej ogłaszanej na Zachodzie. To na Zachodzie właśnie należy szukać przyczyn zwyżek, wciąż powiązanych ze spekulacyjną grą opcjami, jak i paradoksalnie – również podwyżek cen paliwa. Wbrew bowiem obiegowej opinii to nie bieżąca cena baryłki ropy ma na nie największy wpływ – ale znowu, spekulacje opcjami paliw rafinowanych oraz zwiększane narzuty rafineryjne. To nie Putin podnosi ceny na stacjach – ale Shell, BP czy Orlen. To ich zyski, ich gra i… ich wojna. A my pozostajemy jej żołnierzami.

Zaciskanie pasa – czy garoty?

I zostaniemy zmobilizowani nawet nie wychodząc z domów. Jest się o co bić – Unia właśnie oszacowała wartość własnego rynku energetycznego na ok. 200 miliardów euro, zaś wydatki państw członkowskich na dopasowanie się do nowej strategii – na kolejne 55 miliardów eu. Główne założenia Planu to oczywiście zwiększenie importu LNG „z innych źródeł” (czyli z USA i Kataru), maksymalne wypełnienie rezerw, wstrzymanie się z zamykaniem elektrowni jądrowych, no i nieodmiennie dalsza transformacja w kierunku źródeł odnawialnych. A wszystko to przy drakońskim zaciskaniu pasa, wymuszanym twardą polityką cenową, poluzowaniem osłon i wymuszeniem mniejszego zużycia energii przez zwykłych obywateli. Pieniądze będą bowiem im potrzebne na kolejne zakupy – np. na wymianę nawet nowych piecyków gazowych na pompy ciepła. No wiecie, to takie ogromne huczące szafy, dla których trzeba przekopać cały ogródek, a potem one i tak same przełączając się na grzałki elektryczne. A jeśli ktoś nie ma ogródka? To niech sobie kupi kocyk, póki go jeszcze stać.

Kto zniszczył polskie górnictwo?

Z resztą założeń unijnych nie jest zresztą lepiej. Jak przeanalizował wiodący, związany z Uniwersytetem w Oxfordzie analityczny think-tank Aurora Energy Reasearch – wszystkie te założenia mniej więcej trzymają się kupy, jeśli konflikt i jego konsekwencje potrwają nie dłużej niż 2 lata. To znaczy, jeśli rosyjski gaz nadal będzie płynąć przez Ukrainę, a opóźnienie NS2 nie będzie dłuższe niż do 2025 r. Realnie bowiem część założeń unijnych nie ma sensu – ignorują bowiem brak możliwości automatycznego wzrostu importu z Algierii i Libii, wobec trudności z zaspokojeniem tamtejszego wewnętrznego importu. Również interkonektory między Hiszpanią a Francją nie byłyby w stanie przekazywać zwiększonych pojemości. Ani Norwegia, ani okradające z gazu i ropy Szkocję Zjednoczone Królestwo nie mogą w takim tempie zwiększyć wydobycia. Wstrzymanie się z planowanym na ten rok zamknięciem holenderskiego pola Groningen nie jest możliwe bez znacznego zwiększenia nakładów itd. Wypełnienie zbiorników w 90 proc. przed następną zimą, (jak chce UE) nie jest w ogóle możliwe ze względów bezpieczeństwa, a kosztować może nawet dalsze 100 miliardów euro. Już nie mówiąc o tym, że elektrownia jądrowa to nie wesołe miasteczko, nie można jej sobie ot tak, składać i rozkładać na zamówienie. Zwłaszcza, że do tych przeznaczonych już przecież do zamknięcia – nie zamawiano paliwa. Podobnie zresztą rzecz się ma z elektrowniami węglowymi, na które znienacka KE spojrzała życzliwym okiem (zapominając o spodziewanym zwiększeniu uśrednionej emisji do 22MtCO2). Po prostu – jednym krajem, który byłby w stanie szybko i w rozsądnych cenach dostarczyć i uran, i węgiel jest… Rosja. I miejmy nadzieję, że wszyscy ci zamykający polskie kopalnie i ignorujący konkurencyjność energetyczną rosyjskiego i donbaskiego groszku – doceniają urokliwy czarny humor obecnej sytuacji.

Będzie drożej – nawet o jedną trzecią

Całej reszcie, to znaczy wszystkim konsumentom nie będzie jednak do śmiechu. O ile cięcia dla przemysłu zakłada się na ten rok na poziomie 5-10 proc. o tyle klienci indywidualni mają zarówno zredukować swoje zapotrzebowanie o ok. 14 proc., jak i spodziewać się podwyżek w wysokości mniej więcej 30-35 proc. cen obecnych. I nie, nie przyjedzie kawaleria na łupkowym koniu – choć już się przebąkuje w Europie o powrocie do tej morderczej dla środowiska, ukochanej przez Amerykanów metody wydobycia. Nawet ściągany z USA płynny gaz mógłby pokryć ledwie 70 proc. dziury powstałej w wyniku wyeliminowania gazu rosyjskiego. A przecież większa część krajów zachodnich musiałaby najpierw ponieść kolejne nakłady na jego bezpieczne przyjmowanie i włączanie do sieci w takich ilościach.

Proszę Szanownych Czytelników, na dziś wiadomość energetyczna, odarta z ozdobników, teorii i propagandy – brzmi tak: będzie drożej, ciemniej, zimniej. I nikt nam w tym nie pomoże. Zyski zaś zbiorą ci, co zawsze.

Konrad Rękas

Click to rate this post!
[Total: 22 Average: 4.3]
Facebook

2 thoughts on “Rękas: Do celu klimatycznego i z powrotem. Europejska energetyka wojenna”

  1. (…)Kto zniszczył polskie górnictwo?(…)
    Śląska oligarchia ze wszystkich stron… w tym związkowców co się tak gardłowała, że… (…)My się więcej w ciula robić nie damy(…).
    Dowód: Brak protestów, gdy przepychano wyjątek pocztowy* do zakazu w niedzielę.
    * Poczta Polska to podmiot, który nie licząc jednostkowych wyjątków, nie wogóle NIE OBSŁUGUJE, a gdzie tu mowa w ogóle o handlu, i to nawet w SOBOTY.

    A jak ruszy kwestia przekształceń własnościowych to uruchomi się także czynnnik (…)kibicowski(…).

  2. zapewniam Autora,
    że tzw. 'ELYTOM’ post1989 zwisają flakiem te wszystkie prognozy o jakich Pan piszesz-a o czym dudnią już CAŁY ŚWIAT
    a dowodem-PEŁNY SERWILIZM zaprezentowany przez prezia dudexa wczoraj w knesejmie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.