„Innego końca świata nie będzie” – rozmowa z Konradem Rękasem dla Ukraina.ru

 

Ukraina.ru: Rosja podniosła kwestię nieproliferacji systemów rakietowych USA i NATO w pobliżu jej granic. Temat ten będzie w najbliższych dniach omawiany przez Rosję, NATO i Stany Zjednoczone. Na ile zasadne jest takie podejście Rosji?

Konrad Rękas: Zimna wojna zawsze najbliżej była przejścia w stan gorący właśnie, gdy w grę wchodziła równowaga strategiczna mierzona rozmieszczeniem i zasięgiem systemów rakietowych. Tak było, gdy w 1962 r. Związek Sowiecki udaremnił próbę ulokowania amerykańskich rakiet w Turcji, co nie do końca precyzyjnie nazwano kryzysem kubańskim. Tak było już za mojego życia, gdy symbolem agresywnego imperializmu Reagana i Thatcher były Pershingi, Tomahawki oraz system Trident (do dziś zresztą kontynuowany przez Wielką Brytanię).  Zawsze, gdy w strefie euroatlantyckiej górę biorą wojenne jastrzębie – widać to po translokacji ofensywnych systemów bojowych, przysuwanych coraz bliżej do granic Federacji Rosyjskiej.

W praktyce też od momentu, gdy antychińska polityka Donalda Trumpa uśmierciła INF (ДРСМД) – brak jest skutecznej międzynarodowej regulacji trwającego, choć oficjalnie nie ogłoszonego wyścigu zbrojeń między USA a resztą świata. Wyścigu oczywiście bardzo jednostronnego, bo choć nikt nie odmawia siłom zbrojnym Federacji Rosyjskiej nowoczesności i wyszkolenia, a Chińskiej Armii Ludowej potęgi – to jednak to Amerykanie wydają na zbrojenia więcej ($778 miliardów) niż jedenaście kolejnych państw z tej listy razem wziętych, z których osiem to amerykańscy sojusznicy i kraje zależne. Ta potężna zależność polityki USA od interesów kompleksu wojenno-przemysłowego, niezmienna od czasów zimnej wojny – zawsze pozostawia margines niepokoju czy tak ogromny arsenał nie skusi kogoś, aby zostać w końcu użyty. Choćby ot tak, by zrobić miejsce na nowe zakupy.

Rozmowy rozbrojeniowe, a przynajmniej nieproliferacyjne są zatem koniecznością i to nie mniej naglącą niż podczas najgroźniejszych kryzysów z epoki dwublokowej. Polska miała niegdyś spory dorobek dyplomatyczny w tym zakresie, by wspomnieć tylko inicjatywę Planu Rapackiego, jeszcze z lat 50-tych ubiegłego wieku. Polski minister spraw zagranicznych, Adam Rapacki – zaproponował wówczas utworzenie w środkowej Europie strefy bezatomowej, obejmującej terytoria z obu Bloków, tj. obu państw niemieckich, Polski i Czechosłowacji. Mimo poparcia ze strony Moskwy, Pragi i Berlina Wschodniego, a także bardzo życzliwego przyjęcia przez antywojenne kręgi zachodnie – atmosfera ta rozbiła się o opór atlantyckich militarystów. Z pewnością jednak warto byłoby do niej dziś nawiązać tworząc taką strefę wyłączoną z relokacji systemów rakietowych, co najmniej z Polski, Ukrainy, Rumunii, Czech, Słowacji, Skandynawii i Pribałtiki. Analogiczne porozumienia należałoby wedle chęci zainteresowanych stron tworzyć także w Azji i innych regionach świata. W przeciwnym razie grozi nam permanentny już stan powszechnej wojny hybrydowej – z możliwością przejścia w pełnowymiarowy konflikt globalny w dowolnej chwili.

Ukraina.ru: USA i NATO powołują się na „agresywne plany” Rosji wobec Ukrainy jako przyczynę proliferacji systemów ataku nuklearnego. Rosja zaprzecza istnieniu takich planów i tłumaczy akumulację wojsk w pobliżu granicy z Ukrainą swoim prawem do rozmieszczenia ich na swoim terytorium w dowolnym czasie i w jakikolwiek sposób. Czyja argumentacja widzenia jest bardziej przekonująca?

Konrad Rękas: Zaznaczmy, że są to „agresywne plany Rosji wobec Ukrainy”, o których dzięki zachodnim mediom i politykom rozmawia się przy piwie w pubie i na rodzinnych obiadkach. Tak są oczywiste i wszystkim znane. Nietrudno chyba zgadnąć, że jeśli coś jest przedmiotem tak wyraźnej i nachalnej kampanii propagandowej – to można być zupełnie spokojnym, że nie ma związku z rzeczywistością. Wielokrotnie powtarzałem i to od siedmiu lat, gdy właśnie każdego dnia po Euromajdanie wróżono wejście armii rosyjskiej na Ukrainę – jeśli Rosja zechce, to po porannym apelu w Rostowie jej żołnierze zjedzą lunch w Charkowie, obiad w Kijowie i jeszcze im starczy czasu na podwieczorek w lwowskich kawiarniach. A na kolację to już wtedy ja zapraszam na obecną granicę polsko-ukraińską (co najwyżej ubolewając, że wciąż jest na Bugu, a nie Zbruczu czy Bohu…).

Niestety jednak, Rosja nie weszła – bo też i Rosjanie nie są od rozwiązywania za innych (w tym przypadku za Ukraińców) ich problemów. Ba, odkąd coraz więcej wiemy o pierwszych latach istnienia republik ludowych na Donbasie – tym więcej czytamy i słyszymy o moderującej roli Rosji, która jak mogła starała się powstrzymać eskalację konfliktu. Nie miejsce tu by oceniać czy taka polityka łapania za ręce donbaskich komendantów polowych, by nie szli za daleko na zachód była słuszna. Faktem jest jednak, że tak to wyglądało. Rosja już dawno mogłaby całą Ukrainę wyzwolić (czy jak kto woli podbić) i nikt, a już najmniej Zachód nie mógłby niczego na to poradzić. Czemu by więc miałaby nagle zmieniać politykę i z wielomiesięcznym rozbiegiem wtarabaniać się nagle w ukraiński kocioł? Tylko po to, by pomóc zachodnim jastrzębiom i producentom broni oraz śmiesznemu kijowskiemu kacykowi, który marzy o wojnie, żeby ratować własny stołek?

Zresztą, coraz częściej w zachodnich mediach słychać trąbki do odwrotu. Po kilku miesiącach ciągłego przemnażania ile to tysięcy rosyjskich czołgów już, już za chwilkę wedrze się na pokojową Ukrainę – nagle możemy usłyszeć i wyczytać, że tak w sumie, to chyba był… „blef Putina” i może jednak Rosja nigdzie nie chce wkraczać? Dla czytelników zaprawionych w czytaniu między wierszami – zmiana przekazu jest więc jasna. „Nigdy się nie przyznamy, że kłamaliśmy, ale teraz możemy już powiedzieć, że żadnej wojny nie będzie”. Cóż, patrząc choćby na ukraiński imponujący budżet wojenny (323 miliardy hrywien, ponad 11 miliardów dolarów!) trzeba zauważyć, że „wojna rosyjsko-ukraińska” już spełniła część swoich zadań. Kasa, którą Zachód „pożycza” Kijowowi wraca na Zachód w postaci zakupów wojskowych, interes się kręci, a kompleks wojenno-przemysłowy wraz z mediami na swoich usługach – liczą zyski.

 

Ukraina.ru: Co Pańskim zdaniem jest przyczyną konfliktu między Rosją a Ukrainą oraz między Rosją a Stanami Zjednoczonymi: geopolityczna redystrybucja świata? „Agresja Rosji”? Przestarzałe podejście Stanów Zjednoczonych do światowych procesów politycznych? Czy jeszcze coś innego?

Konrad Rękas: Okres jednobiegunowości świata dobiegł końca, ale nowy ład międzynarodowy jeszcze się czytelnie nie ukształtował. Naturalne są zatem tarcia i konflikty mające ustanowić nowe zasady i określić nowe strefy wpływów. Imperium schodzące często miewa z tym kłopot, zwłaszcza gdy samo przed sobą skrzętnie ukrywało własne osłabienie i schyłkowość. Stany muszą robić groźne miny, pobrzękiwać rakietami – tak rozumieją swój prestiż, takie mają potrzeby wewnętrzne i tak chcą gwarantować sobie podporządkowanie pozostałych jeszcze wasali. Ucieczka przed kryzysem przez ostatnią próbę ekspansji, rozpraszanie uwagi rywali, opóźnianie nieuchronnego – to normalne zagrywki taktyczne. Niestety, również próba wyparcia rzeczywistości przez rzucenie wszystkiego na jedną kartę i wywołanie globalnego zagrożenia wojennego – również jest opcją znajdującą się na stole. I nie jest tajemnicą, że są kręgi amerykańskie, które nie cofnęłyby się przed podpaleniem świata, na zasadzie „wszystko – albo nic” oraz „jeśli nie my – to nikt!”. Oczywiście jednak są też pragmatycy, a także ta część kapitału finansowego, która w ogóle już sceptycznie patrzy na politykę realizowaną przez państwa wskazując, że to wielkie korporacje, a nie największe nawet mocarstwa stają się faktycznymi podmiotami ładu międzynarodowego. To te wielkie interesy będą zatem decydować WOJNA – czy POKÓJ i jak na razie, jak widzimy, racje się ważą. Nie tylko zresztą między Waszyngtonem a Moskwą, ale kto wie czy nie w większym jeszcze zakresie między Wall Street, City a Pekinem i Szanghajem.

Co zaś się tyczy nieszczęsnej Ukrainy… Cóż, będzie przedmiotem sporu Zachodu z Rosją przede wszystkim tak długo, jak da się jeszcze z niej coś ukraść. Choć zorganizowana grabież trwa praktycznie od pierwszych chwil po Euromajdanie – Ukraina jest wciąż potencjalnie bardzo bogatym krajem. Czy nie pamiętamy, jak podczas poprzedniej wojny światowej Niemcy nawet czarnoziem wyrywali i wywozili pociągami do siebie? Jeśli sami Ukraińcy nic z tym nie zrobią – ich państwo pozostawione zostanie sobie dopiero, gdy ostatni pociąg z ich zasobami odjedzie na Zachód. A nawet i wtedy Ukrainie przypisana będzie rola pola bitwy, niechby i atomowej.

Jak wiemy ekipa Zełenskiego już zalegalizowała obrót ziemią legalizując i uprzywilejowując przede wszystkim wielką własność zagraniczną, dotychczas ukrywaną pod postacią dzierżaw i joint-venture. W 2022 r. pod młotek pójdzie 700 z 3,500 pozostałych jeszcze państwowych przedsiębiorstw, w tym zwłaszcza energetyka, kombinaty górnicze i metalurgiczne. To m.in. dlatego Zełenski ogłosił tę swoją kabaretową „wojnę z oligarchami” (czyli z kim, z sobą samym?) – by nikt nie przeszkadzał zachodniemu kapitałowi paść się na ukraińskim majątku. By żreć spokojnie – kapitał musi straszyć wojną. Ot i cała tajemnica „rosyjskich planów agresji na Ukrainę”.

Ukraina.ru: Dlaczego na świecie panuje tak napięta sytuacja polityczna? Jak realne jest zagrożenie wojenne? A może to tylko wrażenie zewnętrzne, a tak naprawdę wszystko przebiega bez szczególnych wstrząsów?

Konrad Rękas: Kilka lat temu modna była teoria, że III wojna światowa praktycznie już się rozpoczęła, tylko jeszcze nie dostrzegamy wszystkich jej objawów. Niedobór bardziej dramatycznych momentów kazał sceptykom zakwestionować tę hipotezę – ot, przecież lepiej, gorzej, ale jakoś się żyje, sytuacja międzynarodowa od kryzysu do kryzysu, ale układa się normalnie i w sumie można skupić się na innych problemach, od celebrytów przez klimat po pandemię. Sęk w tym, że wieszczowie III wojny mieli rację. Tylko jak w wierszu polsko-litewskiego poety Czesława Miłosza o końcu świata, którego nikt nie zauważył – innej globalnej wojny niż permanentnie hybrydowa być może już nie będzie. I mieszkańcy tych części świata, które nie zostały nią objęte będą mogli sobie wątpić. Tymczasem wszędzie wokół, na coraz liczniejszych frontach będzie toczyć się niekończąca się wojna o nowy porządek światowy.

Wojna, którą znamy z Donbasu, Syrii, Jemenu, Zakaukazia, teraz także Kazachstanu, wkrótce może Tajwanu, Ukrainy czy Pribałtiki. Ale także wiele, wiele innych konfliktów, w których wrogowie z innego teatru działań będą zawierali nagłe, taktyczne sojusze przeciw innym, do niedawna czy gdzieindziej zaprzyjaźnionym. To może być wojna nie tylko między państwami, bo przecież wiemy już, że można wojować niemal całkowicie przy użyciu kapitału prywatnego, a państwa wynajmować sobie już tylko do prowadzenia co cięższych nalotów. To wreszcie wojna, w której wprawdzie po dawnemu pod bombami i rakietami znikać mogą całe miasta, ale i taka, w której zabójca wleci przez jedno tylko okno na kształt dziecinnej zabawki – i wygra decydującą bitwę.

A większość z nas, jeśli tylko będziemy mieli odrobinę szczęścia – może nawet nigdy tego nie zauważy…

Ukraina.ru: Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiał Oleg Chawicz

Click to rate this post!
[Total: 11 Average: 3.9]
Facebook

14 thoughts on “„Innego końca świata nie będzie” – rozmowa z Konradem Rękasem dla Ukraina.ru”

  1. Bardzo interesujący wywiad, ciekawe, błyskotliwe tezy i ich uzasadnienie. A co do granicy – na Bohu… oczywiście. Wg niektórych historyków aż tam sięgały Grody Czerwieńskie. Ty Konradzie, jako jeden z nielicznych osób w szeroko rozumianym ruchu narodowym ( bo nie wspomnę o SND połączonym w grudniu 1999 z SN oraz o czynach wyczerpujących znamiona art. 270 i 273 k.k.- półtora roku później) nie wyrzekasz się Kresów i potrafisz ocenić ich wkład do polskiej kultury.

    1. Żadnych źródeł pisanych z X wieku o realnej wartości poznawczej nie posiadamy. Na podstawie nazewnictwa polscy uczeni ustalili, że pierwotna granica pomiędzy Słowianami zachodnimi a wschodnimi przebiegała na wschód od Lwowa. Odkryty niedawno prawdopodobnie gród Czerwień posiada fundamenty kościoła łacińskiego. Lwów mógł być pierwotnie założony przez plemiona prapolskie, zanim te tereny zostały zasiedlone przez plemiona ruskie. Co więcej aż do II wojny światowej pomiędzy Przemyślem a Lwowem udział obydwu populacji wynosił po około 50 proc. a zważywszy na kilkaset lat małżeństw mieszanych większość populacji to byli mieszańcy genetyczni.

  2. Według danych podawanych przez SIPRI, „imponujący” budżet wojskowy Ukrainy wynosi 5,23 mld dolarów. Tymczasem skromny budżet rosyjski to 65,1 mld dolarów. Ponad dwanaście razy więcej.

    Mimo tego jednak armii rosyjskiej należy odmówić nowoczesności i wyposażenia. Po uwzględnieniu poziomu korupcji, rosyjskie siły zbrojne znajdują się dopiero na 11 miejscu na świecie, między Australią i Kanadą. Nawet armia ukraińska to zbyt silny dla nich przeciwnik. Gdyby rzeczywiście Rosja mogła podbić Ukrainę w jeden dzień, to już dawno by to przecież zrobiła.

    Proszę też zauważyć, że do środkowoeuropejskiej „strefy wolnej od rakiet” mają należeć kraje NATO, Skandynawia i Ukraina. Natomiast wyłączona miałaby być z niej Białoruś. Znamienne pominięcie. Tak samo jak uparte nazywanie krajów bałtyckich (Litwa, Łotwa, Estonia) „Pribałtyką”.

    1. (…)Gdyby rzeczywiście Rosja mogła podbić Ukrainę w jeden dzień, to już dawno by to przecież zrobiła.(…)
      Ciekawe, że nikt nie wyciąga takich wniosków do Ameryki kontra KRLD po przekroczeniu czerwonej linii Trumpa, kontra Wenezuela jak zaczęło się z ichną Cichanouską albo kontra Meksyk po tej głośnej masakrze, po której kartele miały trafić listę organizacji terrorystycznych.

      1. Jaki byłby kurs Rubla po zajęciu Ukrainy? Jakie byłby koszty okupacji?
        Rosja ma siłę, ale chce ją wykorzystać racjonalnie.

    2. Rosja ma zbyt duże terytorium i zbyt długą granicę w stosunku do liczby ludności oraz pkb. Wspomniane problemy wynikają z trudności związanych z utrzymaniem takiego molocha – zwłaszcza, gdy z jednej strony są potężne Chiny, z drugiej – bazy amerykańskie.

    3. Znamienna jest szybkość przerzutu wojsk rosyjskich do Kazachstanu. Z jednej strony to niepokojące, patrząc z naszego polskiego podwórka. Z drugiej, wzbudza podziw.

      Im to realnie zajęło jeden dzień, włącznie z podjęciem decyzji. Albo wiedzieli wcześniej, że zamieszki wyjdą spod kontroli władz i trzymali najlepsze oddziały w gotowości, albo rzeczywiście mają wysoką zdolność relokacji kilku tysięcy żołnierzy ze sprzętem na odległość tysięcy kilometrów.

      Obawiam się, że nasza natowska szpica będzie miała dłuższy czas reakcji.

  3. „(…) to Amerykanie wydają na zbrojenia więcej ($778 miliardów) niż jedenaście kolejnych państw z tej listy razem wziętych (…)”

    Proszę pamiętać, że to jest w wartościach nominalnych. W praktyce ważniejszy jest parytet siły nabywczej, który wylicza się w oparciu o jakiś koszyk dóbr podstawowych. Oczywiście – w przemyśle militarnym powinien być to koszyk produktów przemysłu zbrojeniowego, nie zaś chleb, mąka, czy mleko. Pół roku temu Defence24 poinformowała, że „Łączne budżety wojskowe Chin i Rosji przewyższają amerykański”. Proszę tylko zerknąć:

    https://defence24.pl/sily-zbrojne/laczne-budzety-wojskowe-chin-i-rosji-przewyzszaja-amerykanski

    W każdym razie, polityka USA jest jak najbardziej racjonalna i Amerykanie wcale nie szarżują utrzymując tak duże wydatki na zbrojenia. Procentowo, w stosunku do ich możliwości, nie jest to dużo. Chińczycy też zachowują się zdroworozsądkowo. To Rosja pręży muskuły ponad możliwości i winduje wydatki na zbrojenia do poziomu, który może negatywnie wpływać na całokształt rosyjskiej gospodarki.

      1. Procentami wszystkiego się nie wyjąśni… np. weżmy tą pierwszą parę: Chińska armia jakoś tam się rozwija, a polska to postępująca degradacja zdolności bojowych.

        1. Czyżby rząd pisowski był jeszcze bardziej nieudolny i skorumpowany od komunistycznego rządu chińskiego? Sympatia i szacunek jakie pilaster żywi do PIS są powszechnie znane, ale jednak aż tak daleko w krytyce PIS by się nie posunął. Wszystkie obiektywne wskaźniki (IEF, CPI, etc) są ciągle jeszcze, mimo że PIS bardzo się stara, lepsze w Polsce niż w ChRL

  4. Tym wywiadem dla arcyprestiżowego periodyku Ukraina.ru p. Konrad Rękas zamknął usta wszystkim niedowiarkom wątpiącym w jego międzynarodowy splendor znawcy wszechrzeczy. Niemniej porządnie zredagowany tekst odpowiedzi, tak diametralnie różniący się od niechlujnych, chaotycznych, bezładnych wypisów stanowiących marque de fabrique bohatera wywiadu, każe zastanowić się, czy to nie przypadkiem sam utalentowany rozmówca, Oleg Chawicz, jest autorem tychże odpowiedzi, zaś p. Konrad życzliwie użyczył mu tylko swojego sławnego nazwiska…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.