Szlęzak: Mariupol a Powstanie Warszawskie

W zasadzie nie czytam i nie słucham co mają do powiedzenia najważniejsi politycy PiS-u. Przeglądając internet nie da się jednak nie natknąć na ich wypowiedzi. 1 sierpnia, nie tyle natknąłem się, co się nadziałem na kolejną „mądrość” prezydenta Andrzeja Dudy. Już sam nie wiem czy Ukraińcy mają jakieś ostre haki na Dudę, czy on sam z siebie jest taką podłotą i zaprzańcem, że nawet przy okazji rocznicy powstania warszawskiego, robi porównania z wojną na Ukrainie. Nie wiem czy jest aż tak zakłamany, żeby nie wiedzieć, iż Ukraińców i powstanie łączy tylko fakt udziału ukraińskich oddziałów w tłumieniu powstania i mordach na ludności cywilnej. Mogę zrozumieć, że Duda nie chce o tym mówić, ale porównywanie rzezi jaką było powstanie z wojną na Ukrainie jest w tym kontekście umysłową aberracją.


W ogóle za aberrację uważam aktualny stosunek do Ukrainy nie tylko PiS-u, ale większości ugrupowań politycznych w Polsce. Po pierwsze jeśli przyjąć, że Rosja zagraża Polsce, a Ukraina jest barierą chroniącą przed jej agresją, to jest to nieprawda. Polska ma granicę z Rosją i Białorusią wynoszącą ponad sześćset kilometrów. Granica z Ukrainą, to mniej niż pięćset kilometrów. Piszę o granicy z Białorusią, bo oczywistym jest, że jeśli Rosja będzie chciała zaatakować Polskę, to terytorium Białorusi wykorzysta do tego celu bez problemu. I to są fakty. Zatem jaką tu przeszkodą ma być Ukraina? Poza tym z Królewca i Grodna bliżej do Warszawy niż ze Lwowa. Jak trzeba być głupim, żeby nie wiedzieć i nie rozumieć, że bufor antyrosyjski na wschodniej granicy nie istniał i nie istnieje, ponieważ Litwa nie jest dla Rosjan poważną przeszkodą, Białoruś jakby co – w dużej mierze z winy polskiej polityki – jest już bazą i zapleczem do rosyjskiego ataku, a Ukraina przestaje mieć znaczenie jako potencjalny bufor i dla Rosjan ma większe znaczenie w przejściu na Bałkany niż w uderzeniu na Polskę.


Dla wyznawców koncepcji Giedroyca – Brzezińskiego fundamentalną kwestią jest, iż bez Ukrainy Rosja nie może odrodzić się jako imperium. Z kolei Rosja jako imperium zagraża Polsce, ponieważ będzie dążyć do odbudowania swoich wpływów w Europie z okresu istnienia Związku Sowieckiego. Zatem obrona Ukrainy leży w żywotnym interesie Polski. Trzeba przyznać, że to rozumowanie ma uzasadnienie i najwyraźniej mieści się w zakresie polityki USA wobec Rosji. Nie ulega wątpliwości, że to w głównej mierze Amerykanie wręcz dyktują tak rozumianą politykę wobec Ukrainy i Rosji. Z tego względu nie należy zapominać, że ta polityka jest dla Amerykanów jednak tylko fragmentem, być może istotnym, ale tylko fragmentem ich globalnej polityki i może ulec zmianie w sposób i czasie zupełnie zaskakującym dla strony polskiej, która z kolei z tej polityki robi najważniejszy filar swojego bezpieczeństwa. I to jest nie jedyna luka w pojmowaniu tego problemu po polskiej stronie. O tej innej luce tego rozumowania już napisałem. Ta luka ma szerokość sześciuset kilometrów i sprawia, że Rosjanie wcale nie potrzebują kontrolować Ukrainy, żeby kontrolować Polskę.

W tej sytuacji na czoło wysuwa się zagadnienie kogo mamy za plecami. Wydawałoby się, że tu sytuacja jest bezpieczna i stabilna. Oparcie w Unii Europejskiej i NATO zdaje się dawać gwarancje nietykalności przez Rosję. Niestety coraz bardziej okazuje się, że to jednak pozory. NATO to w tym wypadku głównie USA i Wielka Brytania. Wartość gwarancji amerykańskich i brytyjskich znamy już z historii. Ukraińcy znają je od kilku lat i gdyby anglosaskie mocarstwa chciały ich dotrzymać, to amerykańskie i brytyjskie dywizje powinny bić się na Ukrainie na pierwszej linii. Póki co wysyłają broń, z której Ukraińcom nie wolno strzelać na terytorium Rosji. Rządy PiS-u wyciągnęły z tego taką naukę, że mówią o bezalternatywności sojuszu z USA i osi militarnej z Ukrainą i Brytyjczykami. Pomijając już to, czy Amerykanie i Brytyjczycy będą lojalnymi sojusznikami, to właśnie powstanie warszawskie pokazuje, jak nieskuteczna jest pomoc, jeśli nie ma się lądowego połączenia z sojusznikiem, który tę pomoc śle. Dodam tylko, że nie ma jakichkolwiek sygnałów, żeby Amerykanie i Brytyjczycy uznali Polskę za bezalternatywnego sojusznika.


Jeśli chodzi o UE, to najwięksi i najsilniejsi jej członkowie poza oficjalnymi deklaracjami coraz więcej zrozumienia mają dla rosyjskich racji, a coraz mniej dla polskich. Żeby tradycji stało się zadość rząd PiS-u wraca do strategii bezalternatywnych wrogów, czyli stosunki z Rosją i Niemcami muszą być jednocześnie jak najgorsze. Nie ma co mówić, to się zawsze udawało i zawsze kończyło starciem Polski na proch, czego powstanie warszawskie było kolejnym tragicznym przykładem.

Fatalna polityka PiS-u polega na tym, że nie ma szans na to, żeby skończyła się ona jakimś choć w miarę korzystnym kompromisem. PiS, a co za tym Polska nie wygra obecnego konfliktu z Niemcami i Francją, czyli de facto z Unią Europejską. Węgry, czyli ostatni sojusznik w UE, właśnie został wrogiem. PiS skapituluje, a jeśli nie będzie rządził, to rząd PO tę kapitulację przyklepie i ogłosi jako swój sukces. A co będzie, jeśli Ukraina wojnę przegra? Jest teraz do tego bliżej niż dalej, choć wojna potrwa jeszcze długie miesiące.

Jak się na te problemy popatrzy z pewnego dystansu, to polskie zaangażowanie po stronie Ukrainy, nie przewidujące nomen omen alternatywnej polityki, nie daje się racjonalnie wytłumaczyć i prowadzi do katastrofy, której już nieraz doświadczaliśmy. Ryzyko takiej katastrofy jest tym większe, że obecnie rządzący prowadzą wręcz tragiczną politykę wewnętrzną, która osłabia państwo i czyni je tym bardziej podatnym na zewnętrzne ataki. I tego się doczekamy.
A Państwa zdaniem, co jest przyczyną tak uległej polityki wobec Ukrainy?

Andrzej Szlęzak

za: FB

Click to rate this post!
[Total: 21 Average: 4.8]
Facebook

7 thoughts on “Szlęzak: Mariupol a Powstanie Warszawskie”

  1. To w interesie USA jest raczej, żeby ta wojna toczyła się, jak krew z nosa. Ukraina przegrać nie może, bo to byłaby wizerunkowa porażka USA. Z drugiej strony, szybkie pokonanie i wypchnięcie Rosjan, to też dla USA nie jest optymalne rozwiązanie. Najlepiej jest wspierać Ukrainę – raz więcej, raz mniej – tak, żeby nie wypchnąć Rosjan i nie zniechęcić ich do dalszych ataków. Nie można też za bardzo ustabilizować sytuacji, bo to doprowadziłoby do jakiś negocjacji i odrąbania części Ukrainy. Trzeba po prostu tak zasilać Ukrainę, aby balansować wahadłowo wokół jakiegoś położenia równowagi i raz przechylać szalę na korzyść Ukraińców, innym razem zasilać ich mniej, aby dać Rosjanom posunąć się do przodu.

    1. „Z drugiej strony, szybkie pokonanie i wypchnięcie Rosjan, to też dla USA nie jest optymalne rozwiązanie.”

      Szybkie wypchnięcie Rosjan ze Wschodu i południa Ukrainy nie jest możliwe i Amerykanie nie chcą do tego przyłożyć ręki z jednego głównego powodu: obawy użycia przez Rosjan taktycznej broni jądrowej i ryzyka wybuchu trzeciej wojny światowej. Dlatego Ukraińcy nie mogą liczyć na rakiety o zasięgu 300 km. Wydaje się, że Amerykanie, lecz także Chiny i Europa Zachodnia, liczą na zamrożenie konfliktu na obecnej linii frontu łączącej Donbas korytarzem lądowym z Krymem. Także na taki finał wojny powinny się przygotowywać władze polskie, nie wychodząc przed szereg w antyrosyjskiej retoryce, gdyż kłócąc się z Niemcami o reparacje i praworządność, będziemy w Europie izolowani i rozgrywani ponad naszymi głowami. I właśnie do tego, wbrew szumnym deklaracjom i pseudopolityce „wstawania z kolan”, doprowadzi Polskę „polityka” (cudzosłów zamierzony) Jarosława Kaczyńskiego.

  2. Wszystko rozstrzygnie jesień-zima. Gdy będzie chłodno i głodno to sami Ukraińcy mogą zrobić masówkę antywojenną, byleby się nagrzać i najeść. Na zasadzie chyba pierwszego majdanu (pomarańczowej rewolucji). Jeżeli Rosja na ziemiach okupowanych dostarczy i jedzenie i gaz i ropę to tym bardziej podkręci ruch negatywny. Oczywiście może być tak, że nienawiść tak została wpojona w Ukraińców, że zignorują to „byleby z Moskalami siem bić”. Zobaczymumy na zimę…

  3. „A Państwa zdaniem, co jest przyczyną tak uległej polityki wobec Ukrainy?”

    Dobra diagnoza p. Szlęzaka o fatalnej polityce wewnętrznej rządu PiS idzie w parze z zupełnym nierozumieniem przez p. Szlęzaka interesów państwa polskiego w polityce zagranicznej. I drugorzędne znaczenie mają tutaj antyukraińskie emocje Pana Autora odrzucającego porównanie popowstańczej Warszawy z Mariupolem zrównanym przez Rosjan z ziemią. Co nie znaczy, że na polityków ukraińskich nie powinniśmy uważać. Na przykład na tych, którzy projektując odbudowę Ukrainy po wojnie „przydzielili” Polsce obszar bynajmniej nie naszych wpływów cywilizacyjnych leżących na zachód od Dniepru, lecz zbudowany przez Rosjan i leżący w obszarze rosyjskich wpływów cywilizacyjnych Donbas…
    Ad rem. Wydawałoby się, że polityk tak doświadczony jak p. Szlęzak lepiej rozumie jaki wpływ na Polskę uzyskaliby Rosjanie, gdyby Ukrainę kontrolowali podobnie jak dziś kontrolują Białoruś. Nierozumienie tego zagrożenia przez p. Szlęzaka dyskwalifikuje go jako poważnego komentatora polskiej polityki zagranicznej. To sztambucha p. Szlęzakowi list Ławrowa z grudnia 2021 r. do Departamentu Stanu USA, w którym Rosja żądała od USA wycofania swoich instalacji wojskowych za linię Odry, czyli de facto poszerzenia rosyjskiej strefy buforowej nie tylko o Ukrainę, lecz także o Polskę… Czy nie po to, Szanowny Panie Szlęzak, aby rozmawiać z Polską z pozycji siły, jak Rosja miała w zwyczaju robić to przez ostatnie 300 lat ? Po drugie do sztambucha p. Szlęzakowi i podobnie myślącym Czytelnikom dającym takim tekstom pięć gwiazdek: otóż Polska ma wspólny interes z USA niedopuszczenia do wypchnięcia amerykańskich wpływów z Europy, gdyż konsekwencją wyjścia Ameryki z Europy byłoby powstanie, prędzej czy później, osi Moskwa-Berlin kontrolującej cały pomost bałtycko-czarnomorski i całkowicie niszczącej sprawczość Polski na tym obszarze naszych żywotnych interesów gospodarczych. I nie chodzi tutaj o powstanie jakiejś nierealnej mitycznej unii polsko-ukraińskiej. W wojnie rosyjsko-ukraińskiej, toczonej przez Ukraińców także w polskim interesie idzie z polskiej perspektywo o to, aby Ukraina stała się dla Polski obszarem ekspansji wpływów gospodarczych w celu wzmocnienia siły ekonomicznej państwa, gdyż to jedyna dla Polski droga w gospodarczej rywalizacji z Niemcami i przełamania „dualizmu na Łabie” w celu przezwyciężenia peryferyjnego statusu polskiej gospodarki względem rdzennej gospodarki niemieckiej i budowania, we współpracy polsko-ukraińskiej, rdzennej pozycji gospodarki polskiej na obszarze między Morzem Bałtyckim i Czarnym. Ciekawie będzie obserwować jak polscy politycy poradzą sobie z tym wyzwaniem, gdyż tej polskiej polityce będą przeciwdziałać Niemcy i Rosjanie.
    Pan Szlęzak się myli obawiając się wycofania Ameryki z Europy. USA nie może sobie pozwolić na utratę wpływów w Europie, gdyż to osłabi Amerykę w jej globalnej rywalizacji z Chinami i Rosją. Dlatego, to do sztambucha rusofilom, Polska ma z USA wspólny interes w powstrzymywaniu Rosji i trzymaniu w ryzach Niemiec (przed osią Moskwa-Berlin) z szansą na stanie się obszarem rdzeniowym w oparciu zasoby Ukrainy. O to toczy się ta wojna z polskiej perspektywy i dlatego wysyłamy broń Ukrainie.

    1. Mówi pan o „polskiej ekspansji gospodarczej”? A nie zauważył pan, że nasza gospodarka to mimo wszystko prymitywna gospodarka uzupełniająca do gospodarki Niemiec? Że około 1/3 naszej gospodarki jest uzależniona od Niemiec? Że polska największa spółka o zasięgu międzynarodowym (Orlen) to spółka surowcowa, nie high-tech czy poważny przemysł, zaś jej siła nie kwalifikowałaby się nawet na TOP10 korporacji francuskich czy niemieckich? Nie zauważył pan, że nasze zdolności inwestycyjne pokazuje prędkość budowy elektrowni atomowej, komercjalizacji technologii produkcji grafenu, eksploatacji gazu łupkowego i innych? Jako kraj i naród nie mamy możliwości wykorzystywania tego co mamy, a chce pan ekspansji na Ukrainę? Nie zauważył pan, że polski cukier został przejęty przez oligopole z Niemiec, że polskie szkolnictwo wyższe faktycznie są masowymi drukarniami dyplomów, zaś większość tzw. „prac naukowych” to plagiat, plagiatu z zachodnich publikacji przeformatowany w taki sposób, by antyplagiat tego nie wykrył? Proszę pana, proszę zejść na ziemię. Rzeczywistość to nie jest bajka Tolkiena czy Rowlings…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.