Krzan: Polska w orbicie Anglosasów

Warto zwrócić uwagę na wydarzenie w polityce międzynarodowej, potraktowane niesłusznie jako jedno z wielu związanych z kryzysem ukraińskim, a które w istocie – z polskiej perspektywy oraz na wielu płaszczyznach – stanowi przełom. Mowa o konferencja on line 24 stycznia br. prezydenta Stanów Zjednoczonych Joe Bidena z przywódcami państw europejskich najbardziej zainteresowanych „kwestią ukraińską” (skąd my znamy to określenie ?), prezydentem Macronem, premierem Johnsonem, kanclerzem Scholtzem, prezydentem Dudą, premierem Draghi, sekretarzem generalnym Stoltenbergiem, szefową Komisji Europejskiej von der Leyen i przewodniczącym Rady Europejskiej Michelem.

Z polskiej perspektywy spotkanie to stanowi przełamanie dotychczasowej izolacji polskiej polityki zagranicznej na kierunkach żywotnych dla interesów państwa polskiego związanych z najbliższą zagranicą. Nie wiadomo, kto ponad rok temu podsunął prezydentowi RP opowiedzenie się (niemalże) w amerykańskich wyborach prezydenckich za kandydaturą Trumpa z jednoczesnym postponowaniem demokratów, kto zalecał bezgraniczne oparcie się na Ameryce Trumpa, prawienie Niemcom impertynencji i wpuszczania ich w nieustanne poczucie winy za druga wojnę światową oraz kibicowaniu Trampowi w dezawuowaniu Niemiec (pamiętne spotkanie kanclerz Merkel w Białym Domu), wreszcie kto rekomendował Prezydentowi RP wysłanie Bidenowi słynnych spóźnionych gratulacji, których treść w istocie sprowadzała się do powinszowań związanych z uzyskaniem odpowiedniej ilości głosów elektorskich. Skutki tych błędów były dotkliwe. Unikanie i izolowanie prezydenta Dudy przez Bidena i prowadzenie przez Amerykanów polityki w Środkowej i Wschodniej Europie z całkowitym pominięciem Warszawy.

W przeszłości nic na wschód od granic Polski, na obszarze postsowieckim, nie działo się bez mniejszego lub większego udziału Warszawy. Aż do do dnia 24 stycznia 2022 r. administracja amerykańska zachowywała się tak jakby Polska nie istniała; kilkumilionowa Litwa i niewiele większe od jej potencjału Węgry przejęły rolę Polski na wschodniej flance NATO, w relacjach z Białorusią, Ukrainą, państwami bałtyckimi. Trudno dziś wymienić wszystkie negatywne skutki tej polityki dla Polski wiedząc, że za każdym zbliżeniem politycznym załatwia się kluczowe dla zainteresowanych państw sprawy gospodarcze. Czy w tym politycznym kontekście może nas dziwić wykorzystanie obecnej sytuacji przez Rosję żądającej wprost, oficjalnie i na piśmie, tylko między wierszami, włączenia Polski do strefy buforowej jak to było w przeszłości ? Czy można sobie wyobrazić coś bardziej dla Kremla ekscytującego jak PRL-bis, państwo zdominowane gospodarczo przez Niemcy i militarnie przez Rosję, które dawno temu przepracowały niekorzystne dla nich skutki pierwszej wojny światowej ? Wyłączenie Polski jako czynnika politycznego w Europie Środkowej było celem zarówno Hitlera,  mocno już zmęczonego Beckiem w 1939 r. oraz Stalina, od 1920 r. zmagającego się z „ideą prometejską” Piłsudskiego, czyli rozbicia i rozczłonkowania Rosji „po szwach narodowościowych”. Na tych uwagach poprzestańmy w punktowaniu doradców liderów Zjednoczonej Prawicy w sprawach międzynarodowych albowiem obecnie sytuacja Polski, w percepcji Waszyngtonu, zasadniczo się zmieniła.

            Lekki szok Ameryki

Polityka zagraniczna Zjednoczonej Prawicy, czyli nakręcania konfliktów z Niemcami oraz naszymi bliższymi i dalszymi sąsiadami (Izrael) zaczęła być może przypominać Bidenowi i demokratom znane w Europie i Ameryce stereotypy o małej obliczalności polskiej polityki zagranicznej, nakręcanej kultem męczeństwa, przegranych powstań, machania szabelką w sytuacjach beznadziejnych (czyż „Fort Trump” nie wpisuje się w tę narrację ?). A wszystko w kierowanej do narodu narracji pełnej godności, honoru, niezłomności i suwerenności. Także z tej przyczyny, poza opisanymi wyżej niefortunnymi zdarzeniami w relacjach polsko-amerykańskich, nowa administracja amerykańska po zaprzysiężeniu Bidena dokonała swoistego „odwrócenia przymierzy” – nonszalancko porzuciła Warszawę i z dużą satysfakcją podążyła w kierunku Berlina… Przy okazji zupełnie porzuciła, a może tylko na jakiś czas zawiesiła, trumpowski projekt Trójmorza, po którym władze polskie dużo sobie obiecywały jako namaszczone przez Waszyngton nieformalnym statusem lidera regionu. Projekt był niewątpliwie cenny (może jeszcze jest), lecz pod jednym warunkiem: zaangażowania amerykańskich i europejskich pieniędzy w budowę Trójmorza, jego infrastruktury (korytarze transportowe) oraz gospodarki i zdolności obronnych. W Waszyngtonie zawsze mieli pewien dylemat, mianowicie  na ile wzmacniać Polskę, aby nie poczuła się na tyle silna, żeby sama mogła wywołać wojnę z Rosją o Międzymorze (możemy się z tego śmiać, ale naprawdę tak nas tam postrzegają).

Amerykańska administracja Bidena pozwalała sobie zatem na drobne uszczypliwości wobec prezydenta Dudy zgadzając się na wspólne pamiątkowe zdjęcia przy windzie przy okazji ważnych wielostronnych spotkań międzynarodowych. Dla Blinkena i innych oficjeli amerykańskich, Polska przez kilkanaście miesięcy stanowiła jedynie przestrzeń powietrzną do przebycia w drodze do Kijowa, Wilna, Rygi, Bukaresztu czy Moskwy.

I nagle wszystko się zmieniło.

Dla Amerykanów niemałym szokiem była niemiecka odmowa skorzystania z niemieckiej przestrzeni powietrznej przez brytyjskie samoloty dostarczające wyposażenie wojskowe i broń dla Kijowa. Kolejnym zaskoczeniem dla Ameryki była kategoryczna odmowa Berlina na niemieckie i europejskie (np. przez Estonię) dostawy sprzętu wojskowego na Ukrainę. Zdumienie w Waszyngtonie na pewno nie osłabło po wypowiedziach niemieckiego admirała  Schoenbacha (obecnie à la retraite) o tym, że „Krym jest już dla Ukrainy stracony”, a prezydentowi Putinowi „należy się szacunek, którego rosyjski prezydent żąda, i na który zasługuje”. Wizyta kanclerza Scholtza w Białym Domu, planowana na luty, już raczej niczego nie zmieni, a do prezydenta Bidena dotrze ostatecznie wiadomość jakie są geopolityczne priorytety Niemiec. A jest nim strategiczny sojusz z Rosją, w którym Niemcy korzystają z rosyjskich surowców, a Rosja z niemieckich technologii.

Niemcy nie zamierzają z Rosją walczyć; mają zamiar dzielić się z Rosją wpływami w Środkowo-Wschodniej Europie. Taka jest współczesna niemiecka geopolityka, co administracja Bidena musiała sobie kilka dni temu z zaskoczeniem uzmysłowić. Powyższe oznacza, z perspektywy Waszyngtonu, ograniczenie, a nawet wyparcie amerykańskich wpływów z Europy, ewentualnie ich porzucenie przez sam Waszyngton. Pisząc obrazowo i bez ogródek oznacza to powstanie osi Moskwa – Berlin. „Europa od Lizbony do Władywostoku” –  to konstrukt rosyjskiej geopolityki jest nie do przyjęcia przez Amerykanów. Osłabia ich pozycję w globalnej rywalizacji z Rosją i Chinami.

Jeżeli zastanawiamy się obecnie nad szczególną i nadzwyczajną w ostatnich tygodniach aktywnością polityki Londynu w „kwestii ukraińskiej” to wyjaśnijmy, że wynika ona oczywiście z odwiecznej brytyjskiej balance of power. Otóż Brytyjczycy doskonale wiedzą, co dla nich oznacza oś Moskwa-Berlin, z pewnością nie gorzej niż Amerykanie. Nie można tego raczej powiedzieć o polskich doradcach do spraw międzynarodowych liderów Zjednoczonej Prawicy. Sączenie antyniemieckiej propagandy, postponowanie Rosji we wszelkich możliwych aspektach i skupianie się na banderyźmie jako głównym aspekcie stosunków polsko-ukraińskich przybliżają nas bardziej do osi Moskwa–Berlin, zamiast nas od niej skutecznie oddalać.

            Szansa Polski ?

Planowana wizyta kanclerza Scholtza w Waszyngtonie raczej niewiele zmieni we wzajemnych relacjach, gdyż działa jeszcze jeden istotny czynnik w geopolityce niemieckiej, mianowicie dalsze korzystne rozwijanie relacji gospodarczych z Chinami. Cały świat z zazdrością patrzy jak Niemcy zbliżają się do osiągnięcia równowagi w handlu zagranicznym z Chinami, co oznacza, że oba państwa gigantycznie się wzajemnie bogacą (dla porównania eksport Polski do Chin stanowi tylko 15% wartości naszego importu z Państwa Środka). Powyższe oznacza, i jest to fundamentalnie istotna konstatacja, że USA w istocie nie mogą liczyć na poparcie Niemiec w swojej rywalizacji z Chinami o utrzymanie pozycji światowego hegemona. Tak więc niespodziewanie pojawia się teraz nowa szansa dla Polski: na odświeżenie projektu Trójmorza jako klinu rozłupującego niebezpieczną dla nas oś Moskwa-Berlin. Szansa ta powinna być przez polską politykę i dyplomację wykorzystana.

Na wspomnianym spotkaniu czołowych europejskich przywódców prezydent Duda miał sposobność przekazania aktualnych informacji w „kwestii ukraińskiej” otrzymanych w Wiśle od prezydenta Zełeńskiego.  Jako kontynuacją dobrego początku należy ocenić ze strony prezydenta Dudy zwołanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Nic w Polsce nie jest tak potrzebne jak konsensus władzy z opozycją w sprawach polityki zagranicznej. Odbudowa relacji z Ameryką powinna być priorytetem. Będzie ona wymagała od rządów Zjednoczonej Prawicy pewnych przewartościowań. Zaliczyć do nich można: poprawę relacji i ogólnego klimatu z Niemcami, mimo wszystko pragmatyczną politykę wobec Rosji we wspólnym froncie z Zachodem, przywrócenie właściwego poziomu relacji z Francją traktowanej jako przeciwwagę względem Niemiec w Unii Europejskiej i NATO oraz last but not least „przeproszenia się” z Unią w „sprawie praworządności”. Otóż, jeżeli liderom Zjednoczonej Prawicy wydaje się, że Ameryka nie dostrzega różnicy między swoją demokracją i demokracją państw europejskich, a tzw. „suwerenną demokracją” rosyjską – to nasi liderzy tkwią w głębokim błędzie. Nie ma co liczyć na zgodę Prezesa PiS w sprawie wyłączenia Trybunału Konstytucyjnego spod politycznych wpływów (to zbyt ważny instrument „bezpieczeństwa” dla ustaw uchwalanych przez rządzącą większość) jednak likwidacja Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego oraz przywrócenie elementarnych standardów niezawisłości sędziowskiej będzie niezbędne. Nie tylko dla odblokowania unijnego funduszy odbudowy dla Polski, lecz także dla poprawy relacji z USA i przywrócenia nadszarpniętej pozycji Polski w regionie.

Dzisiaj Anglosasi bardziej potrzebują Polski niż rząd polski potrzebuje Anglosasów. Ta okazja powinna zostać wykorzystana. Ocena polityki zagranicznej Zjednoczonej Prawicy będzie łatwo zauważalna. Zobaczymy kiedy Blinken i sam Biden zawitają do Warszawy z propozycjami wzmocnienia wschodniej flanki NATO oraz ewentualnymi inwestycjami w infrastrukturę Trójmorza. Jedan na razie tematem nr 1 pozostaje Ukraina.

            Ukraiński gambit Putina

Będzie wojna czy nie będzie – oto jest pytanie. Jeżeli Aleksander Dugin jest wierny myślom starożytnego chińskiego teoretyka i praktyka wojny Sun Tzu – to wojny nie będzie. Kilka tygodni temu Dugin ogłosił światu, że wojny nie będzie i znawcy Sun Tzu mogli zacząć się bać. Tydzień temu Dugin zapowiedział, że wojny będzie i znawcy Sun Tzu odetchnęli z ulgą. 23 stycznia br. Dugin, o czym systematycznie nam donosi nieoceniona Redakcja portalu myslpolska.info, napisał, że Rosja właśnie zrywa z Zachodem: „Traktat wersalski z 1919 roku był do tego stopnia poniżający dla Niemiec, że właściwie przesądził od razu o pojawieniu się odwetu w postaci narodowego socjalizmu Adolfa Hitlera. Podobnie Zachód postąpił z Rosją w latach 1990” – stwierdza Dugin i ta paralela nie jest wcale nieuzasadniona. Potwierdza także tezę, że dzisiejsza  Rosja jest równie rewizjonistyczna w kwestii granic jak przedwojenne Niemcy. Dugin, konstatując, że Zachód zaprzątają obecnie kwestie wojskowe i dyplomatyczne zaleca Rosjanom skupienie się na ideach: odrębnej prawosławnej cywilizacji Trzeciego Rzymu, katechonie, patriotycznej mistyce Srebrnego Wieku czy Trzecim Odrodzeniu Słowian Wschodnich. Słowem, Dugin zaleca, posłusznemu władzy społeczeństwu rosyjskiemu, czekać na rezultaty jedynie słusznej polityki prezydenta Putina. W latach dziewięćdziesiątych Dugin głosił, że „czeka na Iwana Groźnego” i się doczekał.

Chmury nad Ukrainą gęstnieją. Wywiad brytyjski poinformował o wykryciu spisku mającego na celu usunięcie Zełeńskiego ze stanowiska. Zastąpienie prezydenta Ukrainy prorosyjskim namiestnikiem byłoby więcej niż połową sukcesu. Rosja próbuje powtórzyć scenariusz czechosłowacki Hitlera, jednak na „drugie Monachium” się nie zanosi. Problem jednak polega na tym, że Rosja zbliża do point of no return, skąd nie ma odwrotu. Inny rosyjski problem jest taki, że czas pracuje przeciwko Rosji, Ukraina się wzmacnia, także militarnie. Czas będzie pracował przeciwko „suwerennej demokracji” w Moskwie. Od zajęcia Krymu minęło siedem lat i wbrew sączonej w Moskwie propagandzie, ukraińskie państwo nie upadło i zamierza się bronić.

Ciekawe czy prezydent Putin przemyślał historię Republiki Weimarskiej i III Rzeszy, które nie wyobrażały sobie Niemiec bez Pomorza, Śląska i Wielkopolski, a musiały się cofnąć za Odrę i Nysę Łużycką ?

Różne scenariusze są kreślone przez analityków i komentatorów spraw międzynarodowych. Jeden z bardziej makabrycznych zakłada zniszczenie kilku potężnych tam na Dnieprze, na długości kilkuset kilometrów. Spiętrzona woda zerwałaby wszystkie mosty, unicestwiła infrastrukturę przemysłową, zalała tysiące domostw i trwale rozdzieliła dawne Lewobrzeże rosyjskie od dawnego Prawobrzeża Rzeczypospolitej polsko-litewskiej. Czy będziemy mieli w „kwestii ukraińskiej” nową „ugodę perejasławską”, drugie Monachium czy traktat Grzymułtowskiego, przekonamy się  w najbliższych tygodniach i miesiącach.

Odpowiedź na pytanie co Polska może zrobić jest stosunkowo prosta: działamy wobec Rosji jako „kolektywny Zachód”. Nie od nas zależy czy będziemy mieli, za czas jakiś, rosyjskie bazy wojskowe za Bugiem oraz w rejonie Brześć-Grodno. Skutki ewentualnej wojny dotkną nas najbardziej, czy jako główny kierunek dla uchodźców, czy jako „czarnego luda” propagandy rosyjskiej lekceważącego bezpieczeństwo „Matiuszki Rosiji” i jej prawo do obszarów buforowych zwanych „limitrofami”. Niestety Polska jako największe państwo między Rosją a Niemcami jest następnym celem w łamaniu obecnej architektury bezpieczeństwa w regionie.  Dzisiejsza Ukraina jest dla III RP tym samym, czym była Czechosłowacja dla II RP. Przypomnienie, co Beck wyprawiał z Czechosłowacją niech stanowi memento dla naszych geopolitycznych rusofilów.

                                                                                                                                  Jarosław Krzan

Click to rate this post!
[Total: 31 Average: 3.2]
Facebook

19 thoughts on “Krzan: Polska w orbicie Anglosasów”

  1. każdy – w tym przypadku p. Autor – ma prawo do mówienia BREDNI
    ale – jak sobie przypominam z przeszłych publikacji p.Autor – TEN GOŚĆ TAK MA i w zasadzie jest to zbieżne>z 'polytyką’ zjednoczonych prawiczków aka patriotów.
    Prezio joe 'pooped’ biden mawia> nie ma faktów-jest tylko prawda
    i nie muszę przypomnieć powiedzenie ks. prof. Tischnera>jest ćwierćprawda-półprawda i GÓWNOprawda.

  2. (…) niewiele większe od jej potencjału Węgry przejęły rolę Polski na wschodniej flance NATO, w relacjach z Białorusią, Ukrainą, państwami bałtyckimi.(…)
    Polska CPK dopiero zapowiada, a Węgry już mają zaawansowaną budowę. A do tego ma taką szlak wodny jak Dunaj, Polska… przekopuje mierzeję.

    (…)Przy okazji zupełnie porzuciła, a może tylko na jakiś czas zawiesiła, trumpowski projekt Trójmorza, po którym władze polskie dużo sobie obiecywały jako namaszczone przez Waszyngton nieformalnym statusem lidera regionu.(…)
    Już widzę, jak kraj, którego stolica ma 2x mniej linii metra od byle Sofii bierze się za budowę tych wszystkich Via Intermarium. Bądżmy poważni!

    (…)skupianie się na banderyźmie jako głównym aspekcie stosunków polsko-ukraińskich przybliżają nas bardziej do osi Moskwa–Berlin, zamiast nas od niej skutecznie oddalać.(…)
    Przebłysk rozsądku, gdy przed oczami stanęła fala migracyjna z Ukrainy? Obym się mylił, ale jest już chyba za póżno.

    (…)to zbyt ważny instrument „bezpieczeństwa” dla ustaw uchwalanych przez rządzącą większość(…)
    Widzę, że autor z góry zakłada, że będą one niekonstytucyjne.

    (…)Kilka tygodni temu Dugin ogłosił światu,(…)
    Od kiedy to Dugin jest głównodowodzącym rosyjskich sił zbrojnych? Od tej pokazówki z RPG’iem?

    (…)Od zajęcia Krymu minęło siedem lat i wbrew sączonej w Moskwie propagandzie, ukraińskie państwo nie upadło i zamierza się bronić.(…)
    Skoro są tacy mocni, że lada moment będą mogli ruszyć na Moskwę to dlaczego ograniczają się do zamiarów obrony? Wzięliby się w końcu za odbijanie Krymu!

    (…)Od zajęcia Krymu minęło siedem lat i wbrew sączonej w Moskwie propagandzie, ukraińskie państwo nie upadło i zamierza się bronić.(…)

    (…)Jeden z bardziej makabrycznych zakłada zniszczenie kilku potężnych tam na Dnieprze, na długości kilkuset kilometrów. Spiętrzona woda zerwałaby wszystkie mosty, unicestwiła infrastrukturę przemysłową, zalała tysiące domostw i trwale rozdzieliła dawne Lewobrzeże rosyjskie od dawnego Prawobrzeża Rzeczypospolitej polsko-litewskiej.(…)
    Gratuluję pomysłu… na szlaku kataklizmu znajduje się Zaporoska Elektrownia Atomowa, a to zwiastuje radioaktywną chmurą, która łacno może zawitać nad Moskwą.

      1. Jeśli Rosja nie da rady przedstawić jako dzieło zabłąkanej rakiety to zajmie pozycję (…)niebezpiecznego szaleńca(…).

  3. W Polskim interesie leży, aby Anglosasi zostali wymazani z mapy świata. Kukliński, Jeziorański, Bolek, JPII, solidaruchy – d***kratyczne pachołki amerykańskiego imperializmu… Musimy kibicować ChRL, aby zrobiła z USA miazgę.

  4. Z tych wielce uczonych, geopolitycznych rozważań najbardziej „spodobał” mi się fragment: „Odbudowa relacji z Ameryką powinna być priorytetem. Będzie ona wymagała od rządów Zjednoczonej Prawicy pewnych przewartościowań. Zaliczyć do nich można: poprawę relacji i ogólnego klimatu z Niemcami, mimo wszystko pragmatyczną politykę wobec Rosji we wspólnym froncie z Zachodem, przywrócenie właściwego poziomu relacji z Francją traktowanej jako przeciwwagę względem Niemiec w Unii Europejskiej i NATO oraz last but not least „przeproszenia się” z Unią w „sprawie praworządności”. Otóż, jeżeli liderom Zjednoczonej Prawicy wydaje się, że Ameryka nie dostrzega różnicy między swoją demokracją i demokracją państw europejskich, a tzw. „suwerenną demokracją” rosyjską – to nasi liderzy tkwią w głębokim błędzie. Nie ma co liczyć na zgodę Prezesa PiS w sprawie wyłączenia Trybunału Konstytucyjnego spod politycznych wpływów (to zbyt ważny instrument „bezpieczeństwa” dla ustaw uchwalanych przez rządzącą większość) jednak likwidacja Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego oraz przywrócenie elementarnych standardów niezawisłości sędziowskiej będzie niezbędne. Nie tylko dla odblokowania unijnego funduszy odbudowy dla Polski, lecz także dla poprawy relacji z USA i przywrócenia nadszarpniętej pozycji Polski w regionie.” Podoba mi się przede wszystkim dlatego, iż zaraz poniżej (pod reklamą) tekst leci tak oto: „Dzisiaj Anglosasi bardziej potrzebują Polski niż rząd polski potrzebuje Anglosasów. Ta okazja powinna zostać wykorzystana”. Czyli, upraszczając zagadnienie, Autor wywodzi, że skoro Anglosasi nas potrzebują, powinniśmy wykorzystać to do tego stopnia… że aż pójść na ustępstwa. Cóż, czasem pod potęgą talentu, aż ręce opadają… Zresztą mam wrażenie, że pp. Jarek i Konrad prowadzą swoistą rywalizację o to, który więcej namota, pokręci, będzie bardziej za, a nawet przeciw. A wszystko to w formie napuszonej narracji wszystkowiedzącego mędrkowania. W sumie – nie mam nic przeciwko, można się pośmiać. Oby tylko konkurowali w ramach fair play. I niech wygra lepszy…

    1. Wyjaśnię @Gierwazemu tę pozorną sprzeczność. Zaostrzenie kryzysu ukraińskiego powoduje, że dzisiaj „Anglosasi bardziej potrzebują Polski niż rząd polski potrzebuje Anglosasów” i dlatego prezydent Duda doświadczył w końcu spotkania i rozmowy z Bidenem, gdyż w interesie USA leży, aby Polska była przy tym stole. Natomiast w jakim stopniu Polska wykorzysta szansę, że znalazła się w gronie kluczowych decydentówi, czyli na ile wzmocni swoją pozycję w regionie utraconą np. na rzecz Wegier, zależy od spełnienia warunków o jakich pisałem powyżej.

      1. Utrzymywanie, jakoby ustępstwa (wobec rzekomych sojuszników) w sprawach wewnętrznych miałyby sprawić, iż Polska wzmocni swoją międzynarodową pozycję (aberrację, o tym jak to „Polska (…) znalazła się w gronie kluczowych decydentów” taktownie pominę…) to nie tylko nie jest „pozorna sprzeczność”, to nie jest nawet sprzeczność. To niedorzeczność.

        1. Państwa NATO „rzekomymi sojusznikami” Polski ? Doprawdy mocne.

          Stwierdzenie, że mocarstwa europejskie nie wyobrażają sobie współpracy z Polską w sprawie Ukrainy (Polska przy stole, a nie na stole) nazywasz aberracją ? Przetrzyj oczy, gdyż już się to dzieje.

          Co do „ustępstw w sprawach europejskich”, dziś prezydent Duda ogłosił inicjatywę ustawodawczą likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, aby odblokować środki unijne z Funduszu Odbudowy i wzmocnić swoją pozycję jako partner Macrona, Scholza i Bidena. To żadne ustępstwo, tylko mądre posunięcie, głównie w sprawach wewnętrznych, likwidujące coraz bardziej widoczną destrukcję w Sądzie Najwyższym, do której Prezydent, kilka lat temu, jako projektodawca tej Izby przyłożył rekę.

            1. Kaczyński ogłosił, ale nic nie zrobił z obawy przed woltą pana Ziobry, decydującego o większości sejmowej Zjednoczonej Prawicy. Inicjatywa ustawodawcza Prezydenta ma szanse, po poprawkach, zostać przyjeta przez sejm także głosami opozycji, bez posłów Ziobry. Dlatego p. Ziobro i jego ludzie mają dziś w tej sprawie pianę na ustach. Ponadto jest to początek rozmontowywania deformy ministra Ziobry w wymiarze sprawiedliwości.
              Prezydent RP zwiększył kąt nachylenia równi pochyłej, po której porusza się Zjednoczona Prawica.

          1. Stany Zjednoczone są takim samym „sojusznikiem” Polski w NATO, jakim w Układzie Warszawskim był dla nas Związek Sowiecki. Przetrzyj oczy, jeśli tego nie widzisz. Poza tym oddanie gaci, id est Jarkowe „przeproszenie się” z Unią w „sprawie praworządności”, nie dotyczy NATO… Kontynuuj Waść swoje aporie nie szczędząc sobie wstydu…

            „Stwierdzenie, że mocarstwa europejskie nie wyobrażają sobie współpracy z Polską w sprawie Ukrainy (Polska przy stole, a nie na stole) nazywasz aberracją ?” Jasne, takie stwierdzenie oraz inne, że Polska znalazła się w gronie kluczowych decydentów to czysta aberracja. Mocarstwa europejskie doskonale wyobrażają sobie współpracę bez Polski w sprawie Ukrainy, o czym świadczy „format normandzki”, a Polskę widzą nie przy stole decyzyjnym, a na pierwszej linii frontu.

            Podsumowując. Marek Twain zauważył był onegdaj, iż lepiej siedzieć cicho i wyglądać na idiotę niż się odezwać i rozwiać wszelki wątpliwości. Warto Jarku czytać klasyków…

            1. Najwyraźniej różnimy się postrzeganiu i ocenie rzeczywistości.

              „Stany Zjednoczone są takim samym „sojusznikiem” Polski w NATO, jakim w Układzie Warszawskim był dla nas Związek Sowiecki.” – Czyli PRL jest tym samym co III RP, a Polska przestała leżeć między Rosją a Niemcami ? Możesz Gierwazy płakać nad faktem, że udział polskiej gospodarki w Unii stanowi 3,9%, a Niemiec 25,1%, lecz Twój płacz niczego ze statusu i położenia Polski nie zmieni.

              „przeproszenie się” z Unią w „sprawie praworządności”, nie dotyczy NATO… ” – bynajmniej, jest różnica między demokracją państw europejskich, a „suwerenną demokracją” typu rosyjskiego. Czyli, albo jesteś w klubie, albo w szatni klubu…. Moim zdaniem Kaczyński wybrał szatnię.

              „Mocarstwa europejskie doskonale wyobrażają sobie współpracę bez Polski w sprawie Ukrainy, o czym świadczy „format normandzki” – Bynajmniej nie mocarstwa europejskie, gdyż wykluczenie Polski z „formatu normanadzkiego” to decyzja Rosji. Ostatnią rzeczą, na jaką Rosja się zgodzi to wpływ Polski na sprawy obszaru ULB czy Międzymorza.

              „Polskę widzą nie przy stole decyzyjnym, a na pierwszej linii frontu” – Zdecyduj się Gierwazy: czy Polska jest Szwajcarią czy też jest w „strefie zgniotu” na pomoście bałtycko-czarnomorskim ? Bycie przy stole decyzyjnym trzeba sobie umieć wypracować, gwarancji bycia przy stole nie ma. Można też nic nie robić, robić źle albo siedzieć cicho, płakać, frustrować się, rwać sobie włosy, itp. Do wyboru do koloru.

              1. Stany Zjednoczone są takim samym „sojusznikiem” Polski w NATO, jakim w Układzie Warszawskim był dla nas Związek Sowiecki. I fakt, czy „PRL jest tym samym co III RP”, czy „Polska przestała leżeć między Rosją a Niemcami ?” nie ma tu nic do rzeczy. Stosunki wasalskie są diametralnie różne od sojuszniczych. Wtręt „Możesz Gierwazy płakać nad faktem, że udział polskiej gospodarki w Unii stanowi 3,9%, a Niemiec 25,1%” itd. jest kompletnie od czapy, gdyż Gierwazy nad niczym nie płacze. Natomiast czytając podobne wymysły Jarka zastanawia się, czy nie ma on czasem ambicji doszlusować do poziomu forumowicza RASTa…

                „Przeproszenie się” z Unią w „sprawie praworządności” nie ma nic wspólnego z podanymi tu (dziwacznymi) rodzajami demokracji, lecz z chęcią Unii ręcznego sterowania polskich spraw przez tęże. Wiem, że system nominowania sędziów przez polityków istnieje w „praworządnej” jak najbardziej Francji, a znawcy przedmiotu twierdzą, iż pisowska reforma sądownictwa wzorowana jest na modelu hiszpańskim. Ale nawet nie to tu jest istotne. Nawoływanie do przepraszania i ustępstw, zarazem twierdząc, jakoby to adresat tychże potrzebował polskiego wsparcia, to doprawdy „wyższy poziom rozumowania” politycznego… I nawet jeśli mowa tu o geopolityku, co to nie odróżnia NATO od Unii Europejskiej…

                „„Mocarstwa europejskie doskonale wyobrażają sobie współpracę bez Polski w sprawie Ukrainy, o czym świadczy „format normandzki” – Bynajmniej nie mocarstwa europejskie, gdyż wykluczenie Polski z „formatu normanadzkiego” to decyzja Rosji” Pomijając już, że trzon rosyjskiego państwa leży w Europie, ergo jest to także mocarstwo europejskie, to fakt, że Niemcy i Francja uczestniczą w formacie normandzkim dobitnie świadczy, że jednak wyobrażają sobie współpracę bez Polski w sprawie Ukrainy. Gdyby sobie nie wyobrażały nie uczestniczyłyby w nim i tyle… Czy tak oczywiste rzeczy trzeba wykładać na sposób łopatologiczny…

                „„Polskę widzą nie przy stole decyzyjnym, a na pierwszej linii frontu” – Zdecyduj się Gierwazy: czy Polska jest Szwajcarią czy też jest w „strefie zgniotu” na pomoście bałtycko-czarnomorskim ?”, itd, itp… Nic nie piszę o Szwajcarii, nic o „strefie zgniotu”, ani żadnym „pomoście”, a tu Jarek wyrzuca mi i każe się decydować czym i gdzie jest Polska… Teraz już, po dokonaniu przez Jarka recydywy, nie mam wątpliwości co do zamiarów Jarka do bycia klonem szanownego pana RASTA… No chyba, że mózg Jarka znalazł się tymczasowo w strefie zgniotu.

                1. Oj Gierwazy, Gierwazy. Prezydent RP dziś przeprasza się z Unią na spotkaniu z panią von der Leyen w Brukseli, a Ty ciągle swoje.. I to bez poczucia humoru. Mam do Ciebie następną przykrą widomość: z deformą wymiaru sprawiedliwości ministra Ziobry też będziemy musieli się w najbliższym czasie pożegnać, no niestety.

                  1. To raczej Marzyciel Jarek ciągle swoje, czyli nie na temat. Może jakimś cudem doszło do niego, że w poprzednich wypisach nabazgrał bzdury i teraz w ramach ucieczki do przodu wyskakuje z Ziobrem?…

  5. Radzę uważać na Anglosasów, bo jeśli przegną pałę i zostaną wyparci z Eurazji, co jest dość prawdopodobne, to polski ratlerek dostanie solidnego kopa – od Niemiec, Rosji i Chin. Amerykanie idą na zwarcie z ChRL, ale nie chcą robić tego sami, tylko po części wysłużyć się Niemcami. RFN ma jednak duże i dość dobrze zbilansowane obroty handlowe z Chinami, więc nie pali się do jakiś rozrób. Stąd też wynikła zapalna sprawa Litwy i Tajwanu, która ma za zadanie doprowadzenie do wojny handlowej UE (Niemcy) – Chiny.

    Problemem jest jeszcze sojusz rosyjsko – chiński, na który remedium miały być zadymy w Kazachstanie, a obecnie konflikt kirgijsko-tadżycki. Na koniec zaś Ukraina, która ma za zadanie skłócić Rosję z Niemcami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *