Rękas: Ukraińcy do domu?

Wypadałoby westchnąć: a nie mówiliśmy? Media głównonurtowe z wyraźnym upodobaniem uwypuklają przypadki zdarzeń z udziałem ukraińskich gastarbajterów w Polsce, a to komuś nawymyślano, a to w bójce padły sugestie, żeby wracał do siebie, a to po prostu kogoś oświeciło, że jest na emigracji i czuje się obco i niemiło. Niesamowite, no to kto by mógł to przewidzieć!? Hej, ale zaraz… No właśnie.

Środowiska niezależne od establishmentu wyraźnie ostrzegały przed oczywistymi następstwami przybycia do Polski na stałe blisko 1,5 miliona ukraińskich pracowników. To się po prostu nie mogło skończyć dobrze – w zderzeniu z Polakami, którzy przez 70 lat żyli w środowisku monoetnicznym, niemal bez żadnych mniejszości – narodowych, językowych czy religijnych. Uprzedzaliśmy, że jeśli chcemy uniknąć konfliktów – należy Polaków przygotować, a Ukraińców wychować do życia razem. Tego wymagał czysty pragmatyzm!

 

Pogodynka zapowiada burzę

Niestety, ostrzeżenia z premedytacją przedstawiano jako groźby, a prognozy niekorzystnego rozwoju sytuacji pomijano lub zakrzykiwano jako „czarnowidztwo” i prowokowanie problemów. Cóż, to trochę tak, jakby pogodynka odpowiadała za burzę, którą zapowiada…

A przecież wystarczy przyjąć do wiadomości, że oba narody – polski i ukraiński są ogromnie sfrustrowane, funkcjonują pod stałą presją, przede wszystkim socjal-ekonomiczną, ale w głębi uderzającą w samą istotę narodowej tożsamości. Nikt nam nie powiedział co to właściwie znaczy być Polakami i Ukraińcami w XXI wieku, w żaden sposób nie możemy być pewni naszej przyszłości, nic więc dziwnego, że w połączeniu z nieprzepracowanymi wciąż zaszłościami historycznymi – tworzy to mieszankę wybuchową. 1,5 miliona Ukraińców w Polsce to po prostu strzelba, która musi wystrzelić.

Tym bardziej, że coraz trudniej uwierzyć, że mamy tylko do czynienia z głupotą i ślepotą rządzących Polską. Przeciwnie, coraz bardziej polityka wobec Ukraińców wydaje się mieć znamiona prowokacji. Polacy są ogromnie przeczuleni na wszelkie objawy tego, co mogłoby zostać uznane za uprzywilejowanie – bo sami nie mogli nigdy liczyć na żadne życzliwe gesty czy to ze strony własnych (?) władz, czy samemu występując w roli imigrantów zarobkowych na Zachodzie. Dość powiedzieć, że tam nikt się nie rozczula nad polskim gastarbajterem nie rozumiejącym po holendersku czy farersku. Namawianie Polaków by uczyli się ukraińskiego, zamiast Ukraińcy polskiego – to jest po prostu drażnienie najbardziej podstawowych polskich instynktów. Nasi rodacy nie czują więzi z miejscową władzą, to zawsze byli i są „Oni”, szerokie kręgi społeczne czują się wyalienowane w stosunku do aparatu państwa – a teraz jeszcze dowiadują się, że już zupełnie nic im nie zostaje, bo i praca, i sąsiedztwo zajęte są przez „Obcego” – Ukraińca. A to już prosta droga do agresji i konfrontacji.

Komu służy konflikt polsko-ukraiński

I być może właśnie o to chodzi. Obecność ukraińskich pracowników w Polsce ma bezpośrednie, negatywne skutki dla polskiej gospodarki, utrzymując nas w pułapce niskich zarobków i rynku z przewagą pracodawców, co trzyma naszą ekonomię w pułapce średniego wzrostu. Prowokowany konflikt, którego pierwsze gwałtowne przejawy są tak eksponowane w mediach – wydaje się też tworzyć alibi dla stale Polakom narzucanej psychologii winy, ahistoryczne przedstawiania nas jako agresorów, zaś Ukraińców jako wyłącznie niewinnych ofiar. Współgra to z propagandą Kijowa, który właśnie na taki fałszywy wizerunek biednych pokrzywdzonych łapie międzynarodowe poparcie i widzi szansę swojego przetrwania. Konflikt z Polakami jest na rękę kijowskiemu reżimowi, który trzyma go w rękawie do ewentualnego podkręcenia nacjonalistycznych emocji na Ukrainie. W dodatku zaś straszenie Ukraińców nieprzyjazną Polską dziwnie współgra za zmianami na europejskim rynku pracy. Czy już wkrótce nie dowiemy się więc, że skoro Ukraińcom tak źle w Polsce – to niemiecka gospodarka przyjmie ich bezpośrednio? I choć Polacy raczej nie będą w takiej sytuacji za nieproszonymi gośćmi płakać – sytuacji Ukrainy bynajmniej to nie poprawi.

Nie chodzi bowiem o to, by Ukraińców z Polski wyrzucić – ale by nauczyć ich współistnienia tak, by chcieli i umieli zrobić porządek we własnym domu. W dobrze pojmowanym interesie obu naszych, bratnich (niegdyś…) narodów.

Konrad Rękas

[Głosów:12    Średnia:4.7/5]
Facebook

2 thoughts on “Rękas: Ukraińcy do domu?”

  1. 1,5 mln Ukraińców przy propozycjach Korwina, to mały pikuś. Krul wspomniał kiedyś, że jak wprowadzi w Polsce turbokapitalizm, to zjedzie do nas z 10 mln imigrantów, bo będzie tak, jak w XIX-wiecznych USA. W Warszawie pojawią się szejkowie arabscy w swoich limuzynach oraz żydowska finansjera, która przyleci prywatnymi odrzutowcami. Na Helu, w ekskluzywnych marinach, stacjonować będą jachty multimilarderów. W stolicy wyrosną drapacze chmur – po 300, 400 metrów. Będzie drugi Dubaj – kapitalistyczna monarchia, której nie powstydziłby się nawet JCM Włodzimierz W. Putin.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *