Wielomski: „Szczęśliwi ludzie, którzy nie mają historii”, czyli o wojnie na Ukrainie

Gdy ćwierć wieku temu pisałem moją pracę doktorską, poświęconą myśli politycznej francuskojęzycznego pisarza politycznego z przełomu XVIII i XX wieku Josepha de Maistre’a, to zwróciło moją uwagę ciekawe powiedzenie, które znalazłem w małej książeczce, którą napisał z okazji wybuchu Rewolucji Francuskiej w 1789: „Szczęśliwi ludzie, którzy nie mają historii”. Ten wielki krytyk tejże rewolucji chciał przez to rzec, że szczęście mają ci, o których czasach nie pisze się i nie dyskutuje. Oznacza to, że były to czasy szczęśliwe i spokojne, bez wielkich wojen i rewolucyjnych wstrząsów, tworzących historię. Ci, którzy „nie mają historii”, to ci, którzy przeżyli swoje życie w spokoju, nie wiedzieli wojen i rewolucji, a ostatecznie umarli we własnych łóżkach w otoczeniu rodziny. Jakkolwiek, być może, uda się nam umrzeć we własnych łóżkach i w późnym wieku, to już dziś możemy stwierdzić, że „będziemy mieli historię”. Naszą epoką żywo zajmować się będą kiedyś historycy, opisując ją jako czas, który wzorcem chińskim moglibyśmy określić mianem „walczących królestw”.

Generalnie w Polsce świadomość polityczna stoi niezwykle nisko. Widać to przy okazji dziejącego się na naszych oczach konfliktu zbrojnego na Ukrainie. Manipulowana przez służby specjalne, klasę polityczną i dziennikarzy opinia publiczna dostrzega jedynie jej najbardziej powierzchowny aspekt, a mianowicie zbrojną agresję Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. Mało kto dostrzega, że jest to klasyczna tzw. proxy war (wojna zastępcza) pomiędzy Rosją a Stanami Zjednoczonymi. Dostrzeżenie, że chodzi o zmagania o hegemonię nad światem między Stanami Zjednoczonymi i Chinami w charakterystycznym dla Polski języku polityki ociera się wprost o „agenturalność” i „onucowanie”, gdyż przeciętny widz i komentator nie dostrzega, że głównymi stronami w tej wojnie nie są ani Rosjanie, ani Ukraińcy, lecz Amerykanie i Chińczycy. Podobnie jest z prawidłowym rozpoznaniem pozycji Francji i Niemiec w toczącym się konflikcie. Dominuje infantylne przekonanie, że Paryż i Berlin to „sojusznicy Putina”, a wielu uważa wręcz, że elity polityczne tych państw to „ruska agentura”. Prawie nikt nie widzi, że Berlin i Paryż znalazły w tej wojnie dogodny pretekst do przekształcenia Unii Europejskiej w federalne państwo imperialne, co Olaf Scholz wyłożył wprost w swoim przemówieniu w Pradze w dniu 29 sierpnia 2022 roku. Kto by jednak w Polsce czytał Scholza, który dla polskiej opinii publicznej, klasy politycznej i pożal się Boże analityków, jest tylko „aliantem Putina”!

Polacy wierzą, że w konflikcie zbrojnym między Ukrainą i Rosją swoje odbicie ma eschatoogiczne starcie dobra i zła w czystej i nieskażonej postaci, więc – logicznie – wybór jest wyłącznie między dobrem i złem. W wyborze tym nie ma miejsca na własnoręcznie definiowaną rację stanu własnego państwa i każdy, kto patrzy jakie mógłby z tej wojny wyciągnąć korzyści materialne, ekonomiczne, polityczne i militarnie automatycznie wrzucany jest do obozu zła, gdyż dobro rzekomo nie zna kategorii kompromisu. Ukraina ma moralne prawo do ziem zajętych siłą przez Rosją, a także do Krymu, Doniecka i Ługańska i każdy, kto ogląda się na swoje interesy tym samym „popiera Rosję”, czyli staje po stronie zła. W sumie dochodzimy do wniosku, że Polacy nie tylko nie umieją definiować i kierować się własną racją stanu, ale z tego swojego politycznego infantylizmu są wprost dumni. To tak jakby być dumnym, że z racji moralnej wyższości nie zdało się matury, gdyż egzaminator reprezentuje zło. W tej sytuacji oblanie matury staje się „moralnym zwycięstwem”. Dzieje Polski pełne są powalających sąsiednie narody „zwycięstw moralnych”, w odróżnieniu od zwycięstw politycznych. Nigdy nie rozumiałem tego polskiego samozachwytu nad własną głupotą polityczną. I pewnie już nie zrozumiem. Nawet nie wiem czy chcę zrozumieć.

Prawda jest zaś taka, że żadnemu z wielkich mocarstw nie chodzi o dobro Ukrainy. Rosja najchętniej zwasalizowałaby to państwo, wymusiła jego militarną neutralność na wieki i oderwała jego wschodnie i rosyjskojęzyczne regiony. Zresztą rosyjskie plany są dość jednoznaczne i nie ma sensu ich omawiać, gdyż to nawet polska opinia publiczna pojmuje. Jednak opinia ta już zupełnie nie pojmuje gry innych mocarstw, a żadnym z nich nie powodują czynniki idealistyczne, etyczne i altruistyczne.

Już na początku tego konfliktu zbrojnego prezydent Joe Biden ogłosił, że Stany Zjednoczone zadbają, aby konflikt ten „trwał długo”. Zauważmy, że nie stwierdził, iż celem polityki amerykańskiej jest zwycięstwo Ukrainy, a jedynie przedłużanie wojny. Po co? Aby wykrwawić Rosję, odizolować ją od innych państw, odciąć rynki zbytu eksportowanych przez nią surowców. Słowem, aby ją osłabić. Równocześnie szacuje się, że ok. 90% amerykańskiej pomocy dla walczącej Ukrainy to pożyczki, których wartość szacuje się na ok. 160 miliardów dolarów. Słowem, Rosja chce Ukrainę od siebie uzależnić i ograbić ją z ziem rosyjskojęzycznych, przy okazji najlepiej rozwiniętych ekonomicznie i zasobnych w surowce, gdy Stany Zjednoczone chcą sobie na jej ziemi zrobić poligon wojenny podobny do Hiszpanii lat 1936-1939, przy okazji uzależniając od siebie Kijów na następne dziesięciolecia finansowo i wykupując wszystkie wartościowe kąski pozostałe w ukraińskiej gospodarce.

Chiny popierają w tym konflikcie zbrojnym Rosję i będą ją popierać, gdyż: 1/ jak dżdżu potrzebuję syberyjskich surowców, dostarczanych im zupełnie bezpieczną drogą lądową; 2/ chcąc budować Nowy Jedwabny Szlak muszą go przepuścić przez Białoruś i kraje nadbałtyckie (w tych ostatnich projekt jest blokowany przez miejscowych atlantystów), albo przez Ukrainę, tak aby Szlak dotarł na Węgry. Chiny są zainteresowane zmiażdżeniem Ukrainy i jej podporządkowaniem Rosji, która musi na Kijowie wymusić zgodę na jego budowę. Jego zakończeniem nie będzie już jednak Polska (kto w Warszawie zauważył tę wielką stratę takiej oferty?), lecz prowadzące bardziej umiarkowaną politykę Węgry, które chyba staną się, w miejsce Polski, głównym hubem dla chińskich towarów jadących do Europy.

Z kolei Francja i Niemcy uznały, że toczący się konflikt zbrojny w sumie nie bardzo je interesuje, lecz to znakomita okazja do spacyfikowania zachodniej i środkowej Europy, aby pod hasłem walki z „autokracją Putina” stworzyć federalne państwo europejskie ze wspólną armią i polityką zagraniczną, co oznacza konieczność rewizji traktatów europejskich i zniesienia prawa veta przez poszczególne państwa. Oczywiście, tej skłonności Berlina i Paryżu do federalizmu prawie nikt w Polsce nie zauważył, a tego kto zauważył i zwraca uwagę, że tandem Niemcy-Francja prowadzi własną politykę i piecze na tej wojnie własną pieczeń, uważa się u nas – a jakżeby inaczej – za „ruską onucę”, ponieważ w świętej wojnie dobra ze złem na Ukrainie nie można być po własnej stronie i pilnować własnych interesów.

Komedyjność polskiej analizy politycznej swoje uwieńczenie znajduje w zupełnym niezrozumieniu panujących na świecie nastrojów. Polskie media, politycy i analitycy zupełnie nie dostrzegają tego, co dzieje się na świecie. Wskutek tego przeciętny Polak wierzy, że trwa jakaś ogólnoświatowa walka z Rosją i osobiście z Putinem. W rzeczywistości Afryka w ogóle się w tej kwestii nie wypowiada, nie widząc takiej potrzeby, a prawie cała Azja i Ameryka Łacińska sympatyzują z Rosją. Bynajmniej nie z powodu niechęci do Ukrainy, lecz z powodu dominujących na świecie nastrojów antyamerykańskich. Świat jest zmęczony amerykańską hegemonią, permanentnymi amerykańskimi wojnami i wyzyskiem wszystkich i wszystkiego przez wielkie amerykańskie korporacje. Równocześnie kilka zatrudnianych przez ukraiński MON anglosaskich firm marketingowych, od początku konfliktu tworzących masowo fake-newsy na temat pijaństwa, tchórzostwa i kolejnych klęsk wojsk rosyjskich, wmówiło Polakom bardzo skutecznie, że Rosja jest przeraźliwie słaba. Stąd wychowane na kulcie żołnierzy wyklętych młode pokolenie, siedzące sobie w klapkach przez ekranami komputerów, jest zachwycone wizją szybkiej i romantycznej wyprawy polskiej armii na Rosję, zdobycia Moskwy, podziału Rosji na kilka państw sukcesyjnych, z których przynajmniej jedno będzie polskim lennem. To efekt romantycznej idylli „wyklęctwa” przez dziesięciolecia tworzonej przez publicystów historycznych z IPN. Wojskowym idolem tych internautów jest gen. Skrzypczak, co drugi dzień ogłaszający jutrzejszą ostateczną klęskę armii Putina.

Problem w tym, że świat i realny układ sił w świecie wygląda zupełnie inaczej, niż jest to serwowane przeciętnemu polskiemu widzowi. Rosja nie została wcale wyrzucona ze świata. Przeciwnie, na naszych oczach upada projekt globalizacji. Świat już dostrzegł i skonstatował koniec amerykańskiej hegemonii i właśnie dzieli się na – używając popularnego w niemieckiej geopolityce pierwszej połowy XX wieku pojęcia – „wielkie przestrzenie”. Zamiast jednego zglobalizowanego świata, zarządzanego przez spekulantów z Wall Street i Dolinę Krzemową, wyłania się świat wielobiegunowy. Mamy zarysowane następujące bieguny: 1/ atlantycki (Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Europa środkowo-wschodnia, Japonia i Korea Pd.); 2/ europejski (tzw. stara Unia Europejska); 3/ euroazjatycki (Rosja i Chiny). Wiele państw jeszcze się nie opowiedziało i szuka dla siebie miejsca, czekając, aż mocarstwa pierwsze ustawią swoje figury. Do państw, które nie podjęły decyzji zaliczają się Indie i Arabia Saudyjska, Turcja, a w Europie Węgry. Przywódcy tych państw praktykują starą zasadę brydżową, że „mistrzowie licytują ostatni”. Dlatego właśnie polska klasa polityczna licytowała jako pierwsza…

Podział świata na wielkie przestrzenie zaskakuje widza polskiej telewizji, jednak już wielu analityków o tym pisało wcześniej. Wymieńmy tutaj Samuela Huntingtona i Johna Mersheimera czy Klausa Schwaba. Wszyscy oni pisali o końcu globalizacji jako procesu i globalizmu jako ideologii, ponieważ przyszłością świata jest porządek wielko-przestrzenny. Każda z tych przestrzeni będzie kształtować się wokół swojego centrum (Waszyngton, Berlin, Pekin), a pomniejsze państwa będą pełnić rolę słabszych partnerów i państw wasalnych. Każda wielka przestrzeń będzie miała odrębną ideologię/cywilizację i tworzyła w miarę autarkiczny system ekonomiczny, czego skutkiem będzie słynne już po Wielkim Resecie „przerwanie łańcuchów dostaw”, co dziś obserwujemy na własne oczy. Załamała się jedność świata, światowy handel, światowy porządek pracy i produkcji, a pomiędzy poszczególnymi wielkimi przestrzeniami zapanuje nienawiść polityczna, będąca skutkiem odmiennych interesów ekonomicznych, którym towarzyszyć będą odmienne cywilizacje i ideologie.

Dopiero analizując wydarzenia wojenne na Ukrainie z tej perspektywy możemy zrozumieć o co chodzi. Pęknięcie tektoniczne zglobalizowanego świata na wielkie przestrzenie przebiega tuż obok polskiej granicy. Toczy się walka o to czy Ukraina zostanie podłączona do wielkiej przestrzeni atlantyckiej czy do euroazjatyckiej, przy czym wątpliwe jest, aby budowane dziś na naszych oczach Federalne Państwo Europejskie dobrowolnie zrezygnowało ze swoich roszczeń w tym kierunku. Prawdę mówiąc, to wojna rosyjsko-ukraińska przypomina nieco wojnę domową w Hiszpanii (1936-1939), gdzie każde z mocarstw wypróbowywało najnowsze bronie i technologie oraz nowe techniki walki. I rozumieją to właściwie wszystkie poważne państwa. Nie jest to jednak rozumiane w Warszawie. Polska nie prowadzi polityki samodzielnej, a jej elity nie są zdolne do prawidłowego zdefiniowania własnej racji stanu, a nawet są dumnie, że tego nie czynią. Niestety, kto nie realizuje własnej racji stanu, ten skazany jest na realizację cudzej.

Jaki jest interes Polski w toczącej się wojnie? Wskażę na kilka najważniejszych, moich zdaniem aspektów:

1/ Polska zainteresowana jest szybkim pokojem, a nie przedłużaniem się wojny i jej eskalacją. Z każdym miesiącem tej wojny nasza gospodarka obciążona jest kosztami utrzymania milionów uchodźców, w kraju szaleje inflacja, a inwestorzy uciekają w bezpieczniejsze militarnie regiony. W dodatku stałe osiedlenie się w naszym kraju milionów uchodźców grozi upadkiem naszego państwa narodowego, które przeistacza się w państwo wieloetniczne, czyli słabe, bez spoistości, rozrywane konfliktami narodowościowymi. Naszej gospodarki nie stać na utrzymywanie milionów uchodźców, nie wspominając o pomocy dla Ukrainy, szczególnie, że w odróżnieniu od Stanów Zjednoczonych Polska daje pieniądze, zamiast je pożyczać na dobry procent. Eskalacja wojny grozi wciągnięciem nas w cudzy konflikt, a w najgorszym wypadku wybuchem ograniczonej wojny jądrowej, co przy naszym położeniu komunikacyjnym czyni nas pierwszym celem, aby zamknąć zaopatrzenie amerykańskie dla Kijowa. Dlatego winniśmy prowadzić mediacje pokojowe, mające na celu znalezienie kompromisu i pokoju. I nie łudźmy się: przyszłe granice Rosji i Ukrainy będą efektem sytuacji na froncie, a nie linijek na mapach z 2014 czy 2022 roku. Polska jest zainteresowana istnieniem Ukrainy, ale konkretne linie graniczne ukraińsko-rosyjskie nie mają dla nas szczególnego znaczenia i muszą zostać ukształtowane w dwustronnych negocjacjach.

2/ Uważam, że Polska nie jest zainteresowana wejściem Ukrainy do NATO. Taki akces byłby dla Polski sukcesem pozornym, czyniąc na całe następne dziesięciolecia członkostwo Kijowa w tym pakcie zarzewiem nowego konfliktu zbrojnego, który zawsze może się wymknąć spod kontroli. W naszym interesie jest Ukraina jako bufor pomiędzy NATO a Rosją (Eurazją), gdyż tylko taki system może zapewnić trwały pokój. Moskwa nigdy nie pogodzi się z Ukrainą w NATO, gdyż to oznaczałoby zagrożenie militarne Rosji ze strony Stanów Zjednoczonych. Podobnie jak w 1962 roku Stany Zjednoczone nie zgodziły się na radziecką obecność nuklearną na Kubie, tak w 2022 czy 2023 roku Rosja nie zgodzi się na amerykańską obecność nuklearną na Ukrainie. Obydwa mocarstwa były/są gotowe do uprzedzającej wojny, aby do tego zagrożenia dla siebie nie dopuścić. W interesie polskim jest zatem wieczysta neutralność Ukrainy i zakaz stacjonowania i przechodzenia przez nią obcych wojsk (także rosyjskich), gdyż tylko to zapewnić może trwały pokój.

3/ W najlepszym polskim interesie leży przesunięcie starcia Waszyngton-Pekin z Ukrainy do Azji, zapewne na Tajwan. Konflikt tak odległy nie grozi nam ani wciągnięciem w niego, ani skutkami ewentualnego ograniczonego konfliktu atomowego. Przesunięcie tego konfliktu umożliwi nam zajęcie się niezwykle poważnym zagrożeniem w postaci wchłonięcia Polski przez federalne państwo europejskie, do budowy którego dążą Niemcy i Francuzi. Nie uważam, abyśmy byli zdolni równocześnie być „państwem niemalże frontowym z Rosją” (Jarosław Kaczyński) i toczyć walkę z Niemcami i Francją, w oparciu o sam tylko Waszyngton. Polska zdaje się ignorować potencjalną możliwość, że któryś z kolejnych amerykańskich prezydentów zaproponuje Rosji odstąpienie od sojuszu z Chinami w zamian za zwrot w sprawie podziału wpływów w Europie wschodniej, a mówią i piszą o takiej perspektywie tacy amerykańscy klasycy teorii stosunków międzynarodowych jak wspomniany Mearsheimer czy Henry Kissinger. Szczególnie ten drugi nie wyraża prywatnych opinii, lecz stanowisko wpływowych amerykańskich kręgów.

Adam Wielomski

Click to rate this post!
[Total: 157 Average: 4.4]
Facebook

48 thoughts on “Wielomski: „Szczęśliwi ludzie, którzy nie mają historii”, czyli o wojnie na Ukrainie”

  1. Ależ na początku, przez Ukrainę miał przebiegać „Jedwabny Szlak”, tylko Rosja wykoleiła wspomnianą opcję. Kolejna nitka miała biec przez Turcję, Bułgarię, Serbię i Węgry.

    1. Pięknie przeprowadzona analiza…jak dobrze spotkać kogoś kto potrafi myśleć i swoje przemyślenia artykułować – w obecnej dobie szerzenia dezinformacji i „siania zamętu ” w ludzkich umysłach

  2. No tak. Polacy są potwornie głupi, a Rosjanie niesłychanie mądrzy. Tylko jak dzisiaj wygląda Polska a jak wygląda Rosja?

    Nie ma i nie może być żadnego odwrotu od globalizacji. Globalizacja to proces, który zachodzi nie dlatego, że ktoś ma taki kaprys, albo że istnieje jaki globalistyczny spisek, ale dlatego, że zintegrowana gospodarka globalna jest bardziej wydajna i generuje większe zyski, niż osobne gospodarki lokalne. Procesy globalistyczne zaczęły się już w XVI wieku, le nabrały mocy w trakcie rewolucji przemysłowej, bo te różnice w wydjnosci są tym większe, im bardziej złożona i skomplikowana jest gospodarka.

    Jako taka, globalizacja jest zgodna z interesem wszystkich światowych społeczności. Globalizacja jednak, jest sprzeczna z interesem dyktatorskich, skorumpowanych reżimów, takich jak rosyjski, czy w mniejszym stopniu, chiński, dlatego usiłują one rządzone przez siebie kraje, nawet kosztem utrzymania ich w stanie nędzy i zacofania (rząd i tak się przecież zawsze wyżywi), przynajmniej częściowo z procesów globalistycznych wyłączyć, dorabiając do tego różne absurdalne ideologie, jak te powyższe o „wielkich przestrzeniach” z niemiecka zwanych „raumami”.

    Te wysiłki w powstrzymywaniu globalizacji nie mogą jednak przynieść trwałych rezultatów i wcześniej czy później, te reżimy (rosyjski najpierw) blokujące drogę do wzrostu wydajności, muszą upaść. Taka jest właśnie geneza wojny ukraińskiej, która toczy się nie o żadne „strefy wpływów”, co jest konceptem, który pochodzi jeszcze z czasów neolitu i który przestał realnie funkcjonować w okolicach połowy XX wieku, ale właśnie o włączenie Ukrainy i Rosji do procesów globalizacyjnych. Oba te kraje są bardzo biedne, czyli mają bardzo, jak na dzisiejsze stosunki, wysoką stopę zwrotu kapitału, ale równocześnie są niesłychanie skorumpowane, co sprawia, że inwestowanie w nich jest bardzo ograniczone i obciążone olbrzymim ryzykiem. Rosja jeszcze dodatkowo jest dyktaturą, co jeszcze bardziej zwiększa ryzyko niestabilności instytucjonalnej i sprawia, że horyzont czasowy, w którym realizowane są zyski (czas analizy NPV) jest bardzo krótki. Dlatego inwestowanie w Rosji jest możliwe tylko wtedy, kiedy stopa zwrotu jet bardzo duża.

    Wojna ukraińska musi zatem trwać na tyle długo, aby wymusić na Rosji wydłużenie czasu NPV, albo poprzez zmianę reżimu na mniej toksyczny i awanturniczy (wymiana jednego katechona Putina na drugiego katechona Putina nie wystarczy), który przeprowadzi jakieś wolnorynkowe reformy uchylające furtkę globalizacji, albo po prostu doprowadzi do rozpadu i zniknięcia Rosji jako państwa, co obecnie wydaje się bardziej prawdopodobne. Tertium, żadne tam „wielkie przestrzenie”, czy inne koncerty mocarstw non datur.

    Ten cel wojenny jest też idealnie zbieżny z interesami krajów zagrożonych przez rosyjskie awanturnictwo i agresję, w tym Ukrainę i Polskę i dlatego współpraca między nimi i sojusz z USA układają się tak harmonijnie. Jest to też zbieżne, choć w mniejszym stopniu, z interesami Francji i Niemiec, i dlatego one też dokładają swoją cegiełkę, proporcjonalnie do poziomu swojego zainteresowania całą sprawą. A Niemcy już i tak zostały trzecim, po USA i UK, darczyńcą Ukrainy, również w sektorze uzbrojenia.

    Natomiast co do Chin (ChRL), to propaganda Kremla istotnie cały czas podkreśla, jak to one Rosji „pomagają”, ale jakoś konkretnie żadnych realnych przykładów takiej chińskiej pomocy, poza poklepywaniem katechona Putina po plecach, nikt nie potrafi przytoczyć. Bo na pewno do takiej pomocy nie należy kupowanie rosyjskich surowców w cenach znacznie poniżej rynkowych, i sprzedawanie Rosji towarów w cenach z kolei znacznie wyśrubowanych.

    Realną pomoc, tyle że niewielką, Rosja otrzymuje wyłącznie od Korei płn i Iranu.

    1. Jak Rosja zostanie włączona w procesy globalizacyjne, to faktycznie – może stać się nie tylko I potęgą militarną Europy, ale także ekonomiczną. Gdyby nie rozmaite sowietyzmy i putinizmy, to Rosja mogłaby być potężniejsza od Japonii, albo tandemu Niemcy-Francja.

      1. Rosja mogłaby być bardzo bogatym i cywilizowanym krajem – tak jak Kanada. I wtedy nie stanowiła by też dla nikogo żadnego zagrożenia – tak jak Kanada, a przeciwnie, byłaby krajem, który każdy chciałby mieć za sąsiada – tak jak Kanada.

    2. Dziwne jest – że tak można przestać samodzielnie myśleć i powtarzać ” implanty ” jakby oparte na własnych studiach mijających wydarzeń – kto innym wierzy – sam sobie winien… ” Nullius in verba ” powinno zawsze być podstawą stosunku do otaczających wydarzeń

    3. Dzięki za rzeczowy i trafny komentarz. Buduje nadzieję że są jeszcze myślący ludzie. Po przeczytaniu absurdalnych tez prof. W. chciałoby się go zapytać choćby o to, czy etyka i moralność powinny mieć jakikolwiek wpływ na procesy geopolityczne…

        1. To w sumie zabawne jak w pierwszym rzędzie katolik (i to jest kluczowe), w drugim konserwatysta a w trzecim dopiero Polak twierdzi, że moralność nie powinna mieć wpływu na politykę. Co bawi jeszcze bardziej to fakt, że gdy jednocześnie w imię tego samego, brutalnego realizmu politycznego światowe imperium realizuje swoje interesy, nawet prowadząc do wojny innych państw to już nie ma żadnego immunitetu i jest określane mianem „winnego”. Oczywiście można próbować odbić piłkę i twierdzić, że wina jest tylko sprawstwem, przyczyną. Tyle tylko, że to będzie argumentacja nieuprawniona. Po pierwsze dlatego, że jednak używa się terminu „wina” dodatkowo twierdząc „to X jest za to odpowiedzialny!” – nikt nie patrzy na to pod kątem ciągu przyczynowo-skutkowego tylko pod kątem właśnie odpowiedzialności, co jest pojęciem etycznym. Po drugie dlatego, że przecież hegemon robi dokładnie to, co musi. To maluczcy próbując strącić go z piedestału i zabezpieczać swoje interesy włożyli kij w mrowisko doskonale wiedząc, że tak się stanie, bo takie jest w imię realizmu prawo hegemona. W efekcie konsekwentny, automatycznie przyjmowany jako słuszny i wyzuty z etyki realizm polityczny powoduje, że wpada się w sidła determinizmu rzekomych prawideł politycznych, który to realizm ma być listkiem figowym dla sumienia i przyczynkiem do wytłumaczenia każdego zbydlęcenia.

          Podsumowując – istnienie realizmu politycznego i umiejętne poruszanie się w tym bagnie poprzez używanie go jako narzędzia, bo jakoś funkcjonować trzeba nie oznacza, że moralność nie powinna mieć wpływu na politykę a tym bardziej, że ludzie nie powinni dokonywać moralnej oceny czynów w zakresie polityki – są to takie same czyny jak każde inne. Nie mają innego statusu moralnego. Robienie czegoś złego czy to w imię realizmu czy legalizmu czy jakiegokolwiek innego podłoża nie zmywa winy.

  3. Kryzys i inflacja w Polsce nie są wywołane przez sankcje i politykę proukraińską, tylko przez nieudolność rządu, najbardziej nieudolnego i skorumpowanego rządu w Polsce od czasów Gierka. W stawianych tu jako wzór „wyważonej polityki” Węgrzech kryzys jest większy i inflacja też.

    W interesie Polski wcale nie jest „szybkie zakończenie wojny”, jeżeli miałoby to oznaczać kapitulację Ukrainy. Co prawda, nawet podbiwszy Ukrainę, Rosja w dzisiejszym kształcie ustrojowym i terytorialnym nadal byłby skazana, wcześniej czy później, na stagnację, regresję i upadek, ale lepiej wcześniej niż później.

    Zniknięcie Rosji (lub jej globalizacja, tak czy owak zniknięcie russkiego mira) oznacza automatycznie zniknięcie rosyjskiego źródła niestabilności, rozszerzenie „globalistycznej” strefy stabilności, praworządności i dobrobytu na Europę Wschodnią i zapewne też Zakaukazie i Azję Środkową, rozwój inwestycji i handlu, oraz oczywiście redukcję budżetów zbrojeniowych do minimalnych poziomów (zapewne ok 1% PKB)

    Podbój Ukrainy przez Rosję, to opóźnienie tych procesów nawet o dekady, choć na pewno nie dłużej. Rozwiązania pośrednie, w rodzaju „Ukraina traci Donbas i korytarz krymski, ale wchodzi do UE i NATO”, dają upadek Rosji w pośredniej skali czasowej. Tak czy siak upadek Rosji (wł russkiego miru) jest nieuchronny w dowolnej konfiguracji, ale jak już pilaster napisał, lepiej, żeby nastąpił wcześniej niż później.

    Wszystko, co wyżej napisano o Rosji, dotyczy także, choć w mniejszym natężeniu, ChRL. Problemy Chin ludowych są nieco mniejsze od rosyjskich, narastają wolniej, a globalizacja jest mniej ograniczana. Ale konsekwencje będą takie same. Albo ChRL się „zglobalizuje” (Tajwan mógł, to i ChRL może), albo – rozpadnie. W obu wariantach do żadnej zbrojnej konfrontacji Chin i USA nie dojdzie.

    1. Pilaster: pompowanie pieniędzy w Ukrainę jest najlepszą inwestycją dla Polski, bo Rosja jest groźna.
      Również Pilaster: Rosja nieuchronnie upadnie.

      Cóż „eksperci” od dawna opowiadają jak to Rosja upada i upada, lecz upaść jakoś nie może. Przetrwała carów zapadników, carów wsteczników, inwazje Napoleona i Hitlera, klęskę w IWŚ, wojnę domową, internacjonalistyczny komunizm, złodziejstwo ery Jelcyna. Rosja to po prostu Rosjanie, którzy chcą żyć po rosyjsku, a nie „globalistycznie”.

      Chiny też nie upadną póki będą bronić swojego dziedzictwa kulturowego.Świat nie jest skazany na „globalizację”.

      1. To że Rosja nieuchronnie upadnie, nie oznacza, że nie jest groźna, albo właściwie że nie była groźna raptem rok temu. Lepiej zatem, żeby Rosja rozbiła się i upadła wskutek inwazji na Ukrainą, niż wskutek inwazji na Polskę. Dlatego Polska słusznie wspiera Ukrainę, żeby nie musieć walczyć samej na własnej ziemi.

        Rosja przestaje być groźna i upada właśnie również dlatego, że Polska wspiera Ukrainę

        1. Te, „pilaster” (czyli niejaki Marcin Adamczyk) — przeczytajże sobie raz jeszcze, co Dubitacjusz ci wyjaśnił, tylko tym razem tak wiesz: POMAŁU I ZE ZROZUMIENIEM.

    2. Pan Panie Pilaster widzę koniecznie chciał dorównać długością wypowiedzi Panu profesorowi. Wyszedł z tego referat podwędzony premierowi, albo innemu Bartosiakowi. Może chodziło o to żeby zatrzeć treść artykuł? Założenia globalizmu są powszechnie znane i następuję ich powolny upadek. To, że napisze Pan jak chcą żeby było, nie znaczy że tak będzie, co widzi na szczęście coraz więcej ludzi.

      1. A konkretnie jakich powszechnie znanych założeń globalizmu następuje powolny upadek?

        Globalizacja postępuje ponieważ prawie wszyscy, mniej lub bardziej świadomie, tego chcą. Żadnych „raumów” w dłużej perspektywie czasowej, nie będzie. Ostatnią poważną próbą odcięcia się od globalizacji było RWPG. I skończyło się żałośnie.

        1. „A konkretnie jakich powszechnie znanych założeń globalizmu następuje powolny upadek?” – istotowych. Właśnie dlatego jest coraz większa liczba sankcji, embarg etc. a rynki azjatyckie izolują się od zachodnich w ramach odwetu. Doskonale będzie to widać za kilka miesięcy np. na rynku paneli fotowoltaicznych. Ale znów – żeby to wiedzieć, trzeba wyjść ze swojej bańki i akceptować fakty zamiast dostosowywać je do wyssanych z palca teorii. No i jeszcze odróżniać np. fakt istnienia Internetu czy szybszych środków transportu części towarów od istoty globalizacji, co pilastrowi niestety nie grozi.

    3. Panie pilster,
      Ja ni będę się z panem spierał gdzie jest lepiej żyć – w Polsce czy w Rosji bo nie wiem.
      Wiem natomiast ze Rosjanie mają swoje lotnictwo – cywilne i wojskowe, są obecni w kosmosie itp. itd. Tymczasem Polacy nie potrafią wyprodukować i sprzedać z zyskiem nawet hulajnogi. I to właśnie o czymś świadczy.

      1. Rosja produkuje i sprzedaje z zyskiem hulajnogi? Albo cokolwiek choćby zbliżonego stopniem komplikacji konstrukcji?

        Jedyne co Rosja sprzedaje, ale i to nie zawsze z zyskiem, to surowce i płody rolne (te ostatnie od niedawna)

        „Obecność” Rosji w kosmosie tez już się kończy. Kazachstan zajął właśnie Bajkonur za niepłacenie czynszu. 🙂

        1. A te rosyjskie silniki rakietowe, bez których amerykańska astronautyka zastygłaby w bezruchu, to pewnie na grządkach rosną? :]

          1. A bez jakich to rosyjskich silników rakietowych amerykańska astronautyka zastygłaby rzekomo w bezruchu?

            Zaiste propaganda moskiewska staje się coraz bardziej odlotowa. 🙂

  4. O ile w cywilizacji preindustrialnej, maltuzjańskiej, rolniczej, gdzie główną gałęzią gospodarki było rolnictwo, a podstawowym środkiem produkcji „ziemia” (nie tylko ziemia rolna, ale także zasoby naturalne – wszystko to czego nie da się wytworzyć i co cechuje się stałą, idealnie nieelastyczną podażą), gdzie cywilizacje były kształtowane przez lokalne warunki geograficzne, klimatyczne, botaniczne, czy zoogeograficzne (zestaw uprawianych roślin i hodowanych zwierząt), możliwy był stabilny świat wielobiegunowy (i do czasu istniał – Zachód, Islam, Indie, Chiny, tudzież inne pomniejsze cywilizacje), o tyle przestało to być możliwe wraz z nadejściem rewolucji przemysłowej. Podstawowym środkiem produkcji stał się kapitał, który nie dość, że, inaczej niż „ziemia”, podlega akumulacji (pieniądz rodzi pieniądz), to jeszcze istnieje (najprawdopodobniej) tylko jeden (?) optymalny sposób na pomnażanie kapitału. W miarę akumulacji i spadku stóp procentowych, kraje położone społecznie i ustrojowo bliżej tego optimum będą rozwijać się szybciej (a przy odpowiednio niskich stopach procentowych w ogóle będą się rozwijać), niż kraje położone dalej, a różnica ta staje się tym silniejsza im bardziej zaawansowana i złożona jest gospodarka. W pewnym momencie kraje źle rządzone utykają w tzw. pułapce średniego rozwoju i wpadają w stagnację, podczas gdy te rządzone dobrze, położone bliżej optimum, nadal się rozwijają, nawet przy zerowych stopach procentowych, opierając wtedy swój rozwój na innowacyjności („pracy”) jako głównym środku produkcji.

    Patrząc po realnych wynikach gospodarczych, to optimum jest położone gdzieś pomiędzy Szwajcarią, Szwecją i USA, a na pewno daleko od niego są i Rosja i Chiny (ChRL) i dlatego żadnej alternatywnej „wielkiej przestrzeni”, alternatywnych biegunów, etc, nie są i nie będą w stanie stworzyć.

  5. Czyli chodzi o to, że Rosja miałaby się stać państwem tranzytowym pomiędzy dwoma wielkimi organizmami gospodarczymi – Chinami i UE (w szczególności Niemcami). Dobrze też, aby pierwsze państwo UE, graniczące z Rosją, było poza kontrolą USA. Republiki bałtyckie odpadają, Polska też. Można próbować iść w kierunku Finlandii, poprzez Szwecję, cieśniny duńskie (most lub tunel), do Niemiec. Jeśli Szwecja i Finlandia wstąpią do NATO, to opcja odpada. Pozostaje korytarz lądowy po terytorium Ukrainy – do granicy z Węgrami. Nitka południowa, przez Turcję i Bosfor, to też niewypał. Turcja jest w NATO, ale nie w UE. Grecja jest w UE i w NATO, ale pomiędzy Turcją a Grecją iskrzy. Po drodze Serbia, którą Amerykanie próbują przekabacić. Belt & Road nie ma wyboru.

    1. Gdyby spojrzeć dalej to celem sił obecnie mącących porządek świata jest zapewne – likwidacja „starożytnych religii” – likwidacja państw narodowych, przede wszystkim w Europie – likwidacja niezależności ekonomicznej społeczeństwa jako jednostek i jako grup społecznych – czytaj łącznie jako – utopia zwana komunizmem

  6. Niestety wydanie nakazu aresztowania przez cyrkowy sąd ICC W. Putina jak również potwierdzenie przez Merkel i Poroszenko, że postanowienia mińskie były tylko blefem mającym na celu przygotowanie Ukrainy do przyszłej wojny, oddala wynegocjowanie pokoju na dobre. Putin stracił zaufanie do podpisywania jakichkolwiek umów z Zachodem, gdyż po prostu nie zostaną dotrzymane. Neutralność Ukrainy w tym zmiana jej reżimu rozstrzygnie się więc na polu bitwy a nie przed stołem negocjacyjnym.

    1. Dwa wątki, których nie uwzględnia twój tok rozumowania, zawarty w ostatnim zdaniu:
      1. Po kolejnym roku lub dwóch, niezależnie od dostaw broni, na Ukrainie nie pozostanie nikt, kogo dałoby się zmusić do pójścia na front. Już abstrahując od tego, jak to wpłynie na genetyczną zdolność do odtworzenia narodowości ukraińskiej, to kogoś w zamian trzeba posłać na ten front. Jeśli w Polsce przy włazy utrzymają się politycy wywodzący się z porozumień magdalenkowych, to będzie oznaczało tylko jedno: wojnę polsko-rosyjską. Wielokrotne oświadczenia USA o nastawienie krajów europejskich jednoznacznie wskazują, że podobne decyzje są suwerennymi decyzjami poszczególnych rządów, więc twierdzenie, że będzie to oznaczać wojnę NATO – Rosja, można włożyć pomiędzy bajeczki dla małych dzieci. Będziemy dostawać „pomoc” za ciężką kasę i Polska przestanie istnieć nawet teoretycznie, nie mówiąc o wymordowaniu naszych obywateli.
      2. Istnienie niezależnej Ukrainy dla zachodu i wschodu ma sens tylko wtedy, kiedy jest państwem buforowym. W przypadku zarówno jej przejęcia przez Rosję (zwycięstwa Rosji), jak i uzależnienie gospodarczo polityczne przez USA (przedłużanie wojny i „pomoc” w formie pożyczek), niezależność Ukrainy przepadnie. W interesie Ukraińców (czy obecnych władz ukraińskich, to inna sprawa) leży natychmiastowe zakończenie tej wojny, przez wynegocjowanie pozycji swojego kraju bez pośrednictwa innych państw, jako państwa buforowego, neutralnego i niezależnego. Co niestety, po pierwsze będzie połączone z utratą części terytorium, po drugie Inna sprawa, czy to się uda. Patronat amerykański to nie dziecinna zabawka i zapewne zechce „wymienić” władze ukraińskie, skore do układów.

      Jednak to się nie uda – Ukraińcy oficjalnie przyznali, że ich korpus młodszych oficerów był od 9 lat przygotowywany, szkolony do tej wojny przez Amerykanów. A Polska się do niej przygotowuje. Wola, czy chęć Ukraińców i/lub Polaków mają tu niewielkie znaczenie.

  7. „I rozumieją to właściwie wszystkie poważne państwa. Nie jest to jednak rozumiane w Warszawie. Polska nie prowadzi polityki samodzielnej, a jej elity nie są zdolne do prawidłowego zdefiniowania własnej racji stanu, a nawet są dumnie, że tego nie czynią.”

    To chyba nie całkiem tak; owe (pożal się, Boże…) „polskie(?) elity” może nie to, że tego kompletnie nie rozumieją — problem w tym, że to banda agentów obcych państw oraz zwykłych szubrawców. Oczywiście głupców także pośród nich nie brakuje.
    Jest to efekt działającego w Polsce systemu selekcji negatywnej, na co stale zwracał uwagę śp. prof. Jerzy Przystawa.

  8. Oj, komentarz zaboli liberałów globalistów. Nie są intelektualnie zdolni do głębszej analizy. Sam komentarz Pana prof. Wielomskiego uważam za bardzo dobry i oryginalny. W końcu jakaś odskocznia od mainstreamowych proroctw o potędze „wolnego świata” i „zwycięstwie” Ukrainy za dzień, góra dwa. Cokolwiek to zwycięstwo miałoby oznaczać.

  9. Akurat zwolennikami globalizacji są właśnie Chiny, które w ostatnich 15-stu latach najwięcej na niej zyskały. To Amerykanie mają niezły zgrzyt i najchętniej zrewidowaliby zasady handlu światowego w taki sposób, aby zaszkodzić Chinom. ChRL – podobnie jak RFN ma dodatni bilans w handlu zagranicznym, czego nie można powiedzieć o USA. W przypadku Ameryki, globalizacja doprowadziła do jej deindustrializacji.

  10. Z tej wojny zrobili normalny szum informacyjny – co chwila informacje, które później często są sprzeczne i już nikt o nich nie chce pamiętać. Już tego słuchać się nie da. Tak samo było z covidem. Cyrk pandemiczny zastąpili cyrkiem wojennym. U nas panuje narracja, że to tylko Rosja/ Rosjanie mordowali i mordują oraz stwarzają zagrożenie, a pozostałe kraje/nacje są niczego niewinne; teraz zrobili z niej straszaka, żeby mieć kontrole nad społeczeństwem, że jak Ukraina przegra to ruski do nas przyjdą, a nie biorą pod uwagę że Rosja jak chce to jeszcze może zaatakować Polske przez Białoruś czy Kaliningrad. Tak jak przedtem straszono wielka zarazą czy zmianami klimatu.

  11. Panie profesorze W. krótkie pytanie. Z Pana wizji przebija się teza, że dla naszej ojczyzny najlepszą drogą jest ta w kierunku Rosji, lub też szerzej, w kierunku niedemokratycznych państw autorytarnych. Dlaczego, po trzykroć dlaczego? Pozdrawiam

      1. Nie są i nie będą. AUKUS, ANZUS, NATO oraz QUAD mają przewagę nad Chinami mniej więcej tak dużą, jak Niemcy nad Polską. Chiny musiałyby być zdolne do podzielenia tych sojuszy, a na to się nie zanosi. Co gorsza, wpadanie Rosji w objęcia Chin powoduje silniejsze wpychanie Indii oraz Niemiec w 'jankeski mir’. Gospodarka Chin dorówna gospodarce USA dopiero ok. 2035 r. A gdzie UE, Commonwealth, Japonia?

        1. Nie wziąłeś pod uwagę tempa spadania udziału w sterowaniu międzynarodowym, tempa spadku wielkości gospodarek. Chiny rosną, a Zachód spada więc to tempo jest coraz szybsze w ostatnich latach.

          1. Ktoś tu chyba nie zerknął na demografię Chin. Do lat do 2040 roku Chiny będą miały o 100 milionów ludzi mniej + również starzejące się społeczeństwo bez zastępowalności pokoleń. Średnia wieku w Chinach już teraz wynosi prawie 40 lat. Proszę zobaczyć ich piramidę demograficzną – jest w opłakanym stanie. Różnica między przedziałem 35-65 a 0-35 jest katastrofalna i czeka ich taki sam albo nawet i gorszy los niż Europejczyków, bo trzeba pamiętać, że gdy zrobi się tam nieciekawie, to Chińczycy tym bardziej będą chcieli emigrować – tak jak zresztą robią to od 150 lat. A emigrowali będą młodsi zostawiając starszych na pastwę losu, co jest adekwatne do ich podejścia do moralności. Zamykanie na to oczu powoduje, że całkowicie zaburzone są wszelkie prognozy, bo do rozpatrywania perspektyw długoterminowych przyjmuje się obecne wzrosty co jest błędem metodologicznym i merytorycznym.

            1. Państwa cywilizacji konfucjańskiej wybrały wzrost gospodarczy kosztem demografii. Podobnie jest w Japonii, Korei Płd, na Tajwanie oraz w Singapurze. Dodatkowo, ich piramidy demograficzne są stosunkowo asymetryczne.

              1. Nie da się na dłuższą metę utrzymać dobrobytu i wzrostu bez odpowiedniego zaplecza demograficznego.

  12. Z tej wojny zrobili typowy szum informacyjny w celu ogłupiania i tak już podzielonego narodu Polskiego. Co chwila informacje, które czesto później są sprzeczne i nikt o nich nie chce pamiętać

  13. Po co Stany Zjednoczone chca podpalic Europe i Azje , jesli rzekomo wygrywaja ? Ryzykuja wojne , ktora w przypadku przegranej skonczy sie ich kompromitacja i moze nawet doprowadzic do zniszczenia amerykanskiego terytorium. Skoro slabosc Rosji i Chin jest tak oczywista , to , czy nie byloby bardziej sprytne poczekac , az te zgnile i niewydolne panstewka same zawala sie pod ciezarem wlasnych problemow. Podobny brak logiki wykazuja zwolennicy teori o wyzszosci technologicznej gospodarki opartej na tzw. energii odnawialnej. Jesli ta gospodarka ma zdystansowac gospodarki zacofane, oparte na paliwach kopalnych , to, po co Amrykanie i panstwa zachodniej Europy wlacza o kontrole nad zrodlami paliw kopalnych . Czy nie byloby rozwiazaniem optymalnym rozwijac sie w ekspresowo-ekologicznym tempie i z satysfakcja przygladac sie upadkowi gospodarczemu dzikusow palacych weglem i jezdzacych samochodami poruszanymi sinikami spalinowymi.

    1. USA nie chcą podpalić Azji i Europy, tylko rozszerzyć 'jankeski mir’. USA wygrywają, bo mają po swojej stronie UE. Dopiero decoupling na linii Waszyngton-Bruksela mógłby doprowadzić do osłabienia pozycji USA. Na to się jednak nie zanosi. 'Szwabski mir’ maszeruje ramię w ramię z 'jankeskim mirem’ – tak będzie do końca świata i o jeden dzień dłużej.

  14. George Friedmann w swojej ksiazce w sposob otwarty napisal . ze celem Stanow Zjendoczonych jest wywolanie wojny w Europie i Azjii.Oczywiscie on nie napisal niczego zaskakujacego , poniewaz Stany Zjednoczone w XX wieku dwukrotnie podpaliy Europe i Azje . Dzieki temu doszly do swojej pozycji po II WS. Probuja to zrobic po raz trzeci inicjujac szereg konfliktow w Europie i Azjii. Jesli dobrze zastanowilbys sie nad swoim pomyslem o amerykanskim mirze, to on jest niewykonalny. Niemcy , ktorym Amerykanie pozwolili na rozwoj natychmiast jak poczuli swoja sile zaczeli kombinowac cos na wlasne reke , poniewaz uklad z Amerykanami zawsze oznacza straty dla strony wspolpracujacej ze Stanami Zjednoczonymi . To samo byloby z Polska i krajami srodkowej Europy .Dlatego od razu te kraje sa pograzane w nedzy przez Stany Zjednoczone , zeby uniknac niemieckiej pulapki , ale to czyni je latwym celem podboju. Jedynym sensownym, rozwiazaniem z punktu widzenia Stanow Zjednoczonych jest zniszczenie po raz trzeci Europy i Azji . Generalnie pomyslem Stanow Zjednoczonych na rzadzenie swiatem jest pograzanie go w nedzy . Wtedy niewielkimi silami wojskowymi bedzie mozna terroryzowac obszary takie jak Polska, a z drugiej strony przy pomocy ciezarowki ryzu zdobywac sobie dozgonna wdziecznosc miejscowych kolaborantow

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *