Wielomski: Podmioty uprawnione do prowadzenia wojen w teorii Carla Schmitta

 

Kontekst historyczny powstania teorii „jus publicum europaeum”

„Jestem ostatnim świadomym reprezentantem jus publicum europaeum, jego ostatnim wykładowcą i badaczem” – pisał sam o sobie Carl Schmitt w 1950 roku[1]. Koncepcję tegoż jus publicum europaeum (prawo publiczne europejskie) niemiecki prawnik przedstawił w wielkiej rozprawie  Nomos ziemi w prawie narodów Jus Publicum Europeum (Der Nomos der Erde im Völkerrecht des Jus Publicum Europeum, 1950).

Prace nad tym dziełem Carl Schmitt rozpoczął już w 1942 roku. Rozprawa pierwotnie była pisana jako traktat uzasadniający jego tezę o zmierzchu suwerennych państw narodowych na korzyść teorii kontynentalnej Wielkiej Przestrzeni (der Großraum)[2]. Tę Wielką Przestrzeń kontynentalną miały ukonstytuować Niemcy po wygranej wojnie na kontynencie. Klęska III Rzeszy zmieniła plany Schmitta i napisał ostatecznie rozprawę w celu odwrotnym, a mianowicie w obronie idei suwerennego państwa, sugestywnie argumentując w obronie pokonanych Niemiec z punktu widzenia klasycznego europejskiego prawa międzynarodowego publicznego. Do idei Wielkiej Przestrzeni, czyli zjednoczonej Europy pod faktycznym przywództwem Niemiec, prawnik wróci dopiero w latach sześćdziesiątych[3].

Problem wojny totalnej o ziemię

         Carl Schmitt negował kontraktualne i naturalne teorie powstania państwa, charakterystyczne dla filozofii liberalnej oraz klasycznej[4]. Jego zdaniem, państwo powstaje z podboju, czyli w wyniku pierwotnego przywłaszczenia ziemi, „zaboru ziemi” (Landnahmen). W jego oczach pra-pierwotna przemoc, wiążąca się ze zdobyciem ziemi, to „wielki pierwotny akt tworzący prawo” (die groβen Ur-Akte des Rechts)[5]. Czyli państwo istnieje dzięki pierwotnemu przywłaszczeniu, które zostaje opisane przez powstałe później prawo państwowe jako czyn prawomocny. Zasada ta dotyczy tak jednostek, jak i całych narodów. Grupa ludzi zajmuje pewien obszar ziemi, delimituje go wobec innych grup zamieszkujących sąsiednie terytoria, po czym dzieli go na działki pomiędzy swoich członków, a następnie tak dokonany rozdział uważa za jedyny prawowity, opisując go prawnie. Tak powstaje nomos ziemi, czyli prawne opisanie zasady podziału terytoriów między ludzi[6].

Jeśli ziemia jest niezamieszkana, to jej zajęcie ma charakter pokojowy. Jeśli jest już zamieszkana i należy już wcześniej do jakiegoś ludu – dowodzi niemiecki prawnik – to jest zdobywana siłą, tak jak stało się to w Anglii w czasie najazdu Wilhelma Zdobywcy (1066) i w epoce wielkich odkryć geograficznych, gdy łupem Hiszpanów i Portugalczyków padła cała Ameryka Południowa i Środkowa[7]. W przekonaniu Schmitta – wyznającego skrajnie pesymistyczną augustyńską koncepcję ludzkiej natury[8] – całe dzieje polityczne świata i historia prawa międzynarodowego to zapis zaciekłych sporów i wojen ludów o podziiał ziemi.

Konserwatysta nie potępia rzeczywistości wyrosłej z nie zmienialnej natury ludzkiej, nawet jeśli jej istotą jest przemoc. Wojny o ziemię (własność) były, są i – jego zdaniem – będą zawsze istotą stosunków międzynarodowych. Myśl o ich wyeliminowaniu, na przykład za pomocą zjednoczenia świata i powstania państwa uniwersalnego, Schmitt uważał za niebezpieczną utopię, wprost za ideę podpowiedzianą ludziom przez Antychrysta, gdyż sprzeczną z ludzką naturą[9]. Rzecz nie dotyczy tego, aby wojny wyeliminować, jak chcieliby pacyfiści, lecz aby je w pewien sposób ucywilizować tak, aby wszystkie ludy chciały przestrzegać pewnych zasad ich prowadzenia, mając ku temu własną korzyść. Schmitt wierzył, że o ile agresywna ludzka natura jest nie eliminowalna, to zarazem wszyscy chcemy prowadzić wojny wedle pewnych reguł wiedząc, że kiedyś możemy przegrać i wtedy chcielibyśmy być traktowani z minimalnym szacunkiem. Jednak do prowadzenia wojen w sposób cywilizowanych ludzkość musiała dojrzeć.

         Starożytność cechowała się stanem absolutnej wrogości w stosunkach międzynarodowych, a ludzkość pogrążona była w stanie natury bliskim opisom Thomasa Hobbesa. Antyczne ludy żyły w stanie wrogości absolutnej pomiędzy sobą i każdy spór o ziemię połączony był z wolą fizycznej eksterminacji wroga. Nie istniały żadne cywilizowane zasady stosunków między ludami i każda wojna z natury miała charakter totalny, gdzie nie obowiązywały żadne reguły, gdzie jeńców mordowano lub zakuwano w kajdany i sprzedawano na najbliższym targu jako niewolników[10].

Rozdzielenie „hostis” od „latro”

         Dopiero prawo rzymskie zarysowało możliwość oddzielenia obcego-wroga (hostis) od pospolitego przestępcy (latro). Rozdzielenie wroga od przestępcy Schmitt uważa za wielkie dokonanie rzymskiej nauki prawa, wyznaczające drogę do wyłonienia się koncepcji zwanej w późniejszym prawie międzynarodowym mianem wrogiego państwa (justus hostis – dosłownie prawomocny wróg). Tak rozumiany wróg to podmiot prawa publicznego, którego nie uznaje się za przestępcę, lecz za równoprawną stronę wojującą[11], która jest taka sama jak my, może posiadać prawomocne (w jej mniemaniu) roszczenia do naszej ziemi lub równie prawomocne prawo do obrony swojej. Prawomocny wróg dzierży pełne i powszechnie uznane prawo do prowadzenia z nami wojen wedle uznanych powszechnie zasad humanitarnych. Oto wróg z którym można negocjować i zawierać układy międzynarodowe, który nie jest z samej definicji zbrodniarzem godnym wyłącznie rąk kata lub handlarza niewolników[12]. Prawo narodów możliwe jest tylko tam, gdzie obydwie zantagonizowane strony uznają się za równoprawne i prawowite do prowadzenia wojen podmioty prawa publicznego i zachowują wynikające z tego faktu konwenanse[13].

Zdaniem Carla Schmitta podstawą europejskiego prawa międzynarodowego jest uznanie jus ad bello (prawo do wojny) wszystkich państw będących uznanymi podmiotami prawa międzynarodowego. Prawo to, pisze komentujący pisma niemieckiego prawnika David Cumin, „oznacza, że każde państwo, przez sam fakt swojej suwerenności, ma uprawnienie uciec się do siły zbrojnej, ponieważ posiada pełne prawo do prowadzenia wojen”[14].

         Tak pojęte prawo narodów rozwijało się w Średniowieczu – dowodzi Schmitt – gdy każdy władca chrześcijański uważał innego za justus hostis, a wziętych do niewoli poddanych sąsiedniego monarchy nie sprzedawano na targach niewolników, gdyż chrześcijanie nie mogli być niewolnikami innych chrześcijan. Mediewalne prawo narodów wypracowano na soborach powszechnych i opisano w dekretałach papieży, cywilizując stosunki pomiędzy cesarzem, królami i samodzielnymi książętami. Równocześnie wykluczono zeń państwa islamskie, które traktowano jako teren swobodnej spoliacji i podboju. Muzułmanie nie byli uznawani za wrogów publicznych, lecz za przestępców, gdyż nie zaliczali się do wspólnoty chrześcijańskiej[15].

Pod koniec Średniowiecza, dowodzi Schmitt, wraz z rozkładem Sacrum Imperium poczęły wyłaniać się suwerenne chrześcijańskie państwa i tworzyć świeckie zasady prawa międzynarodowego. Formuły te znowu obowiązywały jednak jedynie pomiędzy państwami chrześcijan. Nowoodkryte bezkresne przestrzenie Ameryki, wbrew stanowisku Francisco de Vitorii, papieże oraz iberyjscy monarchowie zgodnie uznali za ziemie niczyje. Jako zamieszkałe przez pogan uznane zostały za ziemie misyjne, do których królowie Hiszpanii i Portugalii dostali pełne prawo nieograniczonego podboju w celu ich chrystianizacji[16]. Potwierdziło to mediewalną zasadę, że z dobrodziejstw europejskiego systemu prawa narodów korzystają tylko ludy chrześcijańskie.

Zasada „justus hostis” w epoce Reformacji

         Wojny religijne XVI-XVII wieku w chrześcijańskiej, ale konfesyjnie rozbitej Europie, spowodowały zwrot ku neutralizacji aksjologicznej. Wzajemne uznanie się państw odmiennych konfesyjnie za heretyckie zaprowadziłoby Europę do wojen totalnych, gdzie nie obowiązywałyby żadne zasady, a mieszkańców drugiego kraju – jako heretyków – należałoby masowo i bez wyjątku eksterminować. Schmitt uważa, że wiele wskazywało, że Europa mogła pójść w tym kierunku, gdyż teologowie wszystkich wyznań zgodnie nawoływali do brutalnych pacyfikacji różnowierców, różniąc się jedynie wskazaniem, która z konfesji jest tą jedyną prawdziwą i w imieniu której można prawomocnie eksterminować kacerzy.

         Carl Schmitt dowodzi, że na szczęście w trakcie toczących się już krwawych wojen wewnętrznych prawnicy, posługując się formułami prawa rzymskiego, odsunęli nastawionych na totalną konfrontację teologów oraz kaznodziejów i wypracowali nowożytną formułę traktowania wszystkich państw europejskich jako prawomocnych wrogów i to bez względu na panujące w nich wyznanie. Oznaczało to wyeliminowanie pojęcia tradycyjnej chrześcijańskiej wojny sprawiedliwej – toczonej przez lud prawowierny przeciwko heretyckiemu – na rzecz wojny pomiędzy państwami mającymi ten sam status prawny i moralny, bez względu na obowiązujące w nich wyznanie chrześcijańskie[17]. Jak słusznie podsumowuje to stanowisko argentyński badacz Carlos A. Fernández Pardo, „dla Schmitta wojna jest działaniem uprawomocnionym poprzez formę w której jest prowadzona. Prawomocne podmioty prowadzą prawomocne wojny”[18].

Zdaniem Carla Schmitta, dzieła opisania stron wojujących w prawie publicznym jako sprawiedliwych dokonali klasycy nauk prawnych, którzy zbudowali Jus Publicum Europaeum (J. Bodin, B. Ayala, A. Gentili, Grocjusz, R. Zouch, S. von Pufendorf, C. van Bynkershoeck, E. de Vattel[19]), a które niemiecki konserwatysta podnosił do rangi autentycznego archetypu prawnego Cywilizacji Zachodniej[20] i którego obronę, jak słusznie zauważono w literaturze, uważał za istotę własnego rozumienia konserwatyzmu[21].

         Istotą dzieła tych prawników, dowodzi Schmitt, było stworzenie doktryny o państwie jako nowym podmiocie stosunków międzynarodowych. Podmiot ten został trwale oddzielony od pojęć moralnych (dobro-zło) i religijnych (ortodoksja-herezja). Prawnicy nowożytni ogłosili, że jeśli nawet jesteśmy absolutnie pewni, że wrogie nam i wyznające fałszywą religię sąsiednie państwo nie ma jakichkolwiek racji po swojej stronie i wydaje się prowadzić wojnę niesprawiedliwą, to nadal pozostaje takim samym podmiotem stosunków międzynarodowych jak nasze państwo (prawdopodobnie) mające po swojej stronie prawdziwego Boga i sprawiedliwość. Każde państwo przestrzegające uznanych reguł prowadzenia wojen i dyplomacji ma status justus hostis, ponieważ jest to neutralne pojęcie prawne, całkowicie autonomiczne wobec problemu moralnego zawierającego się w scholastycznym pytaniu o sprawiedliwy powód (justa causa) prowadzonej wojny[22].

Po upadku autorytetu pontyfikalnego i cesarskiego, dowodzi Schmitt, nie istnieje i istnieć nie może obiektywne zdefiniowanie justa causa w stosunkach międzynarodowych, gdyż każda strona konfliktu ma naturalną tendencję do przypisywania sobie moralnej wyższości i etycznej racji. W wojnach religijnych każda ze stron subiektywnie uważa, że to ona reprezentuje prawdziwą wiarę. Nie można obiektywnie ustalić po czyjej stronie jest Bóg i sprawiedliwość, gdyż w stanie natury cechującym stosunki międzynarodowe, po upadku ośrodków uniwersalistycznych, problem dotyczy nie tylko przedmiotu, który mamy oceniać, lecz przede wszystkim podmiotu oceniającego. Qui judicabit po czyjej stronie jest justa causa? – pyta Schmitt. To stare Hobbesowskie odwrócenie pytania o sprawiedliwość, które Niemiec przejął od siedemnastowiecznego Anglika: nie chodzi o to, co jest, a co nie jest sprawiedliwe. Pytanie to trzeba postawić inaczej: kto miałby o tym zadecydować[23]?

Carl Schmitt dowodzi, że powstałe w trakcie wojen religijnych państwo uzyskało monopol na polityczność w relacjach światowych, emancypując się od uniwersalnych pretensji pontyfikalnych i imperialnych, za którymi nie stała już ani znacząca siła militarna, ani powaga moralna. Państwo nowożytne uzyskało także monopol polityczny w stosunkach wewnętrznych poprzez zniesienie takich pojęć jak tyran, prawo do oporu wobec tyranii, wojny prywatne. Państwo nabrało charakteru suwerennego w rozumieniu absolutnym co do tego, co dzieje się na jego terytorium, oddzielając kwestie religijne od politycznych. Państwo takie nie podlega żadnym zewnętrznym ośrodkom uniwersalistycznym, czyli ani papiestwu, ani cesarstwu. Oto narodził się nowy porządek przestrzenny; nowy nomos europejski, gdzie państwo jest jedynym prawowitym podmiotem polityki międzynarodowej i podmiotem prawowicie zdolnym do prowadzenia wojen[24].

Archetyp: nowożytne „jus publicum europaeum”

         Opisawszy w Nomosie ziemi narodziny i istotę nowożytnego państwa, Schmitt skupia swoje zainteresowania na prawowitym modelu relacji pomiędzy państwami, opisanym w prawie narodów. Zasady te obowiązywały od końca XVI do początku XX stulecia. Niemiecki konserwatysta model ten podniósł do rangi ponadczasowego „arcydzieła rozumu ludzkiego”[25] i przeciwstawiał upadkowi nauki prawa w epoce triumfujących anglosaskich demokracji w XX stuleciu. Na Jus Publicum Europaeum składać by się miały następujące elementy:

1/ Etatyzacja wojen. W epoce nowożytnej zanikają wojny prywatne i konfesyjne prowadzone przez podmioty niepubliczne. Zamiast konfliktów pomiędzy fanatykami religijnymi rozmaitego autoramentu o charakterze totalnym, gdyż wróg uważany był za pomiot Szatana lub Antychrysta, mamy spory między racjonalnymi podmiotami politycznymi, działającymi wedle pewnych przyjętych reguł politycznych i militarnych[26]. Schmitt łączy w logiczny ciąg dwa pojęcia, a mianowicie fanatyzm religijny z wojnami totalnymi, gdzie eksterminuje się całe odmienne religijnie populacje. Wojny tego rodzaju charakteryzują się brakiem rozdzielenia żołnierzy od cywilów, gdyż każdy heretyk jest taki sam – jest heretykiem, czyli zasługuje wyłącznie na śmierć, skoro samo jego istnienie obraża Boga. Dla kacerza nie ma litości, nie prowadzi się z nim negocjacji. Musi zostać albo nawrócony, albo eksterminowany. Istnieje przeto „związek pomiędzy wojną sprawiedliwą a wojną totalną”[27]. Zracjonalizowana wojna pomiędzy państwami walczącymi z powodu swoich racji stanu, czyli interesów politycznych lub ekonomicznych, ma charakter odmienny. Jest nie wojną totalną w imię prawdy, lecz „pojedynkiem” (das Duell) odbywającym się wedle uznanych przez wszystkich dżentelmenów zasad („Krieg in Form”)[28], gdzie wróg jest definiowany jako równy naszemu państwu podmiot prawa publicznego, mający swoje racje, który nie jest uznany za moralnego lub religijnego odstępcę lub za bandytę dokonującego ataku z bronią w ręku. Wróg publiczny nie jest kryminalistą. Jest taki sam jak my.

2/ Prawne opisanie celu wojen. Z zasady traktowania każdego państwa jako justus hostis i autonomii wojen względem pojęć moralnych (justa causa) wynika, że cele wojny muszą być ściśle określone i ograniczone. Skoro druga strona wojująca ma ten sam status moralny i prawny co nasze państwo, to wojna – rozumiana jako pojedynek – nie może opierać się na przekonaniu o wyższości moralnej jednej, a niższości moralnej drugiej ze stron wojujących. Celem wojny nie może zatem być zemsta, penalizacja wrogiego państwa traktowanego jako zorganizowana banda kryminalistów; pochwycenie wrogiego suwerena i postawienie go przed jakimś międzynarodowym trybunałem, gdzie zwycięzcy osądzają zwyciężonych jako przestępców; zmiana ustroju drugiego państwa z niewłaściwego na właściwy. Wszystkie wspomniane powyżej cele wiążą się z – obcą duchowi i literze Jus Publicum Europaeum – negatywną oceną moralną wrogą i chęcią ukarania go za to, kim jest i jaki jest oraz korektą, wychowaniem go wedle słusznego modelu. Jedynym uprawnionym celem prowadzenia wojen wedle prawa narodów jest doprowadzenie do zmian terytorialnych pomiędzy suwerennymi państwami. Zmiany te są wynikiem wojen, zawieranych sojuszy, szczęścia na polu bitwy, przewagi lub słabości. Moralnie nie są ani dobre, ani złe. Fakt, że są skutkiem zbrojnej agresji nie dyskwalifikuje ich, ponieważ agresja – przy zachowaniu tradycyjnych form wypowiadania i prowadzenia wojen – sama w sobie jest neutralna aksjologicznie. Jest zdarzeniem takim samym jak każde inne, normalną sytuacją opisaną w prawie międzynarodowym. Jest aktem moralnie i prawnie neutralnym; aktem technicznym, którego celem jest zmiana granic. Wojna zmienia granice, czyli tworzy „nowy porządek przestrzenny”[29], gdzie silniejsi wzrastają kosztem słabszych, co jest zgodne z naturą rzeczy. Aby się bronić słabsze państwa wchodzą w sojusze z silniejszymi, tym samym uznając ich protekcję. W ten sposób powstaje nowy kształt równowagi sił: koncert mocarstw i ich klientela.

         3/ Zasada ciągłości. Schmitt zaznacza, że wedle formuł Jus Publicum Europaeum zmiany granic nie pociągają za sobą zmian we własności osób fizycznych i prawnych z jedynym wyjątkiem własności państwowej, która przechodzi w ręce zdobywcy. Fakt, że dane terytorium zostało zdobyte i wcielone do innego kraju nie daje nowemu suwerenowi jakichkolwiek praw w stosunku do życia i mienia nowych poddanych odmiennych niźli w stosunku do pozostałych poddanych. Nowy suweren nie ma moralnego prawa wywłaszczyć i znacjonalizować własności nowych poddanych, ani pozbawić ich wolności. Nowy suweren jest prawnym sukcesorem poprzedniego. Suweren, który zasady tej nie uznaje – a z samej definicji suwerenności wewnętrznej wynika, że nie ma kto mu tego zakazać – to jakobin z 1792 roku atakujący Belgię, Szwajcarię, Italię i Rzeszę i znoszący wszędzie na swojej drodze feudalne prawa lub sowiecki bolszewik z zasady konfiskujący wszelką własność, którą napotka w opanowanym kraju[30].

Dezintegracja nomosu ziemi (1890-1919)

         Carl Schmitt pierwszy kryzys prawa międzynarodowego dostrzegł w postanowieniach Kongresu Wiedeńskiego (1815), gdy Święte Przymierze uzurpowało sobie prawo do zbrojnej interwencji w sprawy wewnętrzne suwerennych państw, w celu walki z rewolucjami i liberalizmem, nawet wbrew woli zainteresowanych władców[31].

Formuła Jus Publicum Europaeum załamała się całkowicie na przełomie XIX i XX wieku. Zdaniem niemieckiego prawnika przyczyniły się do tego nierozwiązana na Kongresie Wiedeńskim sprawa polska i procesy demokratyzacji niosące ze sobą element demagogiczny w postaci moralizatorstwa politycznego, koniecznego dla mobilizacji mas wyborczych. Wskutek demokratyzacji pojawiła się populistyczna potrzeba tłumaczenia wyborcom sensu i celu wojen w kategoriach justa causa i wojny sprawiedliwej. Aby masy poparły wojnę, trzeba im było dowieść, że wróg jest zły, podły, obmierzły. W konsekwencji ponownie zaczęto traktować wroga jako kryminalistę, a wojny z nim prowadzone jako wyprawy policyjne mające na celu ukaranie państwa-przestępcy, ujęcie jego przywódców i postawienie ich przed sądem niczym pospolitych opryszków. Zdaniem Schmitta, źródłem moralizowania w polityce międzynarodowej byli Anglosasi, czego wyrazem był traktat pokojowy z Niemcami zawarty w 1919 roku w Wersalu. Jego twórcy zdawali się wprost być pod wpływem teorii wojny sprawiedliwej Vitorii – myśliciela popularnego w kręgach liberalnych prawników zajmujących się prawem międzynarodowym[32].

         Zdaniem Carla Schmitta, źródło destrukcji klasycznego prawa narodów znajdowało się w uniwersalistycznych anglosaskich ideologiach i sofizmatach takich jak ludzkość, postęp, cywilizacja. Wynikało z nich dopuszczenie do partnerstwa w stosunkach międzynarodowych postępowych i cywilizowanych krajów pozaeuropejskich: Stanów Zjednoczonych i Japonii. Jus Publicum Europaeum stało się uniwersalne, tym samym przestając być Europaeum. Najbardziej destruktywny był moralizatorski wpływ Amerykanów, z dużym trudem odróżniających politykę od kazań od moralności i ekonomii (wilsonizm)[33].

         Ostateczną destrukcję Jus Publicum Europaeum Schmitt łączył z Traktatem Wersalskim. Jego zdaniem, porządek wersalski w wielu miejscach zaprzeczał tradycyjnemu Jus Publicum Europaeum:

1/ Pojęcie agresora. O ile tradycyjny porządek etatystyczny służył ucywilizowaniu wojny poprzez zmonopolizowanie jej w rękach państwach i prowadzenia jej wedle przyjętych konwencji, o tyle celem porządku wersalskiego była likwidacja wojen jako takich, potępienie ich i wyjęcie spod prawa, a następnie penalizacja tego, kto dokonuje agresji. Politycznie rzecz patrząc, była to próba zachowania po wieki status quo korzystnego dla państw zwycięskich. Alianci wymyśli więc nowatorską doktrynę jakoby wszelka agresja z samej definicji była przestępstwem i winna być karana. Tym samym głowy państw będących agresorami zostały zrównane z kryminalistami, a państwa, które rozpoczęły wojnę ex definitione zostały uznane za przestępcze. Umarła doktryna justus hostis[34]. Stąd międzywojenne próby zdefiniowania pojęcia agresora przez Protokół Genewski (1924) i Pakt Brianda-Kelloga (1928).

2/ Kryminalizacja pokonanych. Dla Schmitta – tak jako Niemca, jak i jako prawnika – najbardziej szokujące były artykuły 227-31 Traktatu Wersalskiego, szczególnie zaś art. 227, który obwiniał ex-cesarza Wilhelma II za wywołanie wojny, co uczynić miało zeń odpowiedzialnego za ten czyn w kategoriach prawnych, włącznie z postawieniem w stan oskarżenia przed jakimś międzynarodowym trybunałem, do którego sędziów miały delegować zwycięskie mocarstwa. Dla Schmitta było to złamanie starej zasady obowiązującej między suwerenami europejskimi, że „pomiędzy równymi nie ma jurysdykcji” (Par in parem non habet jurisdictionem). Pozostałe wymienione artykuły uznawały samo wypowiedzenie wojny za przestępstwo w miejsce tradycyjnego poglądu, że jest to akt moralnie i prawnie neutralny. Jus Publicum Europaeum stało na stanowisku, że to nie wojna sama w sobie jest zbrodnią, lecz łamanie konwencji wojennych (Konwencje Haskie z 1907 r.) dotyczących sposobu jej prowadzenia. Konsekwentnie, pokonane państwa zostały zobowiązane do wydania zbrodniarzy (konkretnie Wilhelma II) w ręce zwycięzców w celu osądzenia go. Ale ex-cesarz zbiegł do Holandii, która odmówiła wydania zbrodniarza w ręce Ententy argumentując to klasycznym prawem narodów[35].

3/ Negacja suwerenności państw pokonanych. Niemcy nie tylko musiały oddać sporne ziemie (co było zgodne z zasadami prawa narodów), ale poddano je także kontroli. Zwycięzcy ograniczyli i kontrolowali liczbę żołnierzy i wyposażenie armii; pod pretekstem spłaty reparacji poddali swojej kontroli niemiecką gospodarkę (Plan Younga); czuli się prawnie upoważnieni do wymuszania na pokonanych wprowadzenia republikańskich ustrojów. Słowem, do prawa międzynarodowego weszło pojęcie uprawnienia do interwencji mocarstw w wewnętrzne sprawy pokonanych państw, a także karania ich za pomocą okupacji części terytoriów (np. Nadrenii) lub sankcji gospodarczych. Karzący mają przy tym zawsze moralne racje, gdy karani są krnąbrni i są opisywani w kategoriach reedukowanych kryminalistów[36].

4/ Amerykanizacja prawa międzynarodowego. Narzucenie pokonanym republikańskich i liberalnych form ustrojowych oznaczało osłabienie państwa na korzyść liberalnego społeczeństwa, partii i wpływowych osób fizycznych. Było to zgodne z amerykańską filozofią prymatu społeczeństwa nad państwem. Słabe struktury etatystyczne pokonanych państw nie kontrolowały swoich gospodarek, co uczyniło je wrażliwymi na żądania wielkiego kapitału. Dlatego Stany Zjednoczone nie musiały wcale same wchodzić do Ligi Narodów, aby odgrywać – za pomocą wielkich banków i koncernów – dominującą rolę w światowej polityce. To za pomocą samych czynników ekonomicznych Amerykanie zaczęli kontrolować mniejsze i słabsze państwa. Nowożytne państwo, pojęte jako podmiot prawa publicznego, zaczęło ustępować miejsca podmiotom prywatnym[37]. Wraz z amerykanizacją prawa pojawiły się kategorie sankcji ekonomicznych, interwencji pokojowych, czyli nieznanych prawu narodów stanów pośrednich pomiędzy wojną a pokojem (zaprzeczenie zasady inter pacem et bellum nihil est medium)[38].

Carl Schmitt nie ma wątpliwości, że to Amerykanie są głównymi winowajcami dezintegracji Jus Publicum Europaeum, gdyż są zbyt prymitywni intelektualnie, zaściankowi i nadmiernie ukształtowani przez purytańskich kaznodziei. Woodrow Wilson wypowiedział państwom centralnym wojnę, argumentując to nie racją stanu, ale moralnie: miała to być wojna o pokój, demokrację i o wolność ludów[39].

Następstwem wilsonizmu jest „wojna dyskryminacyjna”, polegająca na odrzuceniu zasady justus hostis. Wojna taka polega na tym, że zwycięzcy decydują czy pokonany prowadził z nimi wojnę jak równy z równym, czy też pokonany jest przestępcą, kryminalistą, któremu nie wolno było prowadzić wojny na przykład dlatego, że nie jest demokratą. W konfliktach państw demokratycznych z niedemokratycznymi, te pierwsze zwykle przypisują sobie prawo do decydowania czy przeciwnik polityczny i ideologiczny ma status justus hostis[40]. Wobec przestępców nie prowadzi się już wojen, lecz „operacje policyjne”[41]. Kryminalista nie ma statusu justus hostis, lecz przypisywany mu jest upadlający status hostes generis humani (wróg rodzaju ludzkiego)[42].

Rozkład monopolu państwa na prowadzenie wojen

Zdaniem Carla Schmitta ostateczny upadek państwo jako podmiotu legalnie prowadzącego wojny nastąpił po 1945 roku. Zimnowojenne konflikty zbrojne nie miały charakteru tradycyjnych międzypaństwowych wojen toczonych przez dżentelmenów uznających się za justis hostis. Konflikt Wschód-Zachód przybrał formę totalnej konfrontacji. Jej środkiem jest wzajemnie wyniszczenie, a celem finalna eksterminacja przeciwnika, obustronnie uznawanego za latro.

Kraje demokratycznego Zachodu i komunistycznego Wschodu zgodnie nie uznają formuły justis hostis. Wraz z jego zanikiem ponownie, jak za czasów antycznych, przeciwnika poczyna się traktować jako wroga rodzaju ludzkiego dla którego nie ma jakiejkolwiek litości. Schmitt pisze: „Termin ennemi de la race humaine (fr. wróg rodzaju ludzkiego – A.W.). ma dziś taką samą siłę niszczącą jak bomba atomowa czy broń biologiczna”[43]. Dla ideologicznego wroga egzystencjalnego nie istnieje jakikolwiek szacunek, a walki z nim nie prowadzi się wedle cywilizowanych zasad prawa międzynarodowego. Z ennemi de la race humaine nie zawiera się rozejmów, pokojów, nie negocjuje się z nim, nie szanuje się życia i mienia wspierającej go ludności cywilnej. Nie bierze się go do niewoli, gdy się poddaje. Pokonanego czeka eksterminacja[44].

Siłą napędową tego totalnego konfliktu są partie komunistyczne, gdy państwa zachodnie przyjmują pozycje defensywne. To nie przypadek. Wedle niemieckiego konserwatysty, marksizm-leninizm to nurt, który odwołując się do idei humanistycznych, szczególnie zaś do historiozofii młodego Hegla, próbuje znieść (die Aufhebung) dialektyczną opozycję pomiędzy my-oni, ale nie poprzez tolerancję i współżycie różnych nurtów, światopoglądów i grup ludzkich (klasy), ale przez fizyczną eksterminację ideologicznych wrogów i to do (dosłownie) ostatniego człowieka[45]. Źródła tej współczesnej totalnej nienawiści ideologicznej mają charakter para-religijny i sprowadzają się do stwierdzenia, że nasz ideologiczny wróg jest „nikim i niczym” (der Feind ist heute das Nicht-Nichts)[46], jest poza nawiasem człowieczeństwa.

Zjawisko ideologicznego fanatyzmu organicznie łączy się z powojennym procesem detronizacji państwa jako podmiotu politycznego. W okresie Zimnej Wojny na całym świecie coraz wyraźniejszą podmiotowość polityczną zdobywają totalitarne partie polityczne, które tworzą autentyczne autonomiczne państwa w państwach. Napędza ich istnienie i rozwój rozbudzana przez komunistyczną propagandę nienawiść do bogatych i posiadających. Nie są to struktury etatystyczne, lecz anty-etatystyczne, budowane przez poszczególne zrewoltowane grupy ludzkie przeciwko organizacji państwowej, będącej – w myśl marksistowskiej nauki – narzędziem panowania klasowego. Partie komunistyczne są strukturami spoza dziedziny klasycznie pojętego prawa publicznego, ale są zarządzane centralnie z Moskwy w poprzek tradycyjnych linii delimitujących terytoria suwerennych jednostek narodowych. Skutkiem tego tradycyjne wojny międzypaństwowe wypierane są przez zideologizowane i pełne klasowej oraz osobistej nienawiści konflikty partyjno-ideologiczne, w których państwa przestają być główną stroną wojującą, przemieniając się w pole bitwy dla wielkich grup ludzkich, zorganizowanych teraz w totalitarne partie polityczne i motywowane do walki przez ziejące nienawiścią do własnych rodaków holistyczne klasowe systemy ideologiczne.

         Powojenne prace Carla Schmitta zdominowane są przez problem istnienia i szybkiego wzrostu rangi podmiotów politycznych innych, niźli tradycyjne państwa. Niemiecki prawnik, pod wpływem dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości politycznej, znacząco zmodyfikował swoje poglądy dotyczące podmiotowości politycznej sformułowane wcześniej w Pojęciu polityczności (1928), gdzie uznawał za takie podmioty jedynie państwa. Kwestia ta wzbudza duże zainteresowanie (i kontrowersje) w literaturze przedmiotu, która jest w tym przedmiocie wyjątkowo obfita[47].

W Teorii partyzantów (Theorie des Partisanen. Zwischen Bemerkung zum Begriff des Politischen, 1963) Schmitt dowodzi, że do tradycyjnych podmiotów politycznych w okresie powojennym dołączyły także niewielkie liczebnie, ale dobrze zorganizowane i pałające nienawiścią grupy partyzanckie w Ameryce Łacińskiej oraz lewackie organizacje terrorystyczne na Zachodzie Europy. Obserwując działalność Che Guevary czy Frakcji Czerwonej Armii pruski konserwatysta konstatuje rozpad tradycyjnej formuły, że tylko suwerenne państwa toczą wojny i to tylko pomiędzy sobą. W świecie powojennym mnożą się asymetryczne działania zbrojne, które są prowadzone przez podmioty nie mające statutu prawno-publicznego. Nowymi podmiotami politycznymi stały się uzbrojone grupy zorganizowane i kierowane przez komunistyczne partie polityczne, stając się wprawdzie nieregularnymi i oficjalnie nielegalnymi, ale permanentnie działającymi strukturami. W okresie Zimnej Wojny działalność partyzancka i terrorystyczna z jednej, a antypartyzancka i antyterrorystyczna z drugiej strony, stała się jednym z głównych sposobów prowadzenia utajonej i nigdy nie wypowiedzianej wojny przez obydwa główne super-mocarstwa, które uchylają się od totalnej wzajemnej konfrontacji w duchu tradycyjnego prawa międzynarodowego, grożącej globalnym konfliktem jądrowym[48].

W tej sytuacji Carl Schmitt weryfikuje swój wcześniejszy pogląd, jakoby jedynymi autentycznymi podmiotami polityki były nowożytne suwerenne państwa narodowe[49]. W Teorii partyzantów Schmitt weryfikuje tedy swoje wcześniejsze poglądy łączące politykę i prawo do prowadzenia wojen wyłącznie z bytami prawno-publicznymi. Teraz wydaje się stać na stanowisku, że utożsamienie państwa z polityką to tradycja swoiście intelektualna niemiecka, czyli regionalna[50], która jest obca między innymi światu hiszpańskojęzycznemu przynajmniej od początku XIX wieku[51].

Po głębszej analizie niemiecki prawnik przyznaje, że w Europie zjawiska demonopolizacji wojny z rąk państwa pojawiły się już w okresie I Wojny Światowej, gdy klasyczny klarowny podział na żołnierzy i cywilów począł się załamywać wraz z pojawieniem się grup biorących udział w walkach, a znajdujących się poza tradycyjnym prawem wojennym („hors la loi”). Skoro wszyscy walczą, to wszyscy są żołnierzami, a zarazem nikt nim nie jest. Ginie podział na żołnierzy i bandytów, skoro całym narodom rozdano broń i zawodowych żołnierzy poczęły zastępować nieumundurowane i nieregularne jednostki wojskowe, które trudno odróżnić od zwykłych cywilów. Z totalnej mobilizacji wojennej lat 1914-18 wyłoniły się autentyczne „wojny narodowe” (die Volkskriege), oparte na „improwizowanym levée en masse, czyli na korpusach ochotników i wolnych strzelców”[52]. Stanowiło to zaprzeczenie Schmittiańskiego Jus Publicum Europaeum i haskich konwencji wojennych.

Obrazu katastrofy klasycznych pojęć wojennych i prawno-międzynarodowych dopełniają, zdaniem Schmitta, wojny domowe w Rosji, Niemczech i w rozpadających się Austro-Węgrzech, które poczęły wybuchać począwszy od 1917 roku. Były to krwawe starcia zwolenników rewolucji komunistycznych z ich przeciwnikami broniącymi tradycyjnego ładu. Schmitt pisze:

Wojna w ‘jus publicum Europeum’ była wojną pomiędzy ‘państwami’, gdzie jedna armia regularna zderzała się z inną armią regularną. (…) W roku 1914 narody i rządy europejskie przystąpiły do wojny pozbawione totalnej wrogości. Prawdziwa wrogość zrodziła się z tej właśnie wojny, która zaczęła się jako konwencjonalna wojna pomiędzy państwami działającymi na podstawie prawa narodów, a skończyła się wojną domową i rewolucyjną walką klas[53].

Uznanie grup nieregularnych za podmioty prawa międzynarodowego

Carl Schmitt konstatuje ostatecznie, że w czasie II Wojny Światowej działania partyzanckie miały już charakter masowy na terenie Związku Radzieckiego, Polski, Francji, na Bałkanach. Po 1945 roku prowadziły je autochtoniczne siły antykolonialne na całym świecie, szczególnie intensywnie w Algierii, a następnie w Wietnamie – w tym ostatnim kraju najpierw przeciwko Francuzom, a potem przeciw Amerykanom.

Wraz z popularyzacją działań nieregularnych zmienił się niepostrzeżenie sam status partyzantów. Schmitt zauważa, że w czasie wojny lat 1939-45 uważano ich jeszcze za zwykłych bandytów i pochwyconych wieszano lub rozstrzeliwano, czyli postępowano z nimi tak samo jak niegdyś z piratami wieszanymi na rejach. Jednak w okresie powojennym walczący nieregularnie zaczęli być traktowani niczym korsarze[54], czyli piraci działający na licencji państwa i traktowani przez tradycyjne armie regularne jak umundurowani żołnierze. W pewnym momencie partyzantów zaczęły nawet chronić konwencje wojenne. Z dowódcami grup nieregularnych państwa prowadzą dziś rokowania i rozmowy pokojowe, czyli traktują ich jak quasi-etatystyczne podmioty polityczne. Biorąc pod uwagę, że słowa te ukazały się drukiem w 1963 roku możemy się domyśleć, że Schmittowi chodziło tutaj o rozmowy rządu francuskiego z partyzantami algierskimi z FLN w Evian (1961-62), zakończone przyznaniem Algierii niepodległości, czyli praktyczną klęską wielkiej Francji w starciu z kolonialnymi rebeliantami pozbawionymi regularnych sił zbrojnych w tradycyjnym rozumieniu tego słowa.

 

Zmierzch suwerennego państwa narodowego

         Ostateczna konstatacja Carla Schmitta na temat stanu i perspektyw państwa jako podmiotu mającego monopol na prowadzenie wojen jest skrajnie pesymistyczna. Jest ono podmywane od wewnątrz przez komunistycznych aktywistów partyjnych oraz lewackich terrorystów i partyzantów zdolnych do przeprowadzenia konkurencyjnych mobilizacji politycznych, a także wytworzenia wobec własnej struktury i głoszonej ideologii poczucia lojalności silniejszej niż państwo narodowe. Z drugiej strony powstały dwie globalne Wielkie Przestrzenie w postaci antagonistycznych bloków amerykańskiego i sowieckiego, gdzie średnie i małe państwa narodowe nie są zdolne do samodzielnej suwerennej egzystencji, popadając w uzależnienie od super-mocarstw.

W świecie zachodnim, z których Schmitt identyfikował się pomimo swojej radykalnej krytyki instytucji liberalnych, państwo ulegało wyraźnemu rozmiękczeniu w wyniku procesów globalizacji i integracji. W dodatku w świecie zdominowanym przez technikę zanika nie tylko tradycyjna polityczność, ale i samo państwo jako jej nosiciel. Konserwatysta pisał na temat w listach, jak i w kolejnych wydaniach Pojęcia polityczności[55]. Zagadnienie to zostaje najpełniej rozwinięte w mało znanym, gdyż zamieszczonym w wersji włoskojęzycznej, wstępie do wydania Pojęcia polityczności z 1971 roku (tekst ten na język niemiecki przetłumaczono dopiero w 1988 roku). W tymże wstępie czytamy:

W trakcie ostatniego półwiecza Europa utraciła swój status centrum światowej polityki. Oto epoka, gdy powstawały moje prace naukowe. Detronizacja Europy oznaczała także wstrząśnięcie specyficznymi pojęciami, które narody europejskie stworzyły w trudnym procesie myślowym. Należą do nich pojęcia prawne takie jak państwo i suwerenność, konstytucja i ustawa, legalność i legitymowalność. Są one produktem długiej symbiozy myśli teologicznej, filozoficznej i prawniczej. Należą one do prawdziwej spuścizny zachodniego racjonalizmu, łącząc się w całość w pojęciu ‘Jus Publicum Europaeum’ i giną wraz z nim. Oto pojęcia ‘klasyczne’. (…) We współczesnych słownikach ‘klasyczny’ europejski świat stał się synonimem starożytności i reakcjonizmu. (…) Podczas gdy państwo i suwerenność stały się ideologicznymi anachronizmami, to w praktyce polityki światowej pojawiły się nowe suwerenne państwa, toczące nowe wojny, choć przynależą do światowej organizacji na rzecz pokoju. Równocześnie pojawiają się nowatorskie, poza-państwowe podmioty polityki (die nicht-staatlische Subjekte der Politik), zwalczające się klasy i rasy, wraz z na nowo pogrupowanymi formami my-oni, w końcu są też i grupy partyzanckie, żądające aby uznać je za strony konwencji genewskiej z 1949 roku, a także i Czerwony Krzyż mający nowy status w prawie międzynarodowym. (…) Pojęcia państwa i polityki zostały sformułowane w XVI i XVII wieku przez Machiavelliego, Jeana Bodina i Thomasa Hobbesa, którzy stworzyli naukę o państwie jako monopoliście: klasyczne europejskie państwo było jedynym podmiotem polityki. Obydwa, państwo i polityka, były wzajemnie nie do rozdzielenia, tak jak Arystoteles uczynił nierozdzielnymi polis i politykę. Dziś klasyczne rozumienie państwa i jego monopol na politykę zostały zniesione. Pojawiły się nowe, odmienne podmioty walki politycznej, są one bez państwa (ohne Staat) i nie przynależą do sfery państwowości (ohne Staatsgehabe). (…) Zaczęliśmy rozróżniać ‘politykę’ (‘Politik’) od ‘polityczności’ (‘Politischen’). Kwestia nowych nosicieli i podmiotów tego, co polityczne jest istotą skomplikowanego problemu ‘polityczności’. Tutaj leży początek i koniec wszelkich prób aby uznać wiele nowych podmiotów polityczności, które zajmują się polityką w politycznej rzeczywistości państwowej i poza-państwowej polityki, gdzie następuje nowatorskie pogrupowanie my-oni. (…) Oto koniec polityczności. Ludzkość tworzy jedność, teoretycznie zaprzyjaźnioną społeczność. Nie ma tutaj wrogości. Są tylko partnerzy w sporach. Na miejsce polityki światowej pojawiła się światowa policja. (…) Policja nie jest jednak apolityczna. Oto mamy politykę światową opartą na pan-interwencjonizmie. To bardzo intensywna polityka (…) mianowicie polityka światowej wojny domowej[56].

Z tego przydługiego cytatu wynika, że kryzys prawa międzynarodowego wiąże się z podmyciem państwowego monopolu na politykę i udzieleniem prawa do prowadzenia wojen przez podmioty poza-państwowe wewnętrzne (partie totalitarne i grupy terrorystyczne oraz partyzanckie) oraz przez Wielkie Przestrzenie, gdzie tradycyjnie suwerenne państwa tworzą nową, jakby to dziś nazwali amerykańscy propagandziści, społeczność międzynarodową. Oto świat rzekomo pozbawiony wrogości, gdzie wszyscy udają, że się kochają i zapewniają się wzajemnie o przyjaźni. W tej nowej rzeczywistości w praktyce rządzą dwa mocarstwa, które zaprzestały ujarzmiać mniejsze podmioty za pomocą tradycyjnie wypowiadanych wojen, wybierając rodzaj akcji policyjnych przeciwko bluźnierczym wrogom demokracji (liberalnej lub socjalistycznej). Nie jest to już wojna, lecz akcja porządkowa przeciwko państwu-przestępcy[57].

Adam Wielomski

Pierwodruk: Podmioty uprawnione do prowadzenia wojen w teorii Carla Schmitta. [w:] M. Kubiak, R. Wróblewski (red.): Oblicza współczesnych wojen. Warszawa-Siedlce 2018 , s. 243-62.

[1] C. Schmitt: Ex Captivitate salus. Erfahrungen der Zeit 1945-1947. Berlin 2002, s. 75.

[2] C. Schmitt: Völkerrechtlische Großraumordnung mit Interventionsverbot für raumfremde Mächte. Ein Beitrag zum Reichsbegriff im Völkierrecht. Berlin 1991, s. 11, 51-52, 60-61, 65. Problemu tego nie będziemy tutaj przedstawiać. W znanej nam literaturze przedmiotu koncepcję „Großraumu” omawiają min. J.-L. Feuerbach: La théorie de Großraum chez Carl Schmitt. [w:] H. Quaritsch (red.): Complexio Oppositorum. Über Carl Schmitt. Berlin 1988, s. 401-18; C. Zakravsky: Politische Mythologie des letzten Krieges als Völkerrechtswissenschaft. [w:] W. Pircher (red.): Gegen den Ausnahmezustand. Zur Kritik an Carl Schmitt. Wien 1999, s. 179-200; K. Bruckschwaiger: Carl Schmitt am Rande des Großraums. Die kurze Geschichte des Begriffs. [w:] Ibidem, s. 201-18; D. Blasius: Carl Schmitt: Preußischer Staatsrat in Hitlers Reich. Göttingen 2001, s. 184-202; S. Carloni: Grossraum al Nomos der Erde et retour: il pensiero internazionalistico di Carl Schmitt, „Rivista Internazionale di Filosofia del Diritto”, 2008, nr 1, s. 51-91; J. Rosatelli: Gli imperi oltre gli Stati. Sul concetto di “Reich” secondo Carl Schmitt, “Materiali per una Storia della Cultura Giuridica”, 2010, nr 2, s. 387-416.

[3] M. Nicoletti: Transcendenza e potere. La teologia politica di Carl Schmitt. Brescia 1990, s. 531-65; J.-F. Kervégan: Carl Schmitt i ‘jedność świata’. [w:]. Ch. Mouffe (red.): Carl Schmitt. Wyzwanie polityczności. Warszawa 2011, s. 69-96. Istotę swojej koncepcji C. Schmitt wyłożył w czasie jednej z konferencji we frankistowskiej Hiszpanii, a następnie zawarł ją w hiszpańskojęzycznym tekście El Orden del Mundo despues de la Seguda Guerra Mundial, „Revista de Estudios Politicos”, 1962, nr 122, s. 19-38.

[4] C.A. Fernández Pardo: Carl Schmitt en la teoría política internacional. Buenos Aires 2007, s. 46, 54.

[5] C. Schmitt: Der Nomos der Erde im Völkerrecht des Jus Publicum Europeum. Berlin 1997, s. 15.

[6] Problematykę „nomosu ziemi“ C. Schmitt opisywał wielokrotnie – zob. ibidem, s. 36-48; idem: Nomos – Nahme – Name. [w:] Idem: Staat, Großraum, Nomos. Arbeiten aus den Jahren 1916-1969. Berlin 1995, s. 577, 581; idem: Der neue Nomos der Erde. [w:] Ibidem, s. 518; idem: Gespräch über den Neuen Raum. [w:] Ibidem, s. 577, 581. W literaturze zob. H. Schmidt: Der Nomosbegriff bei Carl Schmitt, „Der Staat“, 1963, nr 2, s. 81-108; M. Herrero López: El „nomos” y lo politico: La filosofia politica de Carl Schmitt. Pamplona 2007, s. 51-94; E. Castrucci: Nomos e guerra. Glosse al ‚Nomos della terra’ di Carl Schmitt. Napoli 2011, s. 15-22.

[7] C. Schmitt: Der Nomos der Erde, op.cit., s. 18-19.

[8] H. Arias, J. Rafael: Donoso Cortés und Carl Schmitt. Eine Untersuchung über die Staats- und rechtsphilosophische Bedeutung von Donoso Cortés im Werk Carl Schmitts. München 1998, s. 80-81; U. Tietz: ‘Antropologischer Ansatz politischer Theorien’. Die Freund-Feind Distinktion von Carl Schmitt. [w:] R. Mehring (red.): Carl Schmitt: Der Begriff des Politischen. Ein kooperativer Kommentar. Berlin 2003, s. 123-27.

[9] C. Schmitt: Die Einheit der Welt. [w:] Idem: Staat, Großraum, op.cit., s.  s. 496; Idem – Alvaro d’Ors: Briefwechsel. Berlin 2004, s. 120.

[10] C. Schmitt: Der Nomos der Erde…, op.cit., s. 21.

[11] C.A. Fernández Pardo dowodzi, że “justus hostis” pochodzi od frazy “jus ad bellum”, gdyż “prawomocny wróg” to taki, który ma “prawo do prowadzenia wojny” (Carl Schmitt…, s. 61).

[12] C. Schmitt: Der Nomos der Erde…, op.cit., s. 22.

[13] Ibidem, s. 22.

[14] D. Cumin: Il concetto di guerra nel diritto internazionale secondo Carl Schmitt. [w:] A. Buela, D. Cumin, S. Pietropaoli (red.): Carl Schmitt: Diritto e concretezza. Parma 2011, s. 22.

[15] C. Schmitt: Der Nomos der Erde…, s. 25-26.

[16] Ibidem, s. 81.

[17] Ibidem, s. 91.

[18] C.A. Fernández Pardo: Carl Schmitt…, s. 61-62.

[19] C. Schmitt: Der Nomos der Erde…, s. 123-42.

[20] C. Jouin: Le retour de la guerre juste. Droit international, épistémologie et idéologie chez Carl Schmitt. Paris 2013, s. 287.

[21] Ibidem, s. 287, 342.

[22] C. Schmitt: Der Nomos der Erde…, s. 125, 130, 132, 136, 138.

[23] Ibidem, s. 128.

[24] Ibidem, s. 97-99. Jeszcze w czasie II Wojny Światowej C. Schmitt rozrysował tę ideę suwerennego państwa w tekście Staatlische Souveränität und freies Meer. Uber den Gegensatz von Land und See im Völkerrecht der Neuzeit. [w:] Idem: Staat, Großraum, op.cit., s. 401-07.

[25] C. Schmitt: Der Nomos der Erde…, s. 123.

[26] Ibidem, s. 112-13.

[27] Ibidem, s. 113.

[28] Ibidem, s. 113-16.

[29] Ibidem, s. 158-59.

[30] Ibidem, s. 169-70, 173-76. Zasada poszanowania życia, własności i praw nowych poddanych nie obowiązywała w koloniach, będących terenem podboju, którego celem było między innymi wzbogacenie się konkwistadorów i kolonizatorów. Tubylców wolno było wywłaszczyć, wygnać, zakuć w kajdany, eksterminować, gdyż zgodnie z Jus Publicum Europaeum nie zaliczają się w poczet dżentelmenów. Oni sami i ich ziemia uważani byli za rzeczy niczyje, które należeć będą do tego Europejczyka, który pierwszy je zawłaszczy (ibidem, s. 171).

[31] E. Castrucci: Nomos e guerra, op.cit., s. 37.

[32] C. Jouin: Le retour de la guerre…, s. 243-44, 254-56.

[33] C. Schmitt: Der Nomos der Erde…, s. 200-12.

[34] Ibidem, s. 214-15, 232-55, 298-99.

[35] Ibidem, s. 233-44.

[36] Ibidem, s. 225-26.

[37] C.A. Fernández Pardo: Carl Schmitt…, s. 79-86.

[38] P. Haggenmacher: L’itinéraire internationaliste de Carl Schmitt. [w:] C. Schmitt: Le nomos de la Terre dans le droit des gens du ‘Jus Publicum Europaeum’. Paris 2001 , s. 10; J.-C. Monod: Penser l’ennemi, affronter l’exeption. Réflexions critiques sur l’actualité de Carl Schmitt. Paris 2006, s. 150-51. C. Schmitt sam wyjaśnia, że cytowana sentencja pochodzi z Cycerona, cytowanego przez Grocjusza (C. Schmitt – Alvaro d’Ors: Briefwechsel, op.cit., s. 192). W j. polskim przetłumaczono ją jako: „nie ma niczego pośredniego między wojną i pokojem” (Grocjusz: O prawie wojny i pokoju. T. II. Warszawa 1957, III, 21, 1, s. 480).

[39] C. Schmitt: Der Nomos der Erde…, s. 228-31, 263-65, 270-74, 280-85. Szerzej na temat skutków wpływu amerykańskiego moralizatorstwa na prawo międzynarodowe zob. G.L. Ulmen: American Imperialism and International Law: Carl Schmitt on the US in World Affairs, “Telos”, 1987, nr 72, s. 43-71.

[40] D. Cumin: Il concetto di guerra…, s. 31-32.

[41] Ibidem, s. 32.

[42] Ibidem, s. 33.

[43] C. Schmitt: Glossarium. Aufzeichnungen der Jahre 1947-1951. Berlin 1991, s. 204.

[44] Ibidem, s. 186-87.

[45] Ibidem, s. 209.

[46] Ibidem, s. 203.

[47] Ze znanych nam prac wymienić tutaj należy C. Ollero: Introducción a una Teoria de la Politica, „Revista de Estudios Politicos“, 1945, nr 22-23, s. 2-36; L. Sanchez Agesta: Principios de Teoria Politica. Madrid 1967, s. 14, 35, 38-40; G. Gómez Orfanel: Excepcion y normalidad en el pensamiento de Carl Schmitt. Madrid 1986, s. 127-30, 138-40; Ch. Meier: Zu Carl Schmitts Begriffsbildung. Das Politische und der Nomos. [w:] H. Quaritsch (red.): Complexio Oppositorum, op.cit., s. 37-56; E.-W. Böckenförde: Der Begriff des politischen als Schlüssel zum Staatsrechtlischen Werk Carl Schmitts. [w:] Ibidem, s. 283-300; J.-F. Kervégan: Hegel, Carl Schmitt. Le politique entre spéculation et positivité. Paris 1992, s. 71-81; R. Skarzyński: Od chaosu do ładu. Carl Schmitt i problem tego, co polityczne, Warszawa 1992, s. 82-90; T. Vesting: Die permanente Revolution. Carl Schmitt und das Ende der Epoche der Staatlichkeit. [w:] A. Göbel (red.): Metamorphosen des Politischen. Grundfragen politischer Einheitsbildung seit den 20er Jahren. Berlin 1995, s. 191-201; E. Hoerl: Die Privatisierung des Politischen bei Carl Schmitt. [w:] W. Pircher (red.): Gegen den Ausnahmezustand, op.cit., s. 94n.; J.-L. Nancy: Der Sinn des Politischen. [w:] Ibidem, s. 125n.; M. Llanque, H. Münkler. [w:] R. Mehring (red.): Carl Schmitt, op.cit., s. 13-20; Ch. Schönberger: „Staatlich und Politisch“. Der Begriff des Staates im ‚Begriff des Politischen’. [w:] Ibidem, s. 21-44; B. Ladwig: ‘Die Unterscheidung von Freund und Feind als Kriterium des Politischen”. [w:] Ibidem, s. 45-60; Ch. Schönberger: “Staatlisch und Politisch”. Der Beriff des Staates in “Begriff des Politischen”.  [w:] Ibidem, s. 21-44; T. Paléologue: Sous l’Oeil du Grand Inquisiteur. Carl Schmitt et l’héritage de la théologie politique. Paris 2004, s. 80-82; M. Herrero López: El „nomos” y lo politico, op.cit., s. 208-09, 229-31.

[48] C. Schmitt: Theorie des Partisanen. Zwischen Bemerkung zum Begriff des Politischen. Berlin 1995, passim.

[49] C. Schmitt: Pojęcie polityczności. [w:] Idem: Teologia polityczna i inne pisma. Kraków 2000, s. 191-94.

[50] C. Schmitt: Theorie des Partisanen, op.cit., s. 45-52.

[51] Ibidem, s. 11-13.

[52] Ibidem, s. 17.

[53] Ibidem, s. 18, 96.

[54] Ibidem, s. 26-27.

[55] A. Kojève, C. Schmitt: Correspondance, “Interpretation”, 2001, t. XXIX, nr 1, s. 101-02. Szerzej na ten temat zob. H.-Ch. Kraus: Freund und Feind im Zeitalter des Kalten Krieges. Zu den ‚Corollarien’ der Ausgabe von 1963. [w:] R. Mehring (red.): Carl Schmitt, op.cit., s. 170-87.

[56] C. Schmitt: Der Begriff des politischen. Vorwort von 1971 zur italienischen Ausgabe. [w:] H. Quaritsch (red.): Complexio Oppositorum, op.cit., s. 269-72.

[57] J.-L. Feuerbach: La théorie de Großraum…, s. 409-10.

[Głosów:3    Średnia:5/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *