Wielomski: Sen o polskim imperium

Nowożytne suwerenne państwo narodowe, powstałe między późnym Średniowieczem a Barokiem, uważam za najznakomitszy twór prawno-polityczny Cywilizacji Łacińskiej. Stąd sprzeciwiam się wszelkim projektom wymierzonym w tenże Etat-Nation, bez względu na to, czy nazywają się one Sacrum Imperium, Unia Europejska, Paneuropa, Euroazjatyzm, Trójmorze czy Polska Jagiellońska. Może zbyt dużo naczytałem się Romana Dmowskiego i Charlesa Maurrasa i nie umiem myśleć o polityce inaczej niż w kategoriach państw, a za główną linię współczesnego podziału nie uważam tradycyjnej demarkacji lewica vs prawica, lecz zwolennicy państwa narodowego vs zwolennicy imperium. Przez ostatnie dziesięciolecia Polska była atakowana przez Euroazjatów (ZSRR), Europejczyków (III/IV RP), a teraz doszli jeszcze – po prawej stronie – marzyciele o wskrzeszeniu Polski Jagiellońskiej, sięgającej od Warszawy po Tallin, Smoleńsk, Kijów i Odessę.

Jagiellonizm uważam za utopię przeniesienia realiów z XVII na realia XXI wieku. Dlatego na FB zadałem ostatnio następujące pytanie: „Kilka pytań do zwolenników przyłączenia do Polski kresów, Wilna i Lwowa. Pytanie nr 1: na kresach w granicach z 1939 mieszka jakieś 10 milionów Ukraińców, Białorusinów i Litwinów. Co chcecie z nimi zrobić jeśli nie przywitają Wojska Polskiego z kwiatami: 1. Wypędzić z domów i odstawić na granicę? 2. Spolonizować przemocą poprzez polski Kulturkampf i polską Hakatę? 3. Prowadzić okupację z użyciem 500 tys. armii? 4. Eksterminować?”. Na tak postawione pytanie było kilka oderwanych od realności odpowiedzi, że Litwini, Ukraińcy i Białorusini tylko marzą o wcieleniu do Polski, ale to oczywista nieprawda. Z zachodnimi Ukraińcami zacięte walki o Lwów toczyć musieliśmy już w l. 1918-1919, potem była Rzeź Wołyńska, a dziś to najbardziej szowinistyczna część Ukrainy, gdzie banderyzm rośnie jak na drożdżach. Fakt, Białorusini nie przedstawiają tendencji nacjonalistycznych, ale Litwini już tak i nie jest tajemnicą, że nas w Wilnie nie lubią, a ludność polska na Litwie jest wprost wynaradawiana. W tej sytuacji pozostają postawione przeze mnie w pytaniu alternatywy jak zmusić, w hipotetycznej sytuacji, jakieś 10 milionów obcych nam ludzi, aby zaakceptowali zmianę przynależności państwowej?

I doczekałem się kilku odpowiedzi bardziej „realistycznych” niż wizja witania przez Lwowiaków i Wilnian wkraczających do tych miast polskich wojsk kwiatami. Zacytujmy kilka przykładowych: 1/ „Dla elit KS. Dalsza polonizacja będzie prostsza”. 2/ „Pada tu jedna rozsądna opcja ale mógłbym dostać za jej poparcie bana i nie tylko”. 3/ „Albo sami wystąpią o polskie obywatelstwo, wykazując przy tym chęć życia w Państwie Polskim oraz działania na jego pożytek, oraz wykazując posiadanie przynajmniej jakiegoś polskiego przodka do 4 pokoleń wstecz (co wcale nie będzie takie trudne) oraz znajomość (przynajmniej minimalną) polskiego języka i polskiej historii (co będzie sprawdzane w odpowiednim teście). Albo sami dobrowolnie spakują się i stąd wyjadą (a jak nie zechcą to się im w tym pomoże) tak samo jak Niemcy wyjechali w 1945 z tzw. “ziem odzyskanych“. 4/ „Na ruskie stepy batami pędzić!”. 5/ „Repatriować na Ukrainę, Białoruś i na Litwę”. Oczywiście, z komentarzy celowo wybrałem głosy skrajne i nie są one reprezentatywne dla całej dyskusji. Wskazują one jednak, że istnieje w Polsce grupa ludzi, którzy uważają, że Kresy należy odzyskać nawet kosztem przeprowadzenia tam czystek etnicznych. Nie popierając w ogóle idei aneksji byłych Kresów do Polski, przyznaję, że jest to jedyne rozwiązanie logiczne problemu autochotnicznej ludności, która Polakami nie jest i nie wydaje się, aby chciała nimi być. Przeciwnie, świadomość narodowa naszych wschodnich sąsiadów wynika ze sprzeciwu wobec polskości, kojarzonej z panowaniem „polskich panów”.

Sama popularyzacja, w niektórych kręgach, pomysłu czystki etnicznej jako metody aneksji Kresów jest aktem desperacji, gdyż oznacza, że zwolennicy „wielkiej” Polski nie posiadają żadnego realistycznego pomysłu na odbudowę Polski Jagiellońskiej. Od blisko 30 lat przerabiamy przecież giedroyciowski pomysł budowy imperium jagiellońskiego, w którym Polacy mają nieść kaganek wolności od Rosji wschodnim Słowianom i ludom nadbałtyckim. Dlatego w ciemno popieramy w Kijowie rządy nie tylko tolerujące, ale wprost odwołujące się do tradycji banderowskiej; dlatego popieramy głęboko antypolską Litwę, poświęcając na ołtarzu tego sojuszu interesy realnie żyjących tam Polaków. Dlatego też mamy „zimną wojnę” z Białorusią, która nie chce się „zdemokratyzować”. Słowem, bankructwo mesjanistycznej polskiej polityki wschodniej powoduje, że zwolennicy idei Polski Jagiellońskiej lub wizji neopiłsudczykowskiej konfederacji, czyli nasi rodzimi imperialiści, zaczynają się radykalizować i po głowach chodzą im czystki etniczne. Jeśli narody te nie chcą ideału „jagiellońskiego”, to zostaną wypędzone i program federalny przekształci się w aneksję za pomocą metod, które Izrael stosuje w stosunku do Palestyńczyków w Strefie Gazy.

Tymczasem klęska programu jagiellońskiego ma oczywiste źródła: wystarczy sięgnąć do „imperiologicznej” literatury naukowej, aby zobaczyć, że świadome swojej tożsamości narody nie chcą być częściami imperiów. Otóż, imperia są zbiorowiskami ludów, które różnią się językiem i kulturą, ale nie posiadają tożsamości narodowej i politycznej, a więc jest im obojętna przynależność polityczna i zasada samostanowienia. Każdy świadomy siebie naród chce zaś posiadać własne państwo i nie podlegać dalekiej władzy i obcym ludziom rządzącym w stolicy imperium. W RP Szlacheckiej z XVII czy XVIII wieku mieszkali Rusini, Auksztoci i Żmudzini, czyli grupy etniczne bez świadomości narodowo-państwowej. Czyniło to imperium jagiellońskie możliwym. Piłsudski wierzył jeszcze, że na wschód od Bugu mieszkają Rusini, którzy ulegną polskiej dominacji imperialnej. Ale już 100 lat temu to było nieprawdą, a procesy narodowotwórcze poszły do przodu.

Adam Wielomski

Tekst ukazał się w Najwyższym Czasie!

[Głosów:19    Średnia:4.6/5]
Facebook

8 thoughts on “Wielomski: Sen o polskim imperium”

  1. Proszę tylko pamiętać, że państwa imperialne można z grubsza podzielić na dwie kategorie:
    – te, które są imperiami,
    – te, które posiadają imperia.
    Francja i Wielka Brytania posiadały imperia, natomiast Rosja i Turcja były imperiami. Co do Niemiec – no cóż, mimo wszystko wyglądają na dominujący obecnie model państwa narodowego. To, że kilkanaście procent ludów niemieckojęzycznych mieszka poza granicami RFN, jeszcze o niczym nie świadczy. Anglofoni i frankofoni też są rozproszeni. Czesi i Słowacy mogliby spokojnie zamieszkiwać jedno państwo. Białorusini i Ukraińcy – aż do Dniepru, to praktycznie “Ruscy”.

    Ponadto – nieco ponad tydzień temu była audycja w TOK FM o imperiach i imperializmie. Chodziło głównie o współczesną Rosję. Występujący pan profesor (nazwiska nie pamiętam) twierdził, że projekty imperialne nie mają obecnie racji bytu, gdyż są nieatrakcyjne. Powodem niemożności ponownego zaistnienia imperiów ma być – rzekomo – powstanie państw narodowych oraz GLOBALIZACJA! Ów pan profesor słowem nie zająknął się na temat imperializmu niemieckiego. Czyżby ten nie istniał? A co z imperializmem amerykańskim? Jest, czy go nie ma?

  2. Artykuł Profesora dobrym dowodem na tezę, że poprawność polityczna to umiar i powaga, a niepoprawność polityczna zdobywszy należne sobie miejsce w mainstreamie to odlot, przesada i śmieszność przechodząca w strach. Jednak ad rem: państwo narodowe czy imperium ? Dychotomia nieuprawniona, bo czyż Rosja i post-karolińska Europa to nie imperia ? Do którego z tych imperiów chcemy przynależeć nie będąc Szwajcarią, której neutralność szanują wszyscy sąsiedzi tylko państwem w strefie zgniotu między Wschodem z Zachodem ? Nie pozwólmy naszym radykałom, aby ich fobie i wyznawane wartości przesłoniły fundamentalne kwestie bezpieczeństwa państwa. Dziś Dmowski byłby dumny, że jesteśmy z Niemcami nie kwestionującymi naszych granic w jednej organizacji międzynarodowej i wspólnie decydujemy o przyszłości …Wlk. Brytanii. Nie pozwólmy Rosji zawrócić nas z tej drogi w kierunku ich suwerennej demokracji, a de facto państwowej oligarchii.
    Poniżej piórem Dmowskiego pro memoria o tym jak długą drogę przeszliśmy od 1893 roku.
    http://www.polskietradycje.pl/artykuly/widok/138

    1. Lepiej być z Niemcami w jednym bloku aniżeli z Rosją. Być może sojusz z Niemcami jest niejako wymuszony hegemonią amerykańską, ale jakoś tam działa. Gadanie, że Niemcy mają jakieś roszczenia terytorialne a Rosja nie, to już zwkłe przegięcie. Niemcy to mimo wszystko część cywilizowanego zachodu, zaś Rosja – azjatycka dzicz. Indeks wolności gospodarczej Niemiec w 2019 roku wynosi 73.5, zaś Rosji – 58.9. W przypadku USA mamy 76.8. Stawia to Niemcy w szeregu państw kapitalistycznych z domieszką państwa opiekuńczego. W porównaniu z tym, Rosja to jakaś hybryda socjalizmu z systemem neofeudalnym. PKB per capita wynosi: USA – $59.495, Niemcy – $50.842, Rosja – $11.947. Po raz kolejny, Matuszka Rassija nie podpisała się. Co prawda, doc. Kossecki mawiał, że siła państwa, to nie tylko jakość, ale także ilość, jednak my – konserwatywni liberałowie – wyżej od ilości cenimy sobie jakość. Burżujstwo, luksów, konsumpcyjny i wystawny styl życia, to jest to, o co walczymy. Rosja nie była, nie jest i nigdy nie będzie państwem wolnościowym i dlatego dobrze się dzieje, gdy jest upokarzana przez USA.

      1. “Być może sojusz z Niemcami jest niejako wymuszony hegemonią amerykańską, ale jakoś tam działa. ”
        Skąd wiesz, że działa skoro nie było sytuacji testowej? By sprawdzić czy pasy bezpieczeństwa działają wykonuje się Crash Testy. Na tej podstawie można powiedzieć, że taki a taki model pasa działa lub nie. Tutaj niczego takiego nie dokonano, nie sprawdzono.

        “Niemcy to mimo wszystko część cywilizowanego zachodu, zaś Rosja – azjatycka dzicz. ”
        Rosja nie podlega pod dzikość względem żadnej teorii, która zakłada taki termin. W teorii Adama Fergusona (który chyba najszerzej opisywał to zjawisko) dzikość ma trzy stadia i ani Rosja ani żaden współczesny lud azjatycki nie klasyfikuje się pod żaden z podanych przez niego trzech wariantach. Dzikość generalnie klasyfikuje się jako etap rozwoju ludzkości, na którym to porusza się na zasadzie instynktu (człowiek jest niczym zwierzę) oraz nie posiada umiejętności wytwarzania narzędzi. Jak zwykle tutaj Pan sieje nienawiść na tle pochodzenia (forma rasizmu? może marzy się Panu struktura kastowa, gdzie to “cywilizowani ludzie Zachodu” będą panować i luksusowo żyć a “azjatycka dzicz” ma służyć?) co jest sprzeczne z cywilizacjami chrześcijańskimi.

        ” Indeks wolności gospodarczej Niemiec w 2019 roku wynosi 73.5, zaś Rosji – 58.9. W przypadku USA mamy 76.8. Stawia to Niemcy w szeregu państw kapitalistycznych z domieszką państwa opiekuńczego. W porównaniu z tym, Rosja to jakaś hybryda socjalizmu z systemem neofeudalnym. PKB per capita wynosi: USA – $59.495, Niemcy – $50.842, Rosja – $11.947.”
        Indeks wolności gospodarczej nic nie znaczy. Już pisałem i tłumaczyłem to Panu wielokrotnie, ale jak zwykle nie raczy Pan odpowiedzieć na przetaczane fakty. W skrócie powiem raz jeszcze – gospodarki się “uwalnia” po osiągnięciu takiego stadia rozwoju by mogły rywalizować z innymi gigantami. Tak było w przedinsutrialnej Wielkiej Brytanii, w industrializujących się Stanach Zjednoczonych, tak było w powojennych Niemczech. To bogactwo uwalnia gospodarkę a nie uwolnienie gospodarki generuje bogactwo.
        Co zaś się tyczy PKBpc – pamiętaj, że jeszcze niedawno Rosja doznała gigantycznego szoku, redukcji PKB chyba o około 90% i innych elementów druzgocących (chodzi oczywiście o upadek ZSRR oraz lata “liberalnej demokracji” Jelcyna). Na odrobienie strat trzeba będzie poświęcić wiele dekad. Rzućmy także oko na byłe NRD, gdzie pomimo “wolności gospodarczej” oraz dotowania przez rząd federalny, dalej ten region się nie rozwija by nie być obciążeniem. Dlaczego? Właśnie przez “wolność” – kto może tan ucieka na zachodnie landy, lokalny biznes rozwinąć się nie może bo jest duszony przez konkurencję z zachodnich itd. itp. Gdyby nie było tam “wolności gospodarczej” (m.in. przez zakaz opuszczania landu, mocniejsze licencjonowanie dostępu dla wielkiego biznesu niż w reszcie kraju) to możliwa byłaby rewitalizacja byłego NRD, aby nie być obciążeniem dla reszty federacji.

        “Co prawda, doc. Kossecki mawiał, że siła państwa, to nie tylko jakość, ale także ilość, jednak my – konserwatywni liberałowie – wyżej od ilości cenimy sobie jakość. ”
        Nie liczy się ani ilość ani jakość, ale skuteczność, opłacalność itd. Silnik czołgu Leopard 2 ma wyższą “jakość” niż silnik Fiata Punto, ale do lekkiego samochodu osobowego lepszy będzie silnik Fiata Punto niż silnik czołgu Leopard 2, pomimo tego że silnik Fiata będzie miał niższą “jakość”. W konstrukcji mówi się o “polioptymalizacji” i to jest klucz. Nie zaś ślepe brnięcie ku lepszemu wynikowi “jakościowemu”.

        “Rosja nie była, nie jest i nigdy nie będzie państwem wolnościowym i dlatego dobrze się dzieje, gdy jest upokarzana przez USA.”
        I ta postawa przedstawia Pana nie jako “konserwatywnego liberała” ale jako jakiegoś nienawistnika. Konserwatyści nie upokarzają państw, nawet jak się z nimi nie zgadzają. W Kongresie Wiedeńskim Francja nie została upokorzona, nie została zgnojona czy obciążona jakimiś dziwnymi warunkami. Zwycięskie, konserwatywne i reakcyjne siły, pozwoliły Francji dalej funkcjonować jako jeden z równych a mogli tak wyniszczyć, upokorzyć oraz zgnoić Francję by nigdy nie pojawiło się powiedzenie “Francja-elegancja”. Przeciwną postawę miały oczywiście państwa wolnościowe i demokratycznie po I Wojnie Światowej, w wyniku czego doprowadziły do drugiej.

        Zapewne, jak zwykle, zignoruje Pan ten komentarz, jednakże przynajmniej inni będą wiedzieli, że sieje Pan fałsz i nieprawdę.

      2. Aha. Lepiej być kolonią państwa rozwiniętego, podwykonawcą jego gospodarki? Nie jesteśmy w żadnym bloku z Niemcami, jesteśmy po prostu zależni od nich gospodarczo, jako podwykonawca. Indeksy wolności to sobie można wsadzić do nieprzystojnego miejsca, na wolność gospodarczą mogą sobie pozwolić państwa silne. Gdyby w Rosji panowała większa wolność gospodarcza niż na zachodzie, to przyszliby tam tak jak do nas z zachodu ludzie dysponujący kapitałem, wykupili państwowe przedsiębiorstwa, zlikwidowali te najbardziej konkurencyjne a część zatrzymali jako tanią siłę roboczą. PKB na głowę w Dolarach też nie jest jakimś wyznacznikiem bogactwa: za jednego dolara w Niemczech można sobie kupić drożdżówkę, w Rosji zjeść dobry obiad, a w niektórych afrykańskich państwach żywić się przez miesiąc, więc to jest wartość względna. No ale to jest azjatycka dzicz przecież, bo oni śmią dbać o własne interesy zamiast ślepo i bez myślenia stosować się do teorii pana Friedmana. A tak na marginesie, przyjemnie jest być konserwatywnym liberałem walczącym o luksus i konsumpcję przed komputerem. Ale kiedyś człowiek dorasta, trzeba samemu zacząć zarabiać i punkt widzenia się nagle zmienia…

        1. Lepiej być podwykonawcą gospodarki bogatej, wolnorynkowej i rozwiniętej, niż socjalistycznych dziadów i żebraków. Lepiej od razu wprowadzić leseferyzm, a nie stopniowo uwalniać gospodarkę i potem się przekonać, że opór ze strony grup uprzywilejowanych uniemożliwia liberalizację a kraj utyka w rozwoju, jak Rosja, Brazylia, czy Chiny. Rosja i Brazylia rozwijają się głównie dzięki wykorzystaniu tzw. rezerw prostych, czyli tych wszystkich surowców kopalnych. Na dłuższą metę nie da się tak ciągnąć. W Chinach istnieje szansa, że władze zmądrzeją i przyjmą wolny rynek, bo fakt, że mają jeszcze znaczny wzrost w stosunku do Rosji (która ma podobny IEF) jest powodowany jedynie tym, że startują z niższego pułapu. Gdy ich PKB pc będzie na podobnym poziomie co w Rosji, nagle okaże się, że natkną się na barierę rozwojową, gdyż w późniejszych stadiach rozwoju, coraz mniej zależy od surowców kopalnych i taniej siły roboczej, ale coraz więcej od jakości rozwiązań ustrojowych. Tu przewaga rynku nad innymi formami gospodarowania stanie się drastyczna.

  3. Zgadzam się z krytyką jagiellonizmu.

    Natomiast doktryna suwerenności to humbug stworzony przez zradykalizowanych Germanów wychowanych w wojskowym posłuszeństwie.

    Państwo jest tylko korporacyjne, nie ma czegoś takiego jak suweren, ani wewnątrz ani na zewnątrz. Anglicy to jako tako rozumieją.

    Moim zdaniem krajami rządzą partie i korporacje, nie ma czegoś takiego jak sztuczna osoba suwerennego państwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *