Panasiuk: Wybieram Europę

Geopolityka nie jest jak niektórzy twierdzą narzędziem powstałym po to, by „dostarczyć rzekomo naukowej legitymizacji różnych imperialnych projektów –czy to amerykańskich, czy to niemieckich”. Takie rozumienie geopolityki dowodzi zupełnej ignorancji wagi problemów, którymi zajmuje się ta dziedzina. A problemy są ważkie i nie dotyczą tylko  imperiów, ale każdego bytu politycznego, który ma swoje miejsce gdzieś na mapie. Za tym tworem stoją zwykle konkretni ludzie, całe wspólnoty i ich problemy związane z walką o zachowanie status quo i oddziaływaniami na inne podmioty polityczne w czasie i przestrzeni. Dla życia tych zbiorowości są to zazwyczaj problemy fundamentalne dotyczące bezpieczeństwa fizycznego, zaplecza żywnościowego i surowcowego, możliwego rozwoju. Geopolityka niczego nie legitymizuje, wprost przeciwnie, to zazwyczaj realny bilans zasobów i możliwości ich wykorzystania w interesie lub też nie władających nimi zbiorowości. Tak jak ekonomia jest ona jedną ze stosunkowo nowych dziedzin wiedzy i dotyczy analizy realnego ludzkiego działania (a nie jakiegoś spisku kapitalistów). Geopolityka od ekonomii różni się tym, że rozpatruje realne możliwości odziaływania różnych bytów pomiędzy sobą w kontekście geograficznym, gospodarczym i historycznym. Wnioski formułuje posługując się w największym stopniu indukcją i nie zakładając niczego a priori. Wolna jest zatem zupełnie od założeń ideologicznych, czy też etycznych i tak jak ekonomia za wartości pozytywne uważa przysporzenie zbiorowości policzalnych sił i zasobów, a negatywnie ocenia możliwości ich postradania ich lub zniszczenia na skutek błędnych działań. Jest w dużej mierze konkretna i mierzalna. Może być zatem obiektywną analizą dla konkretnych społeczności i wykładnikiem projekcji możliwych działań służących dobru danej grupy społecznej.

Próbujac sporządzić taki bilans korzyści i strat sporządzić dla Polski w kontekście jej stanowiska w kontekście  konfliktu na Ukrainie również nie należy kierować się jakimiś sympatiami i emocjami. W myśl zasad, jakie narzuca metoda geopolityczna należy na zimno policzyć wszystkie korzyści, wszystkie przyszłe zyski i wszystkie możliwe zagrożenia związane z kluczowym wyborem geopolitycznym, przed którym stoi Polska.  Bo jest to wybór niewątpliwe fundamentalny.  To, czy będziemy wierni naszym proeuropejskim, pro-kontynentalnym uwarunkowaniem, czy też zdecydujemy się uczestniczyć w atlantyckiej awanturze podsuwanej nam przez USA i Wielka Brytanię pod nazwą Międzymorza, zadecyduje niewątpliwie o losach naszego kraju na dziesięciolecia.

GEOGRAFIA

Nie jesteśmy państwem morskim. Od tysiąca lat nasze dzieje toczą się na kontynencie – na Nizinie Wschodnioeuropejskiej pomiędzy ludami ruskimi i germańskimi, które od blisko trzystu lat górują nad nami demograficznie i cywilizacyjnie. Utrzymujemy się pracując  i handlując z kontynentem.  Nie posiadamy naturalnych obronnych granic. Na nizinach silniejsze ościenne państwa mogą z łatwością pokonać słabsza demograficznie Polskę. Dotyczy to Niemiec, Rosji, ale także i Ukrainy, która od roku 2014 skutecznie przeprowadziła militaryzacje swojego kraju i wojskowo zdecydowanie góruje nad Polską. Będąc słabszą i stale zagrożoną – aby przetrwać – Polska musi prowadzić politykę balansowania pomiędzy silniejszymi podmiotami i zmuszona jest dążyć do utrzymywania stanu pokoju w naszej części Europy. Dla naszych przodków Druga Wojna Światowa stanowiła wystarczającą lekcję, która potwierdziła nasza słabość militarną i przemysłową względem sąsiadów. To krwawe doświadczenie okupione zostało hekatombą 20% narodu i dewastacją naszych ziem. Dlatego po roku 1945 Polska – pomna niedawnych klęsk- zawsze była forpocztą wszelkich inicjatyw pokojowych na kontynencie.

Ukształtowanie terenu i położenie Polski w samym centrum Europy sprawia, że nasze ziemie przebiegają najważniejsze szlaki kontynentalne Wchód- Zachód łączące Zachód kontynentu z Rosją i dalej z Chinami i całą Azją. To sprawia, że jesteśmy naturalnymi pośrednikami w wielkiej wymianie towarowej i możemy czerpać z tego faktu olbrzymie korzyści. Ponadto będąc bliżej źródeł surowców z Rosji, jak i sami dysponując olbrzymimi zasobami minerałów możemy być podwykonawcami wielkiej gospodarki niemieckiej i z tego tytułu rozwijać nasze zaplecze przemysłowe. Dzięki temu jesteśmy niewątpliwie bardziej konkurencyjni ekonomicznie niż państwa południa i zachodu Europy. Dlatego tez w warunkach spokoju i równowagi na kontynencie Polsce nie zagrozi nigdy ani głód ani bezrobocie.

CO DOSTAJEMY OD KONTYNENTU

Kontynent europejski od stuleci był najbogatszą i najbardziej rozwiniętą częścią świata. Od czasu wynalezienia kolei w XIX wieku i szybkich magistrali drogowych łączących ośrodki przemysłowe w końcu XX wieku ciężar wymiany towarowej w większej mierze realizowany jest bezpośrednio siłami kontynentu, bez pośrednictwa mórz i oceanów, co jeszcze 200 lat temu było nie do pomyślenia. Przemożna przewaga państw morskich i ich dominacja w handlu i bankowości odchodzi powoli do lamusa. Postęp techniczny sprawił, że w wielkiej wymianie handlowej mogą uczestniczyć nawet państwa bez dostępu do morza. Polska będąc ważna częścią kontynentu –może – jak wspomniano brać nieustanie udział w wielkiej wymianie handlowej Europy ze Wschodem. Położenie pomostowe naszego kraju sprawia, że najważniejsze państwa kontynentu takie jak Niemcy, Francja, Włochy, Rosja są zainteresowane w tym, aby ich towary i usługi w sposób bezpieczny przemieszczały się poprzez polskie korytarze transportowe. Jeszcze bardziej powinno na tym zależeć samym Polakom, gdyż z tego ruchu czepią profity i powoduje on, że najważniejsze państwa kontynenty są zainteresowane w utrzymaniu w Polsce pokoju i porządku. Tym samym poprzez fakt współpracy handlowej i włączeniu naszego kraju w europejski krwioobieg handlowy niwelują się potencjalne zagrożenia ze strony państw ościennych.  Kontynent dążąc do zabezpieczenia swoich interesów dzieli się z Polską całym zapleczem instytucjonalnym i kulturowym. Dzięki temu Polacy mogą przyswoić sobie najlepsze rozwiązania wypracowanie w europejskim biznesie i administracji prze dziesiątki lat, a także pozyskiwać kapitał. Ten transfer wiedzy i know-how pozwala wielu polskim biznesom i instytucjom czerpać z najlepszych wzorców i skutecznie się rozwijać. Bliskość ekonomiczna najbardziej rozwiniętych gospodarek sprawia, że poprzez otwarte w dużej mierze granice zachodzi proces szybkiego bogacenia się Polaków i wyrównywania poziomów zamożności pomiędzy nami a bogatym Zachodem. W skrócie od kontynentu obecnie otrzymujemy, spokój, bezpieczeństwo, szanse na rozwój gospodarczy i bogacenie się populacji.

CO MOŻEMY DOSTAĆ OD ANGLOSASÓW

Wielka Brytania i USA od wieków kreowały się na przyjaciół Polski i Polaków. Ale w rzeczywistości wydaje się, że nie łączyły nas i nie łączą nas żadne ważne interesy ekonomiczne.  Anglia jest oddalona od Polski o około 2500 km, a USA około 8000 km. Państwa anglosaskie skupione na zabezpieczeniu morskiej wymiany handlowej nigdy nie były zainteresowane bezpieczeństwem i rozwojem lądowych szlaków komunikacyjnych wiodących poprzez kontynent. Wprost przeciwnie, nigdy nie było to w ich interesie.  Zawsze uważały takie szklaki za wrogą sobie konkurencję i robiły od wieków wszystko, aby maksymalnie utrudnić wymianę handlową na kontynencie europejskim. Generowane przez ich politykę konflikty – zwłaszcza we wschodniej części Europy – zmuszały kompanie handlowe do rezygnacji ze szlaków kontynentalnych i powrotu na szlaki oceaniczne, które są kontrolowane przez Anglosasów i ich marynarkę wojenną. Dlatego wiele wojen, szczególnie w naszej części kontynentu było inicjowanych przez interesy Jej Królewskiej Mości a potem różnych korporacji amerykańskich. Również wszystkie inicjatywy zmierzające do konsolidacji wewnętrznej kontynentu spotykały się zawsze z gwałtowna kontestacją Londynu i Waszyngtonu. Tak tez dzieje się i teraz . Unia Europejska jest solą w oku państw anglosaskich.

Widzimy zatem, że nasze krajowe interesy bezpieczeństwa są krańcowo sprzeczne z celami kreślonymi w Waszyngtonie i Londynie. My pragniemy pokoju i stabilizacji, kraje morskie zaś starają się wszelkimi sposobami podniecać konflikty i prowokować niestabilności, bo” zaczopowanie” wymiany handlowej na kontynencie daje im duże korzyści gospodarcze.

Ze zrozumiałych względów, mając odmienne interesy, kraje morza nie inwestują w Polsce w sposób strategiczny. Po co miałyby wspierać obszar, który jest ich konkurentem i który w ich ocenie powinien stać się terenem konfliktu. Dowodem na takie postrzeganie wzajemnych stosunków jest wymiana gospodarcza pomiędzy krajami morza a Polską, które nie przekracza paru procent i jest dziesięć razy mniejsza od wymiany z Niemcami i skromniejsza nawet od wymiany Rosją.

Jak widzimy trudno znaleźć jakiekolwiek wymierne korzyści we współpracy z Anglosasami, nasze cele są zupełnie odmienne zarówno na polu gospodarczym, jak i politycznym.

Nie odnosimy również korzyści na niwie kulturalnej jak i informacyjnej. Kosmopolityczna narracja i anty-kultura rozprzestrzeniana przez ośrodki propagandy anglosaskiej dekonstruuje nasz świat zbudowany na etyce i solidaryzmie. Na pewno nie jest to wartość dodana, ale duże zagorzenie dla ładu społecznego.

Jak więc widzimy państwa morskie nie mogą nam zaproponować nic istotnego, co budowałoby nasze bezpieczeństwo i zamożność. Ze względu na krańcową rozbieżność wzajemnych celów nie powinniśmy uważać ich z parterów, ale raczej za poważne zagrożenie.

To Anglosasom zależy na naszej przyjaźni i współpracy, bo jako państwa silniejsze  mogą nas wykorzystać do realizacji swoich celów politycznych. Na pewno nie są w stanie zrobić tego z Niemcami, Rosją, czy też Francją – państwami dysponującymi elitami narodowymi i biznesowymi, które od razu rozpoznają bezwartościowość ich oferty politycznej. Ale w krajach takich jak Polska, Litwa, Ukraina – pozbawionych elit i zależnych ekonomicznie i kulturalnie – narracje anglosaskie uchodzą za prawdę objawioną i staja się z reguły fundamentem bieżącej polityki.

Anglosasi wykorzystując swoją olbrzymia przewagę informacyjną w mediach i „sprzedają” nam mity zbudowane na fałszywych resentymentach historycznych i podlane częstokroć pikantnymi tonami nacjonalizmu, a na Ukrainie nawet faszyzmu.

Przesłanie narracji anglosaskiej jest dosyć prymitywne. Aby oddzielić Polskę od kontynentu kreślą nam prometejską wizję nowego imperium – Międzymorza, w której Polacy, jak w pierwszej Rzeczypospolitej szlacheckiej będą sprawować rząd dusz nad wschodem Europy razem z braćmi – Ukraińcami. Dzięki temu zostaną równi Niemcom i Francuzom oraz zostaną jedynymi obrońcami – przedmurzem Europy – od hord turańskich Rosjan.  Ameryka da im opiekę, pomoc i „gaz wolności”, który będą demokratycznie rozsyłać po całej Europie.

Grając na nutach polskich kompleksów wobec Zachodu i prymitywnego nacjonalizmu propaganda Londynu miło łechce polskie poczucie dumy narodowej i powoduje, że wielu traci poczucie realizmu i popada w jakiś dziwny narodowy amok i wzmożenie. Nawet wydaje się, że czasami znowu dochodzą nas okrzyki: „Na Moskwę, Na Berlin”, tak jak w 1920: „Na Kijów..

Rozbudzone emocje imperialne zaczynają wypierać zwykły rachunek ekonomiczny i ewidentne korzyści życia pośród wspólnoty kontynentalnej. Bo nawet pobieżne porównanie potencjałów państw Zachodu z Polską dobitnie udowadnia nam, że nie posiadamy nawet 5% potencjału gospodarczego Niemiec i Francji i nie mamy, na czym budować tego Międzymorza. Również Rosja i Chiny nie będą sprzyjały budowie tworu, który w interesie anglosaskim, będzie tamował przepływ towarów i usług. Tak naprawdę, żadnej potęgi politycznej nie zbudujemy. Przyczynimy się wyłącznie do pauperyzacji państw regionu i pogłębimy wzajemne animozje.. Bez współpracy Niemiec, Francji i Rosji położenie pomostowe Polski będzie bez znaczenia. Ponadto wszystkie ościenne państwa będą dążyć do zaprowadzenia porządku nad Wisłą i przywrócenia status quo ante zgodnie z ich interesami.

Czy Polacy do końca zaakceptują narzucone im fałszywe narracje i wypełnią mitologię realną treścią polityczną? Trzeba mieć nadzieję, że nie. Może zostały jeszcze w naszym narodzie jakieś pokłady zdrowego rozsądku i egoistycznej kalkulacji każącej preferować własne interesy. Przykład Ukrainy jednakże dowodzi, że wcale tak być nie musi i może spełnić się czarny scenariusz.

ROSJA CZY UKRAINA?

Ukraina to koronny przykład, że kreowane z zewnątrz mity mogą do tego stopnia zdominować budowane latami instynkty samozachowawcze pośród społeczeństwa, że grozi to rozpadem a nawet likwidacją państwa. Pomimo znajomości swojego położenia geograficznego i licznych doświadczeń historycznych narzucone społeczeństwu ukraińskiemu anglosaskie elity polityczne – wbrew interesowi większości obywateli i gospodarki – doprowadziły do wojny z Federacją Rosyjską, zamieniając w parę miesięcy cały dorobek materialny i instytucjonalny państwa w kupę gruzów. Nie czas i miejsce analizować tutaj przyczyny tego konfliktu. Ważniejsza jest odpowiedź jak Polacy winni się wobec niego zachować.

Zgodnie z tym, co wykazano powyżej – w imię wartości kontynentalnych, europejskich i pokoju w naszej części świata rozumni Polacy powinni dyskretnie sprzyjać Rosji, która chce zaprowadzić ład w swojej strefie interesów na Ukrainie i przywrócić tam status quo ante.

Nie możemy litować się i usprawiedliwiać fatalnej polityki elit ukraińskich i być zakładnikiem moralnym ich klęsk. To dorośli ludzi i niech sami odpowiadają sami za swoje poczynania.  My zaś musimy zadbać- o interesy naszego kraju, o interesy naszej gospodarki i bezpieczeństwo naszych obywateli. Ukraina tego za nas nie zrobi. Chętnie weźmie każda pomoc, ale nigdy jej nie zwróci.

Faktem jest, że To Rosja jest producentem najtańszych węglowodorów na świecie. Bez tych paliw – gazu, ropy naftowej, węgla nasza gospodarka upadnie, albo stanie się niekonkurencyjna. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy polskie gospodarstwa – w imię popierania Ukrainy- stać na płacenie 4000 złotych za tonę węgla, 10 złotych za litr paliwa albo 10-krotną podwyżkę cen gazu. Wiemy bardzo dobrze, że nie. Nikt nas tego na dłuższą metę tego nie wytrzyma, kluczowe przedsiębiorstw uzależnione od tych paliw – upadną. Emeryci nie będą w stanie wydać 12 tys. złotych za sam węgiel w okresie zimowym, i po prostu nie będą ogrzewać swoich domów. Kto kupi wielokronie droższe nawozy?  Sama kalkulacja ekonomiczna podpowiada nam , że dla naszego istnienia ważniejsze sa dostawy tanich paliw z Rosji niż fałszywy mit skrzywdzonej Ukrainy. Cóż, bowiem może nam dać Ukraina? Jakie surowce? Jakie konkretne interesy, jakie korzyści dla polskiej gospodarki?

Ważnym elementem gospodarczym, który może zagwarantować nam tylko Rosja to stabilność i bezpieczeństwo szlaków handlowych wiodących z Europy do Chin. Najdłuższa odnoga lądowego Jedwabnego Szlaku przebiega przez terytorium Rosji i to ona gwarantuje wszelkie zyski swoim partnerom. Dlatego każdy, kto chce uczestniczyć w zyskach z handlu kontynentalnego musi zabiegać o dobre relacje z Rosją. Ukraina nie jest parterem w tej grze i jako państwo upadłe nie jest w stanie zagwarantować ładu i bezpieczeństwa obrotowi gospodarczemu nawet na swoim terytorium.

Zwolennicy bezmyślnej pomocy Ukrainie używają koronnego argumentu, że Kijów broni nas przed rosyjskim imperializmem. Ale czy tak jest w istocie? Pomiędzy Polską i Rosją nie ma żadnych sporów o charakterze terytorialnym i etnicznym. Zostały także ostatecznie załatwione wszystkie kwestie historyczne. Natomiast faktem jest, że Ukraina rości sobie prawa do ziem państwa polskiego – Chełmszczyzny i Podkarpacia (Zakerzonie) . Nie są zamknięte również kwestie historyczne – Polacy nie mogą ekshumować pomordowanych w Rzezi Wołyńskiej i wznosić im upamiętnień. Ukraina nie potępiła także zbrodni faszystowskich z okresu II wojny światowej a jej elity otwarcie lansują kult UPA i Stefana Bandery. Rodzi to uzasadnione obawy w polskim społeczeństwie, czy państwo szczycące się kolaboracją z Hitlerem i gloryfikujące ludobójców powtórnie nie wkroczy na ścieżkę narodowego szowinizmu. Niepokoi również nieuzasadniony militaryzm ukraiński i wielokrotna przewaga wojskowego potencjału ukraińskiego nad polskim. Dlatego też w naszym interesie jest sojusz z państwem mogącym okiełznać te wszystkie zagrożenia militarne, które generuje niestabilne państwo ukraińskie. Chcąc, nie chcąc Rosja jest tutaj naszym naturalnym sojusznikiem.

Bardzo ważnym aspektem są także aspekty kulturowe i cywilizacyjne. Niewątpliwe w Rosji dominuje jeszcze spojrzenie realistyczne na większość spraw i powaga dla zawartych porozumień i umów. Rosja jest wolna od większości fałszywych mitów – ekologizmu, elektro-mobilności, gender itd. Rosja nie narzuca nikomu swojej ideologii, czy też systemu wartości, nie każe zamykać kopalni i likwidować samochodów ani krzywdzić dzieci przymuszaniem do akceptacji pedofilii. Nikt nie handluje tutaj surogatkami, czy tez nie prowadzi eksperymentów nad śmiertelnymi patogenami.  Widzimy natomiast swoistego rodzaju ład oparty na etyce naturalnej i chrześcijańskiej. Rosja jest państwem poważnym, czego nie można powiedzieć o Ukrainie, która jawi się, jako forpoczta wszelkich zachodnich dewiacji i wynaturzeń.  W interesie Polski jest mieć rzeczywistego, przewidywalnego partnera, który mogły być odtrutką na „choroby” ideologiczne Zachodu. Ukraina takim partnerem na pewno nigdy nie będzie.

Autor zdaje sobie sprawę, że jego poglądy mogą się wielu ozdobom wydawać kontrowersyjne i obrazoburcze, atakujące tworzony w mediach mainstreamowych mit „niepokalanej” Ukrainy. Ale analizy geopolityczne – nawet te najprostsze, nie kierują się- jak wspomniano- emocjami, upodobaniami, ideologią, czy tez etyką. To suchy rejestr korzyści i możliwych zatrat. Bilans ten wyraźnie nam pokazuje, że lepiej wyjdziemy, jako państwo utrzymując jak najlepsze stosunki z Rosją i dystansując się od militarnego wspierania Ukrainy. Tego wymaga interes naszego państwa.  I nie jest to zdanie odosobnione czy tez skrajne.  Takie stanowisko względem konfliktu na Ukrainie zajmuje większość cywilizowanego świata. Tak myślą Chińczycy, Hindusi, cała Afryka i Azja, oraz większość Europy. Dlatego mając wzgląd na to, co możemy zyskać i stracić powinniśmy, tak, jak Marcin Luter na Sejmie w Wormacji w 1521 roku stać twardo przy swoich wnioskach i na zarzuty o zdradę, czy też herezję śmiało odpowiedzieć przeciwnikom: „Tutaj stoję ( na tej ziemi) i nie mogę inaczej ( wybierać)”.  Niech szantażujący nas moralnie Ukrainą Anglosasi „sprzedają” swoje mitologie gdzieś indziej.

Piotr Panasiuk

Click to rate this post!
[Total: 37 Average: 3.8]
Facebook

29 thoughts on “Panasiuk: Wybieram Europę”

  1. Współpraca Polski z Rosją nie jest możliwa z przyczyn leżących po stronie Polski, tylko z powodu braku chęci Rosji do współpracy na partnerskich warunkach. Jak Rosja wyobraża sobie idealny „partnerski” sojusz widać na przykładzie Białorusi. Dlatego samo istnienie Rosji w dotychczasowym kształcie politycznym i terytorialnym jest dla Polski bardzo niebezpieczne. Partnerskie stosunki handlowe z Rosją są zwyczajnie niemożliwe. Z kolei podporządkowanie się Rosji i dołączenie do „ruskiego mira” prowadzi do całkowitej degrengolady cywilizacyjnej, zacofania i nędzy.

    Natomiast Ukraina to zupełnie co innego. Nie ma z Polską żadnych sprzecznych interesów, za to wiele zbieżnych. Chętnie by się pilaster dowiedział kiedy i w jakiej formie Ukraina wysunęła jakiekolwiek roszczenia terytorialne wobec Polski, ale przecież p. Panasiuk w życiu na to pytanie merytorycznie nie odpowie. W ogóle jedynym krajem, który wysuwa roszczenia terytorialne wobec Polski, jakkolwiek nierealistyczne by one były, są Węgry Orbana, czemu zresztą PIS życzliwie kibicuje. Zresztą nawet realnie istniejące spory terytorialne z sąsiadami, Ukraina rozwiązuje w sposób cywilizowany i praworządny, jak niegdysiejszy spór z Rumunią o słynną dzisiaj Wyspę Węży.

    Rosja nie ma wobec Polski roszczeń terytorialnych, tak samo jak nie ma roszczeń wobec Białorusi, ponieważ zwyczajnie chce całej Polski, czego jawnie zresztą zażądał katechon Putin od NATO tuż przed wybuchem wojny.

    Gdyby Rosja była normalnym krajem, takim, jak bardzo do niej podobna pod względem warunków naturalnych, Kanada, to wtedy owszem, współpraca z nią a nawet sojusz mogłyby przynieść wiele korzyści, a USA nie byłyby Polsce do niczego potrzebne. Gdyby Rosja była tylko skorumpowaną kleptokracją, jak dzisiejsza Ukraina, ale nie próbująca podporządkować sobie bliższej i dalszej zagranicy, współpraca z nią również mogłaby przynieść określone, choć mniejsze profity. Niestety nie mamy do czynienia ani z jednym ani z drugim przypadkiem. Dlatego Polska musi dążyć do klęski i rozpadu Rosji, wspomagając w tym celu Ukrainę na wszelkie możliwe sposoby.

    1. Dziekuję za komentarz, ale nie ma Pan racji. To istnienie Rosji gwaranuje istnienie Polski. Gdyby nie było Rosji – po 1939 nie byłoby siły aby pokonać Hitlera i restytuować Polskę. Niemcy hitlerowskie jak pan wie sporzadziły tzw Generalplan Ost w którym zakładały wymordowanie 80% Polaków. I gdyby nie ZSRR na pewno ten plan skończyłby sie powodzeniem. Dzięki temu żę ZSRR i Polska mieli razem wspólny cel- pokonanie Niemiec- udało się nam uratować. Podobnie jest i teraz. Bez istnienia Rosji Polska dawno zostałaby landem, albo został rozczłonkowana jak Jugosławia.

      1. ” To istnienie Rosji gwaranuje istnienie Polski ” dobre 🙂 a podobno Polacy interesują się historią.

      2. Gdyby nie było Rosji, nie byłoby i Hitlera i Niemiec hitlerowskich. Nie tylko Hitler doszedł do władzy wykorzystując strach przed komunizmem, ale i dostał w tym celu bezpośrednią pomoc ze strony Stalina.

        Gdyby nie było Rosji (w 20 leciu międzywojennym), to nie tylko nie byłoby Hitlera, ale i Polska byłaby znacznie silniejsza w stosunku do Niemiec i stosunki polsko – niemieckie miałyby zupełnie inną dynamikę.

        Zresztą nawet zakładając że w latach 1941-1945 cele Rosji i Polski były w jakimś stopniu zbieżne, to na pewno nie jest tak obecnie.

        Nie wie pilaster skąd te przekonanie, że bez Rosji Polska zostałaby „landem” (w domyśle – niemieckim), lub została rozczłonkowana. Jugosławia rozpadła się wskutek własnych sprzeczności wewnętrznych. Widać zresztą dzisiaj, że to było nieuniknione, a Rosja jakoś jej przed tym nie uratowała.

        To Czechosłowacja nie musiała się rozpaść i było to w sporej części przypadkowe.

      3. fantastyczne tezy , ja mysle ze ludzie ktorzy przezyli pieklo lagrow, wywozek na wschod, eksterminacji srodowisk narodowych i inteligencji ( po 17 wrz 39) na pewno przyklasna tej tezie.
        tak z ciekawosci to co bylo wczesniej Katyn , czy Generalplan Ost ?

    2. Przypomina pilaster, że odpowiedzi na pytanie jakie, kiedy i jakiej formie roszczenia terytorialne wysunęła Ukraina pod adresem Polski, oczywiście nie ma.

      1. Ukraińscy parlamentarzyści w 2015 wystosowali roszczenia terytorialne, podczas oficjalnej wizyty polskich uczonych w Kijowie, w okrągłą rocznicę banderowskiego ludobójstwa – mówi w wywiadzie dla portalu Prawy.pl prof. Waldemar Rezmer z UMK w Toruniu, przewodniczący polskiej grupy w ramach polsko-ukraińskiego zespołu historyków.

        Parlament ukraiński regularnie od 2003 przypomina Polakom, że Zakerzonie to ziemia ukraińska.
        Naprawdę Pan nie słyszał?

        https://kresy.pl/wydarzenia/polski-historyk-polska-delegacja-uslyszala-od-ukraincow-zadania-terytorialne/

        1. No i co z tego? Ukraina jest 24. potęgą militarną świata, zaś Polska – 22. Spuścilibyśmy im łomot.

        2. Najwyraźniej p. Panasiuk sam nie czyta tego co linkuje. W wywiadzie przeprowadzonym w 2015 roku, prof. Rezmer wspomniał, że w roku 2003, czyli dwanaście lat wcześniej (!!!) w czasie jakiś rozmów w Kijowie usłyszał od jakiś anonimowych parlamentarzystów ukraińskich że Polska ma się rozliczyć z „Zakerzonia” (tj z terenów położonych na zachód od linii Curzona.) Nawet sam prof Rezmer nie wspomina, żeby takie postulaty usłyszał kiedykolwiek później.

          Nawet gdyby cała ta relacja była jak najbardziej prawdziwa i w niczym (po dwunastu latach) nie przekręcona, to wypowiedzi anonimowych posłów na spotkaniu historyków nie są żadnymi oficjalnymi roszczeniami.

          Podejrzewa pilaster, że jakby poszukać nieoficjalnych wypowiedzi różnych polskich posłów w ciągu ostatnich kilkunastu lat, to znajdziemy tam „roszczenia terytorialne” wobec polskich sąsiadów (w tym Ukrainy) znacznie dalej idące.

          Tylko że właśnie to nie są żadne „roszczenia”. Aby można było mówić o oficjalnych roszczeniach terytorialnych ze strony Ukrainy, musiałyby z nimi oficjalnie wystąpić jakieś oficjalne organy ukraińskiego państwa: rząd, parlament, prezydent, etc..

          Wtedy oczywiście to roszczenie terytorialne przybrałoby formę jakiegoś dokumentu (uchwały, rezolucji, petycji, etc). Tak jest w przypadku roszczeń terytorialnych ze strony Węgier. Zostały one zgłoszone przez Orbana (premiera) i mają formę odpowiedniej mapy. Tak jest też z roszczeniami do całej Polski jakie zgłasza oficjalnie przez swojego prezydenta Rosja.

          Natomiast w przeciwieństwie do Rosji i Węgier Ukraina żadnych roszczeń terytorialnych wobec Polski nie zgłasza, co zresztą w jej położeniu byłoby czystą głupotą, nawet gdyby miała taką ochotę.

    3. „Dlatego Polska musi dążyć do klęski i rozpadu Rosji, wspomagając w tym celu Ukrainę na wszelkie możliwe sposoby”.

      Tak, tak, bartosiakowe brednie.

  2. Nie zgłaszam zdania odrębnego, ale może z nami Polakami jest tak, jak ujął to Józek Piłsudski, żaden autorytet, jak każdy omnibus przereklamowany, stwierdzając chyba trafnie :„Bezsensownym jest wdawanie się Polski zbyt skwapliwe w stosunki zagraniczne zachodnie dlatego, że tam nic innego nie może nas czekać, jak tylko włażenie Zachodowi w dupę… i bycie w tej dupie obsrywanym.” „Tylko dzięki zaiste niepojętej, a tak wielkiej i niezbadanej litości boskiej, ludzie w tym kraju nie na czworakach chodzą, a na dwóch nogach, udając człowieka” i „Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy.”, Uzupełniając te błyskotliwe sentencje dodam, Polska jest mieszanką megalomaniakalnej idei narodowej wyjątkowości, gdzie patriotyzm i śmieszność „krzyżami się mierzy.” Teraz bez nastroju żałobnego: Sergiusz Piasecki „najlepszy bandyta wśród pisarzy i pisarz wśród bandytów”. Podobnie Stawrogin z „To ja, złodziej”, największy gangster wśród filozofów i filozof wśród gangsterów. Powiedział ”nie ma na święcie takiego miejsca, w które się nie sra, nie srasz ty sra ktoś inny. Świat zbudowany na gównie jest „. To niezwykle trafne stwierdzenie genialnego myśliciela, bez wyraźnego związku, ale puszczając luźno wodze fantazji, przypomina wystąpienia publiczne styropianowych wasali „Disneylandu” z popłuczynami plus ich dziennikarskich najemnych sługusów, ogłaszających z żałosną niepewnością, ale wyniośle ”My Zachód „. Kabaretowo, zamieniając lokajską niższość wobec zachodnich sąsiadów na pańską wyższość dla wschodnich. ”My Zachód „ nie ma na święcie takiego miejsca. Jesteśmy ”Pomiędzy „ i groteskowo śmieszni jak ujebliwy hemoroid, który łupie w dupie raz wschodni raz zachodni półdupek, swoją całkowicie wyzbytą z jakiejkolwiek logiki polityką zagraniczną i nie tylko. Wy patologiczne rusofoby cięci jak siekiera i tępi jak jej druga strona, apologeci polskiej przynależności do cywilizacji łacińskiej. W swoim kołtuńskim samozadowoleniu idziecie dalej, jak burza do cywilizacji hollywoodzkiej. Z tą swoją doktryną sanacyjno-Giedrojciową, czując, że poklepuje was Wujek Samo zło, rżniecie nadgorliwie agenta CIA działającego pod ”pokrywką „ w unijnym cyrku. Paskudząc, gdzie popadnie, najbardziej we własne gniazdo. Macie tego świadomość debile? Skąd biorą się te wasze mądrości, z Jano-pawłego grajdołu pedofilskiego i książeczki do nabożeństwa? Kiedy wiosną 1991 roku pojawiła się w nieśmiałym zarysie idea przyjęcia neutralności i przyjaźni ze wszystkimi, wrogów nie mieliśmy absolutnie żadnych, potraktowaliście ją z buta. A szkoda. Za to w podskokach, bo z Putinem trzeba ostro, przyjęliście polskie nieustraszone zuchy ze swoimi Terytorialsami, którzy jak polscy lotnicy potrafią zapierdalać na drzwiach od wychodka niczym bolidem formuły 1 po bezdrożach teatru wojny, bezmyślnie bandycki plan zwichniętego moralnie starucha Brzezińskiego Zbiga, który zakłada, że „Nowy porządek świata będzie się budował naprzeciw Rosji, na ruinach Rosji i na koszt Rosji” Naprawdę??? ”Przebudźcie się póki jest ku temu czas „, bo zostaniecie z rozwalonym korytem jak rybak z bajki Aleksandra Puszkina o złotej rybce.

    1. Dziękuję za bardzo trafny komentarz, rzeczywiście tylko niezmierzonemu ogromowi miłosierdzia Najwyższego zawdzięczamy że jeszcze zachowujemy pozory bytu półpaństwowego, chociaż jak Pan doskonale dostrzega chyba juz dojrzał plan ostateczej likwidacji kwestii polskiej. Wcześniej lub później rzucą mięso armatnie na Wchód. Taka jest kolej rzeczy i nic tu nie poradzimy, bo jak Pan trafnie zacytował Marszałka, ludzie w tym kraju tylko przez przypadek chodzą na dwóch nogach a nie na czworakach. Limit błędów dawno został wyczerpany i ludzie będą jeszcze tęskić do PRL, gdzei posiadali własny wegiel, tani gaz i rope, własne samochody i traktory. Zachód dał im powąchać trochę luksusu przez 10 lat, teraz juz nie musi bo wszystko Polakom już zabrał. Może Pan coś napisze?

      1. Ciekawe ile osób w PRL posiadało własny samochód (abstrahując już od jego jakości) w porównaniu z dniem dzisiejszym. 🙂

        Ropa też w PRL była tak tania, że aż benzyna była na kartki…

        1. Tak samo w PRL nie było hulajnóg elektrycznych. PRL popełniło błąd nie dopuszczając na pewnym etapie rozwoju wolnego rynku. Chińczycy zrozumieli swój błąd i Teng go naprawił. Bez istnienia rynku nie da się wycenić wielu rzeczy. Dlatego istniały kartki. Jednakże było to czysto państwo polskie z naszym własnym przemysłem, z doskonałą demografią, wielka i nowoczesna armią. A teraz to atrapa, która zwyczajnie się kurczy …

          1. Problem, Towarzyszu Panasiuk, polega na tym, że Wy – narodowcy i konserwatyści – przez „wolny rynek” rozumiecie nawet taki chłam, jak ustrój ekonomiczny Jugosławii Miloševića, czy Słowacji Mečiara. My – konserwatywni liberałowie – życzylibyśmy sobie reagano-thatcheryzmu i korwino-balceryzmu. Te dwa systemy dzieli przepaść. To, co proponowały stare komuchy przekonwertowane na nacjonalizm, to nie jest żaden wolny rynek, tylko – jak określa to pilaster – „neofeudalne dziadostwo” z „demokracją suwerenną”. W praktyce może i ma to coś wspólnego z rynkiem, ale raczej nie z wolnym rynkiem. Za dużo tam państwowej formy własności środków produkcji – w sektorze dużych przedsiębiorstw, za dużo protekcjonizmu na zewnątrz, interwencjonizmu wewnątrz, zbędne elementy autarkizmu, zabobonny merkantylizm i to nieszczęsne, narodowo-katolickie państwo opiekuńcze – realizujące zasadę sprawiedliwości społecznej. Ujmując krótko – Index of Economic Freedom na poziomie 50. Co prawda – lepsze to niż ZSRR ze swoim 10-15, ale daleko temu do Anglosasów (75-80).

          2. Nic podobnego. Kiedy PRL na pewnym etapie rozwoju (1988) dopuściła wolny rynek, zwyczajnie przestała być PRLem. Brak wolnego rynku i własności prywatnej był bowiem najważniejszym fundamentem ustrojowym PRL.

            W ChRL nie ma zaś ani wolnego rynku, ani własności prywatnej do dzisiaj. Jest tylko coś w rodzaju NEP, na który władza łaskawie zezwoliła, ale który może w każdej chwili skasować, co zresztą się właśnie w ChRL dzieje. IEF spadło tam już poniżej 50 pkt

      2. „Taka jest kolej rzeczy i nic tu nie poradzimy.” To, tak jak w moim ostatnim komentarzu do „Wielkiej rozgrywki” Pana Wielomskiego, który pozwolę sobie powtórzyć:
        Co z tego, że ma Pan i wielu podobnie myślących rację. I mogę się z Panem zgadzać „do samego końca mojego lub tej planety”, skoro niczego, to nie zmieni. Skończę chyba z tą swoją pisaniną. Na koniec taka krótka historia głupoty, filozofii i pewnego fachowca. Pod rozwagę na każdą porę roku.
        Ludzie „Homo sapiens gatunek ssaka naczelnego” z definicji osobniki rozumne. Dzielą się w istotnej części na bezmyślnych, na w większości uprawiających gimnastykę umysłową i tych, co te ćwiczenia mentalne wynieśli na wyżyny akrobatyki w porywach cyrkowej. Ci pierwsi otumanieni reklamami i nie tylko wpierdalają czekoladę, wierząc niezachwianie, że przyspiesza pracę mózgu. Ale u nich nie ma czego przyspieszać, w rezultacie stają się głupi i grubi. Drudzy krnąbrni i z charakterem są jak niewzruszony „glina” z dowcipu, który na uwagę „nie mówi się okazać dowód osobowy tylko osobisty” reaguje „nie filozuj”. Ostatni mądrale przez stulecia tworzyli i tworzą spasione jak opętani konsumenci sieci McDonald’s tomy ksiąg pełne traktatów filozoficznych, idei i innych narcystycznych samozachwytów, zapominając, że tak ekstremalna woltyżerka mózgowa dla nieprzygotowanych kończy się zwykle kontuzją. A bez metafor. Patrząc z oddali, olewając szczegóły z diabłem w środku. Już w czasach zamierzchłych człowiek podbechtany napierdalał maczugą na prawo, lewo i środek. Robi ten łomot nieprzerwanie nadal, tylko teraz z daleko bardziej wyrafinowaną technologią, równie wymyślnym okrucieństwem i na niespotykaną skalę. Nie raz powtarzam w myślach „kurwa nie wierzę, że to dzieje się naprawdę”, no dzieje się. Wygląda, że ten ułomny, zwyrodniały świat skonstruował ślepy zegarmistrz, mszcząc się za swoje kalectwo.
        Tu https://www.youtube.com/channel/UCt_8LRvLYgB-djaBHtqy-IA w opisie pod każdym obrazkiem z muzyką w tle taka moja pisanina, bo jak twierdzi Jerzy Stuhr, „Śpiewać każdy może.
        Trochę lepiej lub trochę gorzej.
        Ale nie o to chodzi.
        Jak co, komu wychodzi.
        Czasami człowiek musi.
        Inaczej się udusi”.
        Prawie nikt tego nie czyta, a Pan może albo nie.

  3. „Nie jesteśmy państwem morskim. Od tysiąca lat nasze dzieje toczą się na kontynencie – na Nizinie Wschodnioeuropejskiej pomiędzy ludami ruskimi i germańskimi, które od blisko trzystu lat górują nad nami demograficznie i cywilizacyjnie. Utrzymujemy się pracując i handlując z kontynentem. Nie posiadamy naturalnych obronnych granic. Na nizinach silniejsze ościenne państwa mogą z łatwością pokonać słabszą demograficznie Polskę”

    Ale Pan sam strzela sobie w stopę. Skoro „mogą”, to czemu tego nie robią (choć wcześniej wielokrotnie robili)? Czy przypadkiem obecność wojsk USA w Europie, zwłaszcza w Niemczech, tego nie uniemożliwia? O ile ze strony Rosji nie widzę żadnych zagrożeń (Stalin co chciał, to wziął), to już Niemcy (z jakichś powodów odmawiający podpisania z Polską traktatu pokojowego kończącego II wojnę światową) nadal są, moim zdaniem, zagrożeniem, tylko pierdnąć nie mogą, bo są pod amerykańską okupacją.

    „Będąc słabszą i stale zagrożoną – aby przetrwać – Polska musi prowadzić politykę balansowania pomiędzy silniejszymi podmiotami i zmuszona jest dążyć do utrzymywania stanu pokoju w naszej części Europy”

    Ja bym się z tym nawet zgodził, tylko czemu żadne balansowanie nigdy na dłuższą metę nam nie wychodziło i cały czas musieliśmy walczyć albo o utrzymanie, albo o odzyskanie bytu państwowego? A sytuacja zmieniła się dopiero, po 1945 r., gdy Niemcy znalazły się pod okupacją: najpierw anglosasko-sowiecką, a potem anglosaską?

    „Polska będąc ważna częścią kontynentu –może – jak wspomniano brać nieustanie udział w wielkiej wymianie handlowej Europy ze Wschodem. Położenie pomostowe naszego kraju sprawia, że najważniejsze państwa kontynentu takie jak Niemcy, Francja, Włochy, Rosja są zainteresowane w tym, aby ich towary i usługi w sposób bezpieczny przemieszczały się poprzez polskie korytarze transportowe. Jeszcze bardziej powinno na tym zależeć samym Polakom, gdyż z tego ruchu czepią profity i powoduje on, że najważniejsze państwa kontynentu są zainteresowane w utrzymaniu w Polsce pokoju i porządku”

    Ale historia Polski temu przeczy. Mogą zwasalizować nas jeszcze bardziej, niż Anglosasi lub wręcz zlikwidować naszą państwowość i wchłonąć nasze terytorium, a interesy będą szły im jeszcze lepiej, zaś „pokój i porządek” na terenie Polski będzie, że hej.

    „Tym samym poprzez fakt współpracy handlowej i włączeniu naszego kraju w europejski krwioobieg handlowy niwelują się potencjalne zagrożenia ze strony państw ościennych”

    Niech mnie Pan jakoś przekona, że po wypchnięciu USA z Europy, Niemcy nigdy Polski nie zaatakują, by odebrać nam Ziemie Odzyskane. Skąd u Pana taka pewność?

    „Kontynent dążąc do zabezpieczenia swoich interesów dzieli się z Polską całym zapleczem instytucjonalnym i kulturowym”

    O tak, zwłaszcza kulturowym.

    „Dzięki temu Polacy mogą przyswoić sobie najlepsze rozwiązania wypracowanie w europejskim biznesie i administracji prze dziesiątki lat, a także pozyskiwać kapitał. Ten transfer wiedzy i know-how pozwala wielu polskim biznesom i instytucjom czerpać z najlepszych wzorców i skutecznie się rozwijać. Bliskość ekonomiczna najbardziej rozwiniętych gospodarek sprawia, że poprzez otwarte w dużej mierze granice zachodzi proces szybkiego bogacenia się Polaków i wyrównywania poziomów zamożności pomiędzy nami a bogatym Zachodem. W skrócie od kontynentu obecnie otrzymujemy, spokój, bezpieczeństwo, szanse na rozwój gospodarczy i bogacenie się populacji”

    Pamiętam, jak przed referendum akcesyjnym w 2003 r. eurofederaści wciskali wyborcom kit, że za 20 lat zrównają się bogactwem z narodami tzw. Starej Europy. Za rok mija te 20 lat i co – zrównamy się? W rzeczywistości w wyniku unijnej polityki klimatycznej czeka nas bezprecedensowa pauperyzacja, głód, zimno w domach i likwidacja motoryzacji. Zeszłoroczny raport prof. Zbigniewa Krysiaka wykazał, że przez pierwsze 15 lat członkostwa w UE jesteśmy na minusie 500 miliardów złotych. A dodajmy do tego jeszcze celowo zlikwidowany lub sprzedany kapitałowi zachodnioeuropejskiemu przemysł, a wkrótce likwidację własnego górnictwa i energetyki (bo Bruksela każe „ratować klimat”). Nie mówiąc już o 3 milionach polskich parobków, którzy zasilili zachodnioeuropejski rynek pracy, bo na polecenie UE zlikwidowano im zakłady pracy w Polsce.

    Pan oferuje pozbycie się Anglosasów z kontynentu, ale nie oferuje pan gwarancji, że gdy to nastąpi, Niemcy, czy też zdominowana przez Niemcy UE (z własną armią posiadającą francuski arsenał atomowy) nie zlikwidują Polski. Czym okupacja Niemiec lub UE miałaby być lepsza od obecnej okupacji Anglosasów? W sensie kulturowym to jest ten sam liberalny, rozkładowy syf. W sensie gospodarczym też: eksploatują nas jak bydło, zostawiając Polakowi 2500-3500 zł. na biologiczne przetrwanie, a wkrótce nas zrujnują klimatyzmem. W sensie politycznym Anglosasi niewykluczone, że chcą nas wepchnąć do wojny z Rosją, a Niemcy niewykluczone, że chcą nam odebrać Ziemie Odzyskane, gdy sami wydobędą się spod okupacji USA (ewentualnie roztopić całą polską państwowość w UE przekształconej w superpaństwo będące pod ich dominacją).
    Piszę to nie dlatego, że jestem jakimś fanem Anglosasów (bo nie jestem), tylko dlatego, że zauważyłem, iż w środowiskach niniejszego portalu i „Myśli Polskiej” już nie po raz pierwszy Unia Europejska i Niemcy są przeciwstawiane jako alternatywa korzystna dla Polski względem dominacji Anglosasów, po wypchnięciu których zapanuje jakaś sielanka kontynentalna (zwłaszcza dla Polski), choć historia temu przeczy. Unijno-niemiecka Europa to alternatywa dla Polski co najmniej tak samo zła, a być może nawet gorsza. Dlatego trzeba uciekać z całego Zachodu: zarówno tego anglosaskiego, jak i tego unijno-niemieckiego. Trzeba wypracować taką koncepcję dla Polski, która przeprowadziłaby nas do bloku wschodniego, zdominowanego przez Chiny i Rosję (które nie mają wobec Polski złych zamiarów), ale bez jakiegokolwiek poddaństwa Unii Europejskiej i Niemcom. A jeśliby nie dało się przejść do bloku wschodniego, to spróbować chociaż osiągnąć taki status jak Turcja po 2016 r.

    1. Witam szanownego Pana,
      Niech się Pan nie boi kontynentu, Niemcy nie zajmą SZczecina i Wrocławia. Zresztą nawet jakby chceli to kogo tam przyślą- Turków, Wietnamczyków? Ekspansje mocarstw nowożytnych za podłoże mają zazwyczaj, konkretne policzalne przyczyny. Demografia niemiecka chociaż na papierze poprawna wyglada bardzo źle od strony tradycyjnego niemieckiego nacjonalizmu.

      To pierwszy błąd
      Wymysły ekologiczne, energetyczne, LGBT to nie wytwór Europy, ale choróbska podrzucone przez świat anglosaski. Wielu utożsamia Europę z tym świństwem, a tak nie jest. TO cios USA w tradycyjny europejski przemysł , energetykę i kulturę. Jest to mozliwe poprzez dopuszczenie ” wolnego rynku mediów swego czasu” Po prostu koncerny amerykańskie i agencie rządowe USA zdominowałay kanały sterownicze Europy i od 60- lat wsączają te zatrute mity. Cierpi cała Europa nie tylko my. Jedynie Rosji udało sie zatrzymać ten syf.
      To drugi bład

      Nie żyjemy na morzu, ale na kontynencie. 95% naszych dochodów czerpiemy z kontynentu i nic na to nie poradzimy. Chcemy czy nie chcemy musimy handlować z Niemcami i Rosją bo innych mozliwości po prostu nie mamy. Nikt nam nie podmieni sąsiadów. Ale wypchnięcie Anglosasów zlikwidujemy zagrożenie wojenne. Lepiej być troche skromnejszym Europejczykiem niż trupem a państwo pogorzeliskiem nie sądzi kolega? Na bycie mocarstwem , co wykazałem nie mamy po prostu zasobów.

      1. „Niech się Pan nie boi kontynentu, Niemcy nie zajmą SZczecina i Wrocławia. Zresztą nawet jakby chceli to kogo tam przyślą- Turków, Wietnamczyków? Ekspansje mocarstw nowożytnych za podłoże mają zazwyczaj, konkretne policzalne przyczyny. Demografia niemiecka chociaż na papierze poprawna wyglada bardzo źle od strony tradycyjnego niemieckiego nacjonalizmu.”

        Bez przesady. To jest nadal ponad 80-milionowy kraj, potężniejszy od nas pod każdym względem (zwłaszcza demograficznym, gospodarczym i naukowo-technologicznym, a po zapowiedzianych przez Scholza nakładach na zbrojenia – wielokrotnie także militarnym). Ziemie Zachodnie są atrakcyjne pod względem złóż: gigantyczne złoża węgla kamiennego na Górnym Śląsku i brunatnego na Dolnym oraz na Ziemi Lubuskiej (te 2 ostatnie w ogóle jeszcze nie eksploatowane). Do tego jedne z największych na świecie złóż miedzi oraz spore złoża złota i srebra występujące razem z miedzią. Ludność polską można po wygranej przez Niemców wojnie częściowo wygnać (w czym Niemcy mają doświadczenie), a częściowo zasymilować (w czym też mają doświadczenie), co byłoby o tyle łatwe, że liberalizm i tak zrobił z wielu Polaków nihilistów i ojkofobów, a gdyby Berlin zapewnił jeszcze niemiecki poziom życia materialnego, to niejeden dzisiejszy liberalny Polak podpisałby volkslistę.
        Gdzieś czytałem (nie sprawdzałem, czy to prawda), że tuż po rozbiorach Polaków w Królestwie Prus było więcej, niż Niemców. Po upływie kilkudziesięciu lat polskość walczyła o przetrwanie, tak dobrze się Niemcom udała germanizacja.

        „Wymysły ekologiczne, energetyczne, LGBT to nie wytwór Europy, ale choróbska podrzucone przez świat anglosaski. Wielu utożsamia Europę z tym świństwem, a tak nie jest. TO cios USA w tradycyjny europejski przemysł , energetykę i kulturę.”

        Gdyby tak było, to Anglosfera wlewałaby ten syf do Europy, pozostawiając jednocześnie konserwatyzm i tradycjonalizm oraz przemysł u siebie. Tymczasem u nich rozlewa się to tak samo, jak w Europie. Powiedzmy sobie jasno, twórcami tego są Żydzi, co opisał m. in. Kevin MacDonald.
        Faktem jest, że to głównie UE narzuca to Polsce, a nie USA. Zarówno biurokracja w Brukseli, jak i elity poszczególnych państw członkowskich UE, są fanatycznymi wyznawcami i rozsadnikami sodomii i klimatyzmu. Skąd pewność, że po wypchnięciu USA z Europy, nagle przestaną nam to narzucać? Co – nagle się ponawracają na katolicyzm?

        „Cierpi cała Europa nie tylko my. Jedynie Rosji udało sie zatrzymać ten syf.”

        Tylko częściowo, niestety. Statystyki aborcji i rozwodów są tam nawet gorsze, niż w krajach tzw. Zachodu. Narkomania też się mocno szerzy. Państwo walczy tylko z sodomią i nie dało sobie narzucić klimatyzmu.

        „Nie żyjemy na morzu, ale na kontynencie. 95% naszych dochodów czerpiemy z kontynentu i nic na to nie poradzimy. Chcemy czy nie chcemy musimy handlować z Niemcami i Rosją bo innych mozliwości po prostu nie mamy. Nikt nam nie podmieni sąsiadów. Ale wypchnięcie Anglosasów zlikwidujemy zagrożenie wojenne. Lepiej być troche skromnejszym Europejczykiem niż trupem a państwo pogorzeliskiem nie sądzi kolega?”

        Całkowicie się zgadzam. Tylko, że uważam, że żadnego najazdu na Polskę nie ma właśnie dlatego, że Niemcy są pod Amerykańską okupacją. Jedyny problem, to żeby nie dać się wepchnąć do wojny z Rosją. A co do handlu, to handlujmy. Czy jest jakiś zakaz? Tylko nie oddawajmy się na pastwę Niemcom. Jak już pisałem w poprzednim komentarzu, nie wierzę, że po wypchnięciu USA z Europy (a mam tu na myśli głównie Niemcy), nastąpi jakaś europejska, pokojowa sielanka, gdzie wszyscy będą sobie handlować i się bogacić i nikt nikomu krzywdy (a już zwłaszcza nam) nie zrobi. Historia temu przeczy.

  4. Jeszcze tylko dodam, że powoływanie się na Lutra, człowieka ewidentnie błądzącego, arcyniszczyciela, podżegacza wojennego i być może wariata lub opętańca, jest kolejnym strzeleniem sobie w stopę.

    1. Tak, Ma PAn Rację pomyliłem sejm w Spirze z Wormackim . Poproszę Administratora o zmianę

  5. Cytat z Pana Piotra o Rosji:
    „Widzimy natomiast swoistego rodzaju ład oparty na etyce naturalnej i chrześcijańskiej.”
    Nie no, szczena mi opadła z hukiem na podłogę. Publiczne wypisywanie takich bzdur jest przejawem najczystszej odwagi. Piszę to jako apologeta hasła „Wołyń pamiętamy”.

  6. Ciekawa dyskusja, nie żałuję że obserwuję ten portal już od 2004 r. Wpis pana o nicku 'spostrzegawczy’ wygląda mi na solidny endecki realizm, stojący w kontrze do koncepcji paneuropejskich (choć taki „laseckizm” oczywiście też miło się czyta). Szkoda że takie dyskusje od lat odbywają się jedynie w niszowych prawicowych grupkach, a nie prowadzi się ich na salonach politycznych III RP. W efekcie mamy to co mamy, czyli owczy pęd ku zagładzie o nazwie Ukropolin.

  7. Nie chwaląc zachodu i nie gloryfikując go niczym odklejony pilaster, ale nie można przejść obojętnie wobec bełkotu, który serwuje autor:

    „Rosja nie narzuca nikomu swojej ideologii, czy też systemu wartości” – właśnie dlatego zabraniają wyjeżdżać z kraju swoim informatykom czy pilotom, którzy mają krytyczne podejście do działań Putina ws. wojny na Ukrainie czy sposobu rządzenia Putina, bo rozumieją to, co rozumie każdy, kogo IQ nie jest zbliżone do temperatury ciała, czyli że do jasnej cholery trzeba było budować kraj atrakcyjny dla sąsiadów. Nie trzeba byłoby wtedy martwić się, że oddalone o 9000 km USA będą miały na Ukrainie swoją strefę wpływów. Pies z kulawą nogą nie chciałby układać się na Ukrainie ze Stanami, gdyby miała obok siebie państwo silne, transparentne, praworządne i nowoczesne. Zamiast tego ma kraj przeżarty korupcją, zorganizowanymi grupami przestępczymi uniemożliwiającymi normalne prowadzenie zwykłego biznesu niczym w Polsce w latach 90-tych, pełen hipokryzji, bo krytykujący zgniły zachód za upadek moralności jednocześnie mając u siebie jeden z najwyższych odsetków aborcji. Naprawdę mogę długo wymieniać.

    „Nikt nie handluje tutaj surogatkami” – za to handluje organami (m.in. porywanych czeczeńskich dzieci), niczym kartele w Ameryce Południowej, o czym szerokie reportaże były już ponad dekadę temu. Już nie pomnę, że elity rosyjskie mają posiadłości na zachodzie, posyłają do zachodnich szkół swoje dzieci, wysyłają tam na zakupy, pokazują się na festiwalach etc. Hipokryzja lvl. expert.

    „Widzimy natomiast swoistego rodzaju ład oparty na etyce naturalnej i chrześcijańskiej. Rosja jest państwem poważnym” – zabawne. To poważne państwo z ładem opartym na etyce naturalnej i chrześcijańskiej pokazało, że jego wysocy funkcjonariusze niczym nie różnią się od hołoty z bramy. Na początku wojny na Ukrainie ambasador Rosji w Szwecji w niekulturalny sposób wyraził się, gdzie Rosja ma sankcje – to nie jest język dyplomacji, szczególnie opartej na ładzie wypracowanym przez cywilizację łacińską. Ale OK, jedna jaskółka wiosny nie czyni, może trafił się jeden cham na stołku – zdarza się. Ale ignorowanie tego, co powiedział gubernator Obwodu Kaliningradzkiego – Anton Alichanow proponując autostradę eksterytorialną przez Litwę przy przesmyku suwalskim to jest już jawna kpina. Przecież ten człowiek jest świadomy tego, co oznacza historycznie taka propozycja w tym regionie. Jeśli nie, to Rosja to kraj barbarzyński i daje stanowiska kretynom, co falsyfikuje Pana twierdzenie. Jeśli zaś jest świadomy, to albo gubernator uwzględnia że Rosja może zaatakować Litwę jako kraj należący do NATO, więc dopuszcza wojnę (z nuklearną włącznie) tylko dlatego, że kraj sąsiedzki stosuje zgodne z obyczajem środki nacisku, albo wcale takiej opcji nie dopuszcza i traktuje pozycje gubernatora jako element wojny propagandowej używając środków w postaci chamskiej zaczepki niczym dres z bramy. Tak nie działa dyplomacja w rozumieniu cywilizacji łacińskiej. To jest zwyczajnie rewolucyjne czy też turańskie podejście do stosunków dyplomatycznych. Mówiąc ostro – rosyjscy politycy zachowują się w tej warstwie jak chamy.

    W sumie znamienne jest powołanie się przez autora na Lutra – heretyka, łgarza i kolejnego dewastatora cywilizacji łacińskiej.

  8. To wszystko jest dziwne. Dawniej dążąc do zniszczenia ZSRR, Stany Zjednoczone zalewały świat ropą naftową, aby obniżyć jej cenę. Teraz Amerykanie niczego nie robią w tej sprawie. Wręcz ograniczają wydobycie u siebie a jednocześnie wyłączają z obiegu surowce rosyjskie. To musi powodować drastyczne zwyżki cen paliw. Czeka nas potężna recesja od 2024 r., jakiej nie było od 1929 r. Gospodarka nie może funkcjonować normalnie przy tak wysokich kosztach energii. Trudno sobie wyobrazić, że anglosascy analitycy tego nie wiedzą. Zatem cała sprawa ma drugie dno i nie chodzi tylko o wojnę z Rosją. Moje podejrzenie o charakterze teorii spiskowej wskazuje na dalszą realizację wielkiego resetu gospodarczego pod pretekstem tej wojny. Mianowicie wysokie ceny energii mają spowodować odejście od węglowodorów i uratowanie matki ziemi oraz zwierzątek.

    1. Ma kolega dużo racji, ale jak napisałem w innym artykule po prostu głownym toarem eksportowym USA jest dolar. 60% budżetu USA to druk pieniadza. Aby móc go bezkarnie generować na tym poziomie, wszystko musi być droższe. Ale i rynek tak wycenia te puste papiery. Obywatele Zachodu powinni mieć świadomość, że co jakiś czas ich waluty są wyceniane przez rzeczywisty rynek.

  9. Europejscy awanturnicy jak Rosja czy Niemcy setki lat niszczyli Polskę, Polaków i inne narody ekonomicznie, tożsamościowo i biologicznie. Wolę USA i UK od tercetu francusko-niemiecko-rosyjskiego.
    Co do Rosji, dotyka ją tzw. imperial overstretch i niedokończony proces dekolonizacji. Federacja Rosyjska po prostu musi się rozpaść i proces ten zdaje się przyspieszać przez głupotę i odrealnienie rosyjskiej klasy polityczno-bezpieko-oligarchicznej która wywołała wojnę na Ukrainie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.