Wielomski: Dlaczego Konfederacja?

Zbliżają się wybory do Sejmu RP. Już zdecydowałem oddać swój głos. Będzie to Konfederacja. W tym krótkim felietonie pragnę wyjaśnić DLACZEGO? Jak zawsze decyzja o głosowaniu na dane ugrupowanie to zlepek kilku czynników o charakterze ideowym, politycznym i personalnym. Także jest i w tym wypadku. W tym tekście skupię się jedynie na aspektach ideowych.

Jako konserwatysta zawsze mam problem ze znalezieniem odpowiadającej mi listy wyborczej, ponieważ konserwatystów w starym stylu – reakcjonistów w rodzaju Josepha de Maistre’a czy Charlesa Maurrasa – po prostu już nie ma. Ci, którzy się dziś za konserwatystów podają, jak na przykład Kazimierz Ujazdowski, wydają mi się kompromitować desygnat ideowy, którym sami się określają. Większość polityków europejskich deklarujących się jako „konserwatyści” to tacy liberalni socjaliści, którzy stoją na tych samych pozycjach, na których lewica europejska stała 20 czy 30 lat temu. I gdy lewica mówi dziś o małżeństwach homoseksualnych z prawem adopcji dzieci, to „konserwatyści” właśnie poczęli akceptować „związki partnerskie”. Do „małżeństw” i adopcji dzieci dojrzeją za 30 lat.

W sytuacji skarlenia się środowisk konserwatywnych do organizacji kanapowych lub ich ideowej degrengolady, od lat jestem zmuszony do szukania innych list wyborczych, z którymi zgadzam się w największej części. Zawsze silny był we mnie impuls staro-endecki, a od pewnego czasu widzę wyraźne wzmocnienie mojej postawy w tym kierunku, co wynika z przekonania o anachroniczności podnoszenia postulatów stricte konserwatywnych, tradycjonalistycznych i reakcyjnych. Tymczasem partii staro-endeckiej nigdy u nas, po 1989 roku, nie było. Pod pojęciem tym rozumiem tradycję endecką od jej narodzin po Zamach Majowy i powstanie Obozu Wielkiej Polski. Była to formacja postulująca stworzenie suwerennego państwa narodowego, umiarkowanie konserwatywnego społecznie, szanującego katolicyzm jako część narodowej tradycji, a zarazem liberalna gospodarczo. Tymczasem po 1989 roku solidaruchy, wsparte przez zachodni kapitał inwestujący w polskojęzyczne media, nie dopuściły do odrodzenia się tej endecji. Powstał i okrzepł wprawdzie Ruch Narodowy, ale to w sposób oczywisty tradycja młodo-endecka, radykalna społecznie. O odpryskach w rodzaju ONR nawet nie wspomnę, bo to nie mój świat ideowy. Odrodziła się tradycja endecka, ale antyliberalna.

Z kolei środowiska liberalne, od 1989 roku skupione wokół JKM, zawsze były dla mnie nazbyt liberalne, zerkające z sympatią w stronę libertarianizmu, anarcho-liberalizmu i rozmaitych radykalnych ruchów wolnościowych, które także są mi obce. Głoszony tutaj „konserwatywny liberalizm” zawsze był przede wszystkim liberalizmem. I jak to mi kiedyś rzekł sam JKM, przymiotnik „konserwatywny” nie tyle wiąże się z doktryną konserwatywną, co z „konserwowaniem” zasad klasycznego liberalizmu z XIX wieku. Ja zaś nigdy nie określiłbym się mianem liberała. Owszem, mam poglądy wolnorynkowe, popieram niskie podatki i wolną przedsiębiorczość, ale synonimami terminu „liberał” są dla mnie „anarchista” (wobec państwa) i „bezbożność” (wobec Boga). Słowem, mamy od 30 lat silne intelektualnie środowisko liberalne, ale mało zwracające uwagę na polityczny, społeczny i aksjologiczny konserwatyzm.

Z mojej perspektywy Konfederacja jest syntezą prawie idealną. Prawie – bo ideały funkcjonują tylko w świecie idei Platona, ale nie w rzeczywistości doczesnej (zob. list siódmy Platona!). Ten katechoniczny sojusz narodowców i liberałów tworzy syntezę, której szukałem, będąc świadomym, że ideału – czyli listy autentycznie konserwatywnej – nie ma i nigdy już nie będzie.

W syntezie tej Ruch Narodowy musiał otworzyć się na postulaty wolnorynkowe, odchodząc od rozwiązań socjalnych, które są mi obce, a w samej tradycji narodowej stanowią pozostałość dezorientacji z czasów Wielkiego Kryzysu Gospodarczego z 1929 roku, gdy wielu narodowców nazbyt pochopnie uznało, że kapitalizm zbankrutował i nigdy się już nie podniesie. Był to oczywisty błąd oceny, gdyż kapitalizm podniósł się, tyle, że w wersji zmutowanej, pod silną kontrolą rządu. Jednak w tradycji endeckiej, brutalnie przerwanej w 1939 roku, pozostała myśl o wyczerpaniu się idei wolnego rynku jako takiej. Wrażenie to spotęgowała wielka grabież Polski po 1989 roku, odbywająca się pod hasłami „wolnego rynku”.

Z kolei środowisko konserwatywno-liberalne Wolności, dla zawiązania sojuszu w postaci Konfederacji, musiało nieco spiłować swoje doktrynerskie postulaty liberalne. Zawsze zgłaszałem votum separatum wobec dwóch takich dogmatów. Po pierwsze, ze sceptycyzmem patrzyłem na wizję, którą moglibyśmy określić mianem „liberalizmu kosmopolitycznego”, gdzie kapitał nie miał mieć narodowości, protekcjonizm nazywano socjalizmem, etc. Nie jest prawdą, że rynek wszystko załatwia sam, ponieważ zagraniczne wielkie korporacje dosłownie wymiatają z rynku małe i średnie polskie podmioty. Jest to może i nielogiczne w kategoriach racjonalnej analizy liberalnej, ale taki jest po prostu fakt. Po drugie, nigdy nie zgadzałem się z niedostrzeganiem problemu faktycznych monopoli prywatnych, szczególnie wtedy, gdy sprawują ten monopol zagraniczne podmioty. Sojusz z narodowcami musiał otworzyć polskich wolnościowców na te problemy. Po części oczy otworzyły im bany i kasaty kont i kanałów na Facebooku i Youtubie, gdy okazało się, że kapitał ma i narodowość i tęczowo-lewicowe poglądy.

Słowem, synteza Ruchu Narodowego i Wolności prowadzi do tego, co określiłem mianem „prawie ideału”, czyli tego, co konserwatysta ideowy musi uznać za jedynie realnie możliwe: do odrodzenia tradycji staro-endeckiej, łączącej postulat państwa narodowego z wolną przedsiębiorczością. Wspólny program RN i Wolności, ogłoszony pod szyldem Konfederacji, zmierza ku wypracowania takiej linii. I dlatego w najbliższych wyborach iksa postawię przy liście Konfederacji.

Adam Wielomski

[Głosów:29    Średnia:4.5/5]
Facebook

6 thoughts on “Wielomski: Dlaczego Konfederacja?”

  1. Bo konserwatywny liberalizm, to nie konserwatyzm obyczajowy + liberalizm ekonomiczny. Konserwatywny liberalizm, to liberalizm. Jaki? Konserwatywny. Niektórzy nazywają to staroliberalizmem, klasycznym liberalizmem. Fryderyk Hayek stwierdził kiedyś, że jest “nieuleczalnym, starym wigiem”. Podobnie Mirosław Dzielski zdawał sobie sprawę, że doktryna liberalna i nacjonalizm wykluczają się.

  2. W dzisiejszym świecie sojusze konserwatystów z liberałami, to kompletne nieporozumienie. To jest myślenie z czasów zimnej wojny, bo wtedy to miało rację bytu. Na podziały typu konserwatyzm, liberalizm, socjalizm trzeba patrzeć w kontekście współczesnych procesów geopolitycznych. Realny socjalizm upadł. W kryzysie znalazła się klasyczna socjaldemokracja, która coraz bardziej przepoczwarza się w socliberalizm i poszukuje trzeciej drogi. Proszę mnie nie rozumieć źle, ale globalizacja to nie tylko wyzwanie dla konserwatystów, czy narodowców, ale także dla klasycznego państwa opiekuńczego. W zasadzie, to tylko liberałowie są całkowicie zadowoleni z globalizacji. W dodatku, coraz częściej ujawnia się podział na postępowych liberałów i konserwatywnych socjalistów. Tym pierwszym poprzestawiało się w głowach od nadmiaru dobrobytu, zatracili instynkt samozachowawczy i dlatego popierają LGBT. Ci drudzy, to często gołodupcy i frustraci, którzy nie nadążają za współczesnym światem. Oni wybierają stabilność i bezpieczeństwo, boją się zmian. Doskonale rozumie to Jarosław Kaczyński.

  3. Dwubiegunowy podział na wolnorynkowy kapitalizm i resztę świata (socjalizm) jest trochę nudny i wyświechtany. Jeden z sympatyków JKM, niejaki Marcin Adamczyk zaproponował podział 4-biegunowy, bardziej odzwierciedlający realia. Przy okazji skrytykował rozwiązania anarchokapitalistyczne. Wyróżnił on następujące typy państw:

    1) konserwatywno-liberalne (Hong-Kong, Singapur, Szwajcaria, Australia)
    2) opiekuńcze (Finlandia, Francja, Japonia)
    3) neofeudalne (Afganistan, Turkmenistan)
    4) socjalistyczne (Korea Północna, Kuba, Wenezuela).

    Zbadał również, że rządy SLD ciągnęły Polskę w kierunku socjalizmu a nie państwa opiekuńczego. Rządy PiS kierowały nasz kraj w kierunku neofeudalnego dziadostwa, natomiast rządy PO, ślamazarnie i nieudolnie, ale w kierunku kon-lib.
    Więcej na
    https://blogpilastra.wordpress.com/2017/05/21/tylko-o-psychohistorii-13-o-panstwie-i-mizerii-akapu/

    1. LOL, ten podział to o kant d*py potłuc. SLD prowadziło politykę neoliberalną jak im MFW zagrało, a podstawowym kryterium polityki ekonomicznej państwa powinno być to, czy jest ona realizowana zgodnie z interesem obywateli i z racją stanu. Tego nie gwarantuje sztywne trzymanie się doktryn gospodarczych, do ekonomii powinno podchodzić się pragmatycznie, a sztywne doktrynerstwo to nie pragmatyzm.

  4. Jeśli konfederacji uda się obronić Polskę przed masową imigracją oraz żydowskimi roszczeniami i glociepowymi roszczeniami (ponoć od następnej dekady w ramach walki z CO2 mamy płacić 20 mld zł rocznie haraczu + dewastować resztki rodzimego przemysłu) to jest to wystarczający powód, aby ta partia istniała. Jeśli dodatkowo udałoby się obronić Polskę przed sodomizacją (na czym wielu tzw. wolnościowcom niekoniecznie zależy), to byłoby jeszcze lepiej. To są 4 największe zagrożenia przed którymi stoi nasz naród w chwili obecnej:
    1) próba zmiany struktury etnicznej naszego kraju;
    2) roszczenia żydowskie;
    3) roszczenia pseudoekologiczne;
    4) sodomizacja.
    Czy Konfederacja da radę? Mam spore wątpliwości ze względu na jej liberalny komponent. No ale skoro nasz naród nie jest już w stanie wytworzyć integralnie narodowej dużej opcji politycznej, to taki ułomny twór, jak Konfederacja jest obecnie jedyną nadzieją.

    PS. Wielka szkoda, że JKM zraził do uczestnictwa w Konfederacji Kołodziejczaka i AgroUnię. Być może głosów zbuntowanej części rolników przezeń reprezentowanych zabraknie do wejścia do Sejmu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *