„Jesteśmy katolicko – narodowym wyrzutem sumienia dla PISu” – mówi Krzysztof Tuduj (Konfederacja) w rozmowie z A. Wielomskim

Przez dłuższy czas Konfederacji nie było w mediach publicznych i związanych z Prawem i Sprawiedliwością. Nagle się pojawiła, a konkretniej, rozpoczął się zmasowany atak na Konfederację. Czy na Nowogrodzkiej zaczęła się panika z powodu sondaży? Uruchomiono już nawet „Wunderwaffe” w postaci Mariana Kowalskiego…

Rzeczywiście tak jest. Jesteśmy katolicko – narodowym wyrzutem sumienia dla PISu. Dochodzą nas informacje z różnych źródeł, że PIS się nas obawia jako podmiotu posiadającego odczuwalne poparcie społeczne i mogącego być aktywnym graczem na scenie politycznej. Słusznie się obawia, nikt nie ma bowiem monopolu na emocje patriotyczne. Jest wybór! Najpierw lekceważą, zamilczają, w drugiej fazie zwalczają, a ostatnim etapem jest zwycięstwo. Ten schemat jest znany. Osobiście cieszę się z tego ataku, bo widać jego miałką wartość merytoryczną i pewną bezradność. Pamiętam czasy antypisowskiej propagandy robionej za rządów PO. Ludzie nie lubią być okłamywani, poparli wtedy mocniej PiS zgorszeni tymi manipulacjami. Pisowcy widać o tym zapomnieli i teraz robią to samo.

Marian Kowalski zasilił już dawno ławkę osób, które środowisko narodowe porzuciły dla osobistej popularności. Ciekawe, że dopiero wtedy, gdy przestał być liderem narodowców, to znalazło się dla niego miejsce w TVP. Można powiedzieć, że im ktoś jest ważniejszym liderem narodowym tym mniejsza szansa na pojawienie się tv publicznej i na odwrót. Paradoks, ale diagnozujący gdzie jesteśmy jako państwo.

Na łamach „Najwyższego Czasu!” red. Tomasz Sommer wyraził ostatnio zdziwienie, że PiS tak gwałtownie atakuje Konfederację, ponieważ – po wyborach do Sejmu – być może będzie to jedyny możliwy koalicjant PiS-u. Wypowiedź Sommera to wypowiedź dziennikarza związanego z Waszym środowiskiem, a konkretniej, środowiskiem Wolności. Czy w kręgach kierowniczych Konfederacji taka możliwość jest rozważana?

Jeśli PIS przeszedłby na stronę – polskiej racji – Konfederacji i zmienił w znacznym stopniu swoją politykę na tory zgodne z interesem narodowym, to osobiście bym poważnie koalicję rozważył. Mało tego, takie porozumienie wywołało by przesunięcie polskiej sceny politycznej w prawo i otworzyło drogę do dobrych reform. Nic jednak na taką możliwość nie wskazuje. Okrągły stół będzie się bronił rękami i nogami. Magdalenkowe ustalenia już trzecią dekadę rzucają cień na nasz kraj. Prędzej wyobrażam sobie koalicję PIS-PO, PIS-SLD, PIS–Wiosna albo PIS-Kukiz15, choć co do ostatnich powątpiewam, aby znaleźli się w polskim parlamencie jesienią. Można to wnosić po obecności w mediach publicznych przedstawicieli tych formacji, podczas gdy Roberta Winnickiego czy Krzysztofa Bosaka się pomija. To co Konfederacja ważnego, już dziś, wnosi do polskiej polityki, to „sprawdzam”.

Nasze stanowcze nie dla roszczeń żydowskich, kontra semantyczne tańce panów Kaczyńskiego, Morawieckiego i Brudzińskiego. Sądzę, że każdy kto się nad tym uczciwie zastanowi i w sprawę zagłębi, przyzna rację nam. Liderzy PISu zwodzą swój elektorat poprzez, celowe jak sądzę, mylenie kwestii reparacji wojennych z roszczeniami organizacji żydowskich opartymi o tzw. mienie bezspadkowe. Liderzy Konfederacji wzięli udział w marszu Stop 447. Pisowcy byli na marsz zaproszeni, ale nie pojawili się. Za to w telewizji publicznej poszedł materiał z którego można zrozumieć, że premier Morawiecki przemawiał na tym marszu. Ta sprawa, podobnie jak zamiatany pod dywan temat masowej imigracji, choć wciąż dla premiera Mateusza Morawickiego za małej, to potężne problemy z którymi trzeba się skonfrontować klarownie i natychmiast. PIS zwodzi, a my tego nie będziemy na pewno autoryzować, zawodząc nadzieje jakie wzbudziliśmy naszą koalicją.

Czy istnieje możliwość współpracy z partią Kaczyńskiego w europarlamencie? Jak Pan ocenia eurosceptycyzm PiS-u?

Wolę pojęcie uniosceptycym. Nie jesteśmy przeciwni Europie i jej wielkiemu dziedzictwu cywilizacyjnemu. Jesteśmy w jej geograficznym centrum i tak pozostanie. Nie chcemy dyktatu komisarzy europejskich, instytucjonalnego zalewu marksizmu kulturowego czy dalszego dominowania polskiej gospodarki. W moim odczuciu komitety startujące w tych wyborach różnią się tylko stopniem w jakim chcą się podporządkować UE. Dowodem na prounijność PISu niech będzie ich program na te wybory, w którym na wszystkie sposoby odmienia się słowo „Europa”. Nazwałbym to zabawą w dobrego i złego policjanta. Euro – z całą stanowczością „jeszcze nie dziś” jest tego dobrym przejawem. Jako RN mówimy, zabezpieczmy się poprzez przygotowanie bezpiecznej drogi ewakuacji. W naszym programie, programie Ruchu Narodowego, „Polexit, bezpieczne wyjście awaryjne” odmieniamy słowo „Polska” i wskazujemy gdzie naszym zdaniem jest polski interes. Przecież już jest duszno w UE, a ciągle jeszcze chęć kontroli, narzucania marksistowskiej agendy czy utrwalania dominacji Niemiec i Francji może przybrać gorsze formy. Zupełnie niestrawne dla Polaków. Wreszcie unia może się sama rozpaść nagle, jak ZSRR. Powinniśmy być gotowi, a nie chować głowy w piasek czy zamykać oczy na taką możliwość.

Sądzę, że robocza nazwa Konfederacji czyli „koalicja propolska” rewelacyjnie nas określa na tle pozostałych podmiotów. Trudno iść ręka w rękę z kimś, kto zmierza w innym kierunku, więc wątpię w taką możliwość żebyśmy współpracowali z PISem w unijnym parlamencie. Siły uniosceptyczne i antyunijne są zjednoczone w Konfederacji.

A jak Pan ocenia bilans sojuszu naszego kraju ze Stanami Zjednoczonymi? Czy rzeczywiście jest to ten jeden jedyny sojusznik, czy powinniśmy przeprowadzić dywersyfikację sojuszy, aby nie być uzależnionym od jednego mocarstwa?

Polityka wielowektorowa to podstawowy postulat Ruchu Narodowego w zakresie polityki zagranicznej. Czyli współpraca wycinkowa z różnymi mocarstwami bez wyraźnego i trwałego orientowania się na jedno państwo. Obecnie trwa kampania do parlamentu europejskiego i nasze ustalenia sojusznicze priorytetowo podejmowały tematy relacji polsko – unijnych, ale ten sam sposób myślenia przełożymy na relacje z USA. Szukamy tego, co w pierwszej kolejności będzie dobre dla nas. Bilans, moim zdaniem, ogólnie jest poniżej oczekiwań. No ale jak się politykę opiera o ślepą wiarę, to tak jest. Żelazna kurtyna dawno opadła. Żyjemy w czasach skomplikowanych geopolitycznie. Najpewniej szykuje się zderzenie między mocarstwami, nie wiadomo tylko kiedy. Naszą rolą nie jest być lokajem żadnej ze stron, tylko maksymalna troska o nasze bezpieczeństwo.

Skoro media pro-pisowskie przyczepiają Konfederacji twarz rosyjskiej agentury, to nie mogę spytać o relacje Warszawy z Moskwą. Czy Rosja rzeczywiście zagraża nam militarnie, politycznie i gazowo jak chcą politycy post-solidarnościowi?

Gdyby takie powiązania faktycznie istniały, to służby podległe ministrowi Brudzińskiemu już dawno zrobiły by z tego temat nr 1 na wiele tygodni. Tak jednak nie jest, pozostaje więc pomawianie, które będzie spotykać się z reakcją na drodze sądowej. To nie my ściągamy w potężnej ilości rosyjski węgiel, tylko obecny rząd.

Rosja jest silnym sąsiadem i z pewnością bagatelizowanie czy ignorowanie obu faktów jest bezpodstawne. Tego, że silnym jak i tego, że jest naszym sąsiadem. Znamy dobrze historię relacji polsko – rosyjskich i trudno wskazać w nich okres partnerskiej współpracy. W obecnej chwili Rosja ma jednak znacznie większe wyzwania z którymi musi się mierzyć. Ogromne ciążenie Chin, własna demografia i sytuacja gospodarcza. Nie widzę powodu, dla którego Rosja miałaby nas atakować. Niemniej nie widzę też powodu dla którego mielibyśmy drażnić sąsiada. W naszym interesie jest pokój, i wymiana handlowa ze wszystkimi sąsiadami. Oczywiście przysłowiowy kurek z gazem jest w rosyjskich rękach. Przypomnijmy czytelnikom, że dzięki Waldemarowi Pawlakowi i ówczesnej władzy zawdzięczamy wyższe ceny rosyjskiego gazu niż mają Niemcy i Francuzi. Jesteśmy jednak dużym odbiorcą gazu i ten kij ma dwa końce. Rosjanom nie opłaca się pozbawiać pokaźnych wpływów budżetowych. W odróżnieniu od post-solidarnościowców my nie uznajemy żadnego państwa, w tym Rosji, za zło wcielone, tylko rozumiemy, że każde państwo chce realizować swoje interesy.

Tradycja endecka zawsze była wroga Niemcom i upatrywała w Berlinie głównego wroga Polski. Czy z tej koncepcji jeszcze coś zostało czy ma ona już charakter wyłącznie historyczny?

Wydaje mi się, że temat niemieckiego wpływu jest dziś niedoceniany. Rusofobiczne nastroje są serwowane w „segmencie patriotycznym” przez około-pisowskie media. Natomiast Niemcy bez wielkiego rozgłosu zabezpieczają skutecznie własne interesy. Prasa lokalna w Polsce zachodniej nadal w większości jest w rękach kapitału niemieckiego. Nie ma wiecznych wrogów i wiecznych przyjaciół. Jesteśmy z Niemcami połączeni sojuszem militarnym i Unią Europejską, ale rywalizacja między naszymi narodami trwa i my ją raczej przegrywamy. Nie chciałbym wpaść w pułapkę robienia rankingów. Kiedyś absolutnie decydowało położenie kraju i jego sąsiadów. W tej chwili dominuje nad nami amerykańska racja stanu, choć nie sąsiadujemy. Trzeba na świeżo analizować obecną sytuację i aktywność zagrożeń.

Ze znaczących sąsiadów została nam jeszcze Ukraina. Jak Pan ocenia politykę polską wobec Kijowa w ostatnich latach?

Jako zdeterminowaną, aby jak najbardziej zaszkodzić Moskwie. Szkodliwą dla Polaków mieszkających na Ukrainie. Zamilczająca i bagatelizująca prawdę historyczną. Oderwaną od analizy określające jaka jest polska racja stanu. Z pewnością nie jest nią udzielanie bezzwrotnych „pożyczek”, czy też wpuszczanie do Polski ogromnej migracji ukraińskiej. Z pewnością jest nią troska o Polaków na Ukrainie i polskie dziedzictwo, oraz szacunek dla pamięci ofiar Rzezi Wołyńskiej.

Gdy politycy Konfederacji dostaną się do Parlamentu Europejskiego, to zapewne przystąpią do którejś z eurofrakcji. Oczywiście, od wyniku wyborów zależy jakie będą opcje. Ale gdyby miał Pan wybrać z tych, które istnieją w obecnym europarlamencie, to którą by Pan osobiście preferował i dlaczego?

Zobaczymy jak to będzie wyglądać po 26 maja, ale jak bym miał wybierać z dzisiejszych opcji to najbliżej mi do ENF czyli Europy Narodów i Wolności. W zasadzie sama nazwa frakcji klaruje główną przesłankę wyboru. Jestem za Europą wolnych narodów i ojczyzn, nie za komunistycznym marzeniem wspólnego europejskiego państwa.

I wreszcie ostatnie pytanie, które tradycyjnie zadajemy wszystkim pytanym przez nas politykom Konfederacji: czy czyta Pan nasz portal konserwatyzm.pl i półrocznik „Pro Fide Rege et Lege”?

Portal konserwatyzm.pl jak najbardziej. Czytałem niejednokrotnie wywiady i artykuły. Półrocznik „Pro fide Rege et Lege” to lektura, po którą dopiero z przyjemnością sięgnę.

Rozmawiał Adam Wielomski

[Głosów:7    Średnia:4.4/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *