Wielomski: Dlaczego jestem „denialistą klimatycznym”? (cz.1)

Studiując ostatnio pisma różnego rodzaju globalistów, między innymi najnowsze teksty Klausa Schwaba, zauważyłem, że po Wielkim Resecie związanym z infekcją Covid-19, środowisko to przygotowywało już nową narrację, która miała zająć umysły ludzi siedzących przed telewizorami. Po panice wywołanej przez infekcję zaplanowano wywołanie paniki związanej z katastrofą klimatyczną. Temat został chwilowo odłożony na półkę z powodu wojny – Putinem można straszyć znacznie skuteczniej niż CO2 – lecz, nie miejmy wątpliwości, temat raz już przygotowany z pewnością wróci.

Jaki jest mój stosunek do dyskusji wokół globalnego ocieplenia? Jest ono faktem, którego nie sposób negować, ponieważ wskazują na nie porównania corocznych średnich temperatur. Pojawia się tutaj jednak podstawowa wątpliwość: czy wynika ono z działalności człowieka, naturalnych cyklów ocieplania i oziębiania klimatu, czy z obydwu tych czynników równocześnie, przy trudnych do ustalenia wzajemnych proporcjach? Jako, że nauki ścisłe to nie moja dziedzina, analizę tę zacznę od historii, której poświęcę ten artykuł. Aby nie zarzucono mi manipulacji „denialistycznej”, przy każdej informacji podaję w nawiasie jej źródło.

Badania polskich archeologów wykazują, że od początku zasiedlenia ziem polskich przez ludzi, aż do V wieku, ziemie te musiały być bardzo ciepłe i suche, ponieważ wioski i grody budowano na terenach uznawanych dziś za zalewowe, gdzie unika się budowy osiedli czy wsi. Oznacza to, że rzeki miały wtenczas znacznie niższe poziomy niż mają dzisiaj, co uznaje się za dowód, że było cieplej i większa część opadów parowała w górę, zamiast spływać strumieniami do rzek. Klimat na współczesnych polskich ziemiach ochłodził się w V wieku i prawdopodobnie przypominał ten z XIX i XX stulecia. Następnie klimat znów się ocieplił we wczesnym Średniowieczu (T. Baranowski, E. Stupnicka, W. Bender, Wpływ czynników klimatycznych na procesy osadnicze w dolinach rzek środkowej Polski w okresie rzymskim i we wczesnym średniowieczu, „Archeologia Polski”, 2006, t. 51, nr 1-2, s. 112-13). Pamiętajmy, że w XI-XIII wieku w południowej Polsce uprawiano winorośl i podobno produkowane niezłej jakości wina. Niektóre relacje mówią, że uprawy winorośli znajdowały się nawet pod Szczecinem, czyli na samej północy przy zimnym Bałtyku. Uprawy te ostatecznie zlikwidowało ochłodzenie klimatu (tzw. mała epoka lodowcowa, datująca się od XIV stulecia) w XVII stuleciu (M. Pink, Polska jako kraj winiarski? Od tradycji do rodzących się możliwości, „Problemy Drobnych Gospodarstw Rolnych”, 2015, nr 37, s. 39-40; L. Marks, Zmiany klimatu w holocenie, „Przegląd Geologiczny”, 2016, t. 64, nr 1, s. 60). Gdy w Polsce wyrabiano niezłe wina, to w tym samym czasie Wikingowie odkryli wielki ląd na północy, zasiedlili go i nazwali Zieloną Wyspą (Grenlandia, po duńsku to Grønland).

Niestety, później klimat zaczął się oziębiać, osiągając najniższe temperatury w XVII stuleciu. Z powodu oziębienia w Polsce przestano uprawiać winorośl, a Grenlandię skuł lud, co zmusiło większość wygłodniałych osadników do powrotu do Skandynawii (R.F. Sadowski, Wpływ czynników kulturowych na upadek cywilizacji grenlandzkich Wikingów, „Studia Ecologiae et Bioethicae”, 2008, t. 6, nr 1, s. 133-36). Spowodowało to znaczną obniżkę plonów rolnych i liczne problemy alimentacyjne, co historycy pośrednio wiążą z wyjątkowo licznymi wojnami w tym stuleciu: mówiąc zupełnie bez ogródek i brutalnie, były to wojny o zasoby żywności i dostęp do ziemi uprawnej, która rodziła mniej przy równocześnie powiększonej, względem epok wcześniejszej, liczbie ludności (E. Le Roy Ladurie, Climat et récoltes aux XVIIe et XVIIIe siècles, „Annales”, 1960, t. 15, nr 3, s. 434-65).

Jak widzimy, zmiany klimatu nie są odkryciem przełomu XX i XXI wieku. Dlatego teza, że to działalność człowieka i cywilizacji przemysłowej odpowiada za współczesne ocieplenie klimatu wywołuje zacięte dyskusje pośród naukowców. Jeszcze dwadzieścia lat temu dominował pogląd, że ocieplenia i ochłodzenia klimatu to skutek zmiany odległości i kąta nachylenia Ziemi względem słońca, a także zmian w jego promieniowaniu (J. Boryczka, Klimat Ziemi przeszłość, teraźniejszość, przyszłość, „Prace i Studia Geograficzne”, 2001, nr 29, s. 57-59). Co więcej, twierdzono, że pod koniec XXI wieku grozi nam ochłodzenie klimatu i uznawano produkcję przez przemysł CO2 za pozytyw, ponieważ efekt cieplarniany zrównoważyłby, chociaż częściowo, zbliżające się w nadchodzącym (czyli w naszym) stuleciu ocieplenie (ibidem, s. 70). Autor tego tekstu pamięta lekcje geografii (lata osiemdziesiąte XX wieku), gdzie nauczano nas o zbliżającym się globalnym oziębieniu.

Drugim problemem dyskusyjnym jest procentowy udział w ociepleniu czynników naturalnych i działalności przemysłowej człowieka. Po dość pobieżnym przejrzeniu przez nas kilku artykułów naukowych na ten temat widać, że naukowcy są zgodni, że nie sposób w jakikolwiek sposób ustalić procentowego udziału obydwu czynników, gdyż nie umiemy stworzyć historii alternatywnej, w której klimat Ziemi zmieniałby się, gdyby człowieka na niej nie było (L. Tomiałojć, Ile niepewności w kwestii globalnego ocieplenia?, „Nauka”, 2011, nr 2, s. 100-05). Dlatego w literaturze, którą przejrzeliśmy, naukowcy preferują formy ekspresji w rodzaju „wydaje się”, „uważa się”, „ekolodzy twierdzą” (G. Siemiątkowski, Emisja antropogenicznych gazów cieplarnianych i ich wpływ na efekt cieplarniany, „Prace Instytutu Ceramiki i Materiałów Budowlanych”, 2013, nr 6, s. 81-90; S. Gierlotka, Wpływ dwutlenku węgla wytwarzanego z kopalin energetycznych na efekt cieplarniany–prawda i mity, „Napędy i Sterowanie”, 2020, nr 22, s. 78-79). Konkretnych liczb procentowych raczej się unika, gdyż nie ma dla nich jakiegokolwiek materiału empirycznego.

To pytanie na sam koniec do ekologistów: skoro klimat ciągle jest zmienny, to dlaczego temperatury z tzw. małej epoki lodowcowej uznaliście za właściwe, a ich wzrost za katastrofę klimatyczną?

Adam Wielomski

Click to rate this post!
[Total: 32 Average: 4.8]
Facebook

5 thoughts on “Wielomski: Dlaczego jestem „denialistą klimatycznym”? (cz.1)”

  1. Pytanie jest poważniejsze: Dlaczego świat się nie skończył w epoce upałów kiedy winorośl uprawiano w zazwyczaj zimnej Anglii? Jak to możliwe, że bez emisji CO2 było tak gorąco? Wreszcie jak człowiek może odwrócić 200 lat emisji CO2 w kilkanaście lat? Najgorsze jest to, że usiłuje się wmówić ludziom, że panuje w kwestii ocieplenia antropogenicznego konsensus w nauce.

    1. „Jak to możliwe, że bez emisji CO2 było tak gorąco?”

      I jeszcze, o zgrozo, przy znikomej liczbie ludności!

      „Najgorsze jest to, że usiłuje się wmówić ludziom, że panuje w kwestii ocieplenia antropogenicznego konsensus w nauce.”

      Zgadzam się w 100%. Wszystko zaczęło się od wpuszczenia religii libertariańskiej na uniwersytety. Zachłanna prywata musiała więc w konsekwencji narzucić korzystny dla siebie konsensus, także w naukach empirycznych. W ten sposób powstał klimatyzm, będący praktyczną wymówką dla postępującego transferu zasobów z dołu do góry.

      1. „Zgadzam się w 100%. Wszystko zaczęło się od wpuszczenia religii libertariańskiej na uniwersytety” – bzdura. Libertarian na uczelniach jest jakiś marny ułamek. W ogóle libertarian jest tak naprawdę bardzo mało.

  2. W kwestii covid, A. Łukaszenka okazał się największym liberałem, zaś Xi Jinping – totalniakiem. Co ciekawe, Łukaszenka szydził z namordników twierdząc, że u niego nie będzie tak, jak na Zachodzie. Tymczasem powinien raczej mówić, że Białoruś to nie Chiny.

  3. W przypadku środowiska to skupienie się na CO2 uważam za bezzasadne. Mamy zatrucie rzek i mórz, nieogarnięte metody zarządzania ściekami i lasami, emisje ekstremalnie toksycznych płynów i gazów, rabunkowe traktowanie lasów, źle prowadzone opryski itd. Już załatwienie problemów ścieków bardziej pomogłoby przyrodzie niż spadek emisji C02 o kilka procent

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.