Ziętek-Wielomska, Wielomski: Co to jest naród? Szkoła francuska

 

            Co to jest naród? Każdy przedstawiciel nauk społecznych słysząc to pytanie natychmiast kojarzy je ze słynnym wykładem Ernesta Renana z 1882 roku, pod tymże właśnie tytułem. Tak jak w sporach teologicznych punktem odniesienia jest Pismo Święte, a w sporach ideologicznych pomiędzy marksistami Manifest komunistyczny (1848), tak w badaniach nad narodami i nacjonalizmem rolę podobną pełni tekst Renana. W tym krótkim eseju francuski historyk i filozof społeczny przedstawił najbardziej znaną definicję narodu, z którą dyskutowali – i dyskutują nadal –specjaliści od procesów narodowotwórczych i ideologowie nacjonalizmu. Dlatego i my rozpoczniemy nasze rozważania terminologiczne od omówienia tego arcyważnego tekstu.

            Celem przyświecającym Ernestowi Renanowi jest staranne zdefiniowanie pojęć i delimitacja takich terminów jak naród, rasa ludzka, grupa etnograficzna i grupa lingwistyczna. Delimitacja ta wydaje mu się konieczna z tej racji, że w języku potocznym słowa te są mieszane i niepoprawnie używane, w wyniku czego mówi się na przykład o starożytnym narodzie chińskim lub egipskim, tak jak gdyby narody istniały od zawsze i w obrębie wszystkich cywilizacji oraz kultur, tak teraźniejszych, jak i historycznych, nawet antycznych. Renan nie zgadza się z potocznym rozumieniem terminu naród i domaga się jego precyzyjnego uściślenia:

Narody (…) są czymś względnie nowym w historii. Starożytność nie znała ich: Egipt, Chiny, starożytna Chaldeja nie były wcale narodami. Były to wielkie gromady ludzi, rządzone przez syna Słońca lub syna Nieba. Nie istnieli obywatele egipscy, tak samo jak nie istnieją obywatele chińscy. Starożytność klasyczna posiadała republiki i miejskie królestwa, związki republik lokalnych, cesar­stwa – nie miała natomiast zupełnie narodów w naszym tego słowa znaczeniu. (…)Nie było nigdy patriotów asyryjskich (…).Ani jeden naród nie wyprowadza swoich początków od zdumiewających przygód Aleksandra, które wywarły przecież tak potężny wpływ na ogólny bieg dziejów cywilizacji[1].

            Cóż więc stało się, że w Europie powstały narody? Dlaczego było to zdarzenie unikalne w dziejach? Francuski uczony podaje 3 powody:1/ zjednoczenie militarne, a następnie prawne, cywilizacyjne i po części lingwistyczne wielkich połaci Europy przez rzymskie podboje; 2/ zjednoczenie religijne Europy dzięki chrześcijaństwu, które usunęło lokalnych i trybalnych bogów; 3/ w sumie dość przypadkowy podział zunifikowanego cywilizacyjnie i religijnie obszaru Cesarstwa Rzymskiego przez hordy germańskie[2]. Dzięki 2 pierwszym punktom zanikają lokalne różnice plemienne i religijne. Następnie masa Rzymian oraz zromanizowanych ludów i chrześcijan została podzielona prawem pięści przez nowych panów. W ten sposób powstała społeczna materia, której mediewalna kultura nada formę w postaci kultury narodowej, z odrębnymi językami i pod rządami odrębnych dynastii. Tak powstaną państwa narodowe. Najpierw homogenizacja, a następnie podział między władców.

            Proces taki, dowodzi Ernest Renan, nigdy wcześniej nie miał miejsca w imperiach orientalnych, ponieważ zdobywca zadowalał się obsadzeniem miast i twierdz oraz ściąganiem podatków z podbitej ludności. W przypadku muzułmanów wymuszał także konwersję na islam za pomocą narzędzi podatkowych. Nigdy nie tworzył jednak zunifikowanej cywilizacyjnie, prawnie, językowo i obyczajowo wspólnoty. Na przykład jeszcze w Turcji w połowie XIX stulecia

Turek, Słowianin, Grek, Armeńczyk, Arab, Syryjczyk, Kurd zachowali w całej pełni pierwotną swoją odrębność, jaka cechowała każdego z nich w dniu podboju. (…) Weźmy dla przykładu miasto takie jak Saloniki (wtenczas jeszcze należące do Turcji – przyp. autorów) lub Smyrna. Znajdziemy tam pięć lub sześć gmin, z których każda ma swoje odrębne tradycje i których nie łączy żadna spójnia[3].

Tymczasem w postrzymskiej i w chrześcijańskiej Europie podbitej przez Germanów

w X stuleciu, w pierwszych piosenkach o rycerzach (…) są już wszyscy mieszkańcy Francji – Francuzami. Pojęcie różnic rasowych w składzie ludności Francji, tak wyraźne u Grzegorza z Tours, zupełnie nie występuje u pisarzy i poetów francuskich po Hugonie Kapecie[4].

            W drugiej części tekstu Renana interesuje element decydujący, że dana wspólnota terytorialna, w końcu dość przypadkowo wykrojona przez poszczególne plemiona germańskie z obszaru ex-imperium, nabrała poczucia własnej tożsamości. Zdecydowania odrzuca takie czynniki narodowotwórcze jak: 1/ wspólny język, ponieważ czasami kilka narodów mówi wspólnym językiem (Anglia i Stany Zjednoczone; Hiszpania i kraje latynoamerykańskie), a nikt nie uważa ich za jeden naród; czasami zaś jeden naród może mówić nawet 4 językami (Szwajcaria); 2/ wspólna religia, gdyż istnieją narody multikonfesyjne, a zresztą w epoce powszechnej laicyzacji wiara uważana jest za sprawę prywatną (Renan jest liberałem i niedowiarkiem); 3/ wspólnota interesów, gdyż to czynnik zbyt mało wiążący i „związek celny nie jest ojczyzną”[5]; 4/ geografia, czyli tzw. granice naturalne[6].

Piątym zwalczanym przez Ernesta Renana negowanym determinantem powstania narodu jest rasa, którego to terminu Francuz używa w swoim tekście w znaczeniu niemieckim tego słowa (antropologicznym). Podstawa rasowa wspólnoty charakterystyczna była dla greckich poleis, których wszyscy obywatele byli ze sobą spokrewnieni. Została jednak zanegowana najpierw przez kosmopolityczne Cesarstwo Rzymskie, następnie uniwersalistyczne chrześcijaństwo, a ostatecznie przez podział upadającego Rzymu na państwa barbarzyńskie, który to podział nie uwzględniał resztek zachowanych granic etnicznych. Germanie przybywali z małą ilością kobiet, więc – nolens volens – musieli swobodnie mieszać się i płodzić dzieci z miejscowymi kobietami, bardzo szybko rozpuszczając się w masie autochtonicznej ludności. Współcześni Francuzi to wielka mieszanka Galów, Rzymian, Franków i Normanów; Niemcy to mix Germanów, Celtów i Słowian; Włosi są potomkami Rzymian, Galów, Etrusków, Greków, Longobardów i Normanów. Rasy czyste, pisze Renan, istniały być może 10.000 lat temu, ale od tysiącleci nie ma po nich śladu. Także Niemcy nie stanowią tutaj wyjątku i

pojawienie się osobnika germańskiego w historii ma miejsce dopiero na bardzo krótko przed narodzinami Chrystusa. Niewątpliwie Germanie nie wyskoczyli spod ziemi w tym okresie. Do tego czasu, zlani ze Słowianami w wielkiej jednolitej masie Scytów, nie posiadali swoich cech odrębnych[7].

Ernest Renan neguje założenia pangermanizmu, wedle którego narodowość byłaby czymś wrodzonym i odgórnie zdeterminowanym. Problem ten był wtenczas niezwykle aktualny, szczególnie po wojnie francusko-pruskiej, zakończonej zaborem Alzacji i Lotaryngii na korzyść jednoczących się Niemiec (1870). Prowincje te od dawna należały do Francji, ich mieszkańcy od przynajmniej kilku pokoleń czuli się Francuzami, choć w domu mówili dialektem języka niemieckiego, a ziemie ich należały niegdyś do Sacrum Imperium. Francuzi nigdy roszczenia niemieckiego do tych ziem nie rozumieli. Wielki dziewiętnastowieczny francuski historyk Numa D. Fustel de Coulanges, na kilka lat przed odczytem Renana dowodził, że jedynym uzasadnieniem zaboru Alzacji i Lotaryngii była zasada lingwistyczna. Tymczasem mieszkańcy tych prowincji szczerze uważali się za Francuzów, ponieważ – wedle francuskich przekonań – „ani rasa, ani język nie tworzą narodowości”[8].

Renan przyjmuje identyczny pogląd co Fustel de Coulanges i krytykuje pangermańskie rozumienie narodu:

Rodzina germańska np. miałaby – w myśl rozwijanej przeze mnie teorii – prawo skupienia wszystkich rozpierzch­łych członków germanizmu, nawet gdyby ci członkowie nie domagali się tego złączenia. Prawo germanizmu do danej prowincji jest silniejsze od prawa mieszkańców tej prowincji do siebie samych. Stwarza się w ten sposób rodzaj prawa przyrodzonego podobnego do prawa królów, jako pomazańców boskich; na miejsce zasady narodowej podstawioną zostaje zasada etnograficzna. Wszystko to jest wielkim błędem[9].

            Czym więc naprawdę jest naród? Renan definiuje go jako „wynik długiej historii wysiłków, ofiar i poświęceń”[10]. Jest przede wszystkim jednością duchową wyrastającą z historii, wspomnienia wspólnych bohaterskich czynów, zwycięstw lub porażek. Konkludując, Ernest Renan dokonuje swojego słynnego zdefiniowania narodu w kategoriach historyczno-wolicjonalnych:

Naród więc to jedna wielka solidarność, którą stwarza poczucie już spełnionych ofiar i tych, do których spełnienia jest się goto­wym. Mieści się zatem w niej pojęcie wspólnej przeszłości; streszcza się ona jednak w teraźniejszości, w namacalnym fakcie jasno wyrażonej chęci dalszego współżycia. Istnienie narodu jest (wybaczcie mi, panowie, tę przenośnię) powtarzającym się codziennie powszechnym głosowaniem, tak samo jak istnienie jednostki jest ciągłym stwierdza­niem życia. (…) Człowiek nie jest niewol­nikiem ani swojej rasy, ani języka, ani religii, ani biegu rzek, ani kierunku łańcuchów gór. Wielkie bractwo ludzi o zdrowej duszy i gorącym sercu stwarza świadomość moralną, zwaną narodem. Dopóki ta świadomość mo­ralna daje dowód swojej siły przez składa­nie ofiar, jakich wymaga od jednostki dobro ogółu, dopóty jest ona uprawniona i ma rację bytu. Tym jest naród[11].

W rozumieniu szkoły francuskiej naród ma charakter wolicjonalny. Członkiem narodu potencjalnie może być każdy, kto posiada obywatelstwo danego państwa narodowego, bez względu na swoje etniczne i rasowe pochodzenie. W kwestii tej zgodna była i Francja przedrewolucyjna i porewolucyjna, różniąc się tylko wokabularzem, czy jest się poddanym czy obywatelem (sujet-citoyen). Francuzem z automatu jest ten, kogo ojciec (w późniejszej legislacji: rodzice) byli Francuzami; ten, kto urodził się i mieszka we Francji, nawet jeśli jego rodzice nie mieli jej obywatelstwa; wreszcie ten, kto we Francji osiedla się i występuje o jej obywatelstwo. To klasyczna zasada ius soli[12]. Potencjalnie Francuzem może stać się każdy. Połączenie obywatelstwa i przynależności do wspólnoty narodowej jest tak głębokie, że Francuzi za Francuzów nie uważają frankofońskich Szwajcarów i Belgów.

Ten element wolicjonalny uznawać będą nawet najbardziej wojujący francuscy nacjonaliści przełomu XIX i XX wieku, chętnie wykluczający ze wspólnoty narodowej grupy uznane za wrogie jej. Mamy tutaj na myśli na przykład koncepcję wykluczenia z narodu „czterech stanów skonfederowanych” (Żydzi, protestanci, naturalizowani cudzoziemcy, wolnomularze) Charlesa Maurrasa[13] czy też chęć wykluczenia zeń Żydów, sformułowaną przez Maurice’a Barrèsa w czasie Afery Dreyfusa (1894-1899), gdy środowiska żydowskie zwróciły się przeciwko nacjonalistom, armii i Kościołowi[14]. Jednakże nawet naród nacjonalistów zachowuje charakter wolicjonalny. Poza zupełnie incydentalnymi wypowiedziami panuje przekonanie, że każdy kto czuje się Francuzem i dowodzi swojego patriotyzmu winien być za takiego uznawany. Na stanowisku tym stoją także nacjonaliści. Barrès całkowicie wycofuje się z uprzednich pozycji antyżydowskich w czasie I Wojny Światowej, widząc żołnierzy wyznania mojżeszowego ginących za Francję w okopach[15].Maurras i szkoła Action Française zawsze odrzucała antysemityzm na tle rasistowskim[16], a do samego stowarzyszenia przyjmowano osoby wyznania mojżeszowego, o ile deklarowały wierność Francji. Francuzem jest ten, kto się Francuzem czuje.

Magdalena Ziętek-Wielomska, Adam Wielomski

Jest to fragment książki “Nowoczesność – Nacjonalizm – Naród europejski”. Zachęcamy do zamówienia książki w naszej księgarni (książka jest darmowa). Zamów ją TUTAJ.

[1] E. Renan: Studia historyczne i filozoficzne. Warszawa 1904, t. I, s. 4-5. Archaiczna pisownia i w tym cytacie i w innych z tekstu E. Renana Co to jest naród? została przez nas uwspółcześniona.

[2] Ibidem, t. I, s. 6-7, 15-17.

[3] Ibidem, t. I, s. 6, 10.

[4] Ibidem, t. I, s. 8.

[5] Ibidem, t. I, s. 29.

[6] Ibidem, t. I, s. 24-30. Elementy mogące konstytuować naród starannie wyliczają i omawiają np. J.-R. Suratteau: L’idée nationale de la Révolution à nos jours. Paris 1972, s. 32 i nast.; P. Berghoff: Der Tod des politischen Kollektive. Politische Religion und das Sterben und Töten für Volk, Nation und Rasse. Berlin 1997, s. 29 i nast.

[7] E. Renan: Studia historyczne…, t. I, s. 20.

[8] N.D. Fustel de Coulanges: L’Alsace française. [w:] R. Girardet: Nationalismes et Nation. Paris 1996, s. 137.

[9] E. Renan: Studia historyczne…, t. I, s. 16.

[10] Ibidem, t. I, s. 31.

[11] Ibidem, t. I, s. 32-35.

[12] R. Brubaker: Citizenship and Nationhood in France and Germany. London 1996, s. 85 i nast.; R. Girardet: Nationalismes et Nation, op.cit., s. 15-16.

[13] Ch. Maurras: Enquête sur la monarchie. Paris 1924, s. 206-07, 257-58, 367, 562; idem: Mes idées politiques. Paris 1968, s. 203-04, 226; idem: La Démocratie religieuse. Paris 1978, s. 201, 249, 329.

[14] M. Barrès: Scenes et doctrines du nationalisme. Paris 1925, t. I, s. 25 i nast., 101 i nast., 153 i nast.

[15] M. Barrès: Les diverses familles spirituelles de la France. Paris 1917, s. 67 i nast.

[16] Ch. Maurras: Dictionnaire politiqueet critique (complément). Paris 1961-75, t. I, z. 2, s. 91; t. III, z. 15. s. 86-87. Zob. szerzej o problemie F. Huguenin: A l’école de l’Action française. Un siécle de vie intellectuelle. Paris 1998, s. 15 i nast.

[Głosów:8    Średnia:2.5/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *